Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Bez mojej zgody». Краткое содержание книги:

Anna została poczęta, by zostać dawczynią szpiku dla swej siostry, Kate. Nigdy nie kwestionowała tej roli, choć musi żyć tak, jakby była ciężko chora.
Ma dopiero trzynaście lat, a już przeszła niezliczone zabiegi operacyjne, by jej starsza siostra miała szansę wyleczyć się z białaczki. Jak większość nastolatków, Anna zastanawia się, kim jest; inaczej jednak niż przeciętna nastolatka ma poukładane życie: istnieje właściwie wyłącznie jako dopełnienie siostry. Dlatego podejmuje decyzję, która zagrozi jej rodzinie i prawdopodobnie będzie mieć fatalne konsekwencje dla Kate.
Powieść Picoult stawia wiele ważnych pytań. Co to znaczy być dobrym rodzicem, dobrą siostrą, dobrym człowiekiem? Czy rzeczywiście można robić wszystko, by ratować życie jednego dziecka, kosztem drugiego? Czy należy podążać za głosem serca, czy raczej pozwolić kierować sobą innym? W książce Jodi Picoult znów podejmuje kontrowersyjny temat – i robi to z wdziękiem, mądrością i wrażliwością.
Jodi Picoult to bestsellerowa autorka „New York Timesa”, ceniona za przenikliwość psychologiczną i umiejętność wglądu w serca i umysły ludzkie. Tym razem opowiada historię rodziny dotkniętej nieszczęściem choroby dziecka.
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 102
Перейти на страницу:

Od samego urodzenia miałam ciężko chorą siostrę. Nigdy w życiu nie dostałam jednego lizaka od kasjera w banku – zawsze były co najmniej dwa; dyrektor szkoły zawsze wiedział, jak się nazywam. Nikt nigdy nie powiedział mi otwarcie nic niemiłego.

No właśnie. Ciekawe, jak by mnie traktowali, gdybym była taka jak wszyscy. Może jestem zła i podła, tylko nikt nigdy nie miał odwagi powiedzieć mi tego prosto w oczy. Może wszyscy tak naprawdę myślą, że jestem chamska, brzydka albo głupia, ale muszą być dla mnie mili ze względu na moją sytuację; gdyby nie to, może byłabym całkiem inna, milsza, ładniejsza, mądrzejsza.

No właśnie. Ciekawe, czy to, co teraz robię, wynika z mojej prawdziwej natury.

Światła samochodu jadącego za nami odbijają się w lusterku, rzucając na twarz Jessego refleksy, które wyglądają jak zielone patrzałki. Brat prowadzi leniwie, tylko jedną ręką, opierając ją nadgarstkiem o kierownicę. Zauważam, że już od dawna należą mu się postrzyżyny.

– Twój samochód śmierdzi dymem – mówię.

– Zgadza się. Dym świetnie maskuje aromat rozlanej whiskey. – Zęby Jessego błyskają w mroku. – Przeszkadza ci to?

– Trochę.

Jesse sięga ponad moimi kolanami do schowka. Wyjmuje zapalniczkę i paczkę papierosów. Przypala jednego, wydmuchując dym w moim kierunku.

– Przepraszam – mówi, chociaż wiem, że zrobił to specjalnie.

– Poczęstujesz mnie?

– Czym?

– Papierosem. – Paczka jest pełna cienkich patyczków, tak białych, że zdają się błyszczeć w mroku.

– Chcesz zapalić? Ty? – Jesse wybucha śmiechem.

– Nie żartowałam – mówię.

Jesse unosi brew, po czym skręca tak gwałtownie, że tylko cudem nie wywraca samochodu. Zatrzymujemy się na poboczu, w tumanie kurzu. Jesse włącza lampkę w kabinie i potrząsa dłonią. Z paczki wysuwa się jeden papieros.

Biorę go w palce. Jest cieniutki i delikatny jak ptasia kosteczka. Trzymam go jak aktorki w teatrze, między palcem wskazującym a środkowym, oba palce proste. Podnoszę papierosa do ust.

– Najpierw trzeba zapalić. – Jesse się śmieje, trzaskając zapalniczką.

Za Chiny Ludowe nie pochylę się nad płomieniem. Prędzej spalę sobie włosy, niż trafię papierosem tam, gdzie trzeba.

– Ty mi przypal – mówię.

– Nic z tego. Jeśli chcesz się nauczyć, to od A do Z – oznajmia Jesse, ponownie pstrykając zapalniczką.

Dotykam papierosem płomienia, zaciągam się mocno, tak jak podpatrzyłam u brata. W mojej piersi eksploduje bomba. Łapie mnie taki kaszel, że przez chwilę jestem zupełnie pewna, że płuca podeszły mi do gardła – wyraźnie czuję coś gąbczastego na końcu przełyku. Jesse pokłada się ze śmiechu i wyrywa mi papierosa, zanim go upuszczę. Zaciąga się dwa razy i wyrzuca niedopałek przez okno.

– Nieźle ci poszło – komentuje.

W gardle mam piasek.

– Smakowało tak, jakbym wylizywała grilla.

Jesse rusza i wyjeżdża z powrotem na drogę, a ja usiłuję sobie przypomnieć, jak się oddycha.

– Dlaczego chciałaś spróbować?

Wzruszam ramionami.

– Pomyślałam, że wszystko mi jedno.

– Mam ci sporządzić listę czynów niemoralnych? – pyta mój brat. Nie odpowiadam. Po chwili Jesse spogląda na mnie. – Posłuchaj: nie robisz nic złego.

Zatrzymujemy się na szpitalnym parkingu.

– Dobre to też nie jest – zauważam.

