Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Walizka z milionami - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Walizka z milionami

Электронная книга - «Walizka z milionami». Краткое содержание книги:

Jeden z napastników zatrzymał się przy wejściu. Drugi szybko przeszedł, a właściwie przebiegł przez salę i stanął w drzwiach skarbca. Trzebi brodacz wybrał miejsce na środku sali. Podniósł pistolet i dwukrotnie strzelił w sufit.
– Wszyscy wstać! Ręce do góry!- zakomenderował.
Wybuchła panika. Jedna z urzędniczek zaczęła krzyczeć. Napastnik skierował lufę swej broni w jej kierunku.
– Cisza! Bo strzelam – powiedział dobitnie.
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 49
Перейти на страницу:

To trwało kilka lat. Skąd pochodziły części, którymi handlował? Różnie o tym mówiono na Omulewskiej, ale na ogół wszyscy byli zgodni co do tego, że nie z tego warsztatu. Dobry złodziej nie kradnie w swojej parafii – mówi przysłowie i jest w tym nieco prawdy. Strzelczykowi nie brakowało przezorności.

Natomiast pełną prawdą było to, że późniejszy przywódca napadu na bank w okresie pracy na Omulewskiej nie przyjaźnił się z kolegami, nie był przez nich lubiany. Więcej w tym jednak było zazdrości niż innych powodów. Ludzie nie lubią sprytniejszych od siebie. Toteż Strzelczyka pożegnano bez żalu i szybko o nim zapomniano. Dopiero sensacyjne wiadomości z prasy wydobyły tę sylwetkę z niepamięci. O jego towarzyszach nikt poza Cieleckim nie umiał niczego powiedzieć.

W każdym razie dochodzenie znowu ruszyło z martwego punktu. Czy tym razem we właściwym kierunku, ani major, ani jego szef, pułkownik Niemiroch, nie mogli mieć pewności. Jednakże postanowili iść dalej tym śladem.

– Musicie, majorze, koniecznie odszukać tego Kozłowskiego i Zimnąwodę – polecił pułkownik – i to jak najprędzej. Przynajmniej jeden z nich pomagał Strzelczykowi w przeprowadzce. Może przynajmniej trafimy do tego uczestnika napadu, który był u Rodzińskiej.

– Ciepła woda, a nie zimna – poprawił Kaczanowski.

– Wszystko jedno, Januszku, dla mnie może być i ciepła, byle ją odnaleźć.

– Jutro jadę do FSO. Takie nieczęste nazwisko powinni tam pamiętać.

Tym razem szczęście szło za oficerem milicji jak wierny pies. Wprawdzie w Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu pracuje przeszło piętnaście tysięcy osób, lecz kiedy Kaczanowski zapytał się w dziale kadr o pracownika noszącego nazwisko „Ciepławoda”, urzędniczka roześmiała się i poprawiła:.

:- Może panu majorowi chodzi o Antoniego Dobrawoda, bo ciepłej to na razie nie mamy. Zresztą tej dobrej wody także już nie mamy, bo Antoni Dobrawoda nie pracuje w naszej fabryce od trzech lat. Ale takich nazwisk się nie zapomina. Mamy tak dla hecy zebrany zestaw rozmaitych imion i nazwisk naszych ludzi. Dobrawoda znajduje się na czele tej listy. Dzięki temu był znany w całym FSO. Zawsze przekręcano jego nazwisko, najczęściej nazywano go „Zimnąwódką”. Nie gniewał się zresztą o to. Któryś z kolegów zaproponował mu, aby zmienił nazwisko. Nie zgodził się. Z dumą wyjaśnił, że jest to staropolskie, szlacheckie nazwisko, lepsze od niejednego innego. Podobno gdzieś na Mazowszu jest cała wieś, której wszyscy mieszkańcy tak się nazywają.

– To możliwe – zgodził się major. – Jakiś dawny zaścianek szlachecki. Sam się zetknąłem z taką szlachtą zagrodową noszącą podobnie oryginalne nazwisko „Stary Brat”. Pisali się oddzielnie. Miałem kolegę szkolnego, właśnie tak się nazywał. Ale potem, zdaje się, zmienił nazwisko na „Starzyński”.

– To pierwsze było ładniejsze – zauważyła urzędniczka.

– Czy Antoni Dobrawoda odszedł od was ze względu na jakieś nadużycia? Z częściami fiata?

– O ile wiem, to nie. Musiałabym sprawdzić w jego aktach. Jeżeli dobrze pamiętam, to z imeiego powodu. On wybudował sobie domek na dalekim Służewcu. Za wyścigami. Musiał jeździć do FSO półtorej godziny w jedną stronę. Tracił dużo więcej czasu, niż gdyby mieszkał w Otwocku lub w Wołominie. Dlatego poszukał sobie zajęcia bliżej domu. Możemy odszukać w archiwum akta personalne Antoniego Dobrawoda i przesłać je panu majorowi. Naturalnie do zwrotu. Dzisiaj nie zdążymy, ale w ciągu najbliższych dni znajdziemy jego teczkę.

