Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Lilith: Wąż w trawie [Lilith: A Snake in the Grass - pl]
Lilith: Wąż w trawie [Lilith: A Snake in the Grass - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lilith: Wąż w trawie [Lilith: A Snake in the Grass - pl]

Электронная книга - «Lilith: Wąż w trawie [Lilith: A Snake in the Grass - pl]». Краткое содержание книги:

Gdzieś z daleka, spośród czterech zasiedlonych przez ludzi światów Rombu Wardena, wroga człowiekowi rasa szpiegowała Ziemię. Nie można jednak było wysłać tam agenta. Podróż do światów Wardena była bowiem podróżą bez możliwości powrotu. Żyjący tam mikroskopijny symbiont przedostawał się do wnętrza każdego żywego organizmu, uniemożliwiając mu tym samym życie poza systemem Wardena.
Należało więc zastosować środki nadzwyczjne. Wybrano jednego agenta, a czterech innych odarto z ich umysłów i osobowości, narzucając im umysł i osobowość tego wybranego. Połączony odpowiednio z tą czwórką, mógł on odbierać ich raporty, nie opuszczając bezpiecznego miejsca, z dala od Rombu Wardena. Każdemu z czwórki wyznaczono jeden ze światów. Celem misji było odnalezienie i zlikwidowanie Władcy danego świata.
Bohaterem pierwszej księgi jest Carl Tremon, którego wysłano na Lilith, planetę będącą Rajem — ale Rajem takim, jaki tylko Piekło mogło wymyślić!
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 73
Перейти на страницу:

Skinąłem jedynie głową i drzwi się zamknęły. Zastanawiałem się, czy mądrze zrobię, mówiąc im, że nie miałbym gdzie się schronić, nawet gdyby od tego zależało moje życie. Czułem ból w każdym mięśniu, mój umysł wypełniony był gąbką, pajęczyną i watą. Odespałem nie tylko miesiące ciężkiej pracy; po raz pierwszy spałem wolny od ciągłego, nieuchwytnego napięcia i niepewności jaką przynosiło tamto życie.

Leżałem sobie i wypełniałem czas, próbując zlokalizować punkt obserwacyjny, co nie okazało się zbyt trudne. By pole widzenia zawierało cały pokój, musiał on się znajdować wysoko i po przeciwnej stronie. Szybkie wyliczenie właściwych kątów doprowadziło mnie do małej niszy z wyblakłej cegły, za którą bez wątpienia znajdowało się ludzkie oko.

Wkrótce pojawiło się śniadanie i z trudem przybrałem właściwą pozycję, by nim się zająć. Było niezbyt wyszukane, to prawda — grzanki z pszennego pieczywa, galaretki owocowe, kilka maleńkich słodkich bułeczek i szklanka soku owocowego — ale po świństwie, którym karmiono mnie przez ostatnich kilka miesięcy, wydawało się niebiańskie. Najbardziej zachwycił mnie kubek gorącej… cóż, nie byłem pewien, co to takiego, ale smakowało jak mokka i było bez wątpienia silnym środkiem pobudzającym. Wszystko zresztą smakowało wyśmienicie i spełniło swoje zadanie.

Kiedy młoda obsługa w randze nadzorcy skończyła sprzątać i zabrała już przenośny stolik śniadaniowy, doszedłem do siebie i czułem, iż mogę stawić czoła wszystkim i wszystkiemu. Widok ludzi dysponujących mocą i wykonujących obowiązki służących pasował do mojego wyobrażenia, czym musi być ten zamek. Z doświadczenia wyniesionego ze służby wiedziałem, iż generał czy admirał jest szefem, osobą z autorytetem, której należy się bać i którą należy szanować. Jednak w Dowództwie Systemów Militarnych, na przykład, niżsi generałowie i admirałowie pełnili jedynie role eleganckich posłańców. Władza nie była tylko tym, co się samemu posiadało, ale wynikała również ze stosunku, jaki zachodził między zakresem naszej władzy, a władzą tych, którzy nas otaczali.

Niemniej klasa nadzorców miała łatwy żywot w porównaniu z życiem mas na Lilith. Przede wszystkim ich praca była godna, cywilizowana, a co najważniejsze łatwa i czysta. A przecież sądząc po ich młodym wieku, musieli urodzić się tutaj, co przypomniało mi Ti i fakt, iż musi znajdować się gdzieś na terenie zamku. Choć to sprawa dość delikatna musiałem dowiedzieć się, jak sobie radzi i pomóc jej w miarę moich możliwości. W pewnym sensie właśnie jej zawdzięczałem to wszystko.

Byłem już gotów psychicznie na spotkanie tej nowej społeczności, kiedy pojawił się mój przewodnik i zarazem człowiek mający ocenić i oszacować moje potencjalne zdolności. Nie zapukał przed wejściem, co świadczyło o najwyższej randze, a i jego wygląd był imponujący. Cal Tremon był potężnie zbudowanym mężczyzną, lecz ten gość bez trudu dorównywał mu wzrostem i budową, choć spora część jego ciała ukryta była pod wyszywanym złotem ubraniem w kolorze najczarniejszej czerni — fantazyjną koszulą i dopasowanymi, przepasanymi błyszczącym, grubym pasem, spodniami, których nogawki wsunięte były w równie błyszczące i eleganckie, wysokie, czarne buty.

