Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Jak poślubić wampira milionera - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jak poślubić wampira milionera

Электронная книга - «Jak poślubić wampira milionera». Краткое содержание книги:

Roman Draganesti jest czarujący, przystojny, bogaty… i jest wampirem. Wampirem, który stracił właśnie kieł, wgryzając się w coś, w co nie powinien. Teraz ma jedną noc na znalezienie dentysty, zanim zostanie skazany na wieczność z krzywym zgryzem. Sprawy Shanny Whelan też nie układają się za dobrze. Po tym jak była świadkiem morderstwa, jest następna do likwidacji na mafijnej liście. A jej dentystyczna kariera stoi pod znakiem zapytania, bo Shanna boi się widoku krwi. Kiedy Roman ratuje ją przed zabójcą, Shanna zastanawia się, czy znalazła mężczyznę, który sprawi, że jej życie nabierze kolorów. Czy jednak – choć wzajemne zauroczenie jest natychmiastowe i namiętne – zdoła przezwyciężyć strach i wyleczy Romana? A jeśli tak, to co powstrzyma zakochanego Romana… przed jego naturą?
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 74
Перейти на страницу:

– Dietetyczny? – Jean-Luc wszedł za nim do gabinetu.

– Tak. – Roman czekał przy drzwiach, aż wszyscy znajdą się w środku. – Kobiety z mojego klanu bardzo narzekały, że tyją, i obwiniały mnie o to.

– Hm. – Angus usiadł w fotelu naprzeciwko biurka. – Moje też narzekały, ale i tak chciały tylko to.

– Uwielbiają chocolood. – Gregori przysiadł na skraju biurka. – W ostatnim kwartale sprzedaż wzrosła trzykrotnie.

– Liczę, że blood lite rozwiąże ten problem, ma bardzo niewielką zawartość cholesterolu i cukru. – Roman zobaczył, że Laszlo kręci się przy drzwiach. Położył mu dłoń na ramieniu.

– To mój najzdolniejszy chemik. Wczoraj grożono mu śmiercią.

Laszlo wbił wzrok w czarne mokasyny i bawił się guzikiem u fraka.

Angus poruszył się na krześle. Spojrzał na chemika.

– Kto groził?

– Podejrzewamy, że Ivan Petrovsky. – Roman zamknął drzwi i podszedł do biurka.

– Och. – MacKay zmarszczył brwi. – Przywódca rosyjskiego klanu w Ameryce. Moje źródła podają, że pracuje jako zabójca na zalecenie. Ale kto chciałby śmierci twojego chemika?

– Malkontenci chętnie zabiją każdego, kto macza palce w produkcji syntetycznej krwi – zauważył Jean-Luc.

– To fakt. – Skinął głową. – Więc o to chodzi? Roman usiadł za biurkiem.

– Nie dawali znaku życia od zeszłego roku, gdy na Halloween zostawili mi niespodziankę na progu.

– Bombę? – Jean-Luc spojrzał na Szkota. – To twoja działka. Jak myślisz, kto jest przywódcą Prawdziwych?

– Ograniczaliśmy listę do trzech podejrzanych. – Angus poluźnił kołnierzyk koszuli. – Chciałem z wami porozmawiać podczas konferencji. Trzeba coś z tym zrobić.

– Zgadzam się. – Dla podkreślenia swoich słów Jean-Luc uderzył laską w podłogę. Nic dziwnego, że ten temat tak bardzo go obchodził. Malkontenci też próbowali go zabić.

Roman zacisnął dłonie.

– Jeśli Ivan Petrovsky jeszcze nie jest na twojej liście, powinien się tam znaleźć.

– Jest na pierwszym miejscu. Ale czemu grozi chemikowi? Myślałem, że zaatakuje ciebie.

– Pewnie zabierze się i do mnie, kiedy tylko się dowie, że jestem odpowiedzialny za jego… sytuację.

Angus zmrużył oczy.

– Wytłumacz, o co chodzi. Roman poruszył się niespokojnie.

– To długa historia.

– Jak zawsze. – Jean-Luc uśmiechnął się znacząco. – I zawsze chodzi o kobietę, n’estce pas?

– W tym wypadku tak. – Roman odetchnął głęboko. – Nazywa się Shanna Whelan i jest celem Petrovskiego. Rosyjska mafia pragnie jej śmierci, a on dla nich pracuje.

– A ty udzieliłeś jej schronienia? – domyślił się Angus.

– Oczywiście. – Jean-Luc wzruszył ramionami. – Skoro to jego podwładna, ma obowiązek ją chronić.

– Laszlo dopomógł jej w ucieczce – dodał Gregori. – I dlatego Petrovsky chce go zabić.

Chemik jęknął i schylił się po urwany guzik.

– No to trzeba bronić i damy, i chemika. – Angus w zadumie bębnił palcami w stół. – Trudna sytuacja, owszem, ale to się da zrobić. Naszym podstawowym zadaniem jako przywódców klanu jest chronić naszych podwładnych.

Roman z trudem przełknął ślinę. Zaraz rozpęta się burza.

– Ona nie jest moją podwładną.

Angus i Jean-Luc przyglądali mu się przez pełnych pięć sekund.

– Śmiertelna.

Jean-Luc zamrugał. Angus zaciskał dłonie na poręczy tak mocno, aż pobielały mu knykcie. Wymienili spojrzenia. Angus odchrząknął.

