Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Rzeź bezkręgowców - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rzeź bezkręgowców

Электронная книга - «Rzeź bezkręgowców». Краткое содержание книги:

Rzeź bezkręgowców
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 49
Перейти на страницу:

Uprawomocnienie wyroku rozwodowego. Przez parę chwil zastanawiałam się, jakim cudem mój wyrok rozwodowy, od wieków zamknięty w pudełku z dokumentami razem z moim dyplomem, aktem ślubu, metrykami moich dzieci, aktem własności grobu i tym podobnymi cennościami, mógł się znaleźć w salonie pod stołem. Przez ostatnie kilka lat pudełka do ręki nie brałam, zapomniałam nawet gdzie stoi, sam ten wyrok wyszedł, bo mu się tam znudziło…? Spojrzałam uważniej. O rany boskie, Adam Ostrowski!

Ostrowski zgubił, miał to widocznie w aktówce razem z resztą makulatury, nie zauważył, że spadło. Może być dla człowieka ważne…

Komórkę odebrał od razu.

– Bardzo pana przepraszam – powiedziałam ze skruchą – ale pański rozwód znalazł się pod moim stołem, przykro mi, że przeczytałam, to nie z wścibstwa, tylko musiałam sprawdzić, co to jest. Bo myślałam, że może moje. Naprawdę bardzo przepraszam!

– O, masz ci los – zakłopotał się Ostrowski. – Ja jeszcze blisko jestem, pozwoli pani, że wrócę? Akurat to dzisiaj odebrałem i będzie mi potrzebne, nie, nic nie szkodzi, żadna tajemnica, to już stara sprawa…

Nawet nie wchodził. Wyniosłam mu papier do furtki.

* * *

– Słuchaj, co za doświadczenie! – wykrzyknęła mi w ucho rozentuzjazmowana Martusia. – Kazałam sobie założyć kajdanki, popatrz, nie chcieli, no i dlaczego? Przecież mogłabym być mistrzynią karate, skąd wiedzieli, że nie jestem?

Złapałam dech. Nie wierzyłam w jej zbrodnię, ale jednak niepokojem mi lekko pikało, emocje w niej strzelały gęsto, solidnie i w rozmaitych kierunkach. Na upartego mogła im dać ujście, tylko ten bagnet bruździł.

– Może ich było dużo. Powyżej pięciu przeciwników mistrz zaczyna mieć kłopoty…

– Ale ja bym sobie założyła. Od razu mnie spytali o tego złamasa, a ja nic nie wiedziałam, wcale im nie uwierzyłam, że on nie żyje, myślałam, że sobie jaja robią, chciałam, żeby mi jego trupa pokazali, to nie, głupio uparci. Ale poza tym bardzo sympatyczni, pozwolili mi zadzwonić do adwokata.

– Masz adwokata? – zdziwiłam się.

– No coś ty, do mojego byłego zadzwoniłam, żeby przyszedł nakarmić koty i wyjść z psem, podsłuchiwali chyba, bo byli trochę jakby zaskoczeni. Dyśka w górach i tam nie ma zasięgu…

A, to dlatego nie mogłam się dodzwonić do jej córki!

– …A w ogóle, słuchaj, to potworne, okazuje się, że ja tam byłam, uwierzyłam im w końcu, myślisz, że powiedzieli prawdę?

– W jakim sensie?

– On, ten zgniłek, podobno tam był, całkiem nieżywy i zarżnięty, obrzydliwość, co za szczęście, że tego nie zobaczyłam! Szukałam Jacka, mojego kamerzysty, spóźniłam się, ale mógł jeszcze czekać, rozejrzałam się i poczekałam chwilę, nikogo nie było, więc wyszłam, a on, tak mówią, leżał gdzieś w kącie, nie patrzyłam po kątach! Ty wiesz, że tam ciemno, ale Jacek to nie agrafka i nie leżałby, tylko siedział, on się nie upija, więc nie musiałam go szukać pod meblami. Dobrze, że mnie zaaresztowali, bo spać bym się bała!

– I gdzie cię trzymali?

– W pokoju przesłuchań, tak to nazwali…

– Całą dobę…?!

