Ciemna strona Słońca [The Dark Side of the Sun - pl]
- Автор: Пратчетт Теренс Дэвид Джон
- Год: 2000
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-7120-808-1
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Ciemna strona Słońca [The Dark Side of the Sun - pl]». Краткое содержание книги:
Olbrzymka odepchnęła go, ledwie złapała bezwładnego Tarliego, przerzuciła go przez ramię i pobiegła wielkimi susami między drzewa. Dom wypłynął już bez trudu i powoli wyczołgał się na skały po przeciwnej stronie zbiornika. Wypluł wodę i czekał, aż przestanie mu dudnić w głowie.
Usłyszał świst ostrza i rzucił się w tył, już pod wodą dotarł do metalowych, grubych na palec łodyg i wynurzył się między liliami. Sharli spojrzała na niego i czubkiem ostrza odcięła kolejny, na oko półmetrowy pas czarnej skały, gdzie przed chwilą spoczywała jego dłoń.
— On się tylko bawił — syknęła w doskonałym j angielskim. — Jest drugim z najlepszych shamuri w galaktyce i bawił się z tobą. Ale ty musiałeś wygrać! Ja się nie bawię!
Z półobrotu przecięła grubą miedzianą gałąź — ostrze przeszło przez nią, nie zwalniając.
Dom zanurkował, wypłynął przy przeciwległym brzegu i pospiesznie wygramolił się nań, gorączkowo sięgając po porzucone części zbroi — nie mogły być osłoną przed prawdziwym ostrzem, jeśli nie miały generatorów pola statycznego, które odchylałoby cienką i niesamowicie ostrą klingę…
Nie zauważył ciosu — coś błysnęło zielonkawo i napierśnik, którym się osłaniał, stał się nagle dwuczęściowy. Niewielką pociechę stanowił widok części rozciętego generatorka, wysypujących się spomiędzy warstw skóry.
— Potnę cię powoli — obiecała — zaczynając od kończyn!
Czubek ostrza rozciął mu jedynie skórę na ramieniu tylko dlatego, że Dom odskoczył z godną pochwały zręcznością.
— Powiedziałeś, że przez kilka najbliższych dni nie umrzesz. Nadal jesteś tego pewny?
Skrzywił się i zamknął oczy.
Miecz trafił go w szyję.
Otworzył oczy, czując jej pogardliwe spojrzenie, i pomacał się po karku.
— Poczekaj, aż spróbujesz ruszyć głową — poradziła, podchodząc. — Dostałeś płazem, ty zarozumiały i nudny barbarzyński gówniarzu!
I wymierzyła mu siarczysty policzek.
Próbował utrzymać równowagę, balansując na krawędzi skały, ale mu się nie powiodło — z głośnym pluskiem trzeci raz wylądował w wodzie. Gdy wynurzył się, parskając, Sharli dodała, trzęsąc się ze złości:
— Jeśli on umarł… jeśli umarł… — i niewprawnie cisnęła weń kamieniem.
Na wszelki wypadek zanurkował ponownie i posiedział pod wodą, ile zdołał. Gdy się wynurzył, dziewczyna i jej wierzchowiec zniknęli między drzewami. Wydostał się na brzeg i zwalił się na skały. Czekał, aż wrócą mu siły, i obserwował mrówki, które zebrały się wokół odciętej przez dziewczynę gałęzi. Właśnie kończyły odcinać jedną z gałązek — widać było błękitny punkcik palnika. Kiedy opadła, szybko odciągnęły ją do włazu, który otworzył się w pniu drzewa.
Dom wstał, włożył sandały, zebrał oba miecze i podszedł do konia. Ten spojrzał nań z sympatią i nie odezwał się słowem. Odjechali zamyśleni.
W miejscu odcięcia gałęzi pojawił się niewielki dźwig, który umocowano do pozostałości, na dole zaś gałąź została pocięta na kawałki i wniesiona do pnia. Obok dźwigu wyrosło rusztowanie i ekipa remontowa zabrała się do mrówczej rekonstrukcji. Wyżej, wśród selenowych liści, siedział znacznie większy i nielaothański owad i obserwował całą operację.
Jego z kolei obserwował pajączek i myślał o prądzie elektrycznym.
11
Jesteśmy starą rasą i skorzystaliśmy ze wszystkiego, co galaktyka mogła nam zaoferować. Sam widziałem czarną paszczę jądra galaktyki i jasne, martwe gwiazdy obrzeży. Dlatego też jako rasa jesteśmy skazani. Ty szukasz nowych doświadczeń jako pseudoczłowiek. Ja studiowałem narodziny wodoru w międzygwiezdnych otchłaniach z rasą zwaną The Pod. Sublimujemy naszą świadomość i tożsamość, bo nas ograniczają. Ale co zrobimy dalej?