Mężczyzna był gładko ogolony, nie licząc gęstych, obwisłych wąsów. Twarz miał ogorzałą, spaloną słońcem i wyrzeźbioną wiatrem. Imponujące siwe brwi podkreślały głęboką czerń najbardziej lodowatych oczu, jakie zdarzyło mi się w życiu oglądać. Włosy, precyzyjnie przycięte i ułożone, były gęste i lekko falujące, a ich siwizna świadczyła raczej o typie człowieka, a nie o wieku — równie dobrze mógł mieć trzydzieści, jak i sześćdziesiąt lal.

W jednej chwili zorientowałem się, iż jest to człowiek niebezpieczny, a w porównaniu z jego bezwzględnym i arystokratycznym sposobem bycia, odżałowanej pamięci Kronlon wyglądał równie groźnie jak Ti. Wstałem i ukłoniłem się lekko, uważając, iż początki naszej znajomości powinny być w miarę poprawne.

— Jestem pan Artur — odezwał się niskim i grzmiącym głosem, mogącym porazić większość jego rozmówców. Co gorsza, byłem przekonany, że jest to jego miły i sympatyczny tembr głosu, przeznaczony na specjalne okazje. Wolałbym nie widzieć tego gościa, kiedy wpadnie w złość, szczególnie z mojego powodu.

— Jestem burgrabią tej dziedziny — kontynuował, przyglądając mi się uważnie.

Nie miałem pojęcia, jakie procesy myślowe zachodziły teraz w jego mózgu.

— Jestem Cal Tremon — odpowiedziałem, mając nadzieję, iż ta informacja go zadowoli.

Skinął głową.

— Usmażyłeś więc starego Kronlona? Cóż, przynajmniej pozbyliśmy się tego nędznego szczura. Nigdy za nim nie przepadałem, choć swoje obowiązki wypełniał dobrze. Ale dość o tym. Zabiorę cię do sekcji medycznej, a potem cię przetestujemy. Czujesz się na siłach, by temu sprostać?

Potwierdziłem, chociaż ciągle odczuwałem osłabienie spowodowane zbyt długim snem.

— Jestem gotów — powiedziałem i ponownie się ukłoniłem.

— Chodźmy więc.

Wykonał lekki gest dłonią, obrócił się i pomaszerował energicznie w kierunku drzwi. Poszedłem za nim, świadom jego dumnych, wojskowych ruchów. Doszedłem do wniosku, iż nie pochodził z Lilith i zastanawiałem się, kim mógł też być przed przybyciem na tę planetę.

W dzień zamek tętnił życiem i wypełniony był ludźmi zajętymi sprzątaniem i drobnymi naprawami, ale również takimi, którzy wydawali się kręcić w kółku bez widocznego celu. Wszyscy robili wrażenie czystych, porządnych i cywilizowanych, czym wywoływali u mnie dziwny zestaw porównań. Tym, czym ci ludzie byli dla światów cywilizowanych, starożytna Grecja ze świata naszych przodków musiała być dla żyjących w okresie wczesnej rewolucji przemysłowej. Prymitywna technologia nie oznacza bowiem prymitywizmu w ogóle.

Mimo wszystko technologia, którą tu dało się zauważyć była dość szokująca. Od momentu przybycia na Lilith kazano mi bowiem wierzyć, że ubrania, budynki i inne rzeczy, które tu widziałem, były po prostu niemożliwe na tej planecie. Dlatego właśnie ludzie sypiali w chatach z bunti i chodzili nago. Teraz zaczynałem doceniać ten drugi aspekt mocy organizmu Wardena — mocy, która stanowiła podstawę cywilizowanej myśli i społeczeństwa.

Moc pozwalająca zmieniać środowisko dla własnych celów była tym, czego odmówiono pionkom, była elementem utrzymującym ich w nędzy i niewoli. Kapryśne reguły rządzące organizmem Wardena powodowały, iż moc zarezerwowana była jedynie dla grupy wybrańców.

Dostrzegłem pewne, niewielkie oznaki lęku u ludzi, obok których przechodził Artur; ukradkowe spojrzenia i zmuszanie się, by nie patrzeć w naszą stronę. Nie miałem żadnych wątpliwości — lękano się go i dotyczyło to — również tych kilku panów, których spotkaliśmy po drodze.

Artur zostawił mnie w sekcji medycznej i powiedział, gdzie będzie można go znaleźć, kiedy już skończą mnie badać. Obecni tam ukłonili się z szacunkiem, zachowując milczenie, a kiedy wyszedł, dało się wyczuć wśród nich wielkie uczucie ulgi. Mierzyli mnie, opukiwali i badali najlepiej, jak byli w stanie to uczynić w sytuacji, kiedy byli pozbawieni instrumentów i urządzeń tak oczywistych dla świata zewnętrznego. Niemniej posiadali różne przemyślne urządzenia i instrumenty wykonane z dostępnych, miejscowych materiałów. Był wśród nich jakiś gatunek lokalnej winorośli, za pomocą której mogli odczytać ciśnienie krwi; był mały, żółty liść, który, zmieniając swój kolor na czerwony, pozwalał doświadczonemu oku stwierdzić jaka jest temperatura mojego ciała. Wszystkie odczyty zapisywane były piórami z trzciny na cienkich, liściastych płatach jakiejś substancji służącej im za papier.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 73
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)