Zagadka Kuby Rozpruwacza
- Автор: Пилипюк Анджей
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Zagadka Kuby Rozpruwacza». Краткое содержание книги:
Andrzej Pilipiuk nawiązuje do znanych i uznanych mitów – w szerokim znaczeniu tego słowa – naszej kultury.
Zagadka Kuby Rozpruwacza, która przez sto lat intrygowała kolejne pokolenia, zostaje rozwiązana. Czy jednak pod tym rozwiązaniem nie kryje się lekka drwina z naszej cywilizacji?
– Co to są dutki?
– Pieniądzorki – wyjaśnił ten najniższy.
– A, zbójnicy jesteście? – ucieszył się grafoman.
O rany, to dopiero będzie pomysł na opowiadanie, o ile oczywiście wyjdzie z tego spotkania żywy. Na razie nie zanosiło się. Górale najwyraźniej mieli ochotę porąbać go na plasterki.
– My nie zbóje! – huknął najwyższy. – Łodszkodowanie zapłacisz.
– Odszkodowanie? – Grafoman teraz dopiero spostrzegł swój portfel. Wybebeszony poniewierał się na ziemi, a zużyte norweskie karty telefoniczne, które umiejętnie wetknięte udawały kredytowe, leżały na kamieniu.
– Zeżarłeś nam trzy łowieczki – wyjaśnił środkowy, – no to tera musicie zapłacić.
Grafoman wysilił pamięć. Przecież nie jadł żadnych owiec.
– To niemożliwe – odparł. – Przecież trzech na raz bym nie zjadł.
– Mądrze godo – mruknął najniższy.
– A to je co? – Grafoman powiódł wzrokiem za gestem górala do ogniska. Pośród węgli poniewierały się ogryzione kości trzech owiec oraz flaszka.
– Rany Julek! – wrzasnął macając po kieszeni.
Przeczucie go nie myliło – to była jego piersiówka. Zerwał się i podbiegł do ognia. Niestety, butelka była pusta jak wylizana. Zagraniczna zawartość, specjalnie sprowadzona przez kumpla ze Szkocji, uległa wychłeptaniu. Na ten widok Grafoman rozpłakał się rzewnymi łzami.
– To chyba nie jego robota – mruknął najwyższy góral.
Nagle pisarzyna znieruchomiał. Zdumiony wpatrywał się w ślad czerniejący na stygnącym popiele.
– Zobaczcie panowie – przywołał górali.
Na skraju ogniska widniał odcisk stopy. Ale jakiej! – Heeej! Rozmiar 15 co najmniej – najwyższy góral wytrzeszczył oczy. – W naszej łokolicy takiego ni ma.
Zdobycie transportu zasadniczo wymaga pewnej ilości gotówki. Wszyscy trzej przyjaciele uznali jednomyślnie, że pieniędzy nie ma co trwonić, gdyż kiedy dojadą na miejsce, będą niezbędnie potrzebne, by się zabawić. Problem transportu rozwiązali zatem we własnym zakresie. O świcie, na szosie biegnącej z Wojsławic na południe, pojawił się ciekawy ekwipaż. Przodem, na zardzewiałym motorze marki Junak jechał Józef. Do tylnego zderzaka jednośladu doczepiono dyszel niedużej klatki, którą zazwyczaj wożono na targ cielęta.
Podłogę zmyto starannie szlauchem i wyłożono świeżą słomą. Kawał blachy od siewnika, przymocowany drutem, zabezpieczał przed palącymi promieniami słońca. W przyczepce zmieściła się plastikowa beczułka z samogonem, dwa plecaki zagrychy oraz Jakub i Semen. Wygodnie rozwaleni.
Obserwowali przesuwający się krajobraz. Okolica robiła się powolutku coraz bardziej pagórkowata. Jakub rozmyślał, swoim zwyczajem, o dupie Maryni, przeliczając zielone tabletki ukraińskiej viagry, Semen studiował liczący 1400 stron wydruk norm ISO dla krajów Europy Środkowej, który skądś zaiwanił jego wnuk pracujący w kancelarii sejmu.
– Po cholerę ci te szpargały? – zapytał egzorcysta. Skończył liczyć tabletki i wsypał je do słoika.
– To niezwykle cenna księga – odparł Semen. – Owoc natchnionej myśli biurokratycznej zespołu liczącego tysiące szczwanych urzędasów…
Wędrowycz, słysząc te wyjaśnienia stracił zainteresowanie. Niesłusznie.
Kierowali się z grubsza na Rzeszów, gdy nieoczekiwanie ich pojazd wyprzedził radiowóz. Policjant pomachał lizakiem. Józef zahamował delikatnie.
