Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Merkury [Mercury - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Merkury [Mercury - pl]

Электронная книга - «Merkury [Mercury - pl]». Краткое содержание книги:

Kosmiczna winda wywożąca na orbitę towary i ludzi to projekt inżynieryjny istniejący od XX wieku, teraz wreszcie staje się rzeczywistością. Dla inżyniera Bracknella jest ona dziełem życia, ale dla wielkich korporacji, które na tanim transporcie na orbitę stracą majątki, oraz dla Nowej Moralności, dla której budowa wieży w niebo jest obrazą Boga, stanowią cierń w boku. Zostaje zawiązany spisek i wieża runie w dół, grzebiąc w globalnej katastrofie miliony ludzi. Winnym zostanie uznany Bracknell, karą jest wygnanie Ziemi.
Inżynier traci dorobek całego życia, ale przypadkiem dowiaduje się o sabotażu i spisku i od tej pory całe swoje życie podporządkowuje jednemu — zemście na osobach winnych zniszczenia wieży i jego osobistej tragedii.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 76
Перейти на страницу:

Lara wyglądała na zadowoloną, ale Molina zbladł. Bracknell wyłowił z kieszeni pudełko pigułek.

— Masz, Victorze. Weź jedną. Żołądek przestanie podchodzić ci do gardła.

Drzwi windy rozsunęły się i natychmiast do ich uszu dotarł harmider, jaki wytwarzały ekipy montażowe. Wypłynęli z kabiny. Bracknell zaczepił nogą o pętlę na podłodze i ściągnął Larę w dół. Stojąc przyczepiona do podłogi i kiwając się lekko jak ukwiał, Lara przyglądała się wielkiej przestrzeni pustej platformy, przykrytej kopułą, którą ledwo było widać w wypełnionym kurzem powietrzu. Gdzieś daleko wyła denerwująco wiertarka, a wysoki jęk generatora elektrycznego sprawiał, że zaczęły boleć ją zęby. Z prawej strony spawarka wysyłała w powietrze snopy syczących iskier. Wypełnione pyłem powietrze pachniało spaloną izolacją i innymi woniami, których nie potrafiła zidentyfikować. Kobiety i mężczyźni w kombinezonach ustawiali ścianki działowe, przeważnie w małych grupach przypiętych do pokładu, parę osób jednak unosiło się swobodnie przy rusztowaniu, wysoko w górze. Elektryczny wózek przemknął po szynie umocowanej na płytach pokładu, z bagażnikiem wyładowanym wysoko czymś, co wyglądało jak metalowe płyty o strukturze plastra miodu. Wszyscy pokrzykiwali na siebie:

— Potrzymaj! O, tak!

— Poświećcie tutaj, ciemno tu jak w pięciogwiazdkowej restauracji, na litość boską!

— A skąd wiesz, jak wygląda pięciogwiazdkowa restauracja, chłopie?

— Mam! Popuść linę!

Bracknell wykonał zachęcający gest i zawołał przekrzykując hałas:

— Witajcie na poziomie jeden!

Molina skrzywił się, widząc ten harmider, lekko zielony na twarzy. Lara zaczęła uderzać się rękami po uszach; kiwała się na boki przemieszczając się od jednej pętli w podłodze do drugiej.

Bracknell skręcił w lewo i prowadził ich ostrożnie od jednego zestawu pętli do drugiego, obok grupy robotników zebranych przy małym stoliku, na którym stał termos z kawą. A przynajmniej Lara zakładała, że to kawa. Kilku robotników na widok Bracknella uniosło trzymane w dłoniach małe baloniki z cieczą. Mance skinął głową i odwdzięczył się uśmiechem.

— Kubki do ssania — rzekła Lara, śmiejąc się. — Jak dla niemowląt.

— W nieważkości to konieczne — wyjaśnił Bracknell.

Dalej były już zamontowane zakrzywione przepierzenia, a hałas stał się mniej uciążliwy. Szli przed siebie, przepierzenia zakrzywiały się i łączyły w górze jak sklepiony tunel, a szum prawie ustał.

— Jak widzicie i słyszycie — rzekł Bracknell — na poziomie jeden ciągle jeszcze trwa budowa.

— W uszach mi dzwoni — mruknęła Lara.

— Tak, są dość hałaśliwi — przytaknął Bracknell. — Ale gdyby kazać im być cicho, nic nie zostałoby zrobione.

Molina skinął głową niechętnie.

Wskazując na zakrzywiony metal w górze, Bracknell rzekł z nutą dumy w głosie:

— Te przepierzenia to kawałki rakiet towarowych, które wyniosły tu większość materiałów.

Lara uśmiechnęła się.

— Ani zużyć, ani wyrzucić.

— Trochę tak. Na Ziemię wróciły tylko silniki rakietowe.

Wskazała na podłogę.

— Tu już nie ma pętli w podłodze.

