Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pieszczota Nocy
Pieszczota Nocy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pieszczota Nocy

Электронная книга - «Pieszczota Nocy». Краткое содержание книги:

Większość z was zna mnie jako Merry Gentry, prywatnego detektywa. W rzeczywistości jestem księżniczką Meredith NicEssus, następczynią tronu – choć nie wiem, czy dożyję jego objęcia. Na tym, aby mi się nie powiodło, bardzo zależy mojemu kuzynowi.
Tak więc oboje uczestniczymy w wyścigu o koronę, a rywalizację wygra to z nas, które pierwsze doczeka się dziecka. Moi strażnicy stali się moimi kochankami. Jeśli któremuś uda się uczynić mnie brzemienną, zostanie królem. Tymczasem muszą mnie chronić, ponieważ w odróżnieniu od większości istot magicznych jestem śmiertelna.
Ale teraz w Los Angeles w tajemniczych okolicznościach giną ludzie. Zabójca zagraża również krainie Faerie. Wszystko wskazuje na to, iż czeka mnie konfrontacja ze starożytną potęgą, która może zniszczyć cały świat…
Witajcie w świecie Laurell K. Hamilton – świecie pełnym ziemskich rozkoszy, niebezpiecznej magii i pasjonujących przygód, znanych już z powieści „Pocałunek ciemności”…
Laurell K. Hamilton jest także autorką cyklu o Anicie Blake, zabójczyni wampirów i innych nadprzyrodzonych stworzeń.
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 77
Перейти на страницу:

– Nie.

– Ale to z pewnością byłoby korzystne dla wszystkich.

– Taranis sprawia problemy. Zachowuje się tak, jakby Bezimienny został stworzony tylko z energii Unseelie. Udaje, że jego dwór jest bez skazy. – Wyglądała tak, jakby spróbowała czegoś kwaśnego. – Nie pomoże nam, bo udzielenie pomocy oznaczałoby przyznanie się do udziału w stworzeniu tego czegoś.

– To głupota.

Skinęła głową.

– Zawsze był bardziej zainteresowany iluzją czystości niż samą czystością.

– Kto może powstrzymać Bezimiennego? – spytał Doyle głosem tak cichym, jakby po prostu głośno myślał.

– Nie wiemy. Ale jest on pełen starej magii, rzeczy, których już nie tolerujemy nawet między Unseelie. – Usiadła na brzegu łoża. – Ktokolwiek go uwolnił i ukrył przed naszym wzrokiem… jeśli naprawdę potrafi go kontrolować, dysponuje naprawdę potężną bronią.

– Czego ode mnie oczekujesz, królowo?

Spojrzała na niego niezbyt przyjaźnie.

– A jeśli powiem: Wracaj do domu, wracaj do domu i chroń mnie? A jeśli powiem, że nie czuję się bezpieczna, nie mając ciebie i Mroza przy boku?

Klęknął na jedno kolano. Jego twarz zginęła pod falą włosów.

– Nadal jestem kapitanem Kruków Królowej.

– Przybyłbyś? – spytała cichym głosem.

– Gdybyś rozkazała…

Próbowałam nie okazywać żadnych uczuć. Przyciągnęłam kolana do piersi i usiłowałam nie pokazywać nic po sobie. Gdyby udało mi się nie myśleć, nie byłoby nic widać na mojej twarzy.

– Twierdzisz, że nadal jesteś kapitanem moich Kruków, ale czy nadal też jesteś moją Ciemnością, czy może należysz już do kogoś innego?

Głowę trzymał opuszczoną i milczał. Ja usiłowałam nie myśleć o niczym. Posłała mi bardzo nieprzyjazne spojrzenie.

– Ukradłaś mi moją Ciemność, Meredith.

– Co mam powiedzieć, ciociu Andais?

– Dobrze, że mi przypomniałaś, że jesteś moją krewną. Widok jego poranionych pleców pozwala mieć nadzieję, że masz ze mną więcej wspólnego, niż się spodziewałam.

Chciałam myśleć o niczym. Wyobraziłam sobie pustkę, wyobraziłam sobie szybę, za którą jest następna szyba, a za nią jeszcze jedna…

– Bezimienny nie został wypuszczony bez powodu. Dopóki nie dowiem się, co to za powód, ostrzegam tych, z którymi wiążę największe nadzieje. Jedną z tych osób jest piękna Meredith. Nadal mam nadzieję, że doczekam jej dziecka.

Spojrzała na mnie wrogo.

– Czy jest tak wspaniały, jak wygląda?

Wysiliłam głos, żeby zabrzmiał obojętnie.

– Tak.

Królowa westchnęła.

– Szkoda. Już dawno wzięłabym go do łóżka, gdybym się nie bała, że urodzę szczenięta.

– Szczenięta?

– Nie powiedział ci? Doyle ma dwie ciotki, których prawdziwymi formami są psy. Jego babka była ogarem z Dzikiego Gonu. Ogary piekielne – tak je ludzie teraz nazywają, chociaż, jak wiesz, z piekłem nie mamy nic wspólnego. To zupełnie inny system religijny.

Przypomniałam sobie wycie i głodny wzrok Doyle’a.

– Wiedziałam, że Doyle nie jest czystym sidhe.

