Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Классическая проза » Rzymianka [La romana - pl]
Rzymianka [La romana - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rzymianka [La romana - pl]

Электронная книга - «Rzymianka [La romana - pl]». Краткое содержание книги:

Adriana jest młoda i olśniewająco piękna. Wychowana została przez matkę, która przeżyła całe swoje dorosłe życie w przekonaniu, że nawet jeżeli miała kiedyś szansę na szczęśliwe i dostatnie życie, straciła ją przez ciążę i małżeństwo z ojcem Adriany. Teraz chce by córka nie powtórzyła jej losu i nie utrzymywała się tak jak ona z bieliźniarstwa, ale została kurtyzaną.
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 105
Перейти на страницу:

Milczałam w dalszym ciągu.

— Ale ja — zawołała triumfalnie — od razu go przejrzałam! To mi musisz przyznać! Co ci mówiłam? „Ten człowiek nie jest szczery, biedna Adriano”. — Zarzuciła mi ręce na szyję i pocałowała mnie. Pozwoliłam się pocałować, po czym powiedziałam:

— Tak, a co najgorsze, że przez niego wydałam oszczędności matki.

— A twoja matka wie o tym?

— Jeszcze nie.

— O pieniądze możesz się nie martwić — zawołała. — Astarita jest zakochany w tobie do szaleństwa… Wystarczy, żebyś zechciała, a da ci tyle pieniędzy, ile tylko ci będzie potrzeba.

— Nie chcę więcej widzieć Astarity — odpowiedziałam — każdy inny, byle nie Astarita.

Muszę przyznać, że Gizela nie była głupia. Zrozumiała natychmiast, że przynajmniej na razie lepiej nie wspominać o Astaricie, i zrozumiała także, co oznaczały słowa: „Każdy inny”. Udawała przez chwilę, że się nad czymś zastanawia, a potem powiedziała:

— W gruncie rzeczy masz rację, rozumiem cię, ja także, po tym, co się stało, nie miałabym ochoty zadawać się z Astaritą… On chce wszystko robić siłą. Powiedział ci o Ginie, żeby się zemścić. — Zamilkła znowu na moment i dorzuciła uroczystym tonem: — Pozwól, że ja się tym zajmę… Czy chcesz poznać kogoś, kto gotów byłby ci dopomóc?

— Tak.

— Pozwól, że ja się tym zajmę.

— Ale — dodałam — nie chcę już wiązać się z nikim… Chcę być wolna.

— Pozwól, że ja się tym zajmę — powtórzyła po raz trzeci.

— Teraz — powiedziałam — chcę przede wszystkim zwrócić matce pieniądze, kupić sobie trochę rzeczy i chcę — zakończyłam — żeby matka już nie pracowała.

Gizela tymczasem wstała z łóżka i usiadła przed toaletką.

— Ty — rzekła pudrując się w pośpiechu — byłaś zawsze za dobra, Adriano, a widzisz, co się dzieje, kiedy ktoś jest za dobry.

— Czy wiesz, że dzisiaj rano nie poszłam pozować? Postanowiłam, że nie będę już modelką.

— Bardzo słusznie — odpowiedziała — ja także zresztą pozuję już tylko dla… — tu wymieniła nazwisko pewnego malarza — po prostu dlatego, żeby mu zrobić przyjemność… ale potem koniec!

Ogarnęła mnie fala ciepłych uczuć dla Gizeli, bo podniosła mnie na duchu. Pokrzepiająco brzmiało mi w uszach owo „Pozwól, że ja się tym zajmę” i jej serdeczne zapewnienia, że pomoże mi wybrnąć z kłopotów pieniężnych. Jasno zdawałam sobie sprawę, że jej życzliwy stosunek nie wypływał z przywiązania do mnie, ale — tak samo jak na wycieczce z Astaritą — z chęci, może podświadomej, żebym jak najszybciej stoczyła się do jej poziomu; ale nikt nie robi nic bezinteresownie, a ponieważ w tym wypadku zazdrość Gizeli wychodziła mi na dobre, więc nie widziałam powodu, żeby odrzucać jej pomoc tylko dlatego, że była interesowna.

Gizela bardzo się śpieszyła, bo już była spóźniona na spotkanie z narzeczonym. Wyszłyśmy z pokoju i zaczęłyśmy schodzić w ciemności po wąskich i stromych schodach tej starej rudery. I tam właśnie, czy dlatego, że się rozgadała, czy też chcąc osłodzić mi gorycz rozczarowania i okazać, że nie jestem osamotniona w nieszczęściu, powiedziała:

— A zresztą wiesz co? Zaczynam podejrzewać, że Riccardo chce mi zrobić taki sam kawał, jaki zrobił ci Gino.

— On też jest żonaty? — zapytałam naiwnie.

— Co to, to nie, ale robi mi różne historie… Mam wrażenie, że chce mnie wykiwać, ale ja mu powiedziałam: „Mój drogi, wcale mi nie jesteś do szczęścia potrzebny, chcesz, to zostań, nie chcesz, to idź sobie gdzie pieprz rośnie”.