– A, nie. Zdrzemnęłam się na jakiejś kanapce, a w ogóle było super! Wszyscy razem siedzieliśmy przy piwie, w połowie ja stawiałam, a w połowie oni, cała balanga, straszyli mnie tym zbrodniczym widokiem, ale w towarzystwie już się nie bałam. Wmawiali we mnie zupełnie poważnie, że to ja go zabiłam, pogięło ich chyba, nożem rżnąć coś takiego, za nic! Do końca życia by mnie obrzydzenie trzęsło! Powiedziałam im, co ja o tym myślę, o tym wszarzu też, nawet im się podobało, chociaż mi nie wierzyli i uważali, że przesadzam! Wyobrażasz sobie? Przesadzam…!

– To znaczy, że złożyłaś wyczerpujące zeznania… Martusia zastanowiła się nagle.

– Myślisz, że to mogłoby być epitafium…?

– Na epitafium twoją wypowiedź należałoby zapewne nieco skrócić.

– Możliwe. Ale może wiesz, dlaczego mnie wypuścili? Zabronili, co prawda, wyjeżdżać z Krakowa, ale z mieszkania mogę wychodzić. To co?

– Nic. To znaczy, że jesteś bardzo silnie podejrzana. Groźny bandzior. U nas oskarżeni o cięższe zbrodnie przebywają na swobodzie, szczególnie recydywiści. Nie wiem dlaczego, ale chyba komuś cel przyświeca, zmniejszyć pogłowie społeczeństwa, bo taki swobodny oskarżony nie pożałuje sobie kolejnej ofiary. Co mu za różnica?

– Jak to…? Dożywocie zarobi!

– Dożywocie już ma jak w banku, a czapa, jak wiadomo, nikomu nie grozi.

– I po co to tak?

– A bo ja wiem? Nie ma przecież wyżu demograficznego. Ale jednak mniej ludzi, mniej młodzieży, to i od razu mniej szkół, mniej szpitali… Zawsze korzyść.

Martusia oznajmiła, że ogarnia ją zgroza i spytała, czy też ma koniecznie skorzystać z wolności i kogoś kropnąć. A jeśli tak, to, kogo?

– Powinnaś sama wiedzieć najlepiej – pouczyłam ją. – Poza tym przetrzymali cię te trochę, żebyś nie mogła poukrywać narzędzi zbrodni, przeszukali ci dom i samochód i, jak rozumiem, niczego nie znaleźli. Z drugiej znów strony, jeśli niczego nie znaleźli, powinni cię trzymać w kazamatach, wypuszczają tych, którzy mieli skład przyrządów morderczych. Może jednak coś miałaś?

– Co miałam mieć, na litość boską?!

– Cokolwiek. Truciznę, sztylet, bombę…

– Mam śrubokręt – wyznała Martusia żałośnie. – To znaczy, mam nadzieję, że mam, bo może mi zabrali, jeszcze nie sprawdziłam.

– A czego się dowiedziałaś?

– Czekaj… Nie rozumiem, co mówisz. Czego ja się mogłam dowiedzieć?

– Wszystkiego. No, mnóstwa rzeczy. Przecież rozmawiali z tobą i pomiędzy sobą coś gadali, nie? Nic ci z tego nie wynikło? Na tle tych wszystkich zbrodni z Poręczem na deser?

– Ja cię proszę, nie rób takich spożywczych porównań, bo nawet mój pies straci apetyt! Gadali i dziwili się tak półgębkiem, komu on się naraził. Jak w ogóle ten Poręcz przystaje do Wajchenmanna, nijak, wcale, wyszło mi, że nic im do niczego nie pasuje, brak ogniwa i brak ogniwa. Rozpaczliwie mnie pytali, kto był w tej knajpie, a ja nawet tego nie umiałam im powiedzieć! Żadnego pożytku ze mnie nie mieli.

Prychnęłam niezadowoleniem i wyrzutem.

– Ja też nie mam. Ale za to mogę ci powiedzieć, że Poręcz się przyjaźnił z Jaworczykiem.

– No to, co?

– A ty mi o tym nic nie mówiłaś.

