Wielki Zły Wilk
- Автор: Patterson James
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Wielki Zły Wilk». Краткое содержание книги:
Nie próżnowaliśmy do tej pory. Najlepsi spece od informatyki próbowali różnych programów omijających hasła dostępu, żeby dostać się do Wilczego Gniazda. Nie udało się. Tak jak nie udało się „natarcie siłowe”, mający prowadzić do deszyfracji zalew kombinacjami liter i cyfr. Nic nie skutkowało. Żeby się przebić, potrzebowaliśmy Pana Pottera. Potrzebowaliśmy jego oczu. Układ naczyń krwionośnych siatkówki i plamek tęczówki zapewniał doskonałą metodę identyfikacji. Do odczytu używano słabego źródła światła i transoptora.
Potter przyłożył oko do urządzenia i skupił wzrok na czerwonym punkcie. Zeskanowany wizerunek pomknął w wirtualny świat. Po kilku sekundach uzyskaliśmy dostęp.
Wyprowadzono Taylora z centrum dowodzenia. Noc miał spędzić w więzieniu federalnym w Lorton, a potem wrócić do Nowej Anglii. Przestałem o nim myśleć, ale nie udało mi się przestać myśleć o jego ostrzeżeniach przed Wilkiem. Wziąłem się do pisania.
Pan Potter: Tu Potter.
Mistrz Trekr: Właśnie o tobie mówiliśmy. Pan Potter: To dlatego miałem czkawkę. Zadałem sobie pytanie, czy po raz pierwszy porozumiewam się z Wilkiem. Jeśli tak, to gdzie on był? W jakim mieście?
Znalazłem się w środku uwagi wszystkich w centrum dowodzenia SIOC. Wokół mnie zebrało się kilkunastu agentów i pracowników technicznych. Większość z nich również miała włączone komputery. Centrum wyglądało jak świetnie wyposażona szkolna pracownia informatyczna.
Mistrz Trekr: Naprawdę to nie rozmawialiśmy o tobie, Potter. Ty paranoiku, nigdy się nie zmienisz. Przejrzałem listę innych użytkowników:
Sfinks 3000
ToscaBella
Ludwik XV
Szterling 66
Żadnego Wilka. Czy to znaczyło, że nie był połączony on – line z Gniazdem? A może był Mistrzem Trekrem? Czy mnie obserwował? Czy zdałem egzamin? Pisałem dalej:
Pan Potter: Potrzebuję zmiennika za Worcestera.
Taylor powiedział mi wcześniej, że pseudonim Francisa Deegana to „Worcester”.
Sfinks 3000: Weź numerek do kolejki. Teraz rozmawiamy o mojej paczce. Mojej dostawie. Teraz moja kolej. Dobrze o tym wiesz, ty świrze.
Nie odpowiedziałem natychmiast. To był mój pierwszy egzamin. Czy Pan Potter przeprosiłby Sfinksa 3000? Chyba nie. Już raczej poczęstowałby go jakąś kostyczną uwagą. A może jednak by przeprosił? Zdecydowałem się chwilowo nie odpowiadać.
Sfinks 3000: Odpierdol się. Wiem, o czym roisz, ty zboczeńcu.
Sfinks 3000: Jak już wcześniej mówiłem, zanim mi przerwano, chcę piękności z południa, im bardziej samolubnej, im większej egoistki, tym lepiej. Chcę lodowatej piękności, którą roztrzaskam. Absolutnie niedostępnej. Nosi Chanel, Miu Miu i biżuterię od Bulgariego. Nawet na zakupach w supermarkecie. I oczywiście szpilki. Nieważne, wysoka czy niska. Piękna twarz. Sterczące cycki.
ToscaBella: Co za oryginalność.
Sfinks 3000: Pierdolę oryginalność i proszę wybaczyć, że się powtarzam, ale ty też się odpierdol. Chcę dobrej staromodnej zabawy. Chcę, czego chcę, i zarobiłem na to.
Szterling 66: Coś jeszcze? Chodzi ci o piękność z południa? Dwudziestka? Trzydziestka?
