Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Детское действие » Tajemnica Kaszlącego Smoka
Tajemnica Kaszlącego Smoka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tajemnica Kaszlącego Smoka

Электронная книга - «Tajemnica Kaszlącego Smoka». Краткое содержание книги:

Czy znasz pasjonujące książki Alfreda Hitchcocka o przygodach Trzech Detektywów? Książki te tworzą najpopularniejszy amerykański cykl powieści dla młodych czytelników. Ich bohaterami są trzej detektywi-amatorzy: Jupiter, Pete i Bob, mieszkańcy kalifornijskiego miasteczka Rocky Beach. Sympatyczni i pełni fantazji chłopcy przeżywają wiele niezwykłych przygód, tropią i ujmują groźnych przestępców. LJdajc im się rozwiązywać skomplikowane zagadki kryminalne, nad którymi czasem biedzą się dorośli. Alfred Hitchcock, znakomity reżyser, mistrz suspensu ofiarowuje w tych książkach młodym czytelnikom to, co charakterystyczne było dla jego filmów: pełną napięcia i nieoczekiwanych zwrotów akcję, mrożące krew w żyłach wydarzenia oraz zaskakujące pointy. Przygody Trzech Detektywów są lekturą, od której nie można się oderwać!
Przyjaciele zajmuja się prawą potwora, który kaszle. Zaczynają od przeszukania plaży. Znajdują tam wiele ciekawych rzeczy. Na szczęście dzięki pomysłowości Jupego udaje im się rozwikłać tą tajemnicę.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34
Перейти на страницу:

Shelby wzruszył ramionami, nie odrywając oczu od maszerujących mrówek.

Drugi z braci złapał go za rękę, wymachując rewolwerem.

– Shelby, otwórz tę ścianę albo zmuszę cię do tego! Musimy się stąd wydostać.

Shelby popatrzył na niego chłodno. A potem, wzruszywszy ramionami, sięgnął do kieszeni. W jego dłoni błysnął jakiś cienki przedmiot, podobny do małej rurki. Shelby podniósł go do ust.

Bob i Jupe nastawili uszy, pewni, że usłyszą dźwięk ostrego gwizdka. Nic jednak nie usłyszeli. Zobaczyli za to, że ściana powoli się rozsuwa.

– Dawaj, Jack! Gazu!

Obaj bracia skoczyli ku szczelinie, strzelając dziko do mrówek, prących po ścianach z wściekłym porykiwaniem. W jednej chwili minęli rozsuwające się wciąż jeszcze ściany.

– Uciekajcie, durnie! – mruknął pogardliwie Arthur Shelby. A potem rzucił obu chłopcom zaintrygowane, taksujące spojrzenie.

– Sprytnie to obmyśliliście – powiedział sucho. – Ale trochę aż za sprytnie. Straciłem przez was majątek i nie widzę możliwości, abyście mogli wyjść z tego cało.

Włożył rękę do drugiej kieszeni płaszcza, ale tym razem wyjął groźniejszy przedmiot niż przedtem.

– Proszę nie strzelać! – jęknął Bob.

Shelby odpowiedział mu chłodnym skinieniem głowy.

– Złazić stamtąd, natychmiast! – rzucił. – A następnym razem, gdybyście chcieli porwać jakiś pojazd wielkości autobusu, polecam wam usilnie, żebyście przećwiczyli podwójne wysprzęglanie przy zmianie biegów – dodał z ironicznym wyrazem twarzy, kiedy Jupe i Bob znaleźli się na dole. Potem odwrócił się w kierunku ciemnego kąta, skąd biła na ściany tunelu rozszerzająca się smuga światła.

– Ej, tam! – krzyknął. – Wyłącz ten projektor i chodź tu. No, już! Ostrzegam cię, mam w ręku pistolet!

Wypełniające tunel dzikie wrzaski ucichły. Mrówki atakujące ściany, rozpłynęły się w mroku.

– Niech pan nie strzela! – krzyknął Pete. – Już idę!

Z ciemności wyłoniła się jego wysoka sylwetka. Pete podszedł powoli do stojących obok nieruchomego smoka kolegów, przyglądając się im ze zdumieniem.

– On rzeczywiście nie jest prawdziwy? – zapytał Jupe'a.

Jupe potrząsnął głową.

– Nie bardziej, niż twoje gigantyczne mrówki – rzucił ze złością Shelby. Popatrzył na chłopców, a potem na pistolet w swej dłoni. – Bardzo mi was żal, chłopcy, naprawdę bardzo. Ale nie powinniście byli wtykać nosa w nie swoje sprawy…

Urwał nagle, nieruchomiejąc z wyciągniętą przed siebie, drżącą ręką. Tunel wypełnił się dziwnymi, głośnymi zawodzeniami.

– Aaaaaaaaaa… oooooo… oooo!

– Och, nie! Dość tego! – krzyknął Shelby. A potem błyskawicznym ruchem wyjął z kieszeni cienką, podobną do trzcinki rurkę, tę samą, którą posłużył się wcześniej, i włożył ją do ust. I tym razem nie ozwał się żaden dźwięk.

Ogromna ściana zasunęła się z turkotem.

Jupiter uśmiechnął się, nasłuchując uważnie. Zapalił latarkę.

W smudze jasnego światła ukazała się gromada biegnących ku nim wielkimi skokami czarnych, podobnych duchom cieni. Coraz bliżej jarzyły się ich dzikie ślepia i błyszczały ostre zęby w półotwartych groźnie szczękach.

