Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Gniazdo Szerszeni
Gniazdo Szerszeni - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gniazdo Szerszeni

Электронная книга - «Gniazdo Szerszeni». Краткое содержание книги:

Wymagająca i stanowcza Judy Hammer jest szefową policji w Charlotte, rozwijającym się centrum bankowo-przemysłowym w Karolinie Północnej. Nie wszyscy akceptują fakt, że kobieta zajmuje stanowisko tradycyjnie przeznaczone dla mężczyzn. Burmistrz Search wolałby zamiast niej ugodowego funkcjonariusza, którym łatwiej byłoby manipulować. Judy musi się zmagać nie tylko z przestępcami, lecz również z uległymi wobec lokalnych notabli władzami miasta, napastliwą prasą i nielojalnymi pracownikami. Pojawiają się także kłopoty rodzinne. Ale wszystkie problemy muszą odejść na dalszy plan, gdy nieuchwytny psychopata, nazywany przez dziennikarzy Czarną Wdową, zaczyna mordować przyjeżdżających do miasta biznesmenów.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 99
Перейти на страницу:

Wypadek zdarzył się tam, gdzie zbiegały się obie Queens Road i Selwyn. Brazil natychmiast rozpoznał to miejsce. Nie spodziewał się jednak, że na poboczu stać będzie jakiś samochód. Był to nissan.

Gdy podjechał bliżej, zaskoczył go widok policjantki Michelle Johnson, która siedziała w środku i płakała. Zaparkował w pobliżu, wysiadł z samochodu i ruszył w stronę wozu policjantki. Szedł pewnym krokiem, jakby odpowiadał za to, co się tu działo. Zajrzał przez szybę od strony kierowcy i nagle poczuł wzruszenie na widok zapłakanej kobiety. Serce zaczęło mu mocniej bić. Policjantka nie spodziewała się tu nikogo o tak późnej porze i schwyciła pistolet, ale zaraz rozpoznała w nim dziennikarza, którego widziała już rano. Ochłonęła, ale ogarnęła ją wściekłość. Opuściła szybę w oknie.

– Odpieprz się ode mnie! – zawołała.

Patrzył na nią, niezdolny do najmniejszego ruchu. Michelle Johnson zapaliła silnik.

– Sępy! Pieprzone sępy! – zawołała.

Brazil stał bez ruchu, osłupiały. Zachowywał się tak dziwnie i nietypowo, jak na dziennikarza, że policjantka się uspokoiła. Odeszła jej ochota, aby odjechać, i oboje przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.

– Chcę pani pomóc – powiedział bezbarwnym głosem Andy.

Światło ulicznej latarni skrzyło się na potłuczonym szkle i wsiąkało w ciemne plamy na chodniku. Ukazywało też pokiereszowane drzewo, na którym rozbił się mercedes. Pojawiły się świeże łzy. Michelle wytarła twarz dłońmi, a jej upokorzenie dopełniło się, gdy młody dziennikarz nie spuszczał z niej wzroku. Skuliła się i jęknęła, przytłoczona rozpaczą i świadomością, że pistolet mógłby położyć temu kres.

– Gdy miałem dziesięć lat – powiedział Andy – mój ojciec służył w tutejszej policji. Był mniej więcej w twoim wieku, gdy zginął na służbie. Czułem się wtedy podobnie jak ty.

Młoda kobieta spojrzała na niego i pociągnęła nosem.

– Ósma dwadzieścia dwie wieczorem, dwudziesty dziewiąty marca. Niedziela. Powiedzieli, że to jego wina – kontynuował Brazil drżącym głosem. – Był po cywilnemu, ścigał skradziony samochód, wyjechał poza swój rewir. Pomoc nie nadeszła w porę. Zrobił, co mógł, ale… – Przerwał i przełknął ślinę. – Nie miał szansy, aby opowiedzieć, co się właściwie stało. – Popatrzył w ciemność, wściekły na ulicę i noc, że wtedy zrabowano także część jego życia. Uderzył pięścią w dach wozu. – Mój ojciec nie był złym gliną! – zawołał.

Michelle Johnson milczała, czując w sobie okropną pustkę.

– Wołałabym być na jego miejscu – wyznała po chwili. – Wolałabym nie żyć.

– Nie. – Andy pochylił się, aby spojrzeć jej w oczy. – Nie. – Zobaczył jej lewą rękę, zaciśniętą na kierownicy, i ślubną obrączkę na palcu. Ścisnął ramię policjantki. – Nie zostawiaj nikogo – powiedział.

– Oddałam dziś odznakę – wyznała.

– Zmusili cię do tego? – spytał z oburzeniem. – Nie ma dowodu, że…

– Nikt mnie nie zmuszał. Sama tak chciałam – przerwała mu. – Uważają mnie za potwora. – Załkała.

Brazil wyprostował się nagle.

– Możemy to zmienić – zaproponował. – Pomogę ci.

Otworzyła drzwi samochodu i wsiadł do środka.