Sfinks 3000: Może być. Taka, jaką opisałem. Albo przynajmniej podobna.
Ludwik XV: Nastolatka?
Szterling 66: Jak długo zamierzasz ją trzymać?
Sfinks 3000: Przez jedną boską noc ekstazy i szalonego zapomnienia… tylko jedną noc.
Szterling 66: A potem?
Sfinks 3000: Zamierzam się jej pozbyć. No więc jak, dostanę swoją boginię?
Obraz na ekranie zastygł.
Nikt nie odpowiadał.
Co się dzieje?, zadałem sobie w duchu pytanie.
Wilk: Oczywiście, że ją dostaniesz. Tylko uważaj, Sfinks. Bardzo uważaj. Zostaliśmy zauważeni.
Rozdział 81
Nie bardzo wiedziałem, jak zareagować na pojawienie się Wilka i jego słowa. Czy powinienem zabrać głos? Czy wiedział, że go tropimy? Skąd mógł wiedzieć?
Szterling 66: A teraz powiedz, co cię dręczy, Panie Potter?
To była moja szansa. Chciałem nawiązać kontakt z Wilkiem. Ale czy mogłem liczyć na powodzenie? Czułem na sobie oczy wszystkich zebranych w centrum dowodzenia.
Pan Potter: Nic mnie nie dręczy. Po prostu jestem gotów odebrać następnego chłopca. Wiecie, że jestem grzecznym odbiorcą. Jak zawsze, no nie?
Szterling 66: Jesteś gotów odebrać następnego chłopca? Właśnie dostałeś Worcestera. Ile to? Tydzień temu?
Pan Potter: Tak, ale on nas opuścił.
Sfinks 3000: To bardzo zabawne. Jesteś uroczy, Potter. Uroczy psychopatyczny morderca.
Sfinks chyba nie lubił Pottera. Musiałem przyjąć, że z wzajemnością.
Pan Potter: Też cię kocham. Powinniśmy się spotkać, nawiązać bliższą znajomość.
Szterling 66: Zakładam, że mówiąc „Odszedł od nas”, chcesz powiedzieć, że nie żyje?
Pan Potter: Tak, drogi chłopiec opuścił ziemski padół. Ale już otrząsnąłem się z rozpaczy. Jestem gotów otworzyć nowy rozdział w moim życiu.
Sfinks 3000: Istna komedia. Te przekomarzania zaczęły działać mi na nerwy. Kim, do diabła, byli ci dranie? Gdzie się znajdowali? Poza tym, że w wirtualnym świecie.
Pan Potter: Mam kogoś na uwadze. Obserwuję go od jakiegoś czasu.
Sfinks 3000: Założę się, że jest boski. Pan Potter: Och, jak najbardziej. To wyjątkowa osoba. Miłość mojego życia.
Szterling 66: To samo mówiłeś o Worcesterze. W jakim mieście?
Pan Potter: W Bostonie, konkretnie w Cambridge. Student Harvardu. Przygotowuje doktorat. Chyba Argentyńczyk. W lecie ćwiczy kuce do gry w polo.
Szterling 66: Gdzie na niego wpadłeś, Potter?
Pan Potter: Naprawdę na niego wpadłem. Ma ciało z żelaza.
Tę informację dostałem od samego Homera Taylora.
Pan Potter: Byłem na Harvardzie na sympozjum.
Szterling 66: Poświęconym…
Pan Potter: Oczywiście Miltonowi.
Szterling 66: Był wśród słuchaczy?
Pan Potter: Nie… wpadłem na niego w toalecie. Obserwowałem go przez resztę dnia. Dowiedziałem się, gdzie mieszka. Nie spuszczałem z niego oka przez trzy miesiące.
Szterling 66: Więc czemu kupiłeś Worcestera?
Spodziewałem się tego pytania.
Pan Potter: To był impuls. Ale ten chłopiec z Cambridge to prawdziwa miłość. Nic przelotnego.
Szterling 66: Więc masz jego dane? Adres?
Pan Potter: Mam. I przygotowaną książeczkę czekową.
Szterling 66: Nie znajdą Worcestera? Jesteś pewien?
