Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miecz Aniołów
Miecz Aniołów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miecz Aniołów

Электронная книга - «Miecz Aniołów». Краткое содержание книги:

Opowieśc o Mordimerze Madderdinie, inkwizytorze, który nie waha się zadawać pytań i dążyć do odkrycia prawdy o otaczającym go świecie.
Świecie pełnym intryg i zła. Świecie, w którym ludziom zagrażają demony, czarownicy oraz wyznawcy mrocznych kultów. Świecie, którego siłą napędową są nienawiść, chciwość oraz żądza. Do tego właśnie uniwersum Mordimer Madderdin niesie żagiew Boskiej miłości…
OTO ŚWIAT, w którym Chrystus zstąpił z krzyża i surowo ukarał swych prześladowców. Świat gdzie słowa modlitwy brzmią: i daj nam siłę, byśmy nie przebaczali naszym winowajcom. Świat, w którym nasz Pan i jego Apostołowie wyrżnęli w pień pół Jerozolim. OTO ON: inkwizytor i Sługa Boży. Człowiek głębokiej wiary.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 79
Перейти на страницу:

– To dopiero mogą wyjawić przesłuchania.

– Powiedział mi wszystko.

– Wy tak sądzicie. Bogu dziękować, nie będę potrzebował więcej waszej pomocy, która zresztą bardziej była dla mnie ciężarem… Jutro pojawi się tu człowiek, którego zdolności są powszechnie znane, a który zdobył sławę, wydobywając zeznania od najbardziej zatwardziałych przestępców, dzięki swym szczególnym metodom perswazji.

– Wesoły Kat… – mruknąłem.

– Jeśli chcecie go tak nazywać… – Wzruszył ramionami. – Być może macie rację, że nie mogę wam zabronić śledztwa, ale i wy nie macie prawa ingerować w moje postępowanie. Wyjawię całą prawdę o potwornościach, których zaznało to nieszczęsne miasteczko.

– Ja już znam całą prawdę – powiedziałem.

– Wierzcie mi, że wasza pycha i upór spotkają się z należytą uwagą w Stolicy Apostolskiej – rzekł. – Biada wam, jeśli śledztwo odkryje, że mamy do czynienia z czarami.

Wyszedłem z izby, gdyż nie było nic do dodania. Nie miałem żadnych wątpliwości, iż Sforza uzyska to, czego pragnie, a więc odkryje w Stolpen czarnoksiężnika. Zapewne nawet nie jednego, lecz całą sektę. Powiedziałem kiedyś, że najczęściej byle oprawca z rozgrzanym do czerwoności dłutem potrafi przekonać przesłuchiwanego, iż jest zielonym osłem w pomarańczowe ciapki. Cała mądrość polegała na tym, aby, mając taką władzę nad ludźmi, nie pozwolić sobie, by jej ulec. Lecz zrozumieć to mogli tylko ci, którzy przeszli wytężone szkolenie w Akademii Inkwizytorium.

Na progu domu zobaczyłem zasępionego rycerza de la Guardię, który powitał mnie niechętnym skinieniem głowy. Ale domyślałem się, że ta niechęć ma niewiele wspólnego ze mną, i jak się okazało, miałem rację.

– Powiedział wam, prawda? – właściwie stwierdził, a nie spytał.

– O Wesołym Kacie? Owszem, powiedział.

– Nie zamierzam uczestniczyć w śledztwach, które będzie prowadzić ta kreatura – stwierdził z obrzydzeniem. – A wy?

– Panie rycerzu – powiedziałem. – Mylicie pojęcia. Wesoły Kat nie poprowadzi przesłuchań, a jedynie wykona polecenia brata Sforzy. To dwie różne sprawy, gdyż…

– Nie wiem – przerwał mi. – Nie znam się na tym…

– Wasza obecność, rzecz jasna, nie będzie konieczna – rzekłem uspokajającym tonem. – Chociaż być może wasz wpływ mógłby nieco złagodzić ostrość sądów brata jałmużnika.

I do czego to doszło, biedny Mordimerze, pomyślałem z ironią, abyś uznał za korzystny obrót losu, iż w przesłuchaniach ma uczestniczyć szlachetnie urodzony, nie mający wszak większego pojęcia o prawie, herezji oraz czarach. A jednak wiedziałem, że obecność rycerza faktycznie może złagodzić spór pomiędzy Sforzą a mną, którego celowo podżegać nie miałem przecież zamiaru.

– Pomyślę jeszcze nad tym – odparł de la Guardia. – Ale to się nie godzi, to się nie godzi… – Pokręcił głową i, nie zwracając już na mnie uwagi, skierował się w stronę plebanii.

* * *

Wesołego Kata ujrzałem jednak nie nazajutrz, a jeszcze tego samego dnia. Nie wiem, kogo spodziewałem się zobaczyć, lecz na pewno nie tę jednocześnie groteskową i straszną postać. Wesoły Kat z Tiannon ubrany był w obcisły kubrak z ponaszywanymi kolorowymi łatami, długie ciżmy o zagiętych noskach i bufiaste, mieniące się wieloma barwami pantalony. Szyję oraz nadgarstki otaczały mu szerokie kryzy ze sztywnego, białego jedwabiu. Jednak nie to, że wyglądał jak trefniś, było najbardziej zdumiewające. Wesoły Kat miał twarz zasłoniętą złotą maską wyobrażającą roześmiane oblicze pucułowatego, złotowłosego amorka. Nawet jego oczu nie było widać spoza wąskich, poziomych szczelin. Ale trudno było nie dostrzec, że ten strój nosił niepokojące ślady. Kryza prawego rękawa naznaczona była burordzawą plamą, jakby po zaschniętej krwi, a na zielonym pasie pantalonów widniał podobnego koloru naciek.

