Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Dom dzienny, dom nocny». Краткое содержание книги:

»Dom dzienny, dom nocny« jest najambitniejszym projektem prozatorskim Olgi Tokarczuk. Ta pe?na melancholijnego smutku (a miejscami i okrucie?stwa) ksi??ka oferuje nam w finale wspania?y, optymistyczny koncept. Otwiera nas na poznawanie ?ycia, do?wiadczanie naszego istnienia w jego wielowymiarowej postaci. Nie udzielaj?c nam porad ani nie serwuj?c nam odpowiedzi na tzw. najistotniejsze pytania, zach?ca do otwarcia si? na t? nie?atw? pr?b?, jak? jest nasza w?asna, niepowtarzalna egzystencja.
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 127
Перейти на страницу:

Następnej zimy Celestyn przeziębił się i gdy stało się już jasne, że nic nie jest w stanie mu pomóc, bracia zebrali się w jego celi i zaczęli odmawiać potrójną modlitwę za umierających. Celestyn wiedział, co to oznacza, więc wodził rozgorączkowanymi oczami po twarzach braci, jakby szukał w nich zapewnienia, że to, co go czeka, mieści się w porządku klasztornego życia. Rozległ się potem stukot kołatek i zeszli się wszyscy mnisi, żeby wysłuchać ostatniej spowiedzi. Paschalis płakał, gdy opat zaintonował Credo in unum Deum. Łzy ciekły mu wciąż po twarzy, gdy w urywanej spowiedzi brat Celestyn nie nazwał grzechu, który czynili razem przez całe miesiące. Opat udzielił umierającemu rozgrzeszenia i położono jego ciało na kamiennej posadzce. Wieczorem umarł.

Opat musiał widzieć rozpacz młodego mnicha, bo zaproponował mu zwolnienie z obowiązku wyprawy z mięsem następnego dnia. Ale Paschalis nie chciał. Paliła go skóra, palił go mózg i serce, jakby już za życia dostał się w płomienie piekła.

Transport mięsa wyruszył w ciemnościach. Równomiernie skrzypiały drewniane koła wozu, a nad pyskami wołów unosił się jasny obłok ich marznących oddechów. Słońce wschodziło ponad niskim zimowym niebem i przełęcz otwarła przed nimi tylko zamglone białe powietrze. Nie było widać ani doliny Glatzu, ani Gór Stołowych. Zanim dotarli na miejsce, Paschalis dostał gorączki, wymiotował i trząsł się jak w febrze. Wóz jechał powoli, woły brnęły przez śnieg z trudem i nie było sensu wieźć chorego z powrotem. Bracia zostawili go więc w klasztorze niezbyt zadowolonym z tego siostrom i obiecali, że wrócą po niego, gdy wyzdrowieje. Na dworze rozpętała się zadymka.

Paschalis zapomniał, gdzie jest. Wydawało mu się, że niosą go gdzieś w dół, w jakieś mroczne, wilgotne piwnice, i nagle zrozumiał, że chcą go położyć przy martwym ciele Celestyna, pochować go z nim we wspólnym grobie. Próbował się wyrwać, ale miał wrażenie, że jest związany czy może raczej zaplątany we własny habit, który nagle stał się ciężki i sztywny jak wieko trumny. Potem zobaczył nad sobą dwie straszne czarownice. Złapały go za głowę i wlewały mu w usta jakąś gorącą ohydną ciecz. Jedna z nich dała mu do zrozumienia, że pije mocz Celestyna, i Paschalis zesztywniał z przerażenia. „Jestem zatruty, teraz jestem zatruty!”, krzyczał, a jego głos odbijał się obco od nagich ścian.

A potem nagle obudził się w maleńkiej izbie z wąskim wysokim oknem. Miał pełny pęcherz, więc usiadł na pryczy i spuścił nogi. W jednej chwili zakręciło mu się w głowie i pod stopami wyczuł miękki, ciepły dotyk baraniej skóry. Ostrożnie wstał i zajrzał pod łóżko w poszukiwaniu nocnika. W izbie nie było nic więcej poza łóżkiem, klęcznikiem i dywanikiem. Owinął się derką i wyjrzał na zewnątrz. Zobaczył szeroki korytarz z oknami po jednej stronie, które wychodziły wprost na strome skały, i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, gdzie jest. Tuż przy drzwiach stało pękate gliniane naczynie; wciągnął je do środka i ulżył sobie. Gdy wrócił do łóżka, poczuł się szczęśliwy. Powietrze było tu cieplejsze, pachniało zupełnie inaczej. Jego stopy zapamiętały dotyk baraniego kożuszka.

Wieczorem przyszła do niego przeorysza. Była w wieku jego matki. Jej usta otaczały promyki zmarszczek, a sucha, pomarszczona skóra miała kolor popiołu. Wzięła go za rękę i liczyła uderzenia pulsu. „Jestem tak słaby, że nie mogę utrzymać się na nogach”, zapewnił ją Paschalis szeptem. Popatrzyła mu bacznie w oczy. „Ile masz lat, chłopcze?”, zapytała. „Siedemnaście”, powiedział i przytrzymał jej dłoń. „Niech siostra pozwoli mi tu przyjść do siebie”, poprosił i pocałował ją w tą suchą gorącą rękę. Uśmiechnęła się lekko i pogładziła go po wygolonej głowie.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 127
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)