– Ups – Mruknął Jakub i pospiesznie nakrył beczułkę starą szmatą. Semen spokojnie wygramolił się z klatki i ruszył w stronę gliniarzy.
– Prawo jazdy i papiery motoru w porządku – mruknął policjant oddając dokumenty staruszkowi. – Ale wożenie ludzi w klatkach, zwłaszcza na tak dalekich trasach, jest zabronione. Będzie mandat.
– Jeśli można… – odezwał się Semen otwierając księgę norm na stronie 867. – Nasz pojazd jest zgodny z europejskimi normami ISO 2000. Proszę tylko zobaczyć. Ogumienie według standardów, specyfikacja stali użytej na osie się zgadza, specyfikacja blach i lakieru na karoserii – wskazał zardzewiały daszek – również.
– Skąd pan wie, że się zgadza? – zdumiał się funkcjonariusz. – Przecież na oko widać że to złom.
– Na oko to chłop w szpitalu zmarł – kozak zacytował przysłowie ludowe. – Jeśli pan nie wierzy, proszę zrobić badania laboratoryjne użytych komponentów. Tylko te normy zwartości chromu – zafrasował się – to trzeba będzie sprawdzić na Zachodzie, u nas nie ma odpowiednich technologii analitycznych…
– Eeee – powiedział uczenie policjant.
– A co do pana… – Semen spojrzał na niego z frasunkiem i otworzył księgę w innym miejscu. – Zdaje się normy europejskie nakazują, by wzrost funkcjonariuszy służb mundurowych zawierał się między 178 a 188 centymetrów… Pan coś za duży urósł… Podeszwy pańskich oficerek są oczywiście olejoodporne? – złapał policjanta za nogę i oderwawszy stopę od ziemi, obejrzał spód buta. – Może i są, ale brak oznaczenia normy – stwierdził ze smutkiem. – Broń była czyszczona smarem WX 473?
– Tak – oznajmił triumfalnie policjant.
– Też niedobrze – pokręcił głową kozak. – To smar zimowy, latem trzeba używać tego drugiego… Widzę, że i napisy na radiowozie zrobione nie tym lakierem co trzeba… Czy pan w ogóle jest prawdziwym policjantem?
– Owszem. Nawet mam tu niedaleko posterunek w miasteczku.
– Z przyjemnością go obejrzę – uśmiechnął się zjadliwie.
– Dobra, jedźcie za mną – prychnął policjant.
Dziesięć minut później weszli na komendę.
– Słuchajcie chłopaki, ten facet mówi, że jestem nieprawdziwy – gliniarz zwrócił się do kolegów.
– No coś pan – posterunkowy podniósł się z miejsca. – Kpi pan sobie? Szeregowy Tomaszczuk miałby być fałszywym gliniarzem?
– Podobnie jak wy wszyscy – prychnął Semen patrząc po kątach. – Cała ta komenda jest lipna. Zasadzkę do rabowania tirów urządziliście?
– E? – zdziwił się posterunkowy
– Przecież widzę. Kafelki na podłodze powinny być gładkie, aby można je było łatwo spłukać wodą. I fugi między nimi muszą być silikonowe.
– Gówno prawda – parsknął dowódca.
– Zaraz udowodnię.
Wyciągnął z biurka identyczne tomiszcze i kartkował przez chwilę.
– O, proszę. Budynek użyteczności publicznej o dużym natężeniu ruchu. Podłoga musi być wyłożona kafelkami antypoślizgowymi.
– Posterunki policji są wyłączone z tej kategorii – Semen otworzył swoją księgę w innym miejscu. – Miejsca prewencyjnego zatrzymania, kafelki gładkie dla lepszego utrzymania czystości.
Posterunkowy długo studiował przepisy.
– A niech mnie – mruknął.
– Jeszcze jedno – warknął Semen. – Macie tu drzwi nie trzymające norm ISO dotyczących przepisów przeciwpożarowych.
– To znaczy?
– Rzuci pan okiem na stronę 459: powinny otwierać się na zewnątrz.
Policjant po chwili ze skruchą przyznał mu rację.
– Obawiam się, że będę musiał o tym zameldować gdzie trzeba – westchnął Semen. – Tak rażące naruszenie norm europejskich, i to w instytucji rządowej…
Po chwili kozak zadowolony wyszedł z posterunku. Wsiadł do klatki.
– Jedziemy – polecił Józefowi.
– Dużo musiałeś dać łapówki, żeby nas puścili? – zapytał Jakub.
– Nie tylko nie dałem, ale nawet wziąłem – Semen pokazał stuzłotowy banknot.
– Trzeba się było nauczyć czytać – Semen błysnął złotymi zębami.
Egzorcysta prychnął. Nie, lubił jak przyjaciel wyskakiwał ze swoją uczonością.