Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Ужасы » Festiwal strachu
Festiwal strachu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Festiwal strachu

Электронная книга - «Festiwal strachu». Краткое содержание книги:

Festiwal strachu – nowa książka mistrza horrorów Grahama Mastertona.
Kolejny, czwarty już na polskim rynku zbiór znakomitych opowiadań mistrza horroru. Festiwal strachu zawiera dziesięć krótkich, dotąd nie przetłumaczonych utworów, które powstały w latach 2002 – 2004. Masterton między innymi opowiada o roli sił nadprzyrodzonych w historii Anglii, ukazuje ludzkie obsesje i dewiacje we współczesnym świecie, przestrzega przed korzystaniem z fast foodów, przedstawia prawdziwe oblicze Świętego Mikołaja – jak zwykle zaskakując, strasząc i bawiąc.
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 65
Перейти на страницу:

– Do końca? Babcia jest człowiekiem, a nie jakąś pieprzoną książką!

* * *

Do kamienicy na South Side pojechałem taksówką. Stała przy jednej z niewielu ulic, przy których, w cieniu Dan Ryan Expressway, przetrwały jeszcze wąskie czteropiętrowe wiktoriańskie domy.

Otworzyłem brudne drzwi i wszedłem do środka z brązową tekturową torbą, w której miałem sześć puszek Heinekena i kanapkę z indykiem. W holu było ciemno, podłogę pokrywało brązowe linoleum, a w kącie stał staromodny stojak na parasole. W powietrzu unosił się silny zapach jakiegoś lawendowego środka do czyszczenia podłogi oraz smażonego czosnku. Trudno mi było uwierzyć, że kiedyś uważałem ten budynek za swój dom.

Otworzyły się boczne drzwi i wyszedł z nich pan Szponder. Miał okrągłą twarz, a ubrany był w zniszczony, szary rozpinany sweter. Siwe włosy miał zaczesane do tyłu i z tego powodu wyglądał jak jeżozwierz.

– Jimmy… Cóż mam powiedzieć? – Objął mnie ramionami i poklepał po plecach tak mocno, jakby chciał wydusić powietrze z moich płuc. – Wiesz, zawsze starałem się trochę opiekować twoją babcią… Ale rozumiesz, jaka to dumna dama.

– Dziękuję panu, panie Szponder.

– Mów mi po imieniu, jestem Wladislaw. Czym cię poczęstować? Herbatą? Wódką?

– Dziękuję, nic nie chcę. Mam tylko wielką ochotę się przespać, to wszystko.

– Jasne. Ale gdybyś czegoś potrzebował, wiesz, gdzie mnie szukać.

Ostatni raz uścisnął mnie tak mocno, że prawie popękały mi żebra, i chuchnął mi w twarz cebulą.

* * *

Mieszkanie babci na czwartym piętrze było ciche, ponure i wilgotne. Wydawało się znacznie ciaśniejsze niż wtedy, kiedy mieszkałem w nim jako młody chłopak, jednak tak naprawdę zmieniło się w nim bardzo niewiele. Zapadła kanapa, obita brązowym jedwabiem, wciąż zajmowała zbyt wiele miejsca przed kominkiem, a wypchana sowa nadal wpatrywała się we mnie z gzymsu nad nim w taki sposób, jakby chciała wydłubać mi oczy. Obok sowy stała oprawiona w ramki fotografia siedmioletniego chłopca, smutnym wzrokiem wpatrującego się w obiektyw aparatu. To byłem ja.

Wszedłem do wąskiej kuchenki i otworzyłem małą lodówkę. Łzy niemal napłynęły mi do oczu, kiedy zobaczyłem żałosne resztki z posiłków babci. Wszystkie znajdowały się na talerzach, obłożonych folią samoprzylegającą.

Otworzyłem puszkę piwa i wszedłem do salonu. Jak wiele wspomnień się z nim wiązało… Jak wiele głosów z przeszłości docierało tu do mnie… Dziadek, śpiewający kolędy na Boże Narodzenie. Babcia, opowiadająca mi historie o dzieciach, które błądziły w głębokich, ciemnych lasach i które mogły znaleźć wyjście z nich, jedynie pozostawiając za sobą okruszki chleba. Oboje opiekowali się mną, jakbym był małym księciem, a kiedy dziadek zmarł w 1989 roku, zostawił mi list, w którym napisał: „Nie ma żadnych duchów, Jimmy. Pamiętaj, że przeszłość nie może cię skrzywdzić”. Uczciwie mówiąc, nie miałem pojęcia, co, do diabła, chciał mi przez to przekazać.

Zabrałem się do jedzenia kanapki z indykiem, ale smakowała jak brązowa aksamitna kanapa i lawendowy płyn do podłóg, dlatego po trzech kęsach zapakowałem ją z powrotem w papier i wyrzuciłem do kosza na śmieci. Włączyłem wielki telewizor marki Zenith i oglądałem film o kobiecie, której się zdaje, że jej dzieci są nawiedzone. W okno zaczęły uderzać krople deszczu, a strumień samochodów na Dan Ryan Expressway sunął z nie kończącym się szumem. Na jeziorze jakiś parowiec wydał sygnał dźwiękowy, niczym najsmutniejsze stworzenie, jakie można by kiedykolwiek usłyszeć.