Nic nie odpowiedziałam, ale pomyślałam sobie, że jest wielka różnica między mną a nią i między jej stosunkiem do Riccarda a moim do Gina. Gizela nigdy przecież nie miała złudzeń co do poważnych zamiarów Riccarda ani też żadnych skrupułów — o czym wiedziałam — gdy zdradzała go od czasu do czasu. Ja natomiast, przy moim niedoświadczeniu, miałam pewność, że zostanę żoną Gina, i zawsze byłam mu wierna; bo nie można było nazwać zdradą tego ustępstwa, które szantażem wymusił na mnie w Viterbo Astarita. Ale przyszło mi do głowy, że ona mogłaby się obrazić, gdybym jej to wszystko powiedziała, i dlatego milczałam. Przed bramą Gizela wyznaczyła mi spotkanie na jutrzejszy wieczór w cukierni, prosząc, żebym była punktualna, bo prawdopodobnie nie będzie sama, po czym odeszła.

Czułam, że powinnam opowiedzieć matce o wszystkim, co się stało, ale nie miałam odwagi. Matka naprawdę mnie kochała; i w przeciwieństwie do Gizeli, która wiadomość o zdradzie Gina przyjęła z triumfem, widząc w niej potwierdzenie swoich przewidywań, i nawet nie pomyślała o tym, by zamaskować swoją pełną okrucieństwa satysfakcje, matka doznałaby na pewno więcej cierpienia niż radości, widząc, że jej proroctwa się spełniły. W gruncie rzeczy pragnęła tylko mego szczęścia i mało ją obchodziło, w jaki sposób je zdobędę, ale pewna była, że nie da mi go Gino. Po długich wahaniach zdecydowałam, że nic jej nie powiem. Wiedziałam, że nazajutrz wieczorem fakty, a nie słowa, otworzą jej oczy; i chociaż zdawałam sobie sprawę, że będzie to brutalny sposób zawiadomienia jej o wielkiej zmianie, jaka zaszła w moim życiu, jednakże dogadzało mi to, bo wiedziałam, że dzięki temu oszczędzone mi będą wyjaśnienia, uwagi i komentarze, a w każdym razie tego rodzaju wyjaśnienia, uwagi i komentarze, jakimi sypała jak z rękawa Gizela, kiedy wyjawiłam jej podwójną grę Gina. Odczuwałam dziwną niechęć na wspomnienie moich planów małżeńskich i nie chciałam mówić na ten temat ani też dopuścić, żeby mówili o tym inni.

Następnego dnia, aby uniknąć nagabywań matki, która zaczynała już coś podejrzewać, udawałam, że idę na spotkanie z Ginem, i całe popołudnie spędziłam poza domem. Dałam sobie uszyć z okazji ślubu nowy szary kostium, w który miałam się przebrać zaraz po ceremonii kościelnej. Był to mój najelegantszy strój i zawahałam się, zanim go włożyłam. Ale pomyślałam sobie, że przecież kiedyś muszę go zacząć nosić i że ten dzień stanowił właśnie doskonałą ku temu okazję; a poza tym mężczyźni oceniają kobiety po wyglądzie zewnętrznym i warto było przedstawić się z jak najlepszej strony, żeby zarobić więcej pieniędzy, odłożyłam więc na bok wszelkie skrupuły. Ubrałam się, nie bez pewnego żalu, w mój piękny kostium, który dzisiaj, kiedy go sobie przypomnę, wydaje mi się bardzo brzydki i bardzo skromny, jak zresztą wszystkie moje ówczesne stroje, uczesałam się starannie i umalowałam, ale nie bardziej niż zazwyczaj. Chcę tu dodać, że nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego prawie wszystkie kobiety uprawiające tę co ja profesję szminkują się tak wyzywająco, że wyglądają na ulicy niczym maski karnawałowe. Może dlatego, że przy tym trybie życia, jaki prowadzą, bez warstwy szminki wyglądałyby bardzo mizernie, a może z obawy, że przy mniej krzyczącym makijażu nie zwracałyby uwagi mężczyzn i w nie wystarczający sposób dawałyby im do zrozumienia, że tylko czekają na ich skinienie. Ja natomiast, nawet najbardziej zmęczona i zmordowana, wyglądam zawsze świeżo z moją smagłą, rumianą cerą i bez przechwałek mogę powiedzieć, że wcale nie muszę uciekać się do pomocy kosmetyków, bo i tak mężczyźni tracą głowę na mój widok, kiedy przechodzę ulicą. Nie wabię ich różem, tuszem czy też sztucznie rozjaśnionymi platynowymi włosami, ale majestatyczną postawą (tak przynajmniej mówiło mi wielu z nich), wyrazem łagodności i pogody, odsłoniętymi w uśmiechu pięknymi zębami i młodzieńczą czupryną gęstych, ciemnych włosów. Kobiety, które farbują sobie włosy i malują twarz, może nie zdają sobie sprawy, że mężczyźni, którzy na pierwszy rzut oka poznają, kim one są, z góry doznają już rozczarowania. Jeśli o mnie idzie, dzięki mojej naturalności i umiarowi, nigdy nie byli pewni, kim naprawdę jestem, i dawałam im w ten sposób złudzenie, że przeżywają romantyczną przygodę, co dogadza im w gruncie rzeczy o wiele bardziej niż samo tylko zaspokojenie zmysłów.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 105
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)