Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Mglawica Andromedy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Mglawica Andromedy

Электронная книга - «Mglawica Andromedy». Краткое содержание книги:

Fragment książki — Proszę włączyć powietrze — dał rozkaz Erg Noor pozostałym na statku. Dzieliła ich od tamtych nieprzepuszczalna ściana. Dopiero kiedy ciśnienie w komorze osiągnęło wysokość dziesięciu atmosfer i było wyższe niż zewnętrzne, dźwigi hydrauliczne wypchnęły ciasno przylegające drzwi. Ciśnienie powietrza niemal wyrzuciło ludzi z komory, nie pozwalając, aby z obcego świata przedostało się do wnętrza statku coś szkodliwego. Drzwi zatrzasnęły się gwałtownie. Smuga reflektora wyznaczyła jaskrawą drogę, po której badacze zaczęli kuśtykać na swoich sprężynowych nogach, ledwie dźwigając ciężkie ciała. Przy końcu świetlnej trasy widniał ogromny statek, ale nierówna, usiana kamieniami droga zdawała się ciągnąć bez końca.
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 85
Перейти на страницу:

Wszyscy zatrzymali się patrząc za odchodzącym artystą i jego modelką.

— Wiem teraz, kto to taki. Widziałam „Córę Gondyany” — rzekła Veda.

— Ja także — odezwali się jednocześnie Evda Nal i Mven Mas.

— Gondvana to kraj Gondów w Indiach? — spytał Dar Wiatr.

— Nie. To nazwa ogólna południowych kontynentów. Innymi słowy, kraj starożytnej rasy czarnej.

— I jakaż jest ta „córa czarnych”?

— Obraz jest prosty: na tle stepowego płaskowzgórza, w promieniach oślepiającego słońca, na skraju pełnego grozy lasu tropikalnego widać idącą dziewczynę. Połowa jej twarzy i lśniącego, jakby z metalu odlanego ciała jaśnieje w płonącym świetle, a druga połowa jest pogrążona w przejrzystym, ale głębokim półcieniu. Dokoła smukłej szyi ma sznur białych zwierzęcych zębów, krótkie włosy zebrane u góry w węzeł i ozdobione wiązką czerwonych kwiatów. Prawą ręką uniesioną nad głową dziewczyna odsuwa z drogi gałąź drzewa, a lewą odpycha od kolana kolczastą łodygę. W ruchu ciała, w swobodnym westchnieniu, w szerokim zamachu ręki czuje się beztroskę młodości, która się stapia z przyrodą w wiecznie zmienny potok życia. To zjednoczenie odczuwa się jako wiedzę, Jako instynktowne poznanie świata… W ciemnych oczach utkwionych w dal, gdzieś w ledwie rysujące się kontury gór, widoczna trwoga, oczekiwanie wielkich prób w nowym, dopiero co odkrytym świecie.

Evda Nal zamilkła.

— Ale w czym się wyrażało to wszystko, co chciał odtworzyć Kart San? — spytała Veda Kong. — Może w ściągnięciu wąskich brwi, w pochyleniu głowy i bezbronności odsłoniętego karku. Zastanawiający jest zwłaszcza wyraz oczu, w których przebija tajemniczość przyrody, poczucie beztroskiej, jakby roztańczonej siły i jednocześnie trwożnej wiedzy.

— Szkoda, że nie widziałem tego obrazu — westchnął Dar Wiatr. — Będę musiał pojechać do Pałacu Historii. Widzę barwy, ale trudno mi wyobrazić sobie pozę dziewczyny.

— Pozę? — Evda Nal zatrzymała się. — Oto ma pan „Córę Gondvany”… — zrzuciła z ramion ręcznik, uniosła wysoko ugiętą prawą rękę, przechyliła się w tył, zwrócona nieco w stronę Dara Wiatra. Długą nogę lekko uniosła, stawiając mały krok, i zastygła w bezruchu. Jej giętkie ciało jak gdyby rozkwitło.

Wszyscy patrzyli na nią z zachwytem.

— Evdo, nigdy bym nie przypuszczał!.. — zawołał Dar Wiatr. — Pani jest niebezpieczna jak na pół obnażone ostrze sztyletu.

— Wietrze, znów niezręczne komplementy! — zaśmiała się Veda. — Czemu „na pół”, a nie „zupełnie”?

— Ma rację — uśmiechnęła się Evda Nal, przybrawszy już normalną postawę. — Właśnie „na pół”. Niebezpieczna jak całkowicie obnażone i połyskujące ostrze, żeby użyć epickiego języka Dara Wiatra, jest nasza nowa znajoma, cudowna Czara Nandi.

— Nie mogę uwierzyć, żeby ktokolwiek mógł się równać z panią! — rozległ się nagle zza kamienia nieco ochrypły głos.

