Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Senni zwycięzcy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Senni zwycięzcy

Электронная книга - «Senni zwycięzcy». Краткое содержание книги:

Jedna z najbardziej znanych powieści polskiej fantastyki przed rokiem 1989, zaliczana do nurtu fantastyki socjologicznej.
„Powieść napisana jest potoczyście. Oramus ze swobodą, używając technicznych montażowych sztuczek, pokazuje nam splatające się ze sobą losy kilkudziesięciu postaci, ani razu nie tracąc kontroli nad skomplikowaną powieściową maszynerią. A oglądamy tu nie tylko przygody i zmagania ludzi lecz również ich swobodnie lewitujących i zwalczających się jaźni. Świat opisany przez Oramusa jest zły, posępny, ludzie w nim częstokroć czynią sobie wyrozumowane łajdactwa, rządzi tym światem intryga i manipulacja, lecz mimo to, nawet w tej klatce na szczury spotykamy co jakiś czas arystokratów ducha zdolnych do miłości, wielkoduszności, wreszcie — do wstydu.”
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 66
Перейти на страницу:

Scenariusz potwierdził moje obawy: treścią filmu miało być ni mniej, ni więcej tylko zaszlachtowanie przez kochanka młodej dziewczyny — podczas aktu fizyczna} miłości między nimi. Żadnych skrótów, odjazdów kamerą, achronologii — po prostu dokumentalna rejestracja zdarzenia. Tytuł: “Modliszki”. Nie wyjaśnił znaczenia.

Przerwał, przejechał dłonią po czole.

— Berkovitz tłumaczył oczywiście, że żadnego morderstwa przed kamerą nie będzie. Wiedziałem, że kłamie, że już zdecydował się na nie — a on wiedział, że się domyślam. Siedziałem naprzeciwko niego jak teraz naprzeciw pana… nie byłem zdolny do myślenia, trzymałem w ręku te kilka kartek, jakieś szkice, patrzyłem na jego twarz i nie widziałem niczego oprócz jego oczu; chciałem odwrócić wzrok, lecz nie mogłem. Bardzo długo przesiedzieliśmy w ten sposób, wreszcie stało się to nie do zniesienia. Powiedziałem: “Dobrze, dam panu te pieniądze”. Następnego dnia wypłaciłem mu należność; odszedł nie wypowiedziawszy więcej jak dziesięć słów.

Znowu przerwał; mówienie sprawiało mu widoczną trudność.

— Z początku chciałem biec za nim, powiedzieć, że się wycofuję, zacząłem go nawet poszukiwać. Zamierzałem przede wszystkim zniszczyć umowę, by nikt nie łączył z tą sprawą mojego nazwiska — ale Berkovitz przepadł jak kamień w wodę. Myśląc o nim przyłapałem się na spostrzeżeniu, że dałem, mu pieniądze nie z nadziei na zysk, nie tylko z nadziel na zysk, ale przede wszystkim z ciekawości. Że jestem do niego podobny.

Po miesiącu otrzymałem przez posłańca cienką, prostokątną paczkę. Zawierała serię fotogramów; to, co na nich zobaczyłem, zjeżyło mi włosy. Ponadto znalazłem małe pudełko z kryształkiem zamocowanym w miękkim uchwycie, zabezpieczonym płaską gondolką — film Berkovltza. Proszę, oto on.

Laveerson wziął pudełko z blatu, otworzył. Pod podłużną przezroczystą muszlą spoczywała na karminowym pluszu srebrna łza; Laveerson obejrzał ją ze wszystkich stron, zamknął pudełko i położył z powrotem na blacie.

— Skąd pewność, że Berkovitz rzeczywiście popełnił morderstwo? Jest tyle technik…

— Nie zadałby pan tego pytania, gdyby wcześniej obejrzał pan film. Ja nie miałem wątpliwości… tylko zwierzę, w które człowiek zamienia się w takiej sytuacji, potrafi tak rozpaczliwie walczyć o życie. Nawet po rozpłataniu na dymiące połcie, połcie te próbują stawiać opór, uniknąć dalszych ciosów prześladowcy… bez zamysłu i koordynacji, instynktownie… jakby w najdrobniejszej komórce pozostała zakodowana tylko jedna powinność: ocaleć. Niech pan się dobrze zastanowi, zanim zdecyduje wyświetlić ten kryształek u siebie… jeśli chce pan pozostać tym samym człowiekiem. Niech pan uważa, by nie zwariować… potem był zmęczony, pot ciekł zeń strumieniami.

Mimo to Laveerson powiedział:

— Nie odpowiedział pan na pytanie.

— Przepraszam… pan miał zdaje się wątpliwości, czy to jednak nie kamuflaż, nie aktorstwo idealne — zaśmiał się chrapliwie, urywanie. — Zagrać rolę własnych połci — nie każdy potrafi, co? Ale pewność, cały czas idzie o pewność… ja znałem tę dziewczynę… byliśmy kiedyś razem. Berkovitz wiedział o naszym związku; nim zaangażował ją do tego filmu, dawno straciłem ją z oczu.

