Królestwa ściany [Kingdoms of the Wall - pl]
- Автор: Силверберг Роберт
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-674-1
- Переводчик: Anna Reszka
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Królestwa ściany [Kingdoms of the Wall - pl]». Краткое содержание книги:
Każdego roku z wioski Jespodar, położonej u podnóża Ściany, wyrusza na Pielgrzymkę dwudziestu mężczyzn i dwadzieścia kobiet. Zostali wybrani, aby dotrzeć na sam szczyt najwyższej góry, Summita, gdzie mają spotkać się z bogami i otrzymać od nich wiedzę. Większość nigdy już nie zobaczy swoich rodzin, a nieliczni powracający wydają się być obłąkani.
Dla Poliara i jego przyjaciela Traibena pielgrzymką ta stanowi jednak realizację życiowego marzenia. Przygotowują się od niej do dzieciństwa. Chcą z niej wyjść cało, nie jako szaleńcy, ale nauczyciele mądrości dla swego ludu.
Muurmut najwyraźniej się tego nie spodziewał. Sam byłem zdumiony, że zdołałem to powiedzieć. Wpatrywał się we mnie, jakby próbował się doszukać jakiejś ukrytej drwiny w moich słowach. Widać jednak było, że stara się w nie uwierzyć. Seppil i Talbol spoglądali na siebie w kompletnym osłupieniu. Zobaczyłem, że Gryncindil idzie z uśmiechem w naszą stronę.
— No… — zaczął Muurmut i umilkł, nie wiedząc, co powiedzieć.
— Tamtego dnia potraktowałem cię zbyt ostro. Teraz tego żałuję. Doszedłem do wniosku, że miałeś rację, idąc na poszukiwania Min. I wykazałeś się odwagą, podejmując tę samotną próbę.
— No — wybełkotał zakłopotany. — Cóż, Poilarze… Nigdy wcześniej nie widział mnie w takim nastroju. Ani nikt inny. I nie był pewien, co ma o tym myśleć. Pewnie przyszło mu do głowy, że szykuję dla niego nowe upokorzenie.
Patrzyłem na niego spokojnie. Postanowiłem przebrnąć przez to wszystko.
— I co, Muurmucie? Przyjmiesz moje przeprosiny czy nie?
— Jeśli są szczere, to je przyjmuję. Dlaczego miałbym nie przyjąć? Wyznam jednak, że nie rozumiem, dlaczego zadajesz sobie ten trud.
— Ponieważ zbyt dużo energii zużywaliśmy na spory — stwierdziłem — a nie mamy jej w nadmiarze. — W moim głosie pojawił się cieplejszy ton, lecz przyznaje, że z trudem przychodziło mi płaszczenie się przed nim w taki sposób. Mimo to wyciągnąłem do niego rękę. — Możemy skończyć z tymi kłótniami?
— Zrzekasz się przywództwa na moją rzecz? — zapytał chłodno.
I znowu poczułem ochotę, żeby go uderzyć. Zacisnąłem jednak zęby i odparłem, siląc się na spokój:
— Nasi towarzysze wybrali mnie na przywódcę. Jeśli zechcą mnie usunąć, niech tak będzie. Ale rezygnacja nie leży w mojej naturze. Proszę cię, żebyś zaakceptował mnie jako przywódcę tej Pielgrzymki, Muurmucie. Obiecuję ci w zamian, że odłożę na bok niechęć, jaką czułem wobec ciebie, i włączę cię w krąg moich doradców.
— Chcesz, żebyśmy zostali przyjaciółmi? — zapytał z niedowierzaniem.
— Raczej sprzymierzeńcami. Towarzyszami podróży, współdziałającymi dla dobra nas wszystkich.
— Cóż…
Gryncindil, która znalazła się przy jego boku, dała mu mocnego kuksańca. Rzucił jej gniewne spojrzenie, ale wstał i wyprostował się na całą wysokość. Górował nade mną. Stałem l wyciągniętą ręką. Przyjął ją, chociaż minę miał niewyraźną.
— Bądźmy więc sojusznikami — powiedział. — Towarzyszami podróży. W porządku, Poilarze. Działajmy wspólnie.
Nie było to najczulsze pojednanie. Ale spełniło swoją rolę. Jutro, postanowiłem, odwołam Muurmuta na stronę i zapytam go, czy ma pomysł, jak wydostać się z doliny strumieni.
Kiedy ruszyłem na swoje miejsce przy ognisku, podeszła do mnie Gryncindil i szepnęła słowa podziękowania. Skinąłem głową i szedłem dalej. To wszystko nie było dla mnie przyjemne. Zrobiłem to z konieczności, tak jak się wypala ranę.
14
Tej nocy wzeszły wszystkie księżyce. Było tak jasno, że mieliśmy trudności z zaśnięciem. Jednak to nie księżycowe światło nie pozwalało mi zasnąć, lecz rozmowa z Muurmutem. W głowie kłębiło mi się od niesfornych myśli. Przewracałem się z boku na bok przez wiele godzin, zastanawiając się, czy skończyłem się jako przywódca przez moją gotowość do wykonania pojednawczego gestu, który ktoś mógł uznać za tchórzostwo albo w najlepszym razie za chwiejność.
Nie — powtarzałem sobie. — Przywódca może tylko zyskać, okazując wielkoduszność. Mądrzej było unieszkodliwić i rozbroić Muurmuta dobrocią niż pozwolić, by dalej żywił gniew w sercu.
