Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Córka Nastawiacza Kości». Краткое содержание книги:

Аннотация

Córka Nastawiacza Kości
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 69
Перейти на страницу:

Wszystkie kobiety, dziewczynki i dzieci były w pracowni, z wyjątkiem Drogiej Cioci, która poszła do piwnicy policzyć pałeczki tuszu, które już ozdobiła rzeźbami. Cieszyłam się, że nie ma jej z nami, bo ilekroć ktoś wymieniał imię Changa, pluła. Kiedy więc przywoził drewno, wysyłano ją do pokoju, gdzie przeklinała go, waląc w wiadro tak długo i głośno, że sąsiedzi zaczynali krzyczeć.

– Cóż za szczególny zbieg okoliczności – zauważyła Starsza Ciotka. – Ten sam pan Chang, który sprzedaje nam drewno. Równie dobrze nasza rodzina mogłaby mieć takie szczęście.

– Jego związek z naszą rodziną sięga jeszcze dalej w przeszłość – pochwaliła się Matka. – To on zatrzymał swój wóz, żeby pomóc po tym, jak Najmłodszego Brata zabili mongolscy bandyci. Pan Chang to człowiek uczynny.

Wydawało się, że nie ma końca związkom sławnego pana Changa z nami. Skoro niedługo stanie się jeszcze bogatszy, Matka pomyślała, że na pewno obniży cenę odpadów drewna.

– Powinien dzielić się swoim szczęściem – zgodziła się sama ze sobą Matka. – Bogowie oczekują, że zrobi przynajmniej tyle.

Do pracowni weszła Droga Ciocia i po krótkiej chwili domyśliła się, o kim mowa. Tupnęła nogami, bijąc pięściami powietrze.

– Chang jest zły – mówiła, wymachując ramionami. – Zabił mojego ojca. Przez niego zginął Hu Sen. – Wydała chrapliwy dźwięk, jak gdyby miało się jej oderwać całe gardło.

To nieprawda, pomyślałam. Jej ojciec spadł z wozu, bo był pijany, a Najmłodszego Wuja kopnął własny koń. Tak opowiedziała mi Matka i ciotki.

Droga Ciocia chwyciła mnie za rękę. Zajrzała mi w oczy, a potem zaczęła szybko mówić rękami:

– Powiedz im, Piesku, powiedz, że mówię prawdę. Zrozumiałam już, że smocze kości, które ma Chang – rozsypała na niby ich garść na swojej dłoni – to zapewne te same, które należały do mojego ojca, do mojej rodziny. Chang ukradł je w dniu mojego ślubu. To był mój posag. To kości z Małpiej Szczęki. Musimy je odebrać Changowi i zanieść do jaskini, inaczej klątwa nie przestanie działać. Szybko, powiedz im.

Zanim jednak otworzyłam usta, Matka ostrzegła:

– Nie chcę słuchać żadnej z jej szalonych opowieści. Słyszysz, Córko?

Wszyscy, łącznie z Drogą Ciocią, utkwili we mnie spojrzenie.

– Powiedz im – powtórzyła gestem. Ale ja odwróciłam się do Matki, skinęłam głową i rzekłam:

– Słyszę.

Droga Ciocia wybiegła z pracowni, wydając jakiś zduszony krzyk, na którego dźwięk ścisnęło mi się serce i poczułam się zła.

Przez chwilę w pracowni panowała cisza. Potem do Matki podeszła Prababcia, pytając z zatroskaną miną:

– Widziałaś może Hu Sena?

– Jest na podwórku – odrzekła Matka. Prababcia wyszła z pracowni, powłócząc nogami. Żony moich wujów poczęły cmokać.

– Wciąż nie może odzyskać rozumu po tym, co się stało – mruknęła Młodsza Ciotka. – A to było prawie piętnaście lat temu. – Przez moment nie wiedziałam, czy mają na myśli Prababcię, czy Drogą Ciocię.

– To dobrze, że nie umie mówić – dodała Starsza Ciotka. – Cóż to by był za wstyd dla naszej rodziny, gdyby ktoś wiedział, co próbuje powiedzieć.

