Kobieta Na Brzegu
- Автор: Сандему Маргит
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Kobieta Na Brzegu». Краткое содержание книги:
Wszyscy troje wyruszają do Szwecji, ale tam czeka na nich trudne do pojęcia zło, pałające żądzą zemsty…
Rzeczywiście, były. Heike po omacku szukał zamka.
Nie ma!
Dłonie nerwowo przesuwały się po drewnianej powierzchni, w górę i w dół, palce obmacywały futrynę, oddech stawał się coraz szybszy i świszczący, pot zalewał twarz.
Nigdzie ani szpary.
Rzucił się na drzwi całym ciałem, ale znów zabolało go ramię, a ból w głowie wybuchł pełną siłą.
Drzwi ani drgnęły.
Wiedział już, gdzie jest. Kiedy przyszli na cmentarz, dostrzegł małą kostnicę, ale nawet się jej nie przyglądał. Wówczas go nie interesowała.
– Peterze! – krzyknął przerażony.
Na zewnątrz panowała jednak iście cmentarna cisza.
Heike cierpiał na klaustrofobię. To była jego największa słabość. Gorzkie przeżycia w dzieciństwie, kiedy to przez całe lata siedział zamknięty w małej drewnianej klatce, odcisnęły piętno na jego duszy. Teraz znalazł się w sytuacji, która była dla niego koszmarem.
Z trudem chwytał oddech. Wpatrując się w ciemność nic nie widzącymi oczami, czuł, jak ogarnia go paniczny wprost lęk. Z gardła wyrwał mu się dziki, przeciągły krzyk.
Oszalały ze strachu miotał się od ściany do ściany, obijał o drzwi, zdzierał palce do krwi o nierówną powierzchnię ścian i sufitu, próbował podnieść dach, wyważyć drzwi, podkopać się dołem. Nie przestawał krzyczeć ogarnięty przerażeniem. Głowa bolała go tak, jak gdyby zaraz rozpaść się miała na kawałki, ale nawet o tym nie myślał, opętany jedyną szaleńczą ideą: wyjść! wydostać się! Z gardła wyrywał mu się histeryczny, bezradny szloch, kopał i walił w belki, wzbijając tumany kurzu, biegał w kółko jak wiewiórka w klatce, kaszlał, jęczał… Słyszał uderzenia własnego serca bijącego w oszalałym tempie.
Do zupełnie już zamroczonego strachem chłopaka dotarł nagle głęboki, uspokajający głos:
– Heike!
Upłynęło kilka sekund, zanim zdołał się trochę opanować.
– Heike – powtórzył głos, dochodzący z bliska. – Uspokój się, zaraz nadejdzie pomoc. Już jest w drodze.
Płuca nie zdołały jeszcze odnaleźć właściwego rytmu, ale Heike z całych sił starał się odzyskać spokój. Wcisnął się plecami w kąt. Gdy pojął, że ktoś doń przemawia, bezwładnie osunął się na ziemię.
Znów był dzieckiem prowadzącym przegraną z góry walkę z samotnością, strachem i złem. Po raz kolejny ogarnęło go przeświadczenie, że nigdy nie zdoła się uwolnić, wydostać na zewnątrz.
Dla Heikego było to niczym piekło.
– Już dobrze, Heike – powiedział życzliwy głos.
– Tengel Dobry? – spytał szeptem.
– Tak, to ja. Nie mieliśmy już zamiaru ingerować w twe poczynania, ale to nie w porządku wobec ciebie. Masz przecież tak bolesne wspomnienia! Nie możesz już dłużej tu pozostawać, a przede wszystkim musisz zachować trzeźwość umysłu.
– Muszę stąd wyjść, natychmiast, nie wytrzymam…
– Pomoc już nadchodzi, jest już niedaleko.
– Czy ty nie możesz…?
– Nic, drzwi otworzyć może tylko osoba ze świata żywych.
Heikego znów ogarnęła panika, rzucił się na drzwi.
– Oszczędzaj siły! Dziś w nocy będziesz ich potrzebował. A więc… Spokojnie, nie jesteś sam.
Heike znów skulił się w rogu. Głowę oparł o ścianę, raz po raz wstrząsały nim dreszcze. Starał się uspokoić, ale bez Powodzenia. Szloch wyrywał mu się z piersi, zęby szczękały. Mówił z najwyższym trudem.
– Zostań ze mną – szepnął bezradny. – Inaczej on… znów przyjdzie ze szpikulcem… i będzie mnie kłuł…
Silna, dająca poczucie bezpieczeństwa dłoń dotknęła jego ramienia. Heike pochylił ku niej głowę, z piersi wciąż dobywał mu się głęboki, bolesny szloch.