Jednak żadna z tych filozoficznych myśli nie pomogła mi zapaść w sen. Leżałem spięty, ciągle niespokojny. W końcu nie mogłem już dłużej uleżeć. Bolały mnie oczy, policzki paliły. Wyśliznąłem się ze śpiwora i poszedłem do strumienia, żeby spryskać wodą twarz.
Wszyscy spali wokół ogniska, oprócz Kilariona i Malti, którzy pełnili warte. Sami wyglądali na półprzytomnych. Kiedy przechodziłem obok, sennie skinęli mi głowami. Zazdrościłem im tej senności.
Spojrzałem na drugą stronę strumienia i zobaczyłem obozującą jak zwykle samotnie Hendy. Nieraz mówiłem jej o niebezpieczeństwie odłączania się od reszty, ale ona i tak robiła, jak jej się podobało, wiec w końcu przestałem ją o to męczyć.
Nie spała. Siedziała na posłaniu z brodą opartą na dłoni i obserwowała mnie. Jej oczy błyszczały w świetle wielu księżyców. Przypomniałem sobie, jak pięknie wyglądała, kiedy niedawno namawiała mnie na pojednanie z Muurmutem, i jak słodko pachniała. Patrzyłem na nią i czekałem, łudząc się nadzieją, że na mnie skinie. Ale tylko odwzajemniła mi spojrzenie. Potem przypomniałem sobie, jak w gniewie zapytałem ją, czy robiła Zmiany z Muurmutem, skoro przyszła wstawić się za nim. I poczułem, że ogarnia mnie wstyd.
Musiałem naprawić to grubiaństwo. Choć nie otrzymałem od niej zaproszenia, ruszyłem na drugą stronę potoku. W połowie drogi potknąłem się na śliskim kamieniu i runąłem jak długi. Przez chwilę klęczałem w chłodnej wodzie. Kląłem swą niezręczność, ale jednocześnie mocno mnie ta sytuacja rozbawiła. W takich wypadkach śmiech jest najlepszy. Nie była to jednak dla mnie wesoła noc i zapowiadała się na jeszcze gorszą.
Pozbierałem się i podszedłem do Hendy. Stanąłem nad nią, ociekając wodą. Spojrzała na mnie, a po jej twarzy przemknął… strach? A może jakieś bardziej złożone uczucie?
— Na twoją prośbę rozmawiałem z Muurmutem — zacząłem.
— Tak. Wiem.
— Przeprosiłem go. Nie był specjalnie wdzięczny. Może nie zrobiłem tego z wielkim entuzjazmem. Ale zawarliśmy pokój.
— To dobrze.
Nie powiedziała nic więcej. Stałem, czekając na coś jeszcze. Czułem się jak trzynastolatek, a nie jak dwudziestoletni mężczyzna, który połowę życia ma już za sobą.
— Mogę usiąść obok ciebie? — zapytałem wreszcie. Chyba uśmiechnęła się lekko.
— Jak chcesz. Jesteś cały mokry. Zimno ci?
— Właściwie nie.
— Widziałam, jak upadłeś w strumieniu.
— Tak. Patrzyłem na ciebie zamiast pod nogi. To głupi sposób przeprawiania się przez wodę. Ale byłem bardziej zajęty tobą.
Nic nie odpowiedziała. Wzrok miała nieprzenikniony. Ukląkłem obok niej.
— Wiesz, że nie mówiłem tego poważnie, kiedy cię zapytałem, czy robiłaś Zmiany z Muurmutem?
— Rozumiem, co miałeś na myśli.
— Byłem zaskoczony, że zadajesz sobie trud, by wstawiać się za nim, skoro nigdy nie angażujesz się w żadne spory. I przyszłaś do mnie tuż po Gryncindil, która robi z nim Zmiany. Czułem się pokonany liczebnie. A mój gniew…
— Powiedziałam ci, że rozumiem. Nie ma potrzeby wciąż tego wyjaśniać. Tylko gmatwasz sprawy. — Położyła mi dłoń na nadgarstku i ścisnęła z zadziwiającą siłą. — Nie mogę patrzeć, jak się trzęsiesz. Chodź do mnie. — I odsunęła połę śpiwora.
— Naprawdę chcesz? — zapytałem. — Wszystko przemoczę.
— Och, jesteś głupi.
Po raz drugi w ciągu pięciu minut roześmiałem się ze swojej głupoty. Wgramoliłem się obok niej. Przesunęła się w prawo, żeby zrobić mi miejsce. Między nami została wolna przestrzeń. Przez chwilę się nie ruszałem. Wyczułem, że w Hendy toczy się walka między wrodzonym brakiem zaufania do innych ludzi a pragnieniem, żeby w końcu się otworzyć wobec drugiego człowieka i pozwolić się objąć. Pod tym względem przypominała Thissę. Ale Thissa była santanilłą. Dzieliła ją od innych ludzi moc czarodziejskiego kunsztu. Mogła być tylko gościem w czyimś życiu. Hendy, jak podejrzewałem, starała się położyć kres swojej powściągliwości. Ta walka musiała ją drogo kosztować. Widocznie doszła do wniosku, że teraz nadeszła właściwa pora, by z tym skończyć. Byłem zdumiony i wdzięczny, że wybrała właśnie mnie. Dałbym jej wszystko, czego by sobie zażyczyła. Mógłbym z nią spokojnie porozmawiać, przytulić albo zrobić Zmiany. Przyrzekłem sobie, że będę cierpliwy i delikatny. Tej nocy popełniłem już dość nietaktów. Położyła się na plecach i powiedziała w ciemność: