Zaklęty miecz [The Broken Sword - pl]
- Автор: Андерсон Пол Уильям
- Год: 1991
- Язык: польский
- Год: Alfa
- ISBN: 83-7001-453-4
- Переводчик: Ewa Witecka
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Zaklęty miecz [The Broken Sword - pl]». Краткое содержание книги:
Trwa straszna wojna między Królestwem Elfów a chłodną krainą Trollów, które starły się w najkrwawszej z bitew. I jedyną nadzieją Elfów jest porwany przez nich młodzieniec, Skaflok…
Zamierzał uwolnić się od kolczugi, nim pociągnie go na dno, lecz to nie było już potrzebne. Wiele korabiów zostało staranowanych lub uległo zniszczeniu w samym środku bitwy. Maszt jednego z nich pływał w pobliżu i Walgard uchwycił się go lewą ręką. W prawej nadal ściskał topór, zwany Bratobójcą i przez chwilę zastanawiał się, czy nie powinien go porzucić.
— Ale nie — przeklęta, czy nie — była to dobra broń. Inni wojownicy, którzy zdołali pozbyć się niepotrzebnego obciążenia przed ucieczką ze statku, również trzymali się tego samego masztu co Walgard. — Kopcie dobrze nogami, bracia — zawołał odmieniec — a dotrzemy do jednego z naszych korabiów