– A miałam mówić? – zaniepokoiła się Martusia. – To takie ważne?

– Nie wiem, czy ważne, ale przecież właśnie Jaworczyk rzucał na mnie podejrzenia i już się domyślam, dlaczego… – w tym momencie przypomniałam sobie, że Martusia z pewnością jest na podsłuchu -…i już mi się te głupoty znudziły. Skoro wyszłaś z kryminału ulgowo, możesz iść spać.

Martusia oburzyła się śmiertelnie.

– No, co ty…? Miałam tyle przeżyć, ledwo zdążyłam do domu przyjechać, od razu dzwonię do ciebie, a teraz mam iść spać…?!

– Tym bardziej. Nie możesz zażywać rozrywek tak noc po nocy. Ja w każdym razie idę spać, zdenerwowałam się dostatecznie, a ty, jak chcesz, możesz sobie porozmyślać o tej przyjaźni Jaworczyka z Poręczem…

I od razu przyszło mi do głowy, że skoro Poręcz spod ciężaru podejrzeń musiał uciec na tamten świat, teraz pewnie na jego miejsce wskoczy Jaworczyk. A niech wskakuje. Nieszczęsna policja…!

* * *

Nie zdążyłam nic zrobić i z nikim pogadać, bo policja nie zwlekała z atakiem. Od rana przed moją furtką pojawił się Górski, szczęście jeszcze, że udało mi się wypić poranną herbatkę.

– Albo obie panie są świetnymi aktorkami, albo Marta Formal jest niewinna jak dziecko – rzekł od razu. – Niech mi pani nie utrudnia pracy, dość mamy i bez tego, to prestiżowa sprawa, a nie mafijne porachunki. Co tu ma do rzeczy ta przyjaźń jakiegoś Jaworczyka z denatem?

– Bez wejść i usiąść nic pan ode mnie nie usłyszy. Akurat mi się woda zagotowała w czajniku. Kawy, herbaty?

– Tym razem kawy, jeśli pani taka uprzejma.

Postawiłam napoje na stoliku i też usiadłam.

– Denata, jestem pewna, macie rozpracowanego… – zaczęłam ostrożnie, ale Górski przerwał mi z miejsca.

– Wie pani doskonale, co możemy usłyszeć od ludzi. Nikt nic nie wie, nikt nikogo dobrze nie zna, nikt nie jest niczego pewien, wszystko ślepe i głuche. Motywów materialnych nie ma, nikt nikomu portfela, samochodu ani Kossaka ze ściany nie kradnie. Grzebanie w plotkach to jak igła w stogu siana, a pani się orientuje w tych układach.

– Ja się nie…

– Pani się owszem. Brakuje mi czasu na wersalskie podchody i muszę walić wprost. Dlaczego nie odezwała się pani ani jednym słowem o Ewie Marsz?

Pomyślałam, co następuje: mogę zełgać, że co ona ma do rzeczy i w ogóle o niej nie słyszałam. Że mi zwyczajnie do głowy nie przyszła. Że nie widziałam i nie widzę żadnego związku tych trupów z nią. Mogę wyznać, że nie chciałam jej niepotrzebnie wplątywać, skoro sama się już dawno wyplątała. Przypomniałam sobie wreszcie, że już nie muszę mataczyć i mogę także powiedzieć prawdę. Moje myślenie trwało cztery sekundy.

– Miałam nadzieję, że jej nie skojarzycie – powiedziałam, zdaje się, że zarazem żałośnie i z ulgą. – Policja w subtelnościach nie gmera…

– Tak właśnie podejrzewałem. I tym bardziej węszyłem w tym jakąś zmowę czy inne krętactwo, zresztą nadal węszę, tylko w przyczyny trudno uwierzyć. Ale sama pani widzi, że ja wiem, że pani się świetnie orientuje w sytuacji, świadczy o tym pani milczenie na temat Ewy Marsz. Gdyby pogmerać w tych, jak pani sama to określiła, subtelnościach, Ewa Marsz wychodzi na prowadzenie o ładne parę długości. Kariera to motyw uchwytny, ktoś usuwa sobie z drogi przeszkodę, ale taki rodzaj zemsty post factum sam z siebie nam do głowy nie przyszedł, szczególnie, że powiązań z Wajchenmannem ona nie miała, pani w ogóle ten pomysł podsunęła. Pani ją lubi.