– Żesz ty… – mruknął Kostuch i było to niezłe podsumowanie.

– Pozwólcie sobie zaprezentować, panie Madderdin – rzekł brat Sforza z niekłamaną satysfakcją w głosie. – Oto mistrz cechu katowskiego, Gaspar Louvain.

– Wesołym Katem zwany na szerokim świecie, bowiem radośniejszego człeka nigdzie nie znajdziecie.

Głos Gaspara był jednocześnie chrapliwy i piskliwy, tak jakby kat właśnie wkraczał w wiek męski, kiedy wysokie chłopięce tony zaczynają ścierać się z męskimi brzmieniami. Ponieważ jednak słyszałem o jego dokonaniach sprzed kilku lat, więc byłem przekonany, że na pewno nie jest młodzieniaszkiem. Przyglądałem mu się dłuższą chwilę.

– Trzymajcie swojego psa z dala ode mnie, jałmużniku – ostrzegłem beznamiętnym tonem.

– Przecież żeśmy bracia w fachu, obaj ludzi ślem do piachu – zapiszczał Wesoły Kat z jawnym wyrzutem w głosie.

– A rymy też ma podłe – powiedziałem. – I powtórzcie mu, jeśli łaska, że gdy raz jeszcze nazwie mnie bratem, to będziecie mu wybierać jego własne zęby z mózgu.

– Wyjdź – rozkazał Gasparowi dość ostrym tonem brat Sforza, a Wesoły Kat teatralnie wzruszył ramionami, lecz usłuchał.

Przyglądałem się, jak idzie w stronę drzwi, i nawet jego chód wydawał się zarazem dziwaczny i odrażający. Bowiem człowiek ten sunął głęboko zgarbiony, tak, że dłonie zwieszały mu się aż za kolana i drobił kroczki, kolebiąc się na obie strony. Gaspar Louvain był postawnym mężczyzną, ale kiedy szedł, wydawał się jakimś obrzydliwym, skurczonym stworzeniem, które dopiero co nauczyło się naśladować człowieka, ale które w tym naśladownictwie nie zyskało jeszcze należytej biegłości. Odwrócił się od samych drzwi.

– Wesoły Kat się na ciebie nie gniewa, gdyż jeno radość w sercu mu rozbrzmiewa – rzekł tym razem chrapliwym głosem, patrząc w moją stronę. A przynajmniej po ruchu głowy poznałem, że zerka na mnie, bo spoza maski nie widziałem źrenic.

– Nie życzę sobie, byście obrażali człowieka, który przybył, aby mi pomóc – rzekł Sforza, kiedy Wesoły Kat opuścił już izbę.

– Będę miał to na uwadze – odparłem.

Zastanawiałem się, co może łączyć tych dwóch ludzi. Brata ze Stolicy Apostolskiej i cudaczną postać, która wydawała się pozbawiona ludzkich cech, lecz która cieszyła się znaczną, choć złą sławą. Czy jałmużnicy zamierzali w śledzeniu oraz badaniu herezji (nawiasem mówiąc, wysoce naganny był ten nagły zapał do brania się za nie swoje sprawy) wykorzystywać podobne kreatury? Zresztą, nie sądzę, aby na świecie był ktoś drugi podobny do Wesołego Kata z Tiannon. Tyle że, jak znałem życie, to prędzej czy później znajdą się naśladowcy podobnego postępowania, którzy zechcą się upodobnić do Gaspara Louvaina zarówno z wyglądu, jak i zachowania. Zresztą taka jest już natura ludzka, że lgnie do zła oraz grzechu, jak ćma do rozpalonej świecy. I nie miałem wątpliwości, że Wesoły Kat jest człowiekiem zarówno złym, jak i grzesznym. A przy tym wszystkim najprawdopodobniej również niespełna rozumu. Co nie zmieniało postaci rzeczy, iż w sojuszu z bratem Sforzą mogli okazać się niebezpieczni nie tylko dla miasteczka Stolpen, którego losy obchodziły mnie w nikłym stopniu, ale również dla waszego uniżonego sługi.

* * *

Przesłuchanie Mathiasa Litte miało rozpocząć się o świcie następnego dnia i tym razem nie zaspałem. Ale kiedy pojawiłem się w izbie, zauważyłem, że kat już krząta się przy palenisku. Dostrzegł mnie i zwrócił ku mnie twarz, czy raczej, złotą, roześmianą maskę, jaką na twarzy nosił.

– Ach, toż to inkwizytor, co odrzucił me powitalne ramiona. Lecz zaraz się o Wesołego Kata talentach przekona. I nie będzie już gardził biednym Gasparem, kto z jego narzędzi zapozna się czarem.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)