Podwojenie
- Автор: Saramago Jose
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Podwojenie». Краткое содержание книги:
Pewien mężczyzna, rozwodnik i nauczyciel historii, jest znudzony życiem. Sam o sobie mówi, że cierpi na depresję, że nauczanie to dla niego marsz w miejscu, że nie pamięta, dlaczego się ożenił, i że woli nie pamiętać, dlaczego się rozwiódł. Pewnej bezsennej nocy rozpoznaje siebie w jednym z aktorów grających w oglądanym właśnie filmie. Jego depresja pogłębia się, a życie zaczyna się toczyć podwójnym torem. Dzieją się coraz dziwniejsze, coraz bardziej zaskakujące rzeczy, szara jeszcze niedawno egzystencja dostarcza nauczycielowi nadmiaru wrażeń.
Перейти на страницу:
eby unieszkodliwić pana w pięć sekund, to prawda, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy zaniedbałem treningi, ale takiej osobie jak pan jeszcze sprostam, z naddatkiem, fakt, że jesteśmy tacy sami pod względem rozmiarów penisa, nie znaczy, że podobnie jest z siłą, Niech pan natychmiast stąd wyjdzie albo zadzwonię na policję, Proszę także zadzwonić po telewizję, fotografów, prasę, w kilka minut staniemy się światową sensacją, Zwracam panu uwagę, że jeśli ten przypadek zostanie upowszechniony, będzie to ze szkodą dla pańskiej kariery, bronił się Tertulian Maksym Alfons, Zapewne tak, choć jest to kariera drugoplanowego aktora, która nikogo nie interesuje, poza nim samym, To wystarczający powód, byśmy z tym skończyli, niech pan stąd wyjdzie, zapomni o tym, co się wydarzyło, a ja spróbuję zrobić to samo, Zgoda, ale tę operację, możemy ją nazwać Operacja Zapomnienie, podejmiemy dopiero za dwadzieścia cztery godziny, Dlaczego, Przyczyna nosi imię Maria da Paz, ta sama Maria da Paz, z powodu której tak bardzo się pan zaperzył przed chwilą i którą w tej chwili stara się pan chyba wsunąć pod dywan, żeby więcej o niej nie mówić, Maria da Paz nie ma z tym nic wspólnego, Tak, tak bardzo nie ma z tym nic wspólnego, że mogę zaręczyć głową, iż nic nie wie o moim istnieniu, Skąd pan wie, Nie mam pewności, to przypuszczenie, ale pan przecież nie zaprzecza, Uznałem, że tak będzie lepiej, nie chciałem, żeby przytrafiło jej się coś takiego jak pańskiej żonie, Co za wielkoduszność, i to od pana tylko zależy, żeby do czegoś takiego nie doszło, Nie rozumiem, Skończmy te ceregiele, zadał mi pan pytanie i od tego czasu robi pan wszystko, żeby nie usłyszeć odpowiedzi, którą mam panu do zakomunikowania, Niech pan już idzie, Nie zamierzam tu zostać, Niech pan wyjdzie natychmiast, Dobrze, przedstawię się na żywo pańskiej przyjaciółce i opowiem jej to, co pan przed nią ukrył z braku odwagi albo z jakiegoś innego powodu, który zna tylko pan jeden, Gdybym miał tu pod ręką pistolet, zabiłbym pana, To możliwe, ale nie jesteśmy w kinie, mój drogi, w życiu sprawy są znacznie prostsze, nawet gdy chodzi morderców i mordowanych, Niech pan już wreszcie skończy, rozmawiał pan z nią, niech mi pan wreszcie odpowie, Rozmawiałem, tak, przez telefon, I co jej pan powiedział, Zaprosiłem ją, żeby pojechała ze mną na wieś obejrzeć pewien dom, który jest do wynajęcia, Pański dom, Właśnie tak, mój domek na wsi, ale proszę się nie niepokoić, z Marią da Paz nie rozmawiał przez telefon António Claro, tylko Tertulian Maksym Alfons, Pan jest szalony, co to za diabelska intryga, co pan zamierza, Chce pan wiedzieć, Domagam się tego, Mam zamiar spędzić z nią tę noc, nic więcej. Tertulian Maksym Alfons wstał gwałtownie i ruszył ku Antoniowi Claro z zaciśniętymi