– Powinnaś ją wygnać z domu – zwróciła się do Matki Młodsza Ciotka. A Matka wskazała Prababcię, która człapała, drapiąc się po czerwonym znamieniu za uchem.

– To przez starą babcię ta obłąkana piastunka siedzi u nas tyle lat.

Wiedziałam, że naprawdę Matka chce powiedzieć, że po śmierci Prababci będzie mogła wreszcie kazać Drogiej Cioci się wynosić. Naraz pomyślałam o swojej piastunce z wielką czułością. Chciałam zaprotestować, zawołać, że Matce nie wolno tego zrobić, lecz jak mogłam sprzeciwiać się czemuś, co nie zostało powiedziane?

Miesiąc później Prababcia upadła, uderzając głową o ceglany brzeg swojego k'ang. Zanim nadeszła Godzina Koguta, umarła. Ojciec, Starszy Wuj i Młodszy Wuj wrócili do domu z Pekinu, choć na drogach zrobiło się niebezpiecznie. Między Pekinem a Ustami Góry dochodziło do strzelanin między ludźmi generałów. Na szczęście dla nas, jedyną walką, jaką widzieliśmy, były kłótnie lokatorów. Kilka razy prosiliśmy ich, żeby nie wrzeszczeli, gdy żegnaliśmy Prababcię leżącą w głównej sali domu.

Kiedy pan Chang przywiózł trumnę, Droga Ciocia została w swoim pokoju i przeklinała go, hałasując wiadrem. Ja siedziałam na ławce na dziedzińcu od frontu, przyglądając się, jak Ojciec i pan Chang rozładowują wóz.

Myślałam sobie, Droga Ciocia jest w błędzie. Pan Chang nie wyglądał na złodzieja. Był miłym, barczystym mężczyzną o życzliwej twarzy. Ojciec prowadził z nim ożywioną dyskusję na temat jego “ważnego wkładu w naukę, historię i dobro Chin w ogóle". Pan Chang słuchał go ze skromnością, ale i z widocznym zadowoleniem. Potem Ojciec odszedł, aby przynieść mu pieniądze za trumnę.

Mimo że było chłodno, pan Chang bardzo się pocił. Otarł czoło rękawem. Po chwili zauważył, że mu się przyglądam.

– Ale duża urosłaś! – zawołał do mnie. Zarumieniłam się. Mówił do mnie sławny człowiek.

– Moja siostra jest większa – powiedziałam po chwili. – Chociaż o rok młodsza.

– Ach, świetnie – rzekł.

Nie chciałam, żeby wyrażał się pochlebnie o GaoLing.

– Słyszałam, że ma pan kawałki Człowieka z Pekinu – zmieniłam temat. – Jakie części?

– Och, tylko najważniejsze.

Też chciałam pokazać, że jestem ważna, więc bez namysłu wypaliłam:

– Ja też miałam kiedyś kości. – Potem szybko zasłoniłam sobie usta dłonią.

Pan Chang uśmiechnął się, czekając na ciąg dalszy.

– I gdzie one są? – spytał po chwili.

– Nie mogłam zachować się nieuprzejmie.

– Zabrałyśmy je z powrotem do jaskini – odrzekłam.

– Gdzie to jest?

– Nie mogę powiedzieć. Piastunka kazała mi obiecać, to tajemnica.

– Ach, twoja piastunka. To ta z brzydką twarzą. – Pan Chang przyłożył do ust sztywno rozczapierzone palce, tak że jego dłoń przypominała kraba.

Skinęłam głową.

– Szalona kobieta. – Spojrzał w stronę, skąd dobiegał odgłos walenia w wiadro. Nic nie powiedziałam.

– To ona znalazła kości w tym miejscu, o którym nie możesz mówić?

– Obie znalazłyśmy, a ona zaniosła je z powrotem – odpowiedziałam szybko. – Ale nie mogę powiedzieć gdzie.

