Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Ósmy krąg piekieł - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ósmy krąg piekieł

Электронная книга - «Ósmy krąg piekieł». Краткое содержание книги:

Średniowieczny inkwizytor, Modest Münch, podczas brawurowego egzorcyzmu zostaje z środka lasu przeniesiony w XXI wiek. Znajduje go poszukiwacz tajemniczego meteorytu. Początkowo Modest jest uznawany za zbiegłego z planu filmowego aktora, wariata, wyjątkowo biegłego w historii pasjonata. Jednak szczegółowe badanie mózgu, siatki pojęciowej, dowodzi, że nasz bohater rzeczywiście mówi i myśli wyłącznie w średniowiecznej łacinie i niemieckim, a świat jest dwujęzyczny: obok regionalnych języków (tutaj j. polski) wszyscy posługują się językiem uniwersalnym. Gdy eksperymentalnie potwierdzona zostaje jego znajomość topografii średniowiecznego klasztoru, nikt nie ma wątpliwości: inkwizytor rzeczywiście odbył podróż w czasie.
Dla osób z XXI wieku jest to ciekawostka, ale dla Modesta — dowód na istnienie piekła. Urocza opowiastka pokazuje nam jak bardzo świat zmienił się soboru w Trydencie. Ciekawie napisana, szybko opowiadana historia średniowiecznego mnicha to świetny pomysł na długi zimowy wieczór. Tylko ostrożnie: może się przeciągnąć do rana!
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 44
Перейти на страницу:

Wiedziałam, że dziecko się boi i nigdy samo się nie odważy powiedzieć. Więc chociaż zdawałam sobie sprawę, że czeka mnie ciężki orzech do zgryzienia, zaraz, po ich powrocie mówię do córki: „Ewka chce iść do komunii”… W nią jakby diabeł wstąpił: „Tego nam tylko brakowało! To mamy robota!” I zaczęła się pieklić. A gdy próbowałam przemówić jej do sumienia, to trzasnęła drzwiami i poszła do siebie. Słyszałam, jak krzyczała, że to wszystko przez niego, że nie załatwił umieszczenia dziecka w internacie. Ale potem on coś zaczął mówić i się uspokoiła. Zięć przyszedł do mnie i powiada: „Jeśli Ewka sama naprawdę chce — nie będziemy się sprzeciwiać. I że to niby zakazany owoc najlepiej smakuje. Ja sobie pomyślałam: Ty sobie mów, co chcesz, grunt, żeby Ewkę w wierze umocnić.

— Tak! Po stokroć tak!

— A potem zawołali Ewkę i wypytywali, czy jej na tym bardzo zależy i dlaczego?

Wnuczka była trochę przestraszona i język jej się plątał, ale ostatecznie wszystko dobrze poszło. Tyle, że zięć wymyślił, żeby Ewka sama się przygotowała i wszystko załatwiała, a nie ja… Chcieli ją zniechęcić…

— Biedne dziecko!

— Ale się przeliczyli. Wszystko poszło jak z płatka. A gdy zięć pół roku temu formalnie wyraził zgodę, ksiądz, nie bardzo wiedząc, co i jak, gratulował mu takiej córki… Byli też oboje — córka i zięć, i na chrzcie, i przy pierwszej komunii… I prawdę powiedziawszy złego słowa od nich nie usłyszałam od tego czasu… Po miesiącu zresztą znów musieli wyjechać… I to na całe pół roku! Już teraz piąty miesiąc mija, jak ich nie ma.

— Wielka zasługa twoja przed Bogiem…

Babcia Jolanta uśmiechnęła się gorzko.

— Kiedy właśnie, że nie wiem…

— Jak to? Przecież mówiłaś.

— Tak… ale… Właśnie nie wiem sama, co robić… Boję się, że mogę wszystko zmarnować…

I Bóg mi nie wybaczy…

Patrzył na nią z niepokojem.

— O czym mówisz, kobieto?

— Boję się, że nie potrafię zapobiec… Że ona się zmieni. W pierwszych tygodniach po uroczystości była jak aniołek… Codziennie w kościele, do Stołu Pańskiego na każdej mszy przystępuje i u spowiedzi była dwa razy… Ale później, już po wyjeździe rodziców, zaczęła się zaniedbywać… Myślałam, że po prostu za dużo ma zajęć w szkole… Ale zauważyłam, że wynajduje sobie usprawiedliwienie. Więc jej mówię: „Co z tobą, dziecko? O Bogu zapominasz?” Przyrzekała wtedy, że pójdzie do spowiedzi. Ale nie poszła… I do kościoła coraz rzadziej. A kiedy jej do sumienia próbowałam przemawiać, to tylko się zaczerwieniła i nic nie odpowiedziała. Więc poszłam do księdza i pytam, co robić. A on mówi, żeby poczekać, nie zmuszać, najwyżej delikatnie przypominać. Lecz to też nie pomaga. I tak minął miesiąc, potem drugi i trzeci, a z nią coraz gorzej. Więc zaczęłam ostrzej. Pytam: „Co to.?

Czy już Pana Jezusa nie kochasz?” A ona na to: „Sama nie wiem…”

— Jad diabelski w duszę zapuścili… Modlić się za to dziecię trzeba…

— Ach, ojcze! Stale się modlę… Ale samą modlitwą tu nic nie można zdziałać…

— A nie mówiłaś, co jej grozi? O duszach potępionych na wieki. O siarce i ogniu piekielnym? O mękach okrutnych… O Lucyfera królestwie?