– Lubię. I cenię.

– Bardzo dobrze, moja żona też. Więc niech pani przynajmniej nie milczy o tych Jaworczyko – Poręczach, bo w pani miłość do nich szczerze wątpię.

Pogratulowałam mu trafności poglądów i powtórzyłam wszystko, co słyszałam o Jaworczyku. No, może prawie wszystko.

Górski się przez chwilę zastanawiał.

– W porządku. Widzę, że mataczenie pani przeszło, zatem i ja nie muszę. Coś pani z tego rozumie?

– Zaraz. Pan postanowił mataczyć przez Ewę?

– A jak? Wrabianie mi grzmiało. Pytam, co pani rozumie?

– Niewiele. To jakiś dziwoląg w kratkę. Ale tak naprawdę nie ze mną powinien pan o nim rozmawiać, tylko z Piotrusiem Panem, z Magdą, z Ostrowskim…

– Namiar na nich poproszę.

Podałam mu nazwiska i telefony i odzyskałam przytomność umysłu.

– A co do Ewy Marsz, to owszem, przyznam się, że dopuszczałam możliwość jej udziału w hekatombie, ale na szczęście jej nie ma, siedzi we Francji, więc nic z tego. To już prędzej ja, ale co do siebie, wiem na pewno, że ręki nie przyłożyłam. Wyznam panu za to, że Poręcz mi teraz do tego zbiegowiska nie pasuje, on się wprawdzie do wszystkiego wtrącał, ale samodzielnie nic nie zrobił. Paskudził innym. Do Ewy pasował, do reszty nie. Coraz bardziej jestem przekonana, że podpuszczał Jaworczyka, tylko, po co? Chyba wyłącznie z czystej złośliwości, wrodzona cecha charakteru, żeby możliwie dużo najudzić i wszystkim we łbach zamącić, nie wiem, nie zdążyłam tego przemyśleć i skonsultować, za wcześnie pan przyszedł.

Górski patrzył na mnie w zadumie, poklepując się po dłoni staroświeckim notesem, i nagle uświadomiłam sobie, że on musi przecież wiedzieć znacznie więcej niż ja. Ja tu węszę wulkaniczne uczucia, a oni, być może, dogrzebali się już konkretnych kantów, szantaży i kompromitacji. Poza tym, przecież już sięgałam po słuchawkę, żeby ściągać Górskiego, co ja mu zamierzałam… A…! Powiedziałam już to chyba…? Zatem jakie za wcześnie…?!

– A, prawda…! – przypomniało mi się jeszcze jedno. – Ten jakiś chory na anginę symulant był u Poręcza, dałam panu jego numer samochodu. Już pan wie, kto to jest?

– Prawdę mówiąc, nie wiem, czy wiem. Właściciel leży w gipsie, a samochód prawdopodobnie został ukradziony i podrzucony z powrotem. Dziwaczna jakaś historia, pomijając już to, że łańcuchem trzeba dochodzić.

W głosie Górskiego pojawiło się nagłe rozgoryczenie. Schował notes i oparł się w fotelu wygodniej.

– Nie twierdzę, że to tylko u nas, w innych krajach również, ale my chyba w tym celujemy. Oficjalny właściciel, ten z dokumentów, siedzi w Szwajcarii i robi interesy, samochód został sprzedany już parę miesięcy temu i nieprzerejestrowany do tej pory, w gipsie leży obecny posiadacz faktyczny. Czwarty tydzień leży i nie ma tu żadnego kantu, połamał się, zleciawszy ze zwyczajnej drabiny. Mieszka w Busku – Zdroju, duża willa, żona wynajmuje pokoje, bo to podobno uzdrowisko, samochód stał w garażu. Baba do pomocy, no, sprzątaczka, niestety mało rozgarnięta, upiera się, że wysprzątała garaż, bo akurat był pusty, więc skorzystała. Posprzątane jest, owszem, ale samochód w środku stoi. No i co? Kto w tym samochodzie pętał się po Kubusia Puchatka?