– Nie dopuściłeś do śmierci zwyczajnej kobiety?

– Tak, Udzieliłem jej schronienia. Uznałem, że postępuję słusznie, bo ścigał ją wampir.

Jean-Luc oparł dłonie na złotej gałce wieńczącej laskę. Pochylił się lekko do przodu.

– Angażowanie się w sprawy śmiertelników nie jest w twoim stylu, zwłaszcza jeśli to mogłoby ściągnąć kłopoty na twój klan.

– Ja… Musiałem skorzystać z jej usług. Jean-Luc wzruszył ramionami.

– Od czasu do czasu wszyscy odczuwamy taką potrzebę. Ale mamy takie przysłowie: w nocy wszystkie koty są szare. Dlaczego ryzykować tak wiele dla jednej śmiertelniczki?

– Trudno to wyjaśnić. Ona jest… wyjątkowa. MacKay uderzył pięścią w krzesło.

– Utrzymanie naszego istnienia w tajemnicy to priorytet. Mam nadzieję, że się jej nie zwierzałeś.

– Usiłowałem wszystko przed nią ukryć. – Roman westchnął. – Niestety, mój… harem nie potrafił utrzymać języka za zębami.

Szkot zmarszczył brwi.

– Ile wie?

– Zna moje nazwisko, wie, gdzie pracuję, gdzie mieszkam i że mieszka ze mną kilka kobiet. Nie ma pojęcia, czym jesteśmy.

– Na razie. Roman nie wątpił, że jest na tyle inteligentna, by odgadnąć prawdę.

– Oby była tego warta. Jeśli Petrovsky dowie się, że ją ukrywasz…

– Już wie – wtrącił Gregori.

– Merde - sapnął Jean-Luc.

– Zaprosiłeś go na bal? – spytał Angus.

– Tak. – Roman założył ręce na piersi, pochylił się nad biurkiem. – Zaproszenia rozesłano, zanim zaczęła się ta sprawa. Zapraszam go co roku, to gest dobrej woli, ale od osiemnastu lat się nie pojawił.

– Odkąd wprowadziłeś na rynek syntetyczną krew – dodał Jean-Luc. – Pamiętam, jak zareagował. Był wściekły. Nie chciał nawet spróbować, wybiegł jak opętany, krzyczał i miotał obelgi na wszystkich, którzy odrzucali jego staroświecką ideologię.

Jean-Luc mówił, a MacKay rozpiął marynarkę i wyjął pistolet z kabury pod pachą. Upewnił się, że jest naładowany.

– Niech no tylko się pojawi. Srebrne kule. Roman się skrzywił.

– Proszę cię, nie zabijaj moich podwładnych. Szkot uniósł brew.

– Idę o zakład, że się zjawi. Przecież wie, że masz dziewczynę. Jest tu?

– Już jej nie mam. Uciekła.

– Co? – Angus zerwał się na równe nogi. – Chcesz powiedzieć, że uciekła podczas zmiany moich chłopców?

Roman i Gregori wymienili spojrzenia.

– No, tak. Jean-Luc zachichotał.

– Naprawdę jest wyjątkowa, n’estce pas?

MacKay zmełł przekleństwo w ustach i schował broń do kabury. Przechadzał się nerwowo po gabinecie.

– Nie do wiary. Śmiertelniczka przechytrzyła moich Szkotów? Kto był dowódcą zmiany? Obedrę drania żywcem ze skóry!

– Connor – odparł Roman. – Ale bystra dziewczyna zdawała sobie sprawę, że musi go unikać. Wybrała strażnika, który jej nie znał, przebrała się, udawała, że towarzyszy Simone. Podobno bardzo dobrze naśladowała francuski akcent.

– Coraz bardziej mi się podoba – mruknął Jean-Luc. Angus burknął coś gniewnie, wciąż chodząc w tę i z powrotem.

Rozdzwonił się telefon Gregoria.

– Odbiorę na zewnątrz. – Wyszedł.

– A skoro mowa o Simone… – Roman spojrzał na Jean-Luca spod ściągniętych brwi. – Dlaczego wysłałeś ją wcześniej? Sprawia same kłopoty.

Francuz wzruszył ramionami.

– Sam odpowiedziałeś na swoje pytanie, mon ami. Simone sprawia same kłopoty. Musiałem odpocząć.

– Pierwszej nocy zdemolowała nocny klub. A wczoraj groziła śmiercią moim… damom.

– Oczywiście, la jalousie, zazdrość. Doprowadza kobiety do szaleństwa. – Jean-Luc położył sobie laskę na kolanach. – Na szczęście Simone nie należy do mojego klanu. Wystarczy mi, że ją zatrudniam. Gdyby była moją podwładną, oszalałbym. I bez tego mam dość problemów z haremem.

Angus przechadzał się nerwowo, ze wzrokiem wbitym w podłogę.

– Rozważam, czy nie pozbyć się swojego haremu – powiedział. Nagle zdał sobie sprawę, że przyglądają mu się uważnie. Zatrzymał się, wyprostował szerokie plecy. – Nie chodzi o to, że nie cieszy mnie ich towarzystwo. O nie, sprawia mi wielką przyjemność. A dzierlatki nigdy nie mają dość.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 74
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)