— Co też ojciec mówi?! Przecież tak nie można. Wyśmiałaby mnie! Ona ma swój rozum.

Patrzył na kobietę w osłupieniu. Wypieki wystąpiły mu na policzki, a wargi poczęły drżeć nerwowo.

— Co ojcu jest? — zapytała z niepokojem.

Ale właśnie zatrzymali się na końcowej stacji i trzeba było opuścić wagon.

— To już lotnisko. Wysiadamy! — wyjaśniła biorąc pod ramię nieznajomego.

Szarpnął gwałtownie rękę i podążył sam ku wyjściu pospiesznie, nie oglądając się za siebie. Dogoniła go już na peronie.

— Co się ojcu stało?

Zatrzymał się. Chwilę patrzył na nią ponurym wzrokiem.

— Więc i ty nie wierzysz? — powiedział z żalem.

— Co znaczy „nie wierzę!” — oburzyła się babcia Jolanta.

— Nie wierzysz w piekło!

— Wierzę, ale przecież nie w takie bajki!

Mężczyzna zacisnął kurczowo powieki.

— Boże… Boże… Zmiłuj się nad nimi!… — usłyszała jego pełen rozpaczy szept.

Nad zgiełkiem rozmów i przytłumionym szumem silników górował głos megafonu:

— Kierownik wycieczki Wrocław — Rzym prosi doktora Michała Mroza o przybycie do sektora dwunastego. Za osiem minut start!

Dyżurny biura podróży jeszcze raz przebiegł wzrokiem listę. Brakowało tylko tego jednego uczestnika.

— Już dłużej nie możemy czekać — powiedział do kierownika wycieczki. — Doślę ci go następną maszyną.

— No cóż, nie ma rady. Zostawiam jego kartę.

Dyżurny stał jeszcze chwilę, czekając aż jego kolega zniknie w głębi pasażu prowadzącego na pole startowe. Potem ruszył wolno z powrotem.

Tuż przy wejściu do hallu wpadła na niego jakaś kobieta ciągnąca za sobą niewysokiego, czarno ubranego mężczyznę.

— Państwo dokąd?

— Czy samolot do Rzymu już odleciał? — spytała z nerwowym pośpiechem.

— Zaraz startuje. A pan może uczestnik wycieczki, doktor Michał…

— Tak! Tak! — przerwała gwałtownie. — Czy już nie zdąży?

— Start za trzy minuty! Tu pańska karta uczestnictwa!

Proszę tędy!

— Do Rzymu? — zapytał mężczyzna biorąc kartę.

— Tak. Do Rzymu. Niech pan nie zwleka! Odprowadzę pana!

— To ja już wrócę — oświadczyła kobieta. — Do widzenia, ojcze!

— Bóg z tobą! — zawołał mężczyzna już z daleka, podążając za urzędnikiem.

Na pole startowe przybyli niemal w ostatniej chwili.

— Miał pan szczęście! — mówił urzędnik. — Jeszcze minuta zwłoki i musiałby pan czekać do jutra albo lecieć przez Warszawę. Życzę przyjemnej podróży!

Drzwi zamknęły się i maszyna poczęła sunąć szybko w stronę szybu startowego, aby w kilkadziesiąt sekund później wznieść się w powietrze.

Dyżurny uczuł czyjeś dotknięcie. Za nim stał wysoki młody człowiek z torbą podróżną przerzuconą przez ramię.

— Czy to samolot do Rzymu? — zapytał przybyły.

— Tak, do Rzymu.

— A to pech… Spóźniłem się głupie pięć minut…

XV. MISJA

Modlił się długo i żarliwie. Półmrok wypełniający kaplicę, płomyk wiecznej lampki przed ołtarzem i cisza panująca wokoło działały kojąco po ostatnich, jakże pełnych nerwowego napięcia godzinach. Czuł się tak, jak gdyby po dalekiej, męczącej podróży wrócił w mury klasztorne, gdzie spokoju i kontemplacji nie mącą odgłosy Przemijającego Świata. Bo też łuna bijąca od ulic i gmachów tylko nieznacznie rozpraszała tu ciemności, a nawet szum „wiecznego miasta”, jakimś cudownym sposobem, nie był w stanie przekroczyć progu świątyni.

Chwilami wydawało mu się, iż to wszystko, co przeżył w ostatnich miesiącach, było tylko koszmarnym snem, że nic się nie zmieniło, i tak, jak od lat wielu, modli się nocną godziną samotny w kościele. Niestety, świadomość rzeczywistości wracała raz po raz, mącąc spokój, jaki spływał w jego duszę wraz ze słowami modlitwy. Chciał zapomnieć o świecie istniejącym za tymi murami, lecz jednocześnie ogarniał go lęk, czy pragnienie owo nie jest grzeszną ucieczką od tego, co niezbadane wyroki Opatrzności jemu przydały w udziale. Czyż to, że znalazł się na Ziemi w czasach nowego upadku — jak je w myślach nazywał — nie było próbą? A może to nie tylko próba, lecz także misja, której musi sprostać, nie bacząc na słabość ciała i ducha, inaczej bowiem popełniłby zdradę wobec Pana Najwyższego.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 44
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)