Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Achaja - Tom I
Achaja - Tom I - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Achaja - Tom I

Электронная книга - «Achaja - Tom I». Краткое содержание книги:

Znakomicie napisana powieść, łącząca elementy science fiction z klimatem fantasy. Udana próba wydobycia z obu podgatunków fantastyki tego, co w nich najlepsze. Ziemiański po raz kolejny dowodzi, że sztuka pisania dobrej prozy nie jest mu obca. – Feliks W. Kres Nowa powieść Ziemiańskiego to naprawdę, na wymagającym polskim rynku fantasy, znacząca pozycja. Ba, jestem pewien, że pisarz, nie mając żadnych kompleksów przed Sapkowskim, Tolkienem, stworzył własną, zupełnie nową wersją naszych dziejów fantastycznych i to w pełni kompletną, gdzie pierwszy i drugi plan ma bogatą artystyczną głębię odtworzoną z inteligencją i humorem.
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 126
Перейти на страницу:

– Co oni robią? – szepnął Durban.

Achaja nie mogła niczego powiedzieć. Chwiała się na nogach. Było jej niedobrze, czuła, że jeszcze chwila, a przewróci się prosto w gorący piasek i więcej nie podniesie. Straszliwie chciało jej się pić. Wiedziała, że ma prawie pełny bukłak na plecach, ale nie mogła go zdjąć – całe jej ciało ogarnęło dziwne odrętwienie. Odrętwienie i coraz większa słabość.

Haran powrócił po chwili, patrząc tępo na zakrwawiony miecz.

– Ach, zaraza! – warknął. – Udało mu się, psiej krwi!

Odrzucił miecz, klnąc pod nosem. Potem spojrzał na nic nie rozumiejących swoich żołnierzy.

– A tera… do niewoli! – wypalił. – Już się tam na górze umawiają, kogo za jaki wykup puszczą.

– Jak to do niewoli? – szarpnął się Durban. – Jak? Kogo wypuszczą? – dopiero teraz zrozumiał drugą część wypowiedzi zwierzchnika.

– Nie ciebie. Wykupią się panowie oficerowie, bo z bogatych rodzin – zaklął siarczyście i splunął na piasek. – A my do końca życia w pętach jęczeć będziem.

– Jak to? Pozwolimy na to? Bez walki?!!!

– To idź i walcz.

– Ale…

Haran już go jednak nie słuchał. Podszedł do Achai.

– Dziecko – szepnął. – Nie jestem uczony, ale swoje wiem. Swoje lata mam. Zapamiętaj, co ci powiem.

Achaja z trudem uniosła powieki ciążące jakby były ze spiżu.

– Pamiętaj córeczko – ochrypły głos dziesiętnika był coraz niższy. – Ty niczemu niewinna, skoro jesteś tu z nami. Niech cię to nigdy po nocach nie męczy. Skoro jesteś tu z nami, to ty niczemu nie winna. Pamiętaj!

Dziewczyna z trudem skinęła głową, nie bardzo docierało do niej, co mówi.

– I druga rzecz. Tyś dobrze myślała… o tym wszystkim – zatoczył ramieniem koło. – Dobrześ myślała. Ty myśl tak dalej – długo patrzył jej w oczy. – Pewnie teraz nie usłuchasz, taaaaak… i będziesz żałować. Ale ja ci powiem… – przełknął ślinę, potem odchrząknął. – Zabij się, jak będziesz mogła. Żegnaj dziecko.

Postąpił krok w tył i zwrócił się do całej ich dziesiątki.

– Niewola – powiedział cicho, żeby strateg nie słyszał – gorsza niż zaraza. Lepiej się zabić. Ale młodziście, głupi, tak i jeszcze się nacierpicie. Dam wam jednak dwie rady. Jak mówiłem, lepiej się zabić i to teraz, później sposobności nie będzie. Druga rada: kto chce żyć, niech teraz zje, co ma ze sobą i wypije wodę. No! A ja pierwszy raz w życiu rozkazu nie wykonam – wyjął z plecaka małe, drewniane naczyńko, wyrwał zębami korek, wypluł go i podniósł do ust. – Wiele widziałem, to i przygotować się zdążyłem.

Przełknął zawartość jednym haustem i bez słowa ruszył w stronę wydmy, za którą leżał jego kolega.

– Ty!!! – ryknął strateg. – Wróć!!!

Haran zaczął biec, ale zaraz zwolnił. Po jakichś dziesięciu krokach zwalił się na piasek. Zdołał jeszcze przewrócić się na plecy, potem znieruchomiał.

Taktyk z setnikiem wracali właśnie, tym razem galopem. Strateg spojrzał na nich, pokiwał głową i zwrócił się do dwóch setek ludzi ciągle stojących w szeregu na wzgórzu.

– Pikiiii kładź! – jako najwyższy oficer nie był wdrożony do osobistego wywrzaskiwania komend, ale wolał nie powierzać tego jakiemuś podoficerowi. – Tarcze kładź! Dwa kroki do przoduuuu… marsz!

