Gra Endera [Ender's Game - pl]
- Автор: Кард Орсон Скотт
- Серия: Ender (pl) #1
- Год: 1991
- Язык: польский
- Год: Editions Spotkania & Fantastyka
- ISBN: 83-85195-16-5
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Gra Endera [Ender's Game - pl]». Краткое содержание книги:
Czas nagli, a przyszłość dwóch cywilizacji spoczywa w rękach dziecka…
Nagroda Nebula 1985.
Nagroda Hugo 1986.
— Już panu powiedziałam.
— Przecież nigdy nie zrobił nic takiego. Był tylko małym chłopcem.
— Ale oboje chcieliśmy. Chcieliśmy… zabić Petera.
— Aha.
— Nie, to nieprawda. Nigdy o tym nie mówiliśmy. Ender nigdy nie powiedział, że chciałby to zrobić. To ja… ja to myślałam. To ja, nie Ender. Nie powiedział, że chce go zabić.
— A czego chciał?
— Nie chciał być…
— Być czym?
— Peter torturuje wiewiórki. Rozpina je na ziemi, żywcem obdziera ze skóry, a potem siedzi i patrzy, jak umierają. Robił to kiedyś, teraz nie. Ale robił. Gdyby Ender wiedział, gdyby to zobaczył, chybaby…
— Chyba co? Ratował je? Próbował wyleczyć?
— Nie. W tamtych czasach nie… nie należało przeszkadzać w tym, co robił Peter. Ani mu się narażać. Ale Ender byłby dobry dla wiewiórek. Rozumie pan? On by je karmił.
— Przecież gdyby je karmił, stałyby się oswojone i Peter tym łatwiej by je łapał.
Valentine rozpłakała się znowu.
— Cokolwiek się zrobi, zawsze pomaga się Peterowi. Wszystko pomaga Peterowi, wszystko, nie można mu uciec choćby nie wiem co.
— Czy pomagasz Peterowi? — spytał Graff. Nie odpowiedziała.
— Czy Peter jest takim złym człowiekiem, Valentine? Przytaknęła.
— Czy jest najgorszym człowiekiem na świecie?
— Jak mógłby? Nie wiem. Jest najgorszym człowiekiem, jakiego znam.
— A przecież ty i Ender jesteście jego siostrą i bratem. Macie te same geny, tych samych rodziców. Jak może być taki zły, jeśli…
Valentine odwróciła się i zaczęła krzyczeć, jakby chciał ją zabić:
— Ender nie jest jak Peter! Wcale nie jest jak Peter! Tyle że jest inteligentny, ale to wszystko! W niczym innym nikt nie może być podobny do Petera, on wcale… wcale nie jest jak Peter! Wcale!
— Rozumiem — rzekł Graff.
— Wiem, co myślisz, ty draniu, myślisz, że się mylę, że Ender jest podobny do Petera. No więc może j a jestem do niego podobna, ale nie Ender, wcale nie, tak mu mówiłam, kiedy płakał, powtarzałam mu wiele razy, nie jesteś jak Peter, nie lubisz krzywdzić ludzi, jesteś łagodny i dobry i zupełnie nie jak Peter!
— I to prawda.
Jego zgoda trochę ją uspokoiła.
— Jasne, że prawda. To szczera prawda.
— Valentine, czy zechcesz pomóc Enderowi?
— Nic nie mogę dla niego zrobić.
— Chodzi o to samo, co zawsze dla niego robiłaś. Uspokój go, powiedz, że wcale nie lubi krzywdzić ludzi, że jest dobry i łagodny i wcale nie jak Peter. To najważniejsze. Że zupełnie nie jest podobny do Petera.
— Zobaczę go?
— Nie. Chcę, żebyś napisała list.
— Co to da? Ender nie odpowiedział na żaden z moich listów. Graff westchnął.
— Odpowiedział na każdy list, jaki otrzymał. Zrozumiała, nim minęła sekunda.
— Wy śmierdziele…
— Izolacja jest… optymalnym środowiskiem dla rozwoju kreatywności. Potrzebowaliśmy jego idei, nie… mniejsza z tym, nie muszę się przed tobą tłumaczyć.
Nie zapytała czemu więc to robi.
— Ale on słabnie. Traci tempo. Chcemy pchnąć go naprzód, a on się opiera.
— Może wyświadczę mu przysługę, jeśli każę panu się wypchać.
— Już mi pomogłaś. Możesz pomóc bardziej. Napisz do niego.
— Proszę obiecać, że nie wytnie pan nic z tego, co napiszę.
— Nie mogę ci tego obiecać.
— Więc nie mamy o czym rozmawiać.
— Nie ma problemu. Sam napiszę ten list. Wykorzystamy twoje, żeby uchwycić styl pisania. Prosta sprawa.
— Chcę go zobaczyć.
— Pierwszą przepustkę dostanie, kiedy będzie miał osiemnaście lat.
— Powiedział mu pan, że kiedy będzie miał dwanaście.
— Zmieniliśmy przepisy.
— Czemu mam panu pomagać?
— Nie mnie. Pomóż jemu. Czy to ma znaczenie, że pomożesz przy okazji i nam?
— Co za straszne rzeczy robicie z nim tam, na górze?
Graff parsknął.
— Valentine, moja maleńka, straszne rzeczy mają się dopiero zacząć.
Ender przeczytał cztery linijki listu, zanim się zorientował, że to nie od któregoś z żołnierzy ze Szkoły Bojowej. Nadszedł zwykłą drogą — otrzymał wiadomość CZEKA POCZTA, kiedy włączył komputer. Przeczytał cztery linijki, potem przeskoczył na koniec i sprawdził podpis. Następnie wrócił do początku i skulił się na posłaniu, odczytując słowa.
ENDER. TE DRANIE NIE PRZEPUŚCIŁY ŻADNEGO MOJEGO LISTU AŻ DO TERAZ. PISAŁAM ZE STO RAZY, A TY PEWNIE MYŚLAŁEŚ, ŻE WCALE. ALE PISAŁAM. NIE ZAPOMNIAŁAM O TOBIE. PAMIĘTAM O TWOICH URODZINACH. PAMIĘTAM WSZYSTKO. MOŻE NIEKTÓRZY MYŚLĄ, ŻE KIEDY JESTEŚ ŻOŁNIERZEM, JESTEŚ TERAZ OKRUTNY I TWARDY I LUBISZ KRZYWDZIĆ LUDZI, JAK MARINES NA WIDEO. ALE JA WIEM, ŻE TO NIEPRAWDA, ŻE WCALE NIE JESTEŚ JAK SAM-WIESZ-KTO. ON TERAZ WYDAJE SIĘ MILSZY, ALE W ŚRODKU DALEJ JEST ŚWIŃSKIM DRANIEM. MOŻESZ UDAWAĆ TWARDZIELA, ALE MNIE NIE OSZUKASZ. WCIĄŻ JAKOŚ WIOSŁUJĘ W STARYM CZUJ NIE.
KOCHAM CIĘ, INDYCZKU