* * *

Obudziłem się gwałtownie. Za oknami było ciemno, a mieszkanie oświetlały jedynie błyski z ekranu telewizora, w którym szło właśnie „Koło Fortuny”. Publiczność krzyczała i skręcała się ze śmiechu, ale ja byłem pewny, że usłyszałem jeszcze jakiś inny krzyk. Jest różnica między wesołym wrzaskiem ludzi, zjeżdżających na roller coasterze, a krzykiem kogoś skrajnie przerażonego.

Ściszyłem telewizor i zacząłem nasłuchiwać. Początkowo docierały do mnie tylko odgłosy ruchu ulicznego i przytłumione dźwięki telewizora z mieszkania na niższym piętrze. Ale po chwili znów usłyszałem ten wrzask. To wrzeszczało dziecko, mały chłopak, i skoro użyłem słowa „wrzask”, muszę dodać, że chodzi mi o przejmujący wrzask kogoś, kto znajduje się w obliczu śmierci. Poczułem się, jakbym po samą szyję wpadł do zimnej wody.

Wstałem, starając się wyczuć, skąd dociera wrzask. Na pewno nie z niższych pięter. Także nie z mieszkania naprzeciwko. A ponieważ znajdowałem się na najwyższym piętrze, nikt przecież nie mieszkał nade mną.

Niespodziewanie znów usłyszałem ten wrzask i tym razem udało mi się odróżnić część słów dziecka.

– Mamo! Mamo! Nie, mamo, nie możesz! Mamo, nie możesz, nie możesz! NIE, MAMO, NIE MOŻESZ!

Szybko przeszedłem do sypialni babci. Jej łóżko wciąż było starannie zaścielone, a jej koszula nocna leżała na narzucie, czekając na właścicielkę. Wrzask trwał i wreszcie zrozumiałem, że dochodzi on z najwyższego piętra sąsiedniego budynku. Zadudniłem pięściami w sąsiadującą z nim ścianę i krzyknąłem:

– Co się dzieje? Do diabła, co tam robicie?

Wrzask urwał się na sekundę, ale niemal natychmiast dziecko wydało z siebie wysoki, przenikliwy pisk, niemal nieludzki, bardziej przypominający odgłos wydawany przez ptaka niż przez człowieka. Wybiegłem z mieszkania i ruszyłem w dół, przeskakując po trzy, cztery stopnie naraz. Kiedy znalazłem się w holu, zacząłem walić pięściami w drzwi do mieszkania pana Szpondera.

– Panie Szponder! Panie Szponder!

Otworzył, w podkoszulku i szelkach, z nie dojedzoną kanapką w ręce.

– Jimmy? O co chodzi?

– Niech pan dzwoni po policję! W mieszkaniu w sąsiednim budynku jakaś matka bije swoje dziecko! Niech im pan powie, żeby się pośpieszyli, bo to brzmi tak, jakby je zabijała! Na najwyższym piętrze!

– Coo? – zapytał pan Szponder. – Co masz na myśli, mówiąc: „zabijała”?

– Niech pan zaraz dzwoni na policję i tyle! A ja tam pobiegnę.

– Dobrze, już dobrze.

Pan Szponder przez chwilę wahał się, nie wiedząc też, co zrobić z kanapką. W końcu położył ją na krześle i wszedł do mieszkania, żeby zatelefonować.

* * *

Wybiegłem z kamienicy na deszcz. Sąsiedni dom znacznie się różnił od tego, w którym mieszkała moja babcia. Był węższy i miał dach nad przedsionkiem. Stanąwszy przed drzwiami wejściowymi, nacisnąłem dzwonek do mieszkania na najwyższym piętrze. Następnie kilkakrotnie zastukałem kołatką, krzycząc:

– Otwierać! Otwierać! Zadzwoniłem po policję! Otwierajcie te pieprzone drzwi!

Nikt nie odpowiadał, nacisnąłem więc na każdy dzwonek, a było ich przynajmniej dziesięć. Po długiej chwili usłyszałem w domofonie męski głos:

– Kto tam?

– Jestem sąsiadem z budynku obok. Musi mnie pan wpuścić. Jakieś dziecko krzyczy w mieszkaniu w tym domu. Czy pan to słyszy?

– Dziecko? Jakie dziecko?

– Dziecko rozpaczliwie woła o pomoc. Wygląda na to, że matka robi mu wielką krzywdę. Na miłość boską, niech pan otworzy te drzwi, dobrze?

– Ja nie słyszę żadnego krzyku.

– Więc może to dziecko już przestało krzyczeć, ale jeszcze niedawno krzyczało. Może być ranne.

– Ale co to ma wspólnego ze mną?

– To nie musi mieć nic wspólnego z panem. Niech pan jedynie otworzy te przeklęte drzwi, jasne? Tylko o to pana proszę.

– Przecież ja nawet nie wiem, kim pan jest. Zachowuje się pan jak wariat.

– Niech pan posłucha, jeśli mnie pan nie wpuści i to dziecko umrze, to będzie pana wina, jasne?

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 65
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)