Peter spoglądał w najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widział. Stali w sali rycerskiej Cetatea de Strega, a on trzymał w dłoniach delikatnie ręce Nicoli, tuląc je do piersi. Dziewczyna znajdowała się tak cudownie blisko niego.
– Mojej ciotki nie ma – szepnęła. – Nie wiem, gdzie się podziała, ale z nią nigdy nic nie wiadomo. Miewa najprzedziwniejsze pomysły.
– Czy wobec tego nie możemy uciec od razu? – odszepnął. – Muszę się spieszyć, zamknąłem mojego przyjaciela w pomieszczeniu bez wyjścia. On nie może siedzieć tam przez całą wieczność!
Z lekkim zawstydzeniem zaśmiał się na wspomnienie swego czynu.
– Nie, nie możemy, jeszcze nie. – W wielkich oczach Nicoli znów objawiło się przerażenie. – Jest jeszcze on! Nasz woźnica i odźwierny… On nie śpi. Musimy czekać aż do świtu, bo to jej sprzymierzeniec, oddany sługa. Natychmiast nas zatrzyma. Poza tym ciotka Feodora znajduje się gdzieś tutaj w twierdzy, pewnie się ukryła. W takich sytuacjach bywa najbardziej niebezpieczna, zwykle wówczas coś warzy, coś przygotowuje albo też planuje kolejne okropieństwo. Och, dobrze ją znam i boję się teraz, Peterze! Bądź przy mnie, zostań ze mną dziś w nocy! Spróbujemy wykraść się stąd przed świtem!
Miłość malująca się na twarzy Nicoli sprawiła, że Peter przestał myśleć o Heikem.
Wydawało mu się, że tej nocy po twierdzy hulają przeciągi. Lodowaty wiatr od gór świszczał w komnatach przenikał do szpiku kości, wzdychał i jęczał wśród starych kamieni w murach. Niósł też ze sobą wstrętny odór pleśni, najwidoczniej wydobywający się gdzieś z dołu, spod podłogi. Prawdopodobnie twierdza miała także piwnice, choć nie pokazano mu ich, gdy zwiedzał zamczysko.
– Dziękuję ci, Nicolo, że po mnie przyjechałaś – powiedział. – Przykro mi, że nie było mnie wówczas w karczmie ale spieszyłem się tu jak mogłem. Szkoda, bo gdybyś mnie tam zastała, moglibyśmy być już daleko stąd.
– Nie z woźnicą – przypomniała mu. – Przecież to on mnie zawiózł do miasteczka. A więc zamknąłeś gdzieś Heikego? To nieładnie z twojej strony – roześmiała się. – Ale chodź, wskażę ci twoją sypialnię. Możesz zaczekać w niej, a ja w tym czasie spróbuję odnaleźć moją ciotkę i zorientować się, czym się teraz zajmuje. Ogromnie niepokoi mnie jej zniknięcie!
Przytuleni, spleceni ramionami szli przez mroczną galerię. Nicola zapytała:
– A więc jednak poszliście na cmentarz? Chociaż was przestrzegałam?
– To Heike nalegał.
Utrzymanie świecznika w jednej ręce, podczas gdy drugą usiłuje się jak najmocniej przytulić do siebie dziewczynę, jest sztuką niezwykle trudną. Peter miał okazję się o tym przekonać. Ale gdy naprawdę się czegoś pragnie, można dokonać rzeczy niemożliwych.
– Czy na cmentarzu znaleźliście coś interesującego?
– Nic! Absolutnie nic! Nie wiem, czego Heike tam szukał!
– Nie goniły was duchy zmarłych?
– Nie, ale las był paskudny. Heike musiał uciec się do czarodziejskich zaklęć, by porąbać korzenie.
Nicola przystanęła. Bardzo pobladła, a w świetle księżyca wpadającym do galerii jej drobna twarzyczka wydawała się jeszcze bielsza.
– Czarodziejskie zaklęcia? Nie chcesz chyba powiedzieć, że on jest czarownikiem?
– Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości.
Nicola ruszyła dalej.
– Co prawda ma niezwykły wygląd. Dobrze, że go zamknąłeś. Nie chcę tu widzieć żadnych pogan, pomyśl, jakie zło mogą sprowadzić. A oto i twoja komnata, będziesz w niej bezpieczny. Czy mógłbyś zaczekać tu na mnie?
– Tak, oczywiście – odparł Peter z pewnym wahaniem w głosie, gdyż ogromny gobelin przedstawiający ociekającą krwią scenę myśliwską sprawił, iż poczuł się nieswojo, zwłaszcza patrząc nań w migotliwym blasku świecy.
Podszedł do łoża i dotknął ciemnych, rzeźbionych kolumn.
– Wspaniałe łoże!
– Było kiedyś przeznaczone dla świeżo poślubionych małżonków – rzekła obojętnie. – Ale nigdy nie odegrało swej roli.
Ślubne łoże Anciol!