Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Najczarniejszy strach
Najczarniejszy strach - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Najczarniejszy strach

Электронная книга - «Najczarniejszy strach». Краткое содержание книги:

Coben to wsp??czesny mistrz thrillera, kt?rego przyr?wnuje si? zarowno do Agaty Christie, jak Roberta Ludluma. Precyzyjnie skonstruowana intryga, mistrzowsko stopniowane napi?cie, fa?szywe tropy prowadz?ce donik?d, pozornie niemo?liwe do wyja?nienia zagadki pojawiaj?ce si? niemal na ka?dej stronie, zaskakuj?ce zako?czenie, kt?rego nie domy?li si? nawet najbardziej przenikliwy czytelnik, to podstawowe cechy jego pisarskiego stylu. A? w o?miu powie?ciach pojawia si? ulubiony literacki bohater Cobena, Myron Bolitar, by?y pracownik FBI, agent sportowy i detektyw-amator w jednej osobie, kt?ry nieustannie wpl?tuje si? w kryminalne k?opoty. Na Myrona jak grom spada wiadomo??, ?e ma nie?lubnego syna, kt?rego istnienia nawet nie podejrzewa?. Co wi?cej, Jeremy choruje na rzadk? odmian? bia?aczki – by go uratowa?, konieczny jest przeszczep szpiku kostnego. Niestety, jedyny zarejestrowany dawca, niejaki Taylor, przepad? bez ?ladu. Myron ustala jego prawdziwe nazwisko – Lex. Ale Lex jest nieuchwytny, a podaj?cy si? za niego cz?owiek przez telefon ka?e mu po?egna? si? z ch?opcem. Powtarza przy tym maniakalnie siej ziarno. Siej Ziarno to przydomek seryjnego porywacza i mordercy opisanego w serii artyku??w przez Stana Gobbsa – dziennikarza, kt?rego media i FBI oskar?y?y o fabrykowanie informacji. S? na to niepodwa?alne dowody. Czy rzekomy zab?jca i dawca to jedna i ta sama osoba…
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 66
Перейти на страницу:

– Tak.

– Stwierdzenie to jest prawdziwe, ale w innym sensie, niż się sądzi. Szkoła wyrywa dzieci z ciepłego rodzicielskiego kokonu. Uczy je terroryzować innych lub ulegać terrorowi. Uczy okrucieństwa. Uczy, że mama i tata kłamali, mówiąc im, że są jedyni i wyjątkowi.

Myron milczał.

– Pan się z tym nie zgadza?

– Ja nie uczę w przedszkolu.

– To unik, panie Bolitar.

Myron wzruszył ramionami.

– Uczą się zachowań społecznych – odparł. – To twarda lekcja. Na takich lekcjach wszyscy uczą się na własnych błędach.

– Innymi słowy, uczą się, że istnieją pewne granice?

– Tak.

– Ciekawe. I chyba prawdziwe. Powołałam się na przykład z wywoływaniem zdjęć.

– Tak.

– Szkoła tylko je wywołuje. Ale ich nie robi.

– Owszem – odparł Myron, nieskory, by podążyć za jej wywodem.

– Chcę powiedzieć, że gdy dzieci te trafiają do przedszkola, niemal wszystko jest już przesądzone. Potrafię przewidzieć i w dziewięćdziesięciu procentach się nie mylę, które z nich osiągnie sukces, komu się nie powiedzie, kto będzie szczęśliwy, a kto skończy w więzieniu. Ma na to pewien wpływ Hollywood i gry wideo. Zwykle jednak rozpoznaję, które dziecko będzie oglądało za dużo brutalnych filmów i za często grało w brutalne strzelanki.

– Dostrzega to pani już u pięciolatków?

– Tak, na ogół.

– I nic się nie da zrobić? Te dzieci nie mogą się zmienić?

– Nie mogą? Och, pewnie mogą. Ale już weszły na swoją ścieżkę i choć wciąż mogą obrać inną, większość tego nie robi. Bo łatwiej na niej pozostać.

– Zadam więc nieśmiertelne pytanie: to kwestia natury czy wychowania?

– Ciągle mi je zadają – odparła z uśmiechem pani Joyce.

– I?

– Odpowiem, że wychowania. Wie pan dlaczego?

Myron potrząsnął głową.

– Wiara w wychowanie jest jak wiara w Boga. Można się mylić, ale można też wygrać wszystko. – Splotła dłonie, pochylając się w jego stronę. – Ale do rzeczy. Czym mogę panu służyć, panie Bolitar?

– Czy pamięta pani Dennisa Leksa?

– Pamiętam wszystkich moich podopiecznych. Dziwi to pana?

– Uczyła pani inne dzieci Leksów? – spytał, nie chcąc znów zbaczać z tematu.

– Wszystkie. Po opublikowaniu swojego bestselleru ich ojciec dokonał wielu zmian. Ale dzieci pozostawił tutaj.

– Co może mi pani powiedzieć o Dennisie?

Pani Joyce poprawiła się na krześle i przyjrzała się Myronowi tak uważnie, jakby widziała go pierwszy raz.

– Nie chcę być niegrzeczna, ale czy zdradzi mi pan wreszcie powód swej wizyty? Rozmawiam z panem, nadużywając zapewne czyjegoś zaufania, bo wyczuwam, że przyjechał pan tu w bardzo konkretnym celu.