Żonę wykluczyłam bez sekundy namysłu, to, co w kompresie na szyi otworzyło mi drzwi, a potem wsiadło do mercedesa, z całą pewnością nie było kobietą. Wysunęłam inne przypuszczenia.

– Jakiś kumpel połamanego? Syn? Brat? Pracownik? Co on w ogóle robi, ten w gipsie?

– Radiesteta, żyły wodne i tak dalej. Ponadto zielarz, testuje pokarm dla bydła, bez wątpienia udziela porad i ludziom, i sprzedaje mieszanki ziołowe, ale do tego nikt tam się nie przyzna. Nikt go nawet nie będzie naciskał, bo któremuś prokuratorowi dziecko wyleczył.

– Ma jakichś pracowników?

– Jednego płci męskiej, nieduży, chudy, żylasty, pasuje pani?

– Przeciwnie…

– A reszta płci żeńskiej. Syna nie ma, dwie nieletnie córki, nieletnia dziewczynka rzadko kradnie tatusiowi samochód, to już raczej nieletni synek. Krewni sprawdzeni, jeden kuzyn pasuje do rysopisu, ale ma alibi, szkoli żeglarzy na Mazurach i od miesiąca nie urwał się ani na chwilę. Reszta odpada.

– Goście…?

Górski się skrzywił.

– Za przeproszeniem stare próchna i prawie same baby. Trzech facetów, dwa pryki zramolałe i jeden dziarski staruszek, siwe wąsy, siwa bródka, prawdziwe. Ten pani podejrzany, o ile pamiętam, wąsów nie miał?

– No to, kto to był?

– Otóż tego nie wiemy. Szuka się oczywiście, z tym, że to wcale nie jest małe piwo, cholernie dużo roboty, w dodatku co on właściwie takiego zrobił? Gdyby, chociaż był jakoś konkretnie podejrzany! Tymczasem ja się opieram na pani przeczuciach i możliwe, że wyjdę na idiotę…

Zmartwiłam się i zatroskałam.

– Mogło jeszcze być tak, że podwędził ten samochód byle, kto, a gdzieś tam po drodze przejął go gbur z Kubusia Puchatka. Bezpośredni może wyglądać jak zagłodzony krasnoludek i w ogóle być kobietą. Nie, ja się nie czepiam, myślałam po prostu, że dla was to będzie łatwe, sama bym się włączyła, ale przecież nie pojadę teraz do Buska! Też chcę czasami pomieszkać w domu! Może wyślę kogoś…

– Niech się pani nie wygłupia!

– Może, chociaż nazwiska tych tam wszystkich miejscowych…

– Nie umiem ich na pamięć. Mogę pani przysłać listę, bo czyjaś obecność w jakimś zwyczajnym miejscu nie stanowi tajemnicy służbowej.

– Tylko nie małpią pocztą, proszę! Ja tego nie dotykam. Faksem. Ma pan mój faks…

– Dobrze, faksem.

– Zaraz. A te przekręty, te Wojłoki, te kanty jakieś, którymi Poręcz dostojników szantażował…?

Górski machnął ręką dwa razy, raz beznadziejnie, drugi raz niecierpliwie.

– Bagno. Nikt nie będzie teraz przeprowadzał kontroli finansowej, a i tak z daleka widać, że na tym tle mogliby się wszyscy wzajemnie pomordować. Szantaże, bzdury, kogo szantaż obchodzi, nikt tu nikomu nic złego nie zrobi, ewidentni złodzieje doskonale prosperują, nawet by się im nie chciało kogoś zabijać, a jeszcze cztery osoby…? Na plaster im takie głupie kłopoty? Ja nic nie powiedziałem, a pani ani słowa nie słyszała, umówmy się, że akurat poszła pani do tych kotów w ogrodzie. Owszem, proszę bardzo, przyślę pani spis wszystkich sprawdzonych w promieniu kilometra od tego cholernego samochodu i niech pani sama szuka swojego cudownie uzdrowionego przestępcy. Nie stawiamy żadnych przeszkód.

Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że Górski usilnie chce mnie czymś zająć dla świętego spokoju…

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 49
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)