Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Pomnik [Monument (novel) - pl]
Pomnik [Monument (novel) - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pomnik [Monument (novel) - pl]

Электронная книга - «Pomnik [Monument (novel) - pl]». Краткое содержание книги:

Głównym bohaterem jest zwykły człowiek, niezbyt wykształcony mechanik — Cerne Obrien. Od najmłodszych lat marzył on o lotach w Kosmosie, o poznawaniu nowych planet, o przygodzie. Jego marzenia spełniły się, kiedy wszedł w posiadanie starego, niemal złomowego statku kosmicznego. Odwiedził mnóstwo asteroidów, księżyców i niewielkich planet, przy czym nie robił tego dla zysku, lecz dla własnej przyjemności. Przypadkiem, na jednej z badanych asteroid odkrył złoże bardzo cennych kryształów, które w cywilizowanych rejonach miały sporą wartość. Kiedy wracał ze swojej tułaczki, na skutek niesprawnego wskaźnika paliwa rozbił się na nieznanej planecie. Planeta okazała się „rajem”. Nieskalana cywilizacją przyroda, wspaniałe morze, plaża i tylko garstka ludzi — tubylców, którzy prawdopodobnie są potomkami podobnych Obrienowi rozbitków. Obrien zamieszkał z nimi, założył rodzinę, stopniowo zyskiwał coraz większe poważanie, był szczęśliwy. Stał się najstarszym mędrcem — Langrim.
Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że wspaniałe zalety tej planety są jednocześnie jej przekleństwem, bowiem wielu ludzi dałoby majątek za możliwość wypoczynku w takim miejscu. Jednocześnie wiedział, że cywilizacja może zniszczyć te wszystkie walory a ludność doprowadzić do śmierci. Postanowił uratować ten świat i opracował specjalny Plan, którego głównym wykonawcą miał być jego prawnuk, Fornri.
Na czym ten Plan polega? Czy będzie realizowany? Czy Fornriemu uda się uratować planetę? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdujemy w książce.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 58
Перейти на страницу:

Przechodząc koło każdej sali, Fornri zaglądał do środka. Przyjdzie dzień, kiedy w jednej z nich decydował się będzie los jego planety. Jarnes wyjaśnił mu procedurę sądową, jak umiał najlepiej. W każdym pomieszczeniu toczyła się jakaś rozprawa, jedna niepodobna do drugiej. W jednej z sal obaj rzecznicy stron stali, niepohamowanie rozzłoszczeni na siebie, a sekretarz próbował przywołać ich do porządku. W innej prawnicy zdawali się nudzić, zaś sędzia wyglądał, jakby spał. W trzeciej akcja procesu sądowego rozwijała się w tak fascynującej pantomimie, że Fornri aż przystanął, by popatrzeć. Jarnes poszedł dalej, lecz z uśmiechem na twarzy zaraz po niego wrócił.

Ostatecznie dotarli do celu i zatrzymali się. Rozprawa w sali dobiegała końca. Obraz sędziego zgasł, napis nad wejściem NIE WCHODZIĆ — ROZPRAWA ściemniał; Jarnes dotknął ramienia Fornriego i wprowadził go do sali.

Obecni tam dwaj prawnicy porządkowali swoje dyski z pamięcią, wkładając je do kaset. Fornri z zaciekawieniem przyglądał się dyskom. Te dziwne przedmioty przekazywały informacje maszynie-co-pamięta i jeśli ich pamięci były do siebie lepiej dopasowane niż pamięci dysków drugiego prawnika, sprawa była wygrana. Fornriemu wydawało się to w najwyższym stopniu nieprawdopodobne, ale Jarnes wszystko mu wyjaśnił, więc musiał uwierzyć.

Z naręczem osobliwie perforowanych notatek, jakie wypluwała maszyna-co-pamięta, sekretarz skierował się do wyjścia dla personelu, które znajdowało się z tyłu, za jego biurkiem. Jarnes przyspieszył kroku, by go dogonić. Sekretarz odwrócił się i uśmiechnął, co świadczyło, że go poznaje.

— Aa! Pan mecenas Jarnes!

— Pan sekretarz Wyland — rzekł Jarnes i przedstawił

mu Fornriego.

Sekretarz sądu, zbyt obładowany rolkami z taśmą, by móc zetknąć się z nimi dłońmi, uśmiechnął się tylko i skinął głową.

— Otrzymałem pismo od pańskiego szefa, mecenasa McLindorffera — powiedział. — Tędy proszę.

Za drzwiami znajdował się cud, który zrobił na Fornrim największe wrażenie: STP — system transportu pionowego. Jeden szyb łagodnie przenosił pasażerów na górne piętra budynku, drugi zaś na dolne kondygnacje. Kiedy Fornri zetknął się z nimi po raz pierwszy, przez całą godzinę rozkoszował się fruwaniem w górę i w dół, póki ubawiony Jarnes mu nie przerwał.

Tym razem wznieśli się tylko na następne piętro i Fornri, za przykładem swych towarzyszy, przytrzymał się ręką, by wyhamować, a potem został łagodnie wyciągnięty przez otwarte drzwi. Szli długim korytarzem do biura Wy landa, a gdy tam dotarli, sekretarz otworzył drzwi i gestem zaprosił ich do środka. Następnie położył rolki z taśmą na biurku i podsunął im krzesła, zanim sam usiadł.

— A więc, to jest ten młody człowiek z Langri — rzekł.

Wyland był niezwykle korpulentny i całkowicie łysy, ale uśmiechał się ciepło i ujmująco. Spodobał się Fornriemu mimo groteskowego wyglądu.

— Posuwamy się do przodu? — zwrócił się Wyland do Jarnesa.