pięściami, ale potknął się o stojący między nimi mały stolik i przewróciłby się na ziemię, gdyby ten drugi go w ostatniej chwili nie przytrzymał. Machał rękoma, szamotał się, ale António Claro unieruchomił go sprawnym chwytem za rękę, Niech pan to sobie wbije do głowy, zanim coś się panu stanie, nie jest pan przeciwnikiem dla mnie. Pchnął go na kanapę i znowu usiadł Tertulian Maksym Alfons spojrzał na niego z nienawiścią, rozcierając bolącą rękę. Nie chciałem panu zrobić krzywdy, powiedział António Claro, ale był to jedyny sposób, żeby zapobiec powtórzeniu powszechnej i zawsze żenującej scenie bijatyki dwóch samców o samicę, Maria da Paz i ja mamy zamiar się pobrać, powiedział Tertulian Maksym Alfons, jakby chodziło o argument absolutnie niepodważalny, Nie dziwi mnie to, kiedy z nią rozmawiałem, odniosłem wrażenie, że wasz związek rzeczywiście jest poważny, i prawdę mówiąc, musiałem uciec się do moich doświadczeń aktorskich, żeby trafić w odpowiedni ton rozmowy, niemniej śpieszę donieść, że ani przez chwilę nie wątpiła, że rozmawia z panem, co więcej, teraz lepiej mogę zrozumieć radość, z jaką przyjęła zaproszenie do obejrzenia domu, już widziała siebie w nim mieszkającą, Jej matka jest chora, wątpię, żeby chciała zostawić ją samą, Rzeczywiście, mówiła mi o tym, ale nie kazała się długo przekonywać, jedna noc bardzo szybko mija. Tertulian Maksym Alfons poruszył się na kanapie, zirytowany na samego siebie, bo ostatnie słowa sugerowały możliwość zgody na spełnienie zamiarów Antonia Claro. Po co chce pan to zrobić, powiedział, zdając sobie sprawę, znowu zbyt późno, że zrobił kolejny krok w stronę rezygnacji, Niełatwo to wyjaśnić, ale postaram się spróbować, odparł António Claro, może będzie to rodzaj zemsty za perturbacje, które pańskie pojawienie się spowodowało w moim związku małżeńskim, o którym pan nie może mieć pojęcia, choćby z powodu donżuańskiego kaprysu obsesyjnego pożeracza niewieścich serc, może dlatego, i jest to najbardziej prawdopodobne, z czystej, zwyczajnej nienawiści, Nienawiści, Tak, nienawiści, sam pan powiedział zaledwie kilka minut wcześniej, że gdyby miał pan pistolet, zabiłby mnie, to był pański sposób na okazanie, że jest o jednego z nas za dużo na tym świecie, i ja całkowicie się z panem zgadzam, jest o jednego z nas za dużo na tym świecie i szkoda, że nie można tego powiedzieć dużymi literami, problem już zostałby rozwiązany, gdyby pistolet, który ze sobą zabrałem tamtego dnia, był naładowany, a ja miałbym dość odwagi, żeby strzelić, ale już to wiadomo, jesteśmy poczciwymi ludźmi, boimy się więzienia, i dlatego, skoro nie potrafiłbym pana zabić, zabiję pana w inny sposób, zerżnę pańską kobietę, najgorsze jest to, że ona nigdy się nie dowie, cały czas będzie myśleć, że się kocha z panem, wszystkie czułe i gorące słowa, które mi powie, będą skierowane do Tertuliana Maksyma Alfonsa, a nie do Antonia Claro, przynajmniej tym może się pan pocieszyć. Tertulian Maksym Alfons nie odpowiedział, szybko spuścił wzrok, jakby chcąc zapobiec możliwości odczytania w nich myśli, jaka właśnie przeszyła mu mózg na przestrzał. W jednej chwili poczuł się nagle jak człowiek rozgrywający partię szachów, czekający na kolejny ruch Antonia Claro. Wydawało się, że zwiesił ramiona, pokonany, kiedy ten drugi powiedział, spojrzawszy na zegarek, Trzeba się zbierać, jeszcze muszę wpaść po Marię da Paz, ale zaraz się wyprostował z przypływem energii, kiedy usłyszał, Oczywiście, nie mogę iść tak, jak