– Uważajcie! – krzyknął Pete. – Znowu te włochate bestie…

Urwał nagle, jakby go zatkało, i uśmiechnął się z zażenowaniem.

– To znaczy… chciałem powiedzieć… psy – dodał spokojniejszym tonem. – O rany! Ale ze mnie naiwniak!

Arthur Shelby nachmurzył się.

– Za późno – burknął niezadowolony.

Pierwsze z nadbiegających zwierząt zakręciło się wokół nich z radosnym szczekaniem. Jego długi, podobny do miotły ogon chwiał się szaleńczo na wszystkie strony. Kasztanoworude kędziory połyskiwały w świetle latarki.

– Korsarz! – wykrzyknął Jupe. – To ty? Wróciłeś tutaj?

Rosły seter wyminął jego wyciągnięte ręce i skoczył ku Shelby'emu. Rudowłosy mężczyzna cofnął się, wyciągając w stronę psa rękę trzymającą pistolet.

– Idź stąd, Korsarz! – warknął ostro. – Ostrzegam cię… po raz ostatni… Do domu!

Pies potrząsnął długimi uszami i zakręcił się wokół niego. Podbiegły pozostałe psy, przypierając Shelby'ego do ściany tunelu.

Merdając ogonami, zaczęły skakać ku niemu z wesołym poszczekiwaniem. Shelby jeszcze raz próbował opędzić się od nich uzbrojoną w pistolet ręką. Na jego bladej twarzy pokazały się kropelki potu.

– Panie Shelby, niech się pan nie wysila – powiedział Jupe. – I tak nie zdobędzie się pan na to, aby zacząć do nich strzelać. Za bardzo je pan lubi. A one po prostu szaleją za panem.

Shelby popatrzył na skaczące wokół niego psy i opuścił pistolet.

– Tak, tak – mruknął z markotną miną. – Szaleją za mną. Rzeczywiście, to prawda.

Spojrzał obojętnym wzrokiem na ledwo widoczny w jego dłoni, metalowy przedmiot, wzruszył ramionami i schował go w kieszeni. A potem schylił się i zaczął odruchowo głaskać łby uszczęśliwionych zwierzaków.

– I co dalej? – mruknął pod nosem, najwyraźniej kierując to pytanie do siebie.

– Gdyby zechciał mnie pan posłuchać, to mam pewien pomysł – powiedział Jupe.

– Naprawdę? – spytał Shelby, świdrując krępego chłopca swymi bladymi oczami.

Jupiter kiwnął głową.

– Tak, proszę pana. Opiera się on głównie na fakcie, że w rzeczywistości nie jest pan wcale chciwym kryminalistą, ale doskonałym dowcipnisiem. Chce pan posłuchać?

Rudowłosy mężczyzna kiwnął oschle głową.

– Trzeba odnieść wszystko na miejsce. Jeżeli pan chce, możemy panu w tym pomóc. Ale mógłby pan zostawić tę dziurę w betonowej ścianie, tak jak ona teraz wygląda. W ten sposób zażartuje pan sobie z nich. Da im pan do zrozumienia, że mógł pan zabrać całe złoto, ale nie tknął go pan. My nikomu nic nie powiemy, więc nie dowiedzą się nigdy, kto to zrobił, albo raczej – kto tego nie zrobił!

Rozdział 20. Alfred Hitchcock podaje pomocną dłoń

Kiedy dwa dni później Pete, Bob i Jupiter weszli do przestronnego mieszkania Alfreda Hitchcocka, słynny reżyser siedział przy dużym, okrągłym stole i czytał gazetę. Nie odrywając od niej oczu, wskazał im wolne krzesła.

– Siadajcie, chłopcy – powiedział. – Przepraszam, że każę wam czekać, ale chciałbym doczytać do końca ciekawy artykuł.

Trzej Detektywi rozsiedli się bez słowa. W końcu pan Hitchcock uśmiechnął się i odłożył gazetę.

– I cóż, znowu się wam udało – powiedział. – Jesteście po prostu niesamowici! Daję wam prosty cynk, że zaginął pies mojego starego przyjaciela. I co się dzieje? Odnajduje się nie tylko jego piesek, ale i parę innych. A właśnie przed chwilą przeczytałem w dzienniku z Seaside doniesienie o zagadkowym obrabowaniu dużego banku. Tytuł artykułu brzmi: “Skruszeni złodzieje rezygnują z łupu! Dyrekcja banku zaintrygowana ich przekornym zachowaniem”. Czy to nie jest przypadkiem wasza robota? Nie mogę się połapać w tej plątaninie!

Jupe odchrząknął.

– Tak, rzeczywiście. Oni chcieli także… to znaczy… tak, w pewnym sensie my jesteśmy odpowiedzialni za to wszystko.

Pan Hitchcock roześmiał się.

– Jupe, szczerze podziwiam twoją skromność. Wolałbym poczekać jednak z wyrażeniem mojego uznania do momentu, aż całkowicie zrozumiem, w jaki sposób udało się wam rozwikłać zagadkę tych zaginionych psów.

– Tak naprawdę, proszę pana – odparł Jupe – w rozwiązaniu tej zagadki bardzo nam pomógł ten stary film ze smokiem, nakręcony przez pana Allena, który mogliśmy obejrzeć dzięki panu.

– Cieszę się – stwierdził reżyser. – Pamiętam, iż powiedzieliście mi wtedy, że rzeczywiście stanęliście oko w oko z jednym z tych fantastycznych stworzeń.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)