– Jego dziad był phouka – tak złym, że jako pies sparzył się z ogarem z Dzikiego Gonu i przeżył, żeby o tym opowiedzieć. – Uśmiechnęła się złośliwie.

– A więc Doyle jest równie mieszanej krwi jak ja. – Głos miałam nadal obojętny; punkt dla mnie.

– Ale czy wiedziałaś, że jest po części psem, zanim go wzięłaś do łóżka?

Doyle klęczał przez ten cały czas, włosy skrywały mu twarz.

– Wiedziałam, że w jego żyłach płynie krew Dzikiego Gonu, zanim we mnie wszedł.

– Doprawdy? – Zabrzmiało to tak, jakby mi nie wierzyła.

– Słyszałam, jak z jego ust wydobywa się ujadanie ogarów. – Odgarnęłam włosy, żeby mogła zobaczyć znak ugryzienia na ramieniu, bardzo blisko szyi. – Wiedziałam, że jest głodny mojego ciała nie tylko w sensie seksualnym.

Jej wzrok znowu stał się surowy.

– Zaskakujesz mnie, Meredith. Nawet nie przypuszczałam, że lubisz przemoc.

– Nie sprawia mi przyjemności krzywdzenie ludzi. Przemoc w sypialni, kiedy wszyscy się na nią godzą, to co innego.

– Dla mnie nie – powiedziała.

– Wiem – odparłam.

– Jak ty to robisz? – spytała.

– Co robię?

– Jak udaje ci się mówić tak obojętnym tonem? Jesteś w stanie powiedzieć „idź do diabła” z uśmiechem na ustach.

– To nie jest świadome, ciociu Andais, wierz mi.

– Przynajmniej nie zaprzeczyłaś.

– Nie okłamujemy się nawzajem – powiedziałam zmęczonym głosem.

– Wstań, Ciemności, i pokaż swojej królowej zranione plecy.

Podniósł się bez słowa, odwrócił się plecami do lustra i odgarnął włosy na bok.

Andais podeszła bliżej do lustra, wyciągając rękę w rękawiczce. Przez chwilę wydawało mi się, że ta ręka wysunie się przez lustro.

– Brałam cię za osobę dominującą, Doyle, a ja nie lubię się nikomu podporządkowywać.

– Nigdy nie pytałaś, co lubię. – Nadal stał odwrócony tyłem do lustra.

– Nie sądziłam również, że jesteś tak hojnie obdarzony przez naturę. – Teraz w jej głosie pojawiła się nutka nostalgii. Przypominała dziecko, które nie dostało na urodziny upragnionej zabawki. – To znaczy, psy i phouka nie są aż tak hojnie obdarzone.

– Większość phouka może przybierać również inne formy, pani.

– Tak, wiem, niektóre mogą stawać się również końmi, czasami orłami… Ale co to ma… – Przerwała w połowie zdania i uśmiech wygiął jej uszminkowane usta. – Chcesz powiedzieć, że twój dziad mógł zamieniać się zarówno w konia, jak i psa?

– Tak, pani – odrzekł cicho.

– Dlatego masz tak wielkiego jak koń. – Roześmiała się.

Nic nie powiedział, tylko wzruszył ramionami. Byłam zbyt zaskoczona jej śmiechem, by się do niego przyłączyć.

– Ale przecież nie jesteś koniem.

– Phouka są zmiennokształtni, moja królowo.

Przestała się śmiać.

– Sugerujesz, że możesz zmieniać jego wielkość?

– Czy sugerowałbym coś takiego? – spytał obojętnym głosem.

Patrzyłam, jak na jej twarzy pojawia się wyraz niedowierzania, ciekawości, wreszcie z trudem skrywanego pragnienia. Wpatrywała się w niego tak, jak skąpcy w złoto: pożądliwie, natarczywie, samolubnie.

– Kiedy to wszystko się skończy, Ciemności, a ty nie okażesz się ojcem dziecka księżniczki, sprawimy, żebyś spełnił te przechwałki.

Myślę, że nie zachowałam obojętnej miny, ale próbowałam.

– Ja się nie przechwalam, pani – powiedział Doyle, niemal szeptem.

– Nie wiem, czego teraz pragnąć. Jeśli zapłodnisz Meredith, nigdy nie zaznam z tobą przyjemności. I nadal wierzę w to, w co zawsze wierzyłam, a co naprawdę trzymało cię z dala od mojego łoża.

– Czy mogę spytać, co to jest?

– Możesz. A ja mogę nawet odpowiedzieć.

Jednak nie odpowiedziała. Zapadła cisza. W końcu Doyle spytał:

– W co takiego wierzyłaś, że trzymałaś mnie z dala od swojego łoża? – Kiedy pytał, odwrócił głowę na tyle, by widzieć Andais.

– W to, że mógłbyś być królem, prawdziwym królem, a nie tylko z nazwy. A ja nie podzielę się swoją władzą. – Spojrzała na mnie. Starałam się ze wszystkich sił zachować bezmyślny wyraz twarzy, ale wiedziałam, że mi się to nie udaje. – A ty, Meredith? Co sądzisz o posiadaniu prawdziwego króla, który zażąda podziału władzy?

Postanowiłam powiedzieć prawdę.

– Umiem się lepiej dzielić niż ty, ciociu Andais.

Spojrzała na mnie. Nie potrafiłam odczytać tego spojrzenia. Napotkałam jej wzrok.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 77
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)