stoję, potrzebuję pańskiego ubrania i pańskiego samochodu, skoro mam zabrać ze sobą pańską twarz, muszę też zabrać całą resztę, Nie rozumiem, powiedział Tertulian Maksym Alfons, przybierając przerażony wyraz twarzy, a potem, Ach tak, oczywiście, nie można ryzykować, że ona zdziwi się garniturem i zapyta pana, skąd pan wziął pieniądze na taki samochód, No właśnie, I dlatego chce pan, żebym mu pożyczył ubranie i samochód, Właśnie to powiedziałem, A co pan zrobi, jeśli odmówię, Coś bardzo prostego, chwycę za słuchawkę i opowiem wszystko Marii da Paz, a gdyby przyszła panu do głowy niefortunna myśl przeszkodzenia mi w tym, położyłbym pana spać w czasie krótszym niż trzeba, żeby to powiedzieć, niech pan uważa, jak dotychczas udało nam się uniknąć przemocy, ale jeśli zajdzie taka konieczność, nie zawaham się, No świetnie, powiedział Tertulian Maksym Alfons, a jakiego rodzaju ubrania będzie pan potrzebował, kompletnego garnituru z krawatem czy takiego, jaki ma pan teraz na sobie, letniego, Lekkiego ubrania, tego typu. Tertulian Maksym Alfons wyszedł, udał się do pokoju, otworzył szafę, otworzył szuflady, w niespełna pięć minut wrócił ze wszystkim, czego było trzeba, koszula, spodnie, sweter, skarpetki, buty. Niech się pan ubierze w łazience, powiedział. Kiedy António Claro wrócił, zobaczył na stole zegarek z bransoletką, portfel z dokumentami, Dokumenty samochodu są w schowku, powiedział Tertulian Maksym Alfons, a tutaj są też klucze, no i także klucze od tego domu, na wypadek, gdyby mnie tu nie było, kiedy pan wróci zmienić ubranie, przypuszczam, że przyjedzie pan zmienić ubranie, Wrócę rano, obiecałem mojej żonie, że będę w domu przed dwunastą, odpowiedział António Claro, Przypuszczam, że udzielił jej pan przekonujących wyjaśnień, dlaczego spędzi pan noc poza domem, Praca, to nie pierwszy raz, i António Claro, speszony zapytał sam siebie, po jaką cholerę udziela mu wszystkich tych wyjaśnień, skoro całkowicie panuje nad sytuacją od chwili wejścia do tego domu. Tertulian Maksym Alfons powiedział, Nie powinien pan zabierać z sobą swoich dokumentów ani zegarka, ani kluczy od domu i samochodu, żadnego osobistego przedmiotu, nic, co by mogło pana zidentyfikować, kobiety oprócz tego, że są z natury ciekawskie, przynajmniej tak się zawsze uważało, zwracają baczną uwagę na detale, A swoje klucze, na pewno będzie ich pan potrzebował, Może je pan zabrać, niech się pan nie martwi, sąsiadka z góry ma duplikaty, albo kopie, jeśli woli pan to słowo, to ona zajmuje się sprzątaniem mieszkania, Aha, bardzo dobrze. António Claro nie potrafił pozbyć się uczucia niepokoju, które zajęło miejsce opanowanego chłodu, z jakim wcześniej prowadził zawiły dialog w kierunku, który go interesował. Udało mu się, ale teraz ma poczucie, że pobłądził w którymś miejscu rozmowy albo że został zepchnięty z drogi przez nie zauważone przez siebie delikatne uderzenie z boku. Chwila, w której musiał pojechać po Marię da Paz, zbliża się, ale poza tą pilną sprawą, by tak powiedzieć z oznaczoną godziną, jest jeszcze jedna, wewnętrzna, jeszcze bardziej pilna, która go ponagla, Idź już, wyjdź stąd, pamiętaj, że nawet po największych zwycięstwach trzeba umieć wycofać się w porę. Szybko położył na stole, po kolei jedno po drugim, dowód osobisty, klucze od domu, od samochodu, zegarek na rękę, obrączkę ślubną, chusteczkę ze swoimi inicjałami, kieszonkowy grzebień, powiedział niepotrzebnie, że dokumenty samochodu są w schowku, a potem zapytał, Zna pan