10

Judy Hammer podlewała właśnie rano kwiaty, gdy do jej gabinetu weszła Virginia. Jak zwykle miała ze sobą kawę i zdrowe śniadanie z Bojangles, tym razem dla odmiany tost z jajkiem na kiełbasie. Telefon na biurku dzwonił jak oszalały, ale komendantka była zajęta zraszaniem orchidei. Spojrzała na swoją zastępczynię bez słowa powitania. Judy Hammer znana była z krótkich, ostrych komunikatów, które wypowiadała z lekkim akcentem z Arkansas.

– Wiem. – Prysnęła wodą z plastikowej konewki. – Brał udział w pościgu, który zakończył się aresztowaniem dwóch przestępców. W pojedynkę przerwał całą serię włamań do sklepów Radio Shack, które były plagą tego miasta od ośmiu miesięcy.

Przyjrzała się egzotycznym, białym kwiatom i jeszcze raz spryskała je wodą. Wyglądała naprawdę świetnie w garsonce z czarnego jedwabiu w drobniutkie, różowe prążki i bluzce z wysokim kołnierzem, także z czarnego jedwabiu. Virginia doceniała gust szefowej. Była dumna, że pracuje dla kobiety, która jest tak elegancka i ma świetne nogi, a poza tym kocha ludzi i kwiaty.

– Poza tym w jakiś sposób udało mu się wydobyć prawdę od Michelle Johnson. – Judy wskazała głową na poranną gazetę, leżącą na jej biurku. – Ukręcił łeb przypuszczeniom, że to ona jest odpowiedzialna za śmierć tamtych biednych ludzi. Johnson nie odejdzie z policji. – Podeszła do drzewka cytrynowego, stojącego pod oknem, i zerwała zwiędłe liście z gałęzi, która zawsze rodziła owoce. – Rozmawiałam z nią dziś rano – kontynuowała. – Tyle się wydarzyło, a Brazil wczoraj nawet z nami nie jeździł. – Przerwała na chwilę robotę i spojrzała na swoją zastępczynię. – Miałaś rację, on nie powinien jeździć sam. Bóg jeden wie, do czego byłby zdolny, gdyby miał na sobie mundur. Chciałabym przenieść go do jakiegoś innego miasta, oddalonego od nas o co najmniej pięćset kilometrów.

Virginia uśmiechnęła się, widząc, jak jej szefowa troskliwie zrasza następną roślinę.

– Chcesz, aby on w dalszym ciągu dla nas pracował – powiedziała. Zaszeleścił papier, gdy sięgnęła do torby ze śniadaniem.

– Jesz za dużo śmieci – upomniała ją Judy. – Gdybym ja pochłaniała tego tyle, co ty, byłabym gruba jak beczka.

– Brazil dzwonił dziś do mnie. – Virginia rozpakowała wreszcie swoje śniadanie. – Wiesz, czemu zaparkował na tyłach sklepu Radio Shack?

– Nie. – Judy przeniosła wzrok z afrykańskich fiołków na swą zastępczynię.

Pięć minut później komendantka szła korytarzem na pierwszym piętrze. Nie wyglądała na osobę przyjaźnie nastawioną do świata. Napotkani policjanci kłaniali się jej i oglądali się za szefową ze zdziwieniem. Podeszła do jakichś drzwi i otworzyła je z impetem. Funkcjonariusze po cywilnemu, którzy znajdowali się w środku, byli zdumieni widokiem komendantki. Jeannie Goode była właśnie w trakcie odprawy z podwładnymi.

– Wszystkie, mam na myśli wszystkie informacje, jakie docierają do dyżurnego kapitana… – mówiła, zanim nie przerwała na widok idącej w jej stronę przełożonej.

Instynktownie od razu spodziewała się kłopotów.

– Zastępczyni komendantki, Jeannie Goode – odezwała się Judy głośno, aby wszyscy słyszeli. – Czy wiesz, co to jest nękanie?

Z twarzy Jeannie odpłynęła cała krew. Wydawało jej się, że zaraz zemdleje, i oparła się plecami o tablice, podczas gdy struchlali policjanci stali bez ruchu. Goode nie mogła uwierzyć, że szefowa upomina ją w obecności trzydziestu trzech szeregowych, ulicznych gliniarzy z rewiru David One, dwóch sierżantów i jednego kapitana.

– Może pójdziemy na górę do mojego gabinetu? – zaproponowała, uśmiechając się słabo.

Judy skrzyżowała ramiona na piersiach i stanęła na wprost oddziału policji.

– Myślę, że wszyscy mogą na tym skorzystać – powiedziała spokojnym tonem. – Doniesiono mi, że policjanci śledzili po całym mieście dziennikarza z „Observera”.

– Kto tak powiedział? – wybuchnęła Jeannie. – On? I uwierzyłaś mu?

– Nie powiedziałam, że wiem o tym od niego – odparła komendantka.

Milczała dłuższą chwilę i cisza, jaka zapanowała w pokoju, przyprawiła Jeannie Goode o dreszcze. Pomyślała o różowych pigułkach, które trzymała w szufladzie biurka. Niestety, trzecie piętro było bardzo daleko.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 99
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)