Jesse wyłącza silnik, ale nie rusza się z miejsca.

– Wzięłaś pod uwagę, że jaskini strzeże smok?

Mrużę oczy.

– Mów po ludzku.

– Tak sobie myślę, że mama śpi dziś mniej więcej dwa metry od łóżka Kate.

Cholera jasna. Nie chodzi o to, że mama mnie stamtąd wyrzuci, ale też z całą pewnością nie zostawi mnie z Kate sam na sam. A tego pragnę w tym momencie bardziej niż czegokolwiek na świecie. Jesse przygląda mi się.

– Wizyta u Kate wcale nie poprawi ci nastroju.

Nie potrafię mu wytłumaczyć, dlaczego muszę wiedzieć, że Kate czuje się dobrze, przynajmniej w tej chwili. Muszę, choć przecież sama podjęłam decyzję, która sprawi, że Kate przestanie mieć się dobrze.

Tym razem jednak ktoś mnie rozumie. Chociaż raz w życiu czuję, że ktoś mnie rozumie.

– Zajmę się tym – mówi Jesse, wyglądając przez szybę.

Miałam jedenaście lat, a Kate czternaście. Trenowałyśmy razem, żeby dostać się do księgi rekordów Guinnessa. Byłyśmy pewne, że nie ma w niej jeszcze dwóch sióstr, które potrafią jednocześnie stanąć na głowach i wytrzymać tak długo, aż policzki im zsinieją, a przed oczami zaczną latać czerwone plamy. Kate była leciutka jak wróbelek, ręce i nogi miała cienkie jak nitki makaronu. Kiedy kucnęła i odbiła się nogami od podłogi, wyglądała równie wdzięcznie jak pająk idący po ścianie. Ja musiałam walczyć z grawitacją; nie obyło się bez hałasu i łomotu.

Przez chwilę w ciszy łapałyśmy równowagę.

– Chciałabym mieć bardziej płaską głowę – powiedziałam. Czułam wyraźnie, jak brwi marszczą mi się i opadają. – Jak myślisz, czy ktoś przyjdzie tutaj, żeby zmierzyć nam czas, czy może wystarczy wysłać im kasetę wideo?

– Sami wszystko nam powiedzą. – Kate wyciągnęła skrzyżowane ręce na dywanie.

– A będziemy bardzo sławne?

– Możemy nawet wystąpić w programie „Today”. Widziałam tam raz chłopaka, który grał na fortepianie nogami. Miał jedenaście lat. – Zamyśliła się na chwilę. – Jednemu znajomemu mamy zleciał na głowę fortepian, który wypadł z okna. Śmierć na miejscu.

– Bujasz. Po co ktoś miałby wyrzucać fortepian przez okno?

– To prawda. Sama ją zapytaj. I wcale nikt go nie wyrzucał, wręcz odwrotnie – chcieli go wstawić do mieszkania. – Skrzyżowała też nogi. Wyglądało to tak, jakby leżała do góry nogami na ścianie. – Jak myślisz, jaka śmierć jest najlepsza?

– Nie chcę o tym rozmawiać – powiedziałam.

– Dlaczego? Przecież ja umieram. A ty to co? – Zmarszczyłam brwi, a Kate dokończyła: – Ty też umierasz. – Wyszczerzyła zęby. – Ja po prostu mam do tego większy talent niż ty.

– Głupia rozmowa. – Zaczynałam mieć dość tego tematu, a wiedziałam, że od tego dnia będzie mnie on męczyć już zawsze.

– Katastrofa lotnicza? – zastanawiała się na głos Kate. – Na pewno do chrzanu jest ten moment, kiedy nagle dociera do ciebie, że spadasz… Ale szybko jest po wszystkim, a po tobie nie zostaje nawet ślad. Jak to się dzieje, że w takich katastrofach ludzie wyparowują, ale na drzewach zostają ich ubrania? A te czarne skrzynki?

Czułam, jak krew zaczyna pulsować mi w skroniach.

– Zamknij się, Kate.

Kate osunęła się po ścianie i usiadła na podłodze. Twarz miała czerwoną.

– Można wykitować we śnie, ale to jest nuda…

– Zamknij się – powtórzyłam. Byłam zła, bo wytrzymałyśmy tylko ze dwadzieścia dwie sekundy; wiedziałam, że teraz trzeba będzie zaczynać bicie naszego rekordu od początku. Z powrotem stanęłam na głowie, walcząc ze skołtunionymi włosami, które zasłoniły mi całą twarz. – Normalny człowiek nie myśli bez przerwy o tym, jak i kiedy umrze.

– Kłamiesz. Wszyscy o tym myślą.

– Wszyscy myślą o tym, kiedy ty umrzesz – odpowiedziałam.

Zapadła cisza tak głęboka, że aż przyszło mi na myśl, że mogłybyśmy ustanowić inny siostrzany rekord, we wstrzymywaniu oddechu.

Wreszcie Kate uśmiechnęła się drżącymi ustami.

– No – spojrzała na mnie – przynajmniej raz w życiu powiedziałaś prawdę.

Jesse wsuwa mi do ręki banknot dwudziestodolarowy. To na taksówkę do domu. On nie będzie mógł wrócić samochodem; plan, który wymyślił, ma właśnie taki mankament. Wchodzimy na ósme piętro po schodach, zamiast wjechać windą, bo drzwi windy otwierają się prosto na punkt pielęgniarski, a z klatki schodowej wychodzi się dalej, za nim. Jesse wpycha mnie do bieliźniarki, gdzie na półkach leżą plastikowe poduszki i pościel ze stemplami z nazwą szpitala. Chwyta za klamkę, żeby zamknąć za mną drzwi.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)