mój samochód, zostawiłem go bardzo blisko drzwi wejściowych, na co Tertulian Maksym Alfons odpowiedział, że tak, Widziałem go przed pańskim domem na wsi, kiedy tam przyjechałem, A pański, gdzie jest, Znajdzie go pan dokładnie na rogu ulicy, po wyjściu z bloku skręci pan w lewo, jest niebieski, dwudrzwiowy, powiedział Tertulian Maksym Alfons i aby uniknąć kłopotów uzupełnił informacje o nazwę marki i numer rejestracyjny. Sztuczna broda leżała na oparciu krzesła, na którym wcześniej siedział António Claro. Nie weźmie jej pan, zapytał Tertulian Maksym Alfons, To pan ją kupił, niech pan z nią zostanie, twarz, z którą dzisiaj wyjdę, jest ta sama, z którą jutro tutaj wrócę, żeby zmienić ubranie, odparł António Claro, odzyskując trochę poprzedniej pewności siebie, i dodał, sarkastycznie, Do wtedy to ja będę nauczycielem historii Tertulianem Maksymem Alfonsem. Patrzyli na siebie przez kilka sekund, teraz tak, teraz w końcu były słuszne, słuszne na zawsze, słowa, którymi ten drugi Tertulian Maksym Alfons powitał Antónia Claro, Wszystko, co mieliśmy sobie do powiedzenia, zostało już powiedziane. Tertulian Maksym Alfons bezszelestnie otworzył drzwi na schody, odsunął się, aby przepuścić gościa, i powoli, z tą samą dbałością, zamknął je. Najbardziej naturalne byłoby powiedzieć, że zrobił tak, aby nie budzić złośliwej ciekawości sąsiadów, lecz Kasandra, gdyby tu była, nie omieszkałaby nam przypomnieć, że dokładnie w taki sam sposób opuszcza się też wieko trumny. Tertulian Maksym Alfons wrócił do pokoju, usiadł na kanapie i zamknąwszy oczy, opadł do tyłu. Nie poruszył się przez godzinę, wbrew temu, co można by przypuszczać, nie spał, po prostu czekał, aż upłynie czas potrzebny jego staremu samochodowi na wyjechanie z miasta. Bez żalu pomyślał o Marii da Paz, zaledwie tak, jak ktoś, kto powoli rozpływa się w dali, pomyślał o Antoniu Claro jako o wrogu, który wygrał pierwszą bitwę, ale który przegra drugą, jeśli na tym świecie istnieje choć trochę sprawiedliwości. Powoli zapadał zmierzch, jego samochód już pewnie opuścił główną drogę, najprawdopodobniej pojechali skrótem, omijającym wioskę, w tej chwili zatrzymują się przed domem, António Claro wyciągnął klucz z kieszeni, tego nie mógł zostawić w domu Tertuliana Maksyma Alfonsa, powie Marii da Paz, że został mu użyczony przez właściciela domu, ale on, oczywiście, nie wie, że spędzimy tu noc, To mój kolega ze szkoły, osoba godna zaufania, ale nie do tego stopnia, żebym zwierzał mu się z moich prywatnych spraw, teraz chwilę tu zaczekasz, zobaczę, czy w środku jest wszystko w porządku. Maria da Paz już miała zadać sobie pytanie, co też takiego mogłoby być nie w porządku w domu do wynajęcia, ale pocałunek Tertuliana Maksyma Alfonsa, z tych głębokich, tych zniewalających, rozkojarzył ją, a potem, na kilka minut, kiedy go nie było, poddała się urokowi pejzażu, zachwyciła się doliną, ciemną linią wierzb i wiązów rosnących nad brzegiem rzeki, górami w dali, słońcem ocierającym się już niemal o najwyższy grzbiet. Tertulian Maksym Alfons, ten, który właśnie wstał z kanapy, snuje przypuszczenia, co też António Claro robi tam w środku, przegląda dokładnie wszystko, co może go zdradzić, kilka plakatów filmowych, ale te nie grożą niebezpieczeństwem, zostawi je tam, gdzie się znajdują, nauczyciel może przecież być miłośnikiem kina, najgorszy był jego portret, z Heleną, stojący na stole przy wejściu do pokoju. W końcu pojawił się w drzwiach, zawołał ją, Już możesz wejść, leżały