– Oczywiście. Nie powinnaś mówić nikomu obcemu.

– Przecież pan nie jest obcy! Nasza rodzina bardzo dobrze pana zna. Wszyscy tak mówią.

– Mimo to nie powinnaś mi mówić. Na pewno powiedziałaś ojcu i matce. Pokręciłam głową.

– Nikomu. Gdybym zdradziła miejsce, chcieliby wykopać kości. Tak mówiła Droga Ciocia. Powiedziała, że kości muszą zostać w jaskini, bo inaczej spotka ją sroga kara.

– Jaka kara?

– Klątwa. Umrze, jeśli komuś powiem.

– Przecież jest już dość stara, prawda?

– Nie wiem. Chyba nie.

– Kobiety często umierają niezależnie od wieku, wcale nie z powodu klątwy. Przyczyną może być choroba albo wypadek. Moja pierwsza żona umarła dziesięć lat temu. Zawsze była niezdarna i któregoś dnia spadła z dachu. Teraz mam nową żonę, jeszcze lepszą niż ostatnia. Jeśli twoja piastunka umrze, też możesz mieć nową.

– Jestem za stara na nową piastunkę – powiedziałam. Nie podobała mi się już ta rozmowa.

Po chwili wrócił Ojciec z pieniędzmi dla pana Changa. Gawędzili jeszcze przez kilka minut, a potem pan Chang zawołał do mnie:

– Przy naszym następnym spotkaniu znowu porozmawiamy. – I odjechał pustym wozem. Ojciec wydawał się zadowolony, że tak znany w naszym miasteczku człowiek uznał mnie za wartą poświęcenia odrobiny uwagi.

Kilka dni później odbył się właściwy pogrzeb Prababci. Wszyscy głośno lamentowali, ale najgłośniej Matka, jako pierwsza dama domu, bo tak było w zwyczaju. Naprawdę wydawało się, że rozpacz odebrała jej nadzieję. Ja też płakałam, czując smutek i strach. Gdy pogrzeb się skończył, zaczęłam się niepokoić tym, co się zaraz mogło zdarzyć: Matka zmusi Drogą Ciocię do odejścia.

Jednak tego nie zrobiła, a oto dlaczego.

Matka wierzyła, że Prababcia nadal jest w domu, nawiedza wygódkę i sprawdza, czy wszyscy przestrzegają ustalonych przez nią porządków. Za każdym razem, gdy Matka kucała nad dziurą, słyszała głos, który pytał: “Czy widziałaś Hu Sena?". Kiedy nam to opowiedziała, Trzecia Ciotka stwierdziła:

– Widok twojego gołego siedzenia powinien odstraszyć wszystkie duchy.

Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale Matka wpadła w gniew i oświadczyła, że obcina wszystkim kieszonkowe na następny miesiąc.

– Żeby was nauczyć większego szacunku dla Prababci – powiedziała.

Ponieważ w wygódce straszył duch, Matka co dzień chodziła do świątyni i składała specjalne ofiary. Poszła na grób Prababci i spaliła srebrny papier, żeby Prababcia mogła wykupić sobie drogę na lepszy poziom. Po dziewięćdziesięciu dniach zaparcia Matka wróciła do sklepu pogrzebowego i kupiła automobil z papieru naturalnej wielkości, razem z szoferem. Prababcia widziała kiedyś prawdziwy automobil na świątecznym jarmarku w Ustach

Góry. Stał na parkingu, gdzie trzymano powozy i osły a kiedy automobil odjeżdżał z rykiem silnika, Prababcia powiedziała, że jego dźwięk przestraszyłby diabła, a szybkość mogłaby go unieść do nieba.

Tak więc papierowe auto strawił ogień, a duch Prababci odszedł z latryny do Świata Jin. Potem życie w naszym domu potoczyło się swoim normalnym, hałaśliwym biegiem. Reszta rodziny wróciła do codziennych zmartwień: przejmowała się pleśnią w prosie, pęknięciem na szkle, rzeczami, które nie miały szczególnego znaczenia.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 69
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)