Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Radio Darwina [Darwin's Radio - pl]
Radio Darwina [Darwin's Radio - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Radio Darwina [Darwin's Radio - pl]

Электронная книга - «Radio Darwina [Darwin's Radio - pl]». Краткое содержание книги:

Wyklęty paleontolog Mitch Rafelson odkrywa w Alpach w spoczywające od dziesiątków tysięcy lat w nieznanej jaskini ciała rodziny neandertalczyków. Biolog molekularna Kaye Lang uważa, że w DNA człowieka, niby śpiący rycerze z legend, skrywają się pradawne choroby, które miliony lat czekają tylko na wezwanie, aby móc znowu zarażać i zabijać.
I w bardzo niedalekiej przyszłości, budzą się demony, z naszego genomu wyłania wirus, którego nazwa przypomina imię indyjskiego boga śmierci, Śiwy. Ludzkości zagraża zagłada, gdyż wirus powoduje poronienia u wszystkich zarażonych kobiet. Władze podejmują radykalne środki, dochodzi do zamieszek, prześladowań kobiet. Nieliczni, w tym Lang i Rafelson, w zagrożeniu widzą nadzieję, w chorobie, bólu, przemocy dostrzegają bóle porodowe ludzkości, które poprzedzają ogromny skok ewolucyjny, przyjście na świat nowego człowieka. Prześladowani i potępiani, ścigają się z czasem, aby rozwiązać największą zagadkę w dziejach rodu ludzkiego i powstrzymać oszalały świat.
Arcydzieło wysoko naukowej fantastyki autorstwa zdobywcy nagrody Nebula, według wielu krytyków najlepsza książka SF w USA w roku 1999. Prawdziwy, przedstawiony z ogromnym rozmachem i wnikliwością obraz nauki i nas, ludzi, postawio-nych przed obliczem być może największego zagrożenia w jej dziejach.
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 131
Перейти на страницу:

22

Nowy Jork

Siedząc w fotelu z ciemnobrązowej skóry w gabinecie z kosztowną okładziną, Kaye zastanawiała się, dlaczego wysoko opłacani prawnicy ze Wschodniego Wybrzeża wybrali tak eleganckie i ponure otoczenie. Palcami przyciskała na poręczy mosiężne główki gwoździ tapicerskich.

Prawnik reprezentujący AKS Industries, Daniel Munsey, stał przy biurku J. Roberta Orbisona, od trzydziestu lat prawnika rodziny Lang.

Ojciec i matka Kaye zmarli przed pięciu laty i ta nie płaciła odtąd Orbisonowi za gotowość. Po zniknięciu Saula oraz oszałamiających wieściach z AKS i od radcy prawnego EcoBacter, wchłanianego teraz przez AKS, w szoku zwróciła się do Orbisona. Przekonała się, że jest przyzwoity i opiekuńczy, powiedział też, że nie weźmie od niej więcej, niż przez trzydzieści lat brał od pana i pani Lang.

Orbison był chudy jak szczapa, miał haczykowaty nos, łysą czaszkę, plamy od starości na całej głowie i policzkach, wąsy przykrywające pieprzyki, drżące, wilgotne usta, wodniste, niebieskie oczy, ale nosił piękny, modny garnitur w prążki z szerokimi klapami i krawat niemal całkowicie wypełniający wycięcie kamizelki.

Munsey miał trochę ponad trzydzieści lat, był przystojny w mroczny sposób, mówił łagodnie. Nosił gładki tabaczkowy garnitur z wełny i znał się na biotechnologii prawie tak jak ona; pod pewnymi względami lepiej.

— AKS może nie być odpowiedzialne za niepowodzenia pana Madsena — powiedział Orbison mocnym, łagodnym głosem — ale w tych okolicznościach sądzimy, że pańska spółka powinna mieć wzgląd na panią Lang.

— Wzgląd pieniężny? — Munsey uniósł ręce w zdumieniu.

— Saul Madsen nie zdołał namówić swoich inwestorów do dalszego finansowania spółki. Najwyraźniej skupił się na umowie z grupą badawczą z Gruzji. — Pokręcił ze smutkiem głową. — Moi klienci wykupili inwestorów. Ich cena jest bardziej niż przyzwoita, zważywszy na to, co stało się później.

— Kaye włożyła mnóstwo pracy w przedsiębiorstwo. Rekompensata za własność intelektualną…

— Wniosła wielki wkład w naukę, ale nie w żaden produkt, z którym potencjalny nabywca mógłby wejść na rynek.

— Na pewno należy się jej jednak rekompensata za wkład w renomę nazwy EcoBacter.

— Pani Lang nie była prawnym współwłaścicielem. Saul Madsen wyraźnie uważał żonę jedynie za pracownika na szczeblu kierowniczym.

— To godny pożałowania błąd, że pani Lang o to nie zadbała — przyznał Orbison. — Ufała mężowi.

— Uważamy, że ma prawo do tego, co pozostanie ze wspólnego majątku. EcoBacter po prostu nie wchodzi już w jego skład.

Kaye odwróciła wzrok.

Orbison spuścił oczy na pokryty szkłem blat biurka.

— Pani Lang jest sławnym biologiem, panie Munsey.

— Panie Orbison, pani Lang, AKS Industries kupuje i sprzedaje przynoszące zyski firmy. Po śmierci Saula Madsena EcoBacter przestał przynosić zyski. Nie ma cennych patentów ani powiązań z innymi spółkami czy instytucjami, które można by renegocjować poza naszą kontrolą. Jedyny produkt, który może trafić na rynek, lek na cholerę, jest w istocie własnością tak zwanego pracownika. Pan Madsen był zdumiewająco szczodry w umowach.

— Będziemy szczęśliwi, jeśli majątek trwały pokryje dziesięć procent naszych kosztów. Pani Lang, nie możemy nawet wypłacić pensji za ten miesiąc. Nie ma niczego do kupienia.

— Sądzimy, że w ciągu pięciu miesięcy, wykorzystując swą sławę, pani Lang zdoła zebrać grupę solidnych sponsorów i wznowić pracę EcoBacter. Lojalność pracowników jest bardzo wysoka. Wielu podpisało zobowiązania dalszej pracy dla Kaye i pomocy w odbudowie spółki.

Munsey ponownie podniósł ręce: akurat.

— Moi klienci postępują zgodnie ze swym wyczuciem. Być może pan Madsen powinien był sprzedać swą spółkę firmie innego rodzaju. Przy całym szacunku dla pani Lang, a nikt nie ceni jej bardziej niż ja, nie prowadziła ona żadnej pracy, która przynosiłaby natychmiastowe korzyści handlowe. Biotechnologia to dziedzina bardzo konkurencyjna, jak pani wie, pani Lang.

— Przyszłość jest taka, jaką zdołamy ją stworzyć, panie Munsey — odparła Kaye.

Munsey ze smutkiem pokręcił głową.

— Ma pani moje poparcie, pani Lang, ale jestem tylko małym żuczkiem. Pozostali w firmie… — Urwał.

— Dziękuję, panie Munsey — powiedział Orbison i zrobił z dłoni daszek, pod którym schował swój długi nos.

Munsey wyglądał na zamurowanego tą odprawą.

— Bardzo mi przykro, pani Lang. Mamy nadal kłopoty z zamknięciem gwarancji i zakończeniem negocjacji z towarzystwem ubezpieczeniowym, wynikające ze sposobu zniknięcia pana Madsena.

— Nie wróci, jeśli o to się pan martwi — powiedziała Kaye łamiącym się głosem. — Znaleźli go, panie Munsey. Nie wróci, nie pośmieje się z nas i nie powie mi, jak mam sobie radzić w życiu.

Munsey patrzył na nią uważnie.

Nie mogła przestać. Tryskała słowami.

— Znaleźli go na skałach w Long Island Sound. Był w strasznym stanie. Zdołałam go rozpoznać jedynie po obrączce.

— Ogromnie mi przykro, nie wiedziałem — powiedział Munsey.

— Ostateczna identyfikacja nastąpiła dziś rano — powiadomił go spokojnie Orbison.

— Tak bardzo mi przykro, pani Lang.

Munsey wycofał się i zamknął za sobą drzwi.

Orbison patrzył na nią w milczeniu.

Kaye wytarła oczy wierzchem dłoni.

— Nie miałam pojęcia, ile dla mnie znaczy, jak bardzo staliśmy się jednym mózgiem, pracując razem. Myślałam, że mam swój umysł i swoje życie… A teraz jest zupełnie inaczej. Czuję się mniej niż połową człowieka. Saul nie żyje.

Orbison kiwał głową.

— Po południu wracam do EcoBacter i odprawię małą żałobę ze wszystkimi ludźmi. Powiem im, że mogą szukać pracy i że będę tu, aby ich wspierać.

— Jesteś mądra i młoda. Uda ci się, Kaye.

— Wiem, że się uda! — Powiedziała z zapałem. Uderzyła pięścią w kolano. — Do licha z nim… Drań. Gnojek! Nie miał prawa, do diabła!

— Żadnego prawa, do diabła — przytaknął Orbison. — To podła i tania sztuczka zwalać wszystko na kogoś takiego jak ty. — Jego oczy lśniły ogniem gniewu i współczucia, który mógł się przenieść na salę sądową; płonął emocjami jak zardzewiała lampa biwakowa firmy Coleman.

— Jasne. — Rozglądała się dziko po pokoju. — O Boże, będzie tak ciężko. A wiesz, co jest w tym najgorsze?

— Co, moja droga? — Spytał Orbison.

— Cząstka mnie jest zadowolona — odparła Kaye i zaczęła łkać.

— No, no — powiedział Orbison, znowu stary i zmęczony.

23

Centers for Disease Control and Prevention, Atlanta

— Mumie neandertalskie — powiedział Augustine. Przeszedł szybko mały gabinet Dickena i rzucił na jego biurko zwiniętą gazetę. Czas biegnie. Nie tylko „Time”, ale i „Newsweek”.

Dicken odsunął plik kopii wyników sekcji zwłok niemowląt i płodów, przeprowadzonych w ostatnich dwóch miesiącach w Northside Hospital w Atlancie, i wziął gazetę. To „Atlanta Journal-Constitution”, a nagłówek brzmiał: „Para z lodu potwierdzona jako prehistoryczna”.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 131
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)