Bracknell skinął głową tak, że całe jego ciało przejęło ten ruch.

— Załoga jeszcze tu nie dotarła. Dalej musimy płynąć.

— Płynąć?

— Wystarczy odpychać się od ściany czubkami palców. To proste — dostrzegając ponury wyraz twarzy Moliny, Bracknell dodał: — Victorze, wszystko w porządku?

— Chyba tak — odparł Molina bez przekonania.

Płynęli wzdłuż nagich ścian korytarza, szorując palcami po zakrzywionym metalu.

— Tam, w pierwszym pomieszczeniu, w największej sali, będzie centrum przygotowawcze do wystrzeliwania satelitów.

— Będziecie je wywozić aż na tę wysokość i stąd je wystrzeliwać? — spytała Lara.

— To o wiele tańsze niż wystrzeliwanie ich z powierzchni Ziemi — wyjaśnił Bracknell. — Wystarczy mały silnik manewrowy, żeby wprowadzić satelitę na taką orbitę, na której chcą go mieć właściciele.

— Będziecie wystrzeliwać satelity geostacjonarne z platformy na tym poziomie, tak? — dopytywała się Lara.

— Tak. Wystarczy mały manewr silnikami i znajdą się we właściwym miejscu.

— Masterson Aerospace i inne firmy rakietowe chyba was nie polubią — rzekła.

— Chyba nie. Producenci siodeł i batów pewnie też nienawidzili Henry’ego Forda.

Lara zaśmiała się.

Hałas został już daleko za nimi, coś jeszcze było słychać, ale nie przeszkadzał w rozmowie. Podpłynęli do ciężkiej klapy wbudowanej w ścianę. Bracknell wystukał właściwy kod na ściennej klawiaturze i klapa stanęła otworem. Lara poczuła lekki powiew powietrza za sobą.

— Chciałaś okna? — zwrócił się do niej Bracknell. — To masz okno.

Przeszli przez klapę i Larze zaparło dech. Byli w niewielkim, zaciemnionym pomieszczeniu. Jedna ze ścian była w całości przezroczysta. Dalej widniała gigantyczna krzywizna Ziemi, połyskliwe oceany błyszczące w świetle Słońca, jasne, białe chmurki otulające powierzchnię, zmarszczki brązowych gór.

— O mój Boże — jęknęła Lara, przesuwając się wzdłuż wielkiego okna.

Molina cofnął się.

Bracknell postukał w okno kostkami palców.

— Szkłostal — rzekł. — Importowana z Selene.

— Jakie to piękne! — wykrzyknęła Lara. — Patrzcie! To chyba Kanał Panamski!

— Tak, to Ameryka Środkowa, zgadza się — rzekł Bracknell.

Wskazując na spiralny wir chmur wyjaśnił: — A to wygląda mi na burzę tropikalną na Pacyfiku.

Molina podpłynął bliżej i spojrzał na wirujący kłąb chmur.

— Czy może uszkodzić wieżę?

— To mało prawdopodobne. Burze tropikalne nie zbliżają się do równika, a my jesteśmy dość daleko od wybrzeża.

— Ale przecież…

— Wieża może oprzeć się wiatrowi o prędkości tysiąca kilometrów na godzinę, Victorze. To ponad trzy razy tyle, ile wynosi rekordowa prędkość najszybszego z zarejestrowanych huraganów.

— Nie da się spojrzeć prosto w dół — rzekła Lara, prawie jak rozczarowane dziecko. — Nie widać podstawy wieży.

— Spójrz na horyzont — rzekł Bracknell. — To Jukatan, tam starożytni Majowie budowali swoje świątynie.

— A te góry na prawo to muszą być Andy — stwierdziła.

Ich szczyty były nagie, z szarego granitu, pozbawione śniegu, odkąd nastąpił przełom cieplarniany.

— Mance — odezwała się Lara — mógłbyś użyć szkłostali do zbudowania przezroczystego szybu windy.

Prychnął.

— Nie przy tej cenie, jakiej domaga się Selene.

Molina podpłynął do otwartej klapy.

— Ta klapa jest hermetyczna, tak?

— Tak jest — odparł Bracknell. — Gdyby zewnętrzna ściana tego pomieszczenia została uszkodzona i nastąpiła ucieczka powietrza, klapa automatycznie się zamknie i odetnie rozhermetyzowane pomieszczenie.

— I uwięzi kogoś, kto się tu znajdzie — rzekł Molina.

— Zgadza się — odparł ponuro Bracknell.

— Przecież są tu skafandry — wtrąciła Lara — więc można by się uratować. Prawda?

Bracknell potrząsnął głową.

— Włożenie skafandra zajmuje za wiele czasu. Nawet w przypadku skafandra z nanowłókien.

— Więc chcesz nam powiedzieć — mruknął Molina — że nie jesteśmy tu bezpieczni.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)