– Dziękuję pani, jeśli będę ich potrzebował, to zwrócę się do was w tej sprawie. Ale przypuszczam, że to, czego się dowiedziałem, na razie mi wystarczy.

Janusz Kaczanowski miał rację. Wystarczył jeden telefon do Biura Adresowego i adres poszukiwanego leżał na biurku oficera milicji. Rzeczywiście, to był daleki Służewiec. Posłany tam natychmiast wywiadowca ustalił, że we wskazanym miejscu znajduje się niewielka posiadłość. Ogródek owocowy z paroma oknami inspektów oraz domek wzniesiony najprawdopodobniej własnym przemysłem. Najpierw postawiono pokój z kuchnią. Później dobudowano do tego jeszcze dwa pomieszczenia i budyneczek gospodarczy. Antoni Dobrawoda mieszkał tam z żoną i trojgiem, dzieci. Najstarsza córka niedawno wyszła za mąż, sprowadzając swojego wybrańca do, domu rodziców. Dwoje młodszych chodziło do szkoły. Antoni pracował jako mechanik samochodowy w jednym z zakładów przemysłowych na Służewcu. Żona zajmowała się gospodarstwem domowym i ogrodnictwem, przynoszącym rodzinie pewne niewielkie dochody. Zięć był kierowcą samochodowym w tej samej fabryce co teść. Córka skończyła technikum handlowe i awansowała na zastępczynię kierownika w pobliskim MHD.

Miejscowy dzielnicowy uważał tę rodzinę za jedną ze spokojniejszych w jego obwodzie. Mężowie nie bili żon, młodsze dzieci nie tłukły kamieniami latarń ani nie popełniały innych chuligańskich wybryków. Jeśli się dopilnowało, to nawet i śnieg w zimie odmiatano z chodnika. Że tam czasem starszy trochę za dużo wypił lub młodszy po paru kielonkach był zbyt głośny, rzecz normalna. Dzielnicowy życzyłby sobie mieć tylko z takimi ludźmi do czynienia.

Major postanowił tym razem działać przez zaskoczenie. Teren był trudny do penetracji, a o wygodną kryjówkę dla walizki z czterema milionami złotych bardzo łatwo. Liczna ekipa milicyjna, zaopatrzona w odpowiednie aparaty, zjawiła się wczesnym rankiem w małym domku, kiedy wszyscy byli obecni. Prokurator miał wprawdzie pewne zastrzeżenia, ale w końcu udzielił zgody na dokonanie rewizji.

Trwała ona bez mała sześć godzin. Zastosowano bardzo czułe przyrządy wykrywające najdrobniejsze metalowe przedmioty do głębokości kilku metrów w ziemi. Przetrząśnięto mały domek wzdłuż i wszerz. Nic dziwnego, że kobiety widząc, jaki milicja zrobiła nieporządek, nie mogły się powstrzymać od pomstowania. Stary Dobrawoda powtarzał:

– Za co, panie kapitanie, za co?

– Nie udawajcie, że nie wiecie – odpowiadał kierujący rewizją kapitan Więcek.

Wreszcie milicjanci, najlepsi specjaliści do tego rodzaju roboty, jakimi rozporządzała Stołeczna Komenda, ocierając pot z czoła uznali się za zwyciężonych. Nie znaleziono absolutnie nic.

– Ubierajcie się, Antoni Dobrawoda – polecił kapitan Więcek. – Pojedziecie z nami.

Maria Dobrawoda słysząc to wybuchnęła głośnym płaczem. Dzieci zaczęły jej wtórować.

– Za co mnie aresztujecie?

– Ależ ludzie, czy wyście zgłupieli? Nikt was nie aresztuje. Zabieram was, panie Antoni, do Pałacu Mostowskich na przesłuchanie. Odwieziemy was z powrotem.

– Wolę już sam wrócić – mechanik samochodowy zaczął wciągać jesionkę.

Żona gorączkowo szykowała mu jakieś jedzenie, córka wyciągała z szafy ręcznik i ciepłą zmianę bielizny.

– Dajcie spokój, co wy robicie? – oficer milicji usiłował uspokoić obie kobiety. – Pan Antoni za dwie godziny będzie w domu.

– Aha – mruknęła pani Maria. – Już ja was znam.

To mówiąc obrzuciła funkcjonariuszy milicji spojrzeniem, w którym nie było ani krzty tego podziwu i miłości, jaką każdy obywatel PRL powinien darzyć stróży ładu powszechnego.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 49
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)