— Niestety, ani trochę — odparł Jarnes. Wyland nerwowo podrapał się w nos.

— Byłoby rzeczą niesłychanie trudną skasować zapis o traktacie we wszystkich rejestrach. Uważam to nawet za niemożliwe. Prawdopodobnie musieli coś pozmieniać w rejestrach.

Odwrócił się z uśmiechem do Fornriego, który patrzył nań, nie zdradzając żadnych uczuć.

— Wygląda to bardzo tajemniczo — mówił dalej Wyland — ale faktycznie tak nie jest. Przypuśćmy, że powiem: „Kiedy usłyszy pan słowo „krzesło”, proszę wstać”. A potem, w tajemnicy przede mną, pan Jarnes szepnie panu: zmieniły się zasady. Proszę nie zwracać uwagi na słowo „krzesło” i wstawać na słowo „stół”. I wówczas, kiedy zechcę, żeby pan wstał, powiem „krzesło” i zdziwię się, dlaczego pan nie wstaje. Coś podobnego wydarzyło się z naszym traktatem, oczywiście w sposób znacznie bardziej skomplikowany. Ktoś musiał potajemnie i nielegalnie spowodować zmianę głównego hasła rejestracyjnego. Wasz traktat znajduje się we wszystkich rejestrach, ale bez znajomości tego magicznego słowa nikt nie może ustalić, w którym miejscu. Tak samo ja nie mógłbym zmusić pana do wstania na hasło „krzesło”, gdyby tymczasem ktoś panu w tajemnicy powiedział, że należy to robić na słowo „stół”. Fornri w dalszym ciągu patrzył nań z pozorną obojętnością, zastanawiając się, czy Wyland naprawdę chciał, żeby wstawał i po co.

— Oczywiście hasła rejestracyjne to sprawa ciut bardziej skomplikowana niż słowa „krzesło” i „stół” — rzekł Wyland.

— Ciut, ciut — przyznał Jarnes, uśmiechając się gorzko.

— Ale coś takiego musiało się wydarzyć i dopóki nie ustalimy nowego hasła, dopóty nie będziemy mogli odnaleźć traktatu Langri. Dokładnie tak, jak ja nie mógłbym spowodować, żeby pan wstał, zanim nie spróbowałbym mnóstwa słów i nie ustaliłbym, że reaguje pan na słowo „stół”. Teoretycznie zmiana hasła powinna być niemożliwa, gdyż niezależnie od trudności technicznych, stosuje się wszelkiego rodzaju zabezpieczenia, a poza tym, nawet próby dokonania zmiany są bardzo surowo karane. A jednak ktoś to zrobił.

— Przekupiono kogoś — poprawił go Jarnes.

— Niewątpliwie. Jednak wcześniej czy później…

— Nawet to „wcześniej” będzie za późno — rzekł ponuro Jarnes. — Mówiłem już panu, że Fornri przywiózł ze sobą wyczerpujący raport Arica Horta, który jest kompetentnym antropologiem i byłym pracownikiem tego Wemblinga. Planeta Langri jest bliska katastrofy ekologicznej. Zniszczeniu ulegną źródła pożywienia tubylców.

— No tak, rzeczywiście — powiedział Wyland, patrząc ukradkiem na Fornriego. — Biedni tubylcy. Mecenas McLindorffer poinformował mnie, że sprawa jest bardzo pilna, skontaktowałem się więc, jak obiecałem, z sędzią Laysoringiem. Nie widzi żadnej nadziei na wszczęcie postępowania w sprawie traktatu. Kwestia ta nie leży w gestii Federacji. Żaden sąd federacyjny nie podjąłby się jej rozpatrzenia.

— Pozostaje nam jedynie szukać sprawiedliwości w legislaturze — stwierdził posępnie Jarnes. — Ponieważ ludzie, którzy rządzą, są także winni tej niesprawiedliwości, perspektywy nie przedstawiają się zbyt jasno.

Wyland gestem potwierdził beznadziejność sytuacji.

— Wobec tego, tylko w jednym punkcie możemy zaatakować Wemblinga — mówił dalej Jarnes — a mianowicie jego uprawnienia. I to raczej sposób, w jaki z nich korzysta, gdyż sąd oddali każdy pozew podważający legalność tych uprawnień.

Wyland pokiwał głową.

— Sędzia Laysoring — rzekł — przyznaje, że wszystkie zastrzeżenia, wymienione przez pańskiego szefa, mają podstawy prawne i powinny zapewnić wam możliwość uzyskania nakazu zmuszającego Wemblinga do czasowego wstrzymania robót, do chwili rozpoczęcia przesłuchań. Wyraził również opinię, że wszystkie wasze zastrzeżenia dadzą się podważyć.

— Czy pan to wszystko rozumie? — spytał Jarnes Fornriego. — Odpis waszego traktatu nie ma żadnego znaczenia, o ile sam traktat nie jest oficjalnie zarejestrowany. W jakiś sposób udało się Wemblingowi doprowadzić do tego, że zawieruszyła się wersja oficjalna. W końcu się znajdzie, co pewnie wywoła odpowiedni skandal, ale jej szukanie może trwać latami. Jest wiele kwestii prawnych, które moglibyśmy podnieść, ale osiągniemy najwyżej opóźnienie prac firmy Wembling and Company i nękanie jej. Możemy spowodować wstrzymywanie prac przy budowie uzdrowiska na okres, w którym rozpatrywane będą podnoszone przez nas kwestie prawne: na tydzień, dwa, a czasem na nieco dłużej. Mamy niewielkie szansę wygrania którejś z tych spraw. A będą one bardzo kosztowne i pozwolą nam jedynie zyskać nieco na czasie.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)