tu na ziemi jakieś stare zasłony, które strasznie szpeciły wygląd domu. Ona wyszła z samochodu, szczęśliwa wbiegła po schodach, drzwi zatrzasnęły się z hukiem, w pierwszej chwili mogło to się wydać godnym pożałowania niedopatrzeniem, ale trzeba wziąć pod uwagę, że dom znajduje się na uboczu, nie ma sąsiadów, ani bliskich, ani dalekich, poza tym naszym obowiązkiem jest wyrozumiałość, obie osoby, które znalazły się w środku, interesują się sprawami znacznie bardziej zajmującymi niż huk zatrzaskiwanych drzwi. Tertulian Maksym Alfons podniósł z ziemi, gdzie upadł, list przyniesiony przez Antónia Claro, później otworzył szufladę biurka, w której schował odpowiedź z przedsiębiorstwa, i z oboma listami w rękach oraz z fotografią, którą sobie zrobił ze sztuczną brodą, udał się do kuchni. Włożył to wszystko do zlewu, przyłożył zapaloną zapałkę i zaczął przyglądać się szybkiej pracy ognia, płomieniowi połykającemu i trawiącemu papiery, żeby za chwilę zwrócić je w postaci popiołu, szybkie błyski, które upierały się przy gryzieniu ich, kiedy płomień, tu i tam, już przygasał. Podsunął je trochę, żeby do reszty się spaliły, po czym puścił wodę z kranu i zakręcił kran dopiero wtedy, gdy ostatnie drobiny popiołu znikły w rurze kanalizacyjnej. Następna w kolejności była sypialnia, wyciągnął z szafy schowane tam kasety wideo i wrócił do salonu. Ubrania Antónia Claro, które on sam przyniósł z łazienki, leżały złożone na krześle z wyściełanym siedzeniem. Tertulian Maksym Alfons rozebrał się do naga. Zmarszczył nos z obrzydzenia, kiedy wkładał bieliznę, używaną wcześniej przez tamtego, ale nie miał wyjścia, zmuszała go do tego potrzeba chwili, czyli jedno z imion, które przybiera przeznaczenie, kiedy chce się zamaskować. Teraz, gdy zmienił się w innego Tertuliana Maksyma Alfonsa, nie pozostawało mu żadne inne wyjście niż przemienić się w Antonia Claro, którego sam António Claro porzucił. Ze swej strony, kiedy jutro wróci, żeby odzyskać własne ubrania, António Claro tylko jako Tertulian Maksym Alfons będzie mógł wyjść na ulicę, będzie musiał być Tertulianem Maksymem Alfonsem przez cały czas, kiedy to jego ubrania, własne, te które tutaj zostawił, albo inne, będą zwlekały z przywróceniem mu tożsamości Antonia Claro. Czy się chce, czy nie, habit to najlepsza rzecz, aby czynić mnicha. Tertulian Maksym Alfons podszedł do stołu, na którym António Claro zostawił rzeczy osobiste, i metodycznie dokończył dzieła transformacji. Zaczął od zegarka, włożył obrączkę na palec serdeczny lewej ręki, wsunął do kieszeni spodni grzebień i chusteczkę z inicjałami AC, do drugiej klucze od domu i samochodu, do tylnej dokumenty tożsamości, które w razie wątpliwości będą stanowić dowód, że jest Antoniem Claro. Jest gotów do wyjścia, brak mu tylko jeszcze ostatniego detalu, sztucznej brody, którą miał na twarzy António Claro, kiedy tu wszedł, można by powiedzieć, że przewidział, iż będzie potrzebna, ale nie, broda czekała tylko na jakiś zbieg okoliczności, o ile nieraz potrzeba lat, żeby takowe zaistniały, o tyle innym razem przybywają w te pędy, rządkiem, jedne za drugimi. Tertulian Maksym Alfons poszedł do łazienki, żeby uzupełnić przebranie, od tego ciągłego zakładania i ściągania, od zmieniania twarzy, broda już się źle przykleja, może stać się już podejrzana dla sokolego oka policjanta albo wzbudzić nieufność jakiegoś bardziej bojaźliwego obywatela. Lepiej czy gorzej, w końcu przykleiła się do skóry, teraz będzie musiała tylko wytrzymać