Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Rozpad [The Sundering - pl]
Rozpad [The Sundering - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozpad [The Sundering - pl]

Электронная книга - «Rozpad [The Sundering - pl]». Краткое содержание книги:

Książka opowiada o rozpadzie układu totalitarnego, zbudowanego na strachu i sile militarnej imperium Shaa. Po śmierci ostatniego dyktatora imperium przestalo istnieć. Ale dla wielorasowej zniewolonej rzeszy istot rozumnych wolność nie nadchodzi, pojawia się natomiast nowy przerażający czynnik. Naksydzi — również uciskani aż do śmierci ostatniego Shaa — planują wypełnić powstałą próżnię własną krwawą dominacją. Są bardzo potężni i już — dzięki niewyobrażalnemu okrucieństwu i przeważającej sile — odnieśli miażdżące zwycięstwo. Ale rzeź przy Magarii przeżyło dwoje bohaterów: Lord Gareth Martinez i ognista, tajemnicza pilotka bojowa, Lady Caroline Sula. Ich śmiałe dokonania stają się legendami nowej historii galaktycznej wojny domowej. Jednak męstwo, spryt i umiejętności mogą okazać się niewystarczające wobec dominującego przeciwnika, kierującemu się właśnie ku twierdzy lojalistów — Zanshaa. Coraz wyraźniej rysuje się widmo przerażającej bitwy, która określi społeczną strukturę wszechświata i zdecyduje, kto w przyszłych tysiącleciach będzie w nim zamieszkiwał.
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 105
Перейти на страницу:

— To znaczy?

— Jesteś lepszy od nich. — Roland włożył kęs do ust, żuł i przełknął, a Martinez patrzył na brata zdumiony. — No, wiesz… parowie mają być równi. Gdy jeden z nich wyrasta ponad innych, to wykazuje, że coś złego dzieje się z systemem, a ludzie za niego odpowiedzialni tego bardzo nie lubią. Zwróć uwagę, że wbija się ten gwóźdź, który najbardziej wystaje. Gdy studiowałeś w akademii i byłeś na drodze do kariery bohatera — Roland sięgnął po wino i nalał bratu — zastanawialiśmy się z ojcem, dlaczego jemu się nie udało, gdy przybył na Zanshaa. I doszliśmy do wniosku, że był za bogaty i zbyt utalentowany.

— Teraz jest jeszcze bogatszy — zauważył Martinez.

— Mógłby kupić całe Górne Miasto i prawie by nie zauważył uszczuplenia funduszy. Ale nie jest na sprzedaż… dla niego. — Roland spojrzał wymownie na brata. — On był tym gwoździem, który wystaje. Wbito go, a tutejsi ludzie otrzepali sobie ręce i zapomnieli o jego istnieniu. Teraz są tu jego dzieci, ale my znacznie ciszej mówimy o swoich zaletach. — Roland napełnił sobie kieliszek i wzniósł go, rozglądając się po jadalni. — Moglibyśmy mieć tu własny pałac, wspaniały, zaprojektowany zgodnie z najnowszą modą, pierwszorzędny pod każdym względem. Ale nie, my wynajmujemy tę ruderę.

Spojrzał przenikliwie na Martineza.

— Musimy unikać nie tyle złych sądów, co złego smaku. Moglibyśmy co tydzień wydawać bal, sponsorować koncerty i Teatr Półcienia, ja mógłbym nosić najmodniejsze fulary, a nasze siostry najbardziej ekstrawaganckie suknie; moglibyśmy wejść do klubu jachtowego, wspierać akcje dobroczynne i w ogóle… rozumiesz.

— Nie rozumiem — odparł Martinez. — Jestem tylko gwoździem, który wystaje.

Roland uśmiechnął się słabo.

— Ale wystajesz podczas wojny, a to jest, jak sądzę, w porządku. Teraz rodzina może szybko piąć się do góry, ponieważ wojna toczy się na dużą skalę i nikt nie zwraca uwagi na takich jak my. A gdy wojna się skończy, znajdziemy się w tutejszych strukturach, i to będzie w porządku, bo dostaniemy się do nich przez nikogo nie zauważeni. — Nachmurzył się. — Oczywiście po wojnie może nastąpić reakcja. Musimy być przygotowani, by ją przetrwać. Dlatego wszelkie możliwe rangi i zaszczyty musisz otrzymać teraz, gdy ciągle cię potrzebują.

Martinez spojrzał na P.J., który adorował Sempronię i przypuszczalnie nie słyszał cichej rozmowy z drugiego końca stołu.

— Sprytnie wymyśliłeś, jak wykorzystać Sempronię — szepnął Roland bratu do ucha. — P.J. tak… idealnie pasuje do tej roli.

P.J. najwyraźniej usłyszał swoje imię, bo spojrzał w ich stronę. Był ubrany z nienagannym smakiem, miał długą, łysiejącą czaszkę i twarz z wyrazem pogodnej pustki.

— Jesteśmy radzi, P.J., że zechciałeś dziś przyjąć nasze zaproszenie — powiedział do niego Roland i wzniósł kieliszek.

P.J. rozbłysnął uśmiechem i również wzniósł kieliszek.

— Dziękuję, Rolandzie! Tak się cieszę, że przyszedłem.

Martinez też podniósł kieliszek. Udawał, że nie widzi miny Sempronii.

Gdy przeprosił gości, wstał od stołu i ruszył do głównych schodów, by dostać się do swojej sypialni, Sempronia chwyciła go za rękę. Odwrócił się do niej z przyjemnością — była jego ulubioną siostrą. Miała jasne włosy i orzechowe, nakrapiane złotem oczy — cechy nietypowe w jego ciemnowłosej i ciemnookiej rodzinie. Była żwawa i towarzyska w przeciwieństwie do sióstr, które nabrały przedwczesnej powagi, co je postarzało.

— Gare, byłam dziś dobra dla P.J.? — spytała. — Byłam grzeczną dziewczynką?

Westchnął.

— O co ci chodzi, Proney? Spojrzała na niego.

— Nie mógłbyś uwolnić mnie jutro od P.J.? Martinez zerknął na niego.

— Litości, właśnie wróciłem z wojny. Nie możesz zatrudnić kogoś innego?

— Nie, nie mogę. — Sempronia nachyliła mu się do ucha i szepnęła: — Ty jeden wiesz o Nikkulu. On też wrócił z wojny i chcę z nim spędzić trochę czasu.

Mimo zmęczenia zdołał posłać jej wściekłe spojrzenie.

— A nie wpadło ci do głowy, że ja mam jakieś spotkanie?

— Ty? — Spojrzała na niego zdziwiona.

Żaden mężczyzna nie jest bohaterem dla swojej siostry, pomyślał Martinez.

— Tracisz szansę, Proney — ostrzegł ją.

— Poza tym P.J. chce z tobą porozmawiać. Podziwia cię.

— Czy aż tak, by poświęcić twoje towarzystwo? Uścisnęła jego ramię.

— Tylko ten raz, Gare. O to tylko proszę.

— Jestem bardzo, bardzo zmęczony — powiedział. I dlatego w końcu Sempronia go pokonała. Kilka minut później, ze swojego pokoju, zadzwonił do P.J. i zostawił wiadomość, że chciałby się z nim jutro zobaczyć w pewnej sprawie.

* * *

— Cieszę się, że zadzwoniłeś — powiedział P.J. radośnie. — Już przedtem miałem nadzieję, że uda nam się porozmawiać. — Zaprosił Martineza na obiad do „Siedmiu Gwiazd”, jednego z trzech najbardziej szykownych jachtklubów w imperium. Gdyby Martinez próbował sam zostać członkiem tego klubu, prawie na pewno by go nie zaakceptowano, P.J. natomiast przyjęto bezdyskusyjnie, choć nigdy nie sterował jachtem. W foyer klubu stała gablota z pamiątkami po kapitanie Ehrlerze Blitshartsie, żeglarzu, którego Martinez i Sula usiłowali uratować — w istocie uratowali, choć Blitsharts już nie żył, gdy Sula zahaczyła swoją szalupę przy jego jachcie „Północnym Zbiegu”. Wśród zdjęć, pucharów i kawałków odzieży leżała obroża słynnego psa Pomarańczy, który zginął razem ze swym panem.

Restauracja klubowa cieszyła się dużą sławą. Żłobkowane onyksowe kolumny podtrzymywały sufit w kolorze granatu nieba o północy, z powycinanymi gwiaździstymi otworami, przez które wpuszczano złote światło. W bocznych łukach wisiały modele znanych jachtów, we wnękach umieszczono błyszczące trofea. Kelnerka — leciwa Lai-own, tak stara, że gubiła pierzaste włosy, gdy szła między stolikami — w widoczny sposób drgnęła, słysząc barbarzyński akcent Martineza.

— Poważnie myślałem o tym, żeby zostać żeglarzem — wyznał Martinez, spoglądając na połyskującą sylwetkę „Elegancji” Khes-roa, która obracała się w sąsiedniej wnęce. — Mam licencję pilota szalupy i dobrze wypadałem w wyścigach floty. Ale jakoś… — wzruszył ramionami — nigdy się nie złożyło.

— Gdybyś kiedykolwiek zmienił zdanie, wciągnąłbym cię na listę członkowską — zaproponował P.J. — Oczywiście, dopiero po wojnie. Teraz nie urządza się wyścigów.

— Oczywiście — odparł Martinez. Wątpił, czy największa choćby odwaga i sława mogą przeważyć minusy pośledniego urodzenia. Skoro nawet nie potrafił zrobić wrażenia na kelnerce…

Spojrzał na P.J.

— A ty w jaki sposób zostałeś członkiem klubu? Nie brałeś przecież udziału w wyścigach?

— Nie, ale wiele lat temu żeglował mój dziadek. Zgłosił mnie do klubu. — P.J. sączył koktajl, potem palcem wskazującym zaczął skrobać cienki wąsik. — I wiesz, okazało się to użyteczne, jeśli się obstawia na wyścigach. Podsłuchując rozmowy w klubie, możesz zdobyć wiele informacji o pilotach: który z nich wypada z gry, który ma szczęśliwą serię, a któremu niedawno podrasowano silniki.

— Dużo udało ci się dzięki temu zarobić?

— Noo… — długa twarz P.J. wydłużyła się jeszcze bardziej — niewiele.

Obaj zamyślili się na temat stanu finansów P.J., jeden z nich ponuro, drugi — niefrasobliwie. Sędziwa kelnerka przyniosła posiłek, który na statku nazywałby się obiadem, a tu uchodził za lunch. Z talerza Martineza unosił się zapach letnich ziół, ale Martinez ich nie znał. Kelnerka odeszła, spowita chmurą włosów.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 105
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)