Szereg niezbyt zbornie wykonywał polecenia.

– Hełmyyyyyy zdejm! Dwa kroki do przoduuuuu…

Ostre komendy wprowadziły jednak jaki taki ład. Postępowali krok za krokiem, zostawiając za sobą rzędy w większości nowiutkiego wyposażenia aż do momentu, kiedy zostali w samych tunikach i sandałach. Achaja niezbyt przytomnie rozejrzała się wokół. Nie wyglądali już jak wojsko. Wyglądali śmiesznie. Chłopcy i dziewczęta w przepoconych, krótkich tunikach, bezradni, ośmieszeni, bezbronni. I po co było to wszystko? Ta bitwa, tyle niepotrzebnych śmierci, tyle nieszczęścia… Oszołomienie powoli przeradzało się w strach. Co z nią teraz będzie? Co z nią zrobią? Bogowie! Jak strasznie chciało jej się pić… Obejrzała się, jej nietknięty prawie bukłak leżał kilkanaście kroków z tyłu. Haran miał rację. Haran zawsze miał rację. Usiłowała zmusić się do myślenia, tak jak jej radził. No myśl! Myśl dziewczyno! – strofowała się sama. To dziwne ustawienie wojsk, to, że nie rzucili ich do walki, a teraz niewola. Bogowie! Tak! Przecież rodzina Asiji, wchodząc w układ z cesarstwem Luan, musiała czymś zapłacić za realizację planu. Musiała zapłacić jakąś cenę. I to dużą. Bogowie. Nagle zrozumiała. Tą ceną była ona sama. Przez moment zamroczyło ją, potem o mało nie zsikała się z duszącego strachu. Obejrzała się znowu. Jej własny miecz leżał daleko z tyłu, ale i tak nie wiedziała, czy udałoby się jej użyć go przeciw samej sobie. Haran znowu miał rację.

ROZDZIAŁ 11

Sirius i Zaan wpadli do wnętrza przydrożnej karczmy tak ośnieżeni, że bardziej przypominali bałwany lepione w dziecięcych zabawach niż żywych ludzi. Karczmarz jednak miał wprawne oko. Sam fakt, że klnąc głośno otrzepywali się na samym środku izby, a nie cichcem przy drzwiach, wystarczył żeby poznać w nich znakomitych panów. Pchnął czeladź by zajęła się końmi, a sam zgięty w ukłonie poprowadził dostojnych gości do bocznej komnaty, odseparowanej od głównej izby.

– Daj coś zjeść – mruknął Zaan, zajmując miejsce przy szerokiej ławie. – Byle gorącego. Zamróz taki…

– Już stawiam na ogień mój gulasz – karczmarz zgiął się jeszcze bardziej. – Za niedługo będzie gotowy.

– Cóż to? W taki dzień nie trzymasz strawy na ogniu?

– Jasny panie – gospodarz wykonał prawie że dworski ukłon. – Na ogniu mam normalny gulasz dla normalnych gości. Dla jaśnie panów będzie jaśniepański.

– Aaaaaaaaaaaa – Zaan uśmiechnął się z aprobatą.

– Proszę, a tu na razie przyniosę, żeby coś przekąsić – szybkim krokiem ruszył w stronę głównej izby.

– Uuuu… Dużo pieniądza tu zostawimy – mruknął Sirius. – Gospodarz zna się na swym rzemiośle.

– Ano.

Istotnie, już po chwili karczmarz z czeladzią zaczęli stawiać na stole misy z soloną rybą, mięsem na zimno, słoniną, kwaszonymi ogórkami, kapustą, a do tego chleb i słój z borówkami.

– I gorzałkę! – krzyknął Sirius.

– Na jednej nodze! – gospodarz rzucił się biegiem i w mgnieniu oka na stole pojawił się garniec gorzałki i dwa kubki.

– O to to to to to… – Sirius sięgnął po soloną rybę i całą wsadził sobie do ust. – To rozumiem! – dodał niezbyt wyraźnie.

Zaan zaczerpnął kubkiem gorzałki, wypił ją jednym haustem i również sięgnął po rybę. Nawet kiedy zostali sami, dłuższy czas jedli i pili w milczeniu. Dopiero zaspokoiwszy pierwszy głód, Sirius rozparł się na ławie.

– Aaaaach. To jest życie!

Zaan urwał spory kawał mięsa, dokładnie umaczał go w borówkach i włożył do ust.

– Złapią nas – mruknął.

– Co?

Zaan żuł dłuższą chwilę, zanim powtórzył:

– Złapią nas – wytarł usta rękawem.

Przez chwilę Sirius wyglądał na zaniepokojonego, ale była to bardzo krótka chwila.

– Eeeee… Coś wymyślisz.

– Nie wymyślę. Złapią nas – powtórzył po raz trzeci Zaan.

– No i po co pusto gadać. Nie wszystkich, psiamać, łapią.

– W końcu… wszystkich.

Sirius podniósł zdziwione oczy.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 126
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)