– Jakim, pani Joyce?

– Niech pan sobie daruje gierki – odparła ze stalowym błyskiem w oku.

Miała rację.

– Próbuję znaleźć Dennisa Leksa – powiedział.

Peggy Joyce nie zareagowała.

– Wiem, że zabrzmi to dziwnie – ciągnął. – Ale wygląda na to, że po skończeniu tego przedszkola zapadł się pod ziemię.

Wpatrzyła się przed siebie, ale nie wiedział w co. W nagą ścianę? Nie wisiały tu żadne zdjęcia, dyplomy ani rysunki dzieci.

– Nie po jego skończeniu – odparła. – W trakcie.

Zapukano do drzwi.

– Proszę – powiedziała Peggy Joyce.

Weszła panna Simmons z chłopczykiem. Miał zwieszoną głowę i płakał.

– James musi dojść do siebie – powiedziała.

Peggy Joyce skinęła głową.

– Niech się położy na macie.

James łypnął na Myrona i wyszedł z panną Simmons.

– Co się stało z Dennisem Leksem? – spytał Myron.

– Trzydzieści lat czekałam, aż ktoś zada mi to pytanie.

– A jak brzmi odpowiedź?

– Przede wszystkim chcę wiedzieć, dlaczego pan go szuka.

– Próbuję znaleźć dawcę szpiku kostnego. Może nim być Dennis Lex.

Myron podał jej minimum szczegółów.

– Nic panu nie pomogę – powiedziała, kościstą dłonią dotykając twarzy. – To było tak dawno temu.

– Proszę, pani Joyce. Jeśli go nie znajdę, umrze dziecko. Jest pani moją jedyną szansą.

– Rozmawiał pan z rodziną?

– Tylko z jego siostrą Susan.

– Co panu powiedziała?

– Nic.

– Nie bardzo wiem, co mogę dodać.

– Na przykład, jaki był Dennis.

Westchnęła i ułożyła ręce na udach.

– Był jak inni Leksowie, bardzo bystry, rozważny, zamyślony, może odrobinę za bardzo jak na takiego malca. Z reguły staram się o to, by dzieci trochę wydoroślały. W przypadku małych Leksów nie było to potrzebne.

Myron skinął głową, chcąc zachęcić ją do mówienia.

– Dennis był najmłodszy. Pewnie już pan to wie. – W tym samym czasie chodził tu jego brat, Bronwyn. Susan była najstarsza.

Urwała, jakby nie była pewna, co powiedzieć.

– Co się stało z Dennisem?

– Pewnego dnia on i Bronwyn nie przyszli do przedszkola. Ich ojciec poinformował mnie przez telefon, że zabiera synów na nieplanowane wakacje.

– Dokąd?

– Nie powiedział. Nie podał żadnych szczegółów.

– Proszę mówić.

– To właściwie wszystko, panie Bolitar. Bronwyn wrócił po dwóch tygodniach. Dennisa już nie zobaczyłam.

– Zadzwoniła pani do jego ojca?

– Oczywiście.

– Co powiedział?

– Że Dennis nie wróci.

– Spytała pani dlaczego?

– Oczywiście. Ale… zetknął się pan z Raymondem Leksem?

– Nie.

– Takiego człowieka się nie wypytuje. Wspomniał coś o nauce w domu. A gdy nie rezygnowałam, dał jasno do zrozumienia, że to nie moja sprawa. Przez lata śledziłam losy tej rodziny, nawet gdy stąd wyjechali. Ale, podobnie jak pan, nie słyszałam więcej o Dennisie.

– Jak pani myśli, co się z nim stało?

Spojrzała na Myrona.

– Uznałam, że umarł.

Choć jej słowa nie były zaskoczeniem, podziałały jak wielka pompa, która wysysa powietrze.

– Dlaczego? – spytał.

– Doszłam do wniosku, że zachorował i dlatego zabrali go z przedszkola.

– Dlaczego pan Lex miałby to ukrywać?

– Nie wiem. Po tym, jak jego powieść stała się bestsellerem, nabawił się paranoi na punkcie prywatności. Ma pan pewność, że dawca, którego pan szuka, to Dennis Lex?

– Nie mam.

Peggy Joyce strzeliła palcami.

– Zaraz, mam coś, co może pana zainteresować. – Wstała, otworzyła szufladę z aktami i po krótkich poszukiwaniach wpatrzyła się w to, co z niej wyciągnęła. Zamknęła szufladę łokciem. – Zrobiono je dwa miesiące przed odejściem Dennisa. Wręczyła mu starą fotografię, nie tyle spłowiałą, ile pozieleniałą. Było na niej piętnaścioro dzieci i dwie przedszkolanki, w tym znacznie młodsza Peggy Joyce. Lata nie obeszły się z nią okrutnie, niemniej upłynęły. W czarnym małym prostokącie widniał napis: PRZEDSZKOLE SHADY WELLS MONTESSORI, oraz rok.

– Który to Dennis?

Wskazała chłopca siedzącego w pierwszym rzędzie. Miał fryzurę Niezłomnego Wikinga i uśmiechał się, choć nie oczami.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 66
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)