Pisząc, słyszałem głos Pottera w mojej głowie.
Pan Potter: Dobry Boże, nie. Chyba że ktoś popływa w mojej komorze fermentacyjnej.
Sfinks 3000: Ohydne, Potter. Cudowne.
Szterling 66: No cóż, jeśli masz pod ręką książeczkę czekową…
Wilk: Nie. Zaczekamy z tym. To za wcześnie, Potter. Połączymy się z tobą. Jak zawsze miło mi się z wami rozmawiało, ale muszę zająć się innymi sprawami.
Wilk nie odezwał się więcej. Przepadł. Cholera. Pojawiał się i znikał ni stąd, ni zowąd. Jak zawsze tajemniczy. Kim był ten drań?
Rozmawiałem z pozostałymi jeszcze przez kilka minut, żeby wiedzieli, iż byłem zawiedziony odmową i gotów do zakupu. Potem wyszedłem z forum.
Rozejrzałem się po zgromadzonych w sali kolegach. Kilku zaczęło klaskać, częściowo tak sobie, ale w gruncie rzeczy wyrażając mi autentyczne uznanie. Gliniarze glinie. Prawie jak za dawnych czasów. Poczułem się zaakceptowany przez pozostałych. Tak naprawdę to pierwszy raz.
Rozdział 82
Czekaliśmy na znak z Wilczego Gniazda. Każdy z nas chciał za wszelką cenę dopaść Wilka. Był nieuchwytnym zboczeńcem i kryminalistą, to raz, ale poza tym FBI potrzebowało sukcesu, wielu tych urobionych po łokcie ludzi potrzebowało sukcesu. Schwytanie Wilka w pułapkę byłoby znakomitym bodźcem do dalszej roboty. Gdybyśmy tylko go znaleźli. A gdybyśmy jeszcze przy okazji dopadli innych kopniętych drani… Takich jak Sfinks. ToscaBella. Ludwik XV. Szterling.
Ale coś nie dawało mi spokoju. Jeśli Wilk rzeczywiście był taki potężny, jeśli odnosił takie sukcesy, czemu się w to wszystko angażował? Czemu maczał palce w różnego rodzaju zbrodniach? Czy dlatego, że był zboczeńcem seksualnym? O to chodziło? Był zbokiem? Dokąd prowadziła ta linia rozumowania?
Był zbokiem, więc…
Następne półtora dnia spędziłem w Hooverze. Wpadłem do domu tylko na kilka godzin, zobaczyć się z dziećmi. Podobnie zrobiło wielu innych agentów przypisanych do sprawy, nawet Monnie Donnelley, która była tak samo emocjonalnie zaangażowana jak wszyscy. Nadal zbieraliśmy informacje, zwłaszcza o rosyjskich gangsterach w Stanach, ale przede wszystkim czekaliśmy na wiadomość z Wilczego Gniazda do Pana Pottera. Jedziemy z tym koksem czy nie jedziemy? Na co czekał ten drań?
Kilka razy rozmawiałem z Jamillą, długo i fajnie, a także z Sampsonem, dziećmi i Naną. Nawet z Christine. Musiałem się zorientować, co zamierza w związku z małym Alexem. Po kolejnej rozmowie odniosłem wrażenie, że sama tego nie wie. To dopiero było niepokojące. Kiedy mówiła o wychowywaniu Alexa, wyczuwałem w jej głosie wahanie, chociaż niby gotowa była wystąpić do sądu o przyznanie opieki nad małym. Biorąc pod uwagę wszystko, co przeszła, trudno było mi się na nią gniewać.
Ale raczej byłem gotów dać odciąć sobie prawą rękę, niż oddać synka. Na samą myśl o tym dostawałem pulsującego bólu głowy, który nie ustępował i zatruwał oczekiwanie na rozwój wydarzeń.
Około dziesiątej rano drugiego dnia zadzwonił telefon na moim biurku. Szybko poderwałem słuchawkę.
– Czekasz na telefon ode mnie? Jak leci? – To była Jamilla i chociaż jej głos rozlegał się tuż przy moim uchu, była po drugiej stronie kraju, w Kalifornii.