odpowiednio długo, do czasu, aż Tertulian Maksym Alfons znajdzie gdzieś niezbyt uczęszczany śmietnik. Tam sztuczna broda skończy swą krótką, lecz burzliwą historię, tam skończą, pośród smrodu i ciemności, kasety wideo. Tertulian Maksym Alfons wrócił do salonu, żeby sprawdzić, czy nie zapomniał czegoś, czego będzie potrzebował, następnie wszedł do sypialni, na nocnej szafce leży książka o cywilizacjach mezopotamskich, nie istnieje żaden powód, aby ją mieć ze sobą, lecz mimo to zabierze ją, naprawdę nie ma nikogo, kto byłby w stanie pojąć ludzką duszę, po co Tertulianowi Maksymowi Alfonsowi towarzystwo Amorytów i Asyryjczyków, skoro za niecałe dwadzieścia cztery godziny znowu będzie w tym domu. Alea iacta est, wyszeptał do samego siebie, nie ma co się przeciwstawiać, co ma być, będzie. Rubikonem są te zamykające się drzwi, te schody, po których się schodzi, te kroki prowadzące do tamtego samochodu, ten otwierający go klucz, ten napęd, który go pcha powoli w dół ulicy, kości zostały rzucone, teraz niech decydują bogowie. Jest miesiąc sierpień, dzień to piątek, nieliczne samochody i niewielu ludzi na ulicach, tak daleko znajdowała się ulica, do której zmierzał, a teraz już jest tak blisko. Od ponad pół godziny trwa noc. Tertulian Maksym Alfons zaparkował samochód naprzeciw budynku. Zanim wysiadł, spojrzał w okna i w żadnym z nich nie zobaczył światła. Zawahał się, zadał sobie pytanie, A teraz co mam robić, na co myśli mu odpowiedziały, Zobaczymy, nie rozumiem tego niezdecydowania, jeśli jesteś, tak jak chcesz wyglądać, Antoniem Claro, musisz tylko spokojnie wejść do swojego domu, a skoro światła są zgaszone, widać musi tak być z jakiegoś powodu, zwróć uwagę, że nie są one jedyne w całym budynku, a ponieważ nie jesteś kotem, żeby widzieć w ciemnościach, musisz te światła zapalić, zakładając oczywiście, że z jakiegoś nie znanego nam powodu, nikt na ciebie nie czeka, albo lepiej, powód znamy wszyscy, nie zapominaj, że powiedziałeś żonie, że z powodu pracy będziesz musiał spędzić tę noc poza domem, no to teraz trzymaj się. Tertulian Maksym Alfons przeszedł przez ulicę z książką o cywilizacjach mezopotamskich pod pachą, otworzył drzwi budynku, wszedł do windy i zobaczył, że ma towarzystwo, Dobry wieczór, czekałem na ciebie, powiedział zdrowy rozsądek, Musiałeś się pojawić, Co to za pomysł z tym przychodzeniem tutaj, Nie udawaj niewiniątka, wiesz to tak samo dobrze jak i ja, Zemścić się, odpłacić pięknym za nadobne, spać z kobietą wroga, skoro twoja jest z nim w łóżku, Właśnie tak, A potem, Potem nic, Marii da Paz nigdy nie przyjdzie do głowy, że spała z podmienionym mężczyzną, A ci tutaj, Ci będą musieli przeżyć najgorszą część tragikomedii, Dlaczego, Jeśli jesteś zdrowym rozsądkiem, powinieneś to wiedzieć, W windach tracę swoje zdolności, Kiedy António Claro jutro wejdzie do domu, będzie musiał nieźle się napocić, żeby wyjaśnić żonie, jak mu się udało spać z nią i jednocześnie być w pracy poza miastem, Nie myślałem, że jesteś zdolny do takich rzeczy, to absolutnie diaboliczny plan, Ludzki, mój drogi, po prostu ludzki, diabeł nie robi planów, zresztą gdyby ludzie byli dobrzy, on by nie istniał, A jutro, Wymyślę jakiś pretekst, żeby wyjść wcześniej, A ta książka, Nie wiem, może zostawię ją tutaj na pamiątkę. Winda zatrzymała się na piątym piętrze, Tertulian Maksym Alfons zapytał, Idziesz ze mną, Jestem zdrowym rozsądkiem, tam w środku nie ma dla mnie miejsca, No to do zobaczenia, Wątpię.
Перейти на страницу: