Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Dom Na Klifie». Краткое содержание книги:

W typowych romansach zawsze jest tak: Ona spotyka Jego (lub On J?), potem si? zakochuj?, co? im przeszkadza, ale w ko?cu odbywa si? wesele i ?yj? d?ugo i szcz??liwie. W Domu na klifie zawarcie ma??e?stwa jest potrzebne ze wzgl?d?w praktycznych: m?oda kobieta chce za?o?y? rodzinny dom dziecka, a do tego musi mie? m??a. Kandydatem staje si? sympatyczny prawie czterdziestolatek, z wykszta?cenia psycholog, kt?ry do tej pory nie uprawia? ?adnego zawodu d?u?ej ni? trzy lata. Poznajemy go jako dziennikarza szczeci?skiej telewizji. Czy jest co?, co mo?e po??czy? tych dwoje? Czy ma??e?stwo zawarte w konkretnym celu, jak sp??ka handlowa, ma sens? Czy rodzinny dom dziecka Zosi i Adama w og?le powstanie… i czy zdo?a przetrwa??
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 62
Перейти на страницу:

Kapitanowie oddali ciotce zakupy, ciotka dorobiła herbaty i zwiększony skład zasiadł do narady. Lena natychmiast przydzieliła sobie rolę prezesa zgromadzenia.

– Panowie – zaczęła uroczyście i z dużą uciechą, albowiem bardzo lubiła być słuchaną przez męskie gremia. – Poprosiliśmy tu panów w sprawie, jak się domyślacie, wielkiej wagi. Mianowicie nasz drogi Adam postanowił wejść w związek małżeński z tu obecną Zosią. Chcieliby zamieszkać w tym domu…

Tu artystycznie zawiesiła głos. Łysy kapitan Sieńko natychmiast to wykorzystał.

– Chwileczkę, moja droga Leno, przepraszam państwa najmocniej… jednakowoż jest jeszcze jeden warunek w testamencie świętej pamięci Bianki, warunek sine qua non objęcia w posiadanie spadku po nieboszczce…

– Muszę sobie zagwarantować w testamencie, żeby nikt nigdy nie mówił o mnie „nieboszczka” – przerwała mu Lena. – Cóż to za okropne słowo. Nawet po śmierci by mnie denerwowało. Kochany Antosiu! Kochani Jurku i Bronku! Naprawdę uważacie, że nie pamiętaliśmy o tym warunku? Myślicie, że kazałabym wam się tłuc do mnie w takim tempie, gdybyśmy nie mieli planów na przyszłość?

– Wiedziałem – odezwał się sędziwy Bronek. – Wiedziałem, że ona cię wkręca. Pewnie nie wiesz, co to znaczy „wkręca”, przyjacielu?

– Wiem, co to znaczyło do tej pory – wzruszył ramionami równie sędziwy Antoni. – I domyślam się, co może znaczyć w języku twoich prawnuczków, aczkolwiek nie rozumiem, jak ty możesz z nimi wytrzymać. Strasznie pyskate dzieci. Wrabia mnie, tak? Trzyma asa w rękawie i się puszy, tak? Pokaż karty, Leno. Sprawdzam!

– Dom dziecka – powiedziała Lena z błyszczącymi oczami.

Kapitanowie siedzieli jak przymurowani i nie reagowali, uznała więc, że musi rozszerzyć informację.

– Rodzinny dom dziecka – powiedziała dobitnie. – Będziemy tu zakładać. Jakieś czternaście sztuk, tych dzieci. W różnym wieku. Czy to w waszych oczach spełnia warunki testamentu Bianki?

Kilkanaście następnych dni – oczywiście tych wolnych od pracy w domu dziecka „Magnolie” – Zosia spędziła głównie w samochodzie. Tak jej się przynajmniej wydawało. Uznali wspólnie z Adamem, że nie należy tracić już więcej czasu i jak najszybciej przygotować sobie formalny grunt pod nowe życie.

Zaczęli od Stosownej Instytucji Powiatowej, w której zgłosili chęć założenia rodzinnego domu dziecka na terenie tegoż powiatu.

– Aha – powiedziała chłodna piękność za biurkiem. – Rodzinny dom dziecka. Czy państwo na pewno wiedzą, co państwo mówią?

– Wiemy, co mówimy! – Zosia natychmiast zaczerwieniła się lekko i była gotowa podnieść rękawicę, a nawet stoczyć mały wstępny pojedynek. – Od lat pracuję w domu dziecka i doskonale znam specyfikę problemu, proszę pani.

– Pan również pracuje w domu dziecka? – Chłodna piękność popatrzyła na Adama z dezaprobatą. Widocznie uważała, że przystojni faceci nie powinni sobie zawracać głowy takimi rzeczami jak cudze dzieci.

– Ja nie – odrzekł Adam, uśmiechając się do niej czarująco. – Ja pracuję w telewizji – dodał z premedytacją, na ogół bowiem powiatowe piękności dawały się na to złapać. – Na razie, oczywiście, dopóki nie zostanę wychowawcą.

Chłodna nie dała się oczarować. Facet, który uważał, że wychowywanie cudzych dzieci jest lepsze niż praca w telewizji, z całą pewnością miał źle w głowie. Nie wiadomo, czy można takiemu powierzyć te cudze dzieci.

– To obopólna decyzja, oczywiście? – zionęła lodem.

– Oczywiście, droga pani. – Adam ostrzegawczo ścisnął Zosię za łokieć, zauważył bowiem jej gotowość do walki. Walki niepotrzebnej. – Od dziesięciu lat wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie. I jest to decyzja głęboko przemyślana.

– Kwalifikacje – warknęła chłodna.

Otrzymała odpowiedź szybką i wyczerpującą, która jednak jej nie zadowoliła. Było to po niej widać.

– Gdzie państwo chcą zakładać ten dom? Bo jak rozumiem, posiadają państwo stosowny lokal? Powiat niczego państwu nie da, bo nie ma.

Jakiś czas potem Adam przyznał się Zosi, że w tym momencie nieco go tąpnęło, ponieważ doskonale wiedział o niewykorzystanych domach na terenie powiatu; sam kiedyś robił materiał w tej sprawie. Zmilczał jednak, bo nie był to dobry moment do przechwalania się zasobem posiadanych wiadomości.

– Mamy duży dom w Lubinie.

– Ach, tak. A dzieci skąd państwo zamierzają brać?

– Myśleliśmy o zabraniu całej grupy z domu dziecka, w którym pracuje moja… narzeczona…

– Państwo nie są małżeństwem? – spektakularnie zdziwiła się chłodna, zadowolona, że znalazła na nich haka. – To my w ogóle nie mamy o czym rozmawiać, proszę państwa. Rodzinne domy dziecka bazują na rodzinie. Proszę do mnie wrócić, kiedy państwo będą małżeństwem. Na razie!

– Chwila. – Adam zebrał wszystkie swoje zasoby zimnej krwi. – Pobieramy się na dniach. O ile wiem, trzeba przejść jakieś szkolenie w temacie, no więc ja panią uprzejmie zapewniam, że zanim to szkolenie się skończy, będziemy mieli dla pani wszystkie kwity, jakich pani potrzebuje. Tak?

– A wie pan chociaż, jakich kwitów pan nie ma?

– Ja nie, ale pani zapewne wie. To ja teraz proszę, żeby mi pani powiedziała. A najlepiej, żeby mi pani skserowała ten wykaz.

– Jaki wykaz mam panu skserować?! – chłodna zatrzęsła się z oburzenia.

– Wykaz kwitów. Nie ma pani takiego? Boże jedyny. To proszę mówić, co nam będzie potrzebne.

– Będzie pan notował?

– Będę nagrywał. – Adam wyjął z kieszeni dyktafon niczym sztukmistrz królika z cylindra i podstawił go chłodnej pod nos. – Proszę, niech pani mówi.

Chłodna aż podskoczyła.

– A co to za maniery? Co to za nagrywanie? Pan chce dom dziecka zakładać czy program nagrywać? Ja sobie wypraszam! Proszę to zabrać! Ja się nie zgadzam! Jest w naszym kraju jakaś ochrona prywatności! Jakaś ochrona twarzy!

Zosia skręcała się z wewnętrznej uciechy, natomiast Adam zachował kamienną twarz, aczkolwiek był dość zadowolony ze złamania tej lodowej zapory.

– Ja pani twarzy nie nagrywam – powiedział spokojnie. – To jest dyktafon. On nie robi takich nagrań, co by się nadawały na antenę. Niech no pani przestanie histeryzować i mówi. Nie mogę notować, bo potem sam siebie nie odczytam, a tak to wklepię od razu w komputer i będę miał porządnie. No proszę, co nam będzie potrzebne?

Prztyknięcie guziczkiem dyktafonu spowodowało kolejne wzdrygnięcie się pięknej urzędniczki.

– Najpierw państwo się zgłoszą na szkolenie w Ośrodku Adopcyjnym. Takie szkolenie potrwa trzy miesiące. Muszę dostać zaświadczenie, że państwo je skończyli. Potem będzie potrzebne zaświadczenie lekarskie, od psychiatry, od psychologa, zaświadczenie o niekaralności, opinia z zakładu pracy. Aha, i wywiad środowiskowy w domu u państwa będzie przeprowadzony.

– Świadectwo od proboszcza niepotrzebne? – zdziwił się Adam.

– I po co pan jest złośliwy? To panu wcale nie pomoże. I tak nie wiadomo, czy starosta się zgodzi, żeby państwo tu zakładali jakieś prywatne domy dziecka za państwowe pieniądze!

– Ja tu czegoś nie rozumiem – zżymał się Adam, kiedy już siedzieli w samochodzie i jechali do kolejnego urzędu, do Międzyzdrojów. – Przecież rodzinne domy dziecka są o niebo tańsze niż takie molochy z wieloosobową obsługą, nie? No więc ludzi takich jak my powinno się na rękach nosić, a nie, żeby mi taka zimna baba, chuda wydra, trudności mnożyła i jeszcze zapowiadała, że może nic z tego nie wyjdzie. Zośka, o co tu chodzi?

– O miejsca pracy między innymi – wyjaśniła Zosia, bardzo zadowolona, że nazwał chłodną piękność chudą wydrą. Znaczy chuda kojarzy mu się z wredną. Bardzo dobrze. – W takim domu dziecka jak nasz na przykład to się upchnie… czekaj; sześć grup po dwoje wychowawców to dwanaście, dyrektorka, chociaż ona też niby ma grupę, ale jest trzynasta, sekretarka, intendentka… liczysz?

– Piętnaście.

– Konserwator, dwie kucharki, zaopatrzeniowiec, księgowa, sprzątaczka.

– Dwadzieścia jeden osób. Nieźle. A dzieci ile?

– Koło sześćdziesiątki, czasem siedemdziesiątki. Siedemdziesiąt kilka.

– No to wychodzi po troje dzieci z kawałkiem na osobę. A w rodzinnym jest ile?

– Różnie, zależy ile dzieci się weźmie. U nas będzie po siedem na twarz. Cioci Leny nie liczę, bo jej państwo nie będzie płacić. Ale tak jest w domach z dużymi dziećmi. Jak są małe, to wychodzi jeden na jeden, a czasem obsługi jest więcej niż dzieci.

– No to powinni nas nosić na rękach.

– Lalka, ty nie robiłaś czasem jakichś materiałów o ludziach, którzy zakładają rodzinne domy dziecka?

W telewizyjnym bufecie było już prawie pusto. Adam wpadł tam dość późno, żeby zjeść gołąbki, które życzliwie zostawiła dla niego pani Ewa, i z zadowoleniem zastał tam starszą koleżankę reporterkę Lalkę Manowską. Grzebała z roztargnieniem w sałatce śledziowej, jednocześnie popijając kawę i czytając jakieś wydruki. Przysiadł się do niej, stwierdził, że wydruk jest tekstem dla lektora, i przełykając gołąbki, zaczął pogawędkę.

– Robiłam – odparła Lalka, nie odrywając oczu od tekstu. – Chcesz jakieś wypowiedzi? Mam jeszcze surówki, zapomniałam przewinąć i dlatego nie skasowałam. Fajni ludzie to są na ogół.

– Też tak uważam. Ale nie chcę od ciebie materiałów. Pogadaj ze mną.

– Proszę cię bardzo. – Lalka odłożyła wydruk. – Na temat domów dziecka? Potrzebujesz kontaktów?

– Potrzebuję pogadać. Ale dziękuję za dobre chęci.

– Dlaczego chcesz ze mną rozmawiać o rodzinnych domach dziecka?

– Bo zamierzam takowy założyć.

Lalka zachłysnęła się kawą.

– Rąbnąć cię w plecki?

– Nie waż się. Czy ja dobrze słyszałam?

– Dobrze.

– Adasiu kochany, ale do tego trzeba mieć rodzinę, to znaczy żonę. Masz jakąś?

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)