Evda Nal pierwsza dostrzegła rudą, podstrzyżoną czuprynę i blade, niebieskie oczy patrzące na nią z takim zachwytem, jakiego dotąd nie widziała na niczyjej twarzy.

— Jestem Ren Boz! — powiedział nieśmiało rudy mężczyzna. Jego niewysoka, wąska w ramionach postać ukazała się zza wielkiego kamienia.

— Właśnie pana szukamy. — Veda ujęła dłoń fizyka. — To Dar Wiatr.

Ren Boz zaczerwienił się, wskutek czego piegi, którymi była usiana jego twarz i szyja, nabrały wyraźniejszej barwy.

— Zatrzymałem się na górze — Ren Boz wskazał kamieniste zbocze — tam jest dawny grób.

— W tym grobie pogrzebano znanego poetę bardzo dawnych czasów — zauważyła Veda.

— Na grobie wyryty jest napis. — Fizyk rozwinął arkusik blachy, powiódł po nim krótką linijką i na matowej powierzchni ukazały się cztery rzędy niebieskich znaków.

— To są europejskie litery — wyjaśniła Veda — pismo, które było w użyciu, zanim wprowadzono wszechświatowy alfabet liniowy! Ma niedorzeczną formę, przejętą z piktogramów” jeszcze dawniejszej starożytności. Znam jednak ten język.

— Niech pani przeczyta, Vedo!

— Proszę o chwilę ciszy! — powiedziała Veda i wszyscy zasiedli na kamieniach. Veda Kong czytała:

W otchłani czasu, w wielkiej dziejów rzece Giną okręty, myśli, wydarzenia. A ja w swą wielką wędrówką polecą, Unosząc z Ziemi najlepsze złudzenia…

— Ależ to wspaniałe! — Evda Nal uklękła. — Poeta współczesny nie potrafiłby lepiej określić potęgi czasu. Ciekawa jestem, jakie z ziemskich złud uważał za najlepsze i zabrał z sobą w myślach poprzedzających śmierć?

W dali ukazała się łódź z przezroczystego plastyku, w której siedziały dwie osoby.

— To Miiko z Cherlisem, jednym z tutejszych mechaników. A, nie — poprawiła się Veda — to przecież sam Frit Don, który stoi na czele wyprawy morskiej! Do wieczora, Wietrze, musicie zostać we trójkę, a ja zabieram z sobą Evdę.

Obie kobiety zbiegły do morza i popłynęły ku wyspie. Łódź zawróciła do nich, ale Veda machała ręką, dając znak, by płynęła dalej. Ren Boz, znieruchomiały, patrzył w ślad za pływaczkami.

— Niech pan się ocknie, Ren Boz. Do rzeczy! — zawołał na niego Mven Mas.

Fizyk, trochę zmieszany, uśmiechnął się łagodnie.

Spłacheć sypkiego piachu pomiędzy dwoma szeregami kamieni przekształcił się w naukową pracownię. Ren Boz, uzbrojony w odłamek muszli, rzucał się w podnieceniu na ziemię ścierając własnym ciałem, co sam napisał, i znów kreślił. Mven Mas wyrażał aprobatę lub zachętę krótkimi okrzykami. Wreszcie fizyk zamilkł i ciężko dysząc usiadł na piachu.

— Owszem — rzekł z wolna Dar Wiatr — pan dokonał rewelacyjnego odkrycia!

— Czyż ja sam?… Ponad dziesięć wieków temu starożytny matematyk Heisenberg wykrył zasadę nieoznaczoności, to jest — niemożności ścisłego jednoczesnego określania położenia i prędkości cząstek o rozmiarach atomowych. W rezultacie ta niemożność stała się możnością, kiedy poznano rachunek przejściowy, czyli repagularny. Mniej więcej w tym samym czasie odkryto pierścieniowy obłok mezonowy jądra atomowego i stany przejściowe pomiędzy tym pierścieniem a nukleonem. To znaczy, że zbliżono się do pojęcia antygrawitacji.

— Niech będzie i tak. Nie jestem znawcą matematyki dwubiegunowej 87 ani tym bardziej tego jej działu, który traktuje o rachunku repagularnym lub badaniu granic przejściowych. Ale to, czego pan dokonał w funkcjach cieniowych, jest zasadniczo nowe, choć trudno zrozumiałe dla nas, pozbawionych matematycznego wizjonerstwa. Mogę jednak ogarnąć wielkość odkrycia. Mam tylko jedną wątpliwość… — Dar Wiatr zająknął się.

— Jaką, jaką? — zaniepokoił się Mven Mas.

— Jak to zrealizować w praktyce? Wydaje mi się, że nie dysponujemy możliwością wytworzenia pola elektromagnetycznego o takim natężeniu.

– Żeby zrównoważyć pole grawitacyjne i wytworzyć stan przejściowy? — spytał Ren Boz.

— Właśnie. Wtedy przestrzeń poza granicami układu będzie po dawnemu niedostępna dla naszych oddziaływań.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)