— Nie była panu obojętna…

— Chyba ją kochałem… i nienawidziłem. Kiedyś postąpiła ze mną bardzo podle. Berkovitz zabijając ją w sposób tak ohydny…

— Wyręczył pana? To pan chciał powiedzieć? Przez chwilę Rippert przyglądał mu się nieobecnym wzrokiem.

— Ty szczurze! — krzyknął. — Ty przeklęty szczurze! To ja zaproponowałem Berkovitzowi, żeby ją zaangażował! Ja ją namówiłem… słyszysz, ja!!! Jesteś zadowolony?

Piał nieprzyjemnym falsetem szarpiąc bluzę gościa. Laveerson wstając odtrącił go; Rippert opadł na fotel, ukrył twarz w dłoniach i zaszlochał.

— Gdzie pan ma rejestrator? — zapytał go Laveeson. — Obejrzymy ten film zaraz, jeśli pan pozwoli.

Przeżyłem straszne pół godziny, myśli Prezydent. Lepiej było poskromić ciekawość. Nie, nieprawda. “Nic, co ludzkie… ” Ludzkie?

— Witam, panie Rippert. Akurat myślałem o panu…

— Przyszedłem zgłosić swoją rezygnację. Souta może pan zatrzymać, jeśli oczywiście zdoła go pan nakłonić, by pozostał.

— Co się stało, panie Rippert? Złe pan wygląda, mówi dziwne rzeczy… mam to traktować serio?

— Jak najbardziej serio — rzekł z naciskiem Rippert. — Chcę, żeby zdał pan sobie sprawę, że są pewne granice… że są granice — powtarzał w kółko patrząc pod nogi Laveersona.

— Nie zamierzałem pana upokorzyć — powiedział Laveerson — finał rozmowy był dla mnie niespodzianką bodaj czy nie większą niż dla pana. Jeśli żywi pan do mnie urazę — przepraszam. Cóż — bardzo żałuję, że podjął pan tę decyzję… w takiej chwili. Właśnie przygotowałem pańską nominację. Skoro jednak postanowił pan inaczej…

Wybory przyniosły im zwycięstwo już w drugim głosowaniu — pierwsze zostało unieważnione z powodu nikłego zainteresowania załogi. Znowu minęło kilka dni, nim mogli porozmawiać ze sobą w cztery oczy.

— Ciągle nie może mi pan wybaczyć.

— Nie.

Ale żaden nie wstawał, żeby odejść.

— Dziwne uczucie — powiedział znienacka Laveerson. — Zdaje mi się, że najtrudniejsze mamy poza sobą. Że wystarczy zaszyć się w miejscu takim jak to… i czekać.

Rippert na wszelki wypadek milczał. Siedzieli na dnie wielkiego zbiornika, w otoczeniu suchych skał. Od wielu godzin wodospad był wyłączony i z góry nie spadła na kamienie ani jedna kropla.

— Dbać o paliwo dla silników, utrzymywać kurs — i czekać. Taak. Za wiele szczęścia, jak na mój gust. Wygrać łatwo wybory, zapakować załogę do pudel, zawrócić — do tego nie trzeba filozofii. Wie pan, w najbliższym czasie spodziewam się kłopotów.

Rippert wzruszył tylko ramionami.

— Nie interesują pana kłopoty? — spytał Laveerson. — Nasze wspólne kłopoty, którymi skwapliwie będę się z panem dzielił? Po drodze na Ziemię wiele się jeszcze zdarzy…

— Taki pan pewien, że wrócimy? — powiedział Rippert. — Bo ja nie.

— Będziemy próbować — osądził Laveerson po namyśle. — Nic innego nam nie pozostaje.

— Nie jestem przekonany, że powinniśmy wracać — powtórzył Rippert.

— Nie rozumiem.

— Niech pan nie udaje. Zrobiliśmy niedaleko stąd dobry początek, jeśli idzie o rozmiary szczerości, do jakiej mnie pan nakłonił. Wtedy graliśmy o drobne — teraz stawka rośnie. Jeśli będziemy oszukiwać się nawzajem, bawić w niedopowiedzenia, flirtować z problemami zamiast się z nimi rozprawiać, nie dolecimy nawet do najbliższego księżyca. Może istotnie powinniśmy wracać — nie wiem. Proszę mnie przekonać. Powrót nie dla wszystkich oznacza to samo, każdy po cichu na coś liczy, każdy czegoś się tam spodziewa. Tacy jak ja i pan po powrocie przestaną być potrzebni, staną się po prostu jednymi z tysięcy. Sądzi pan, że bawi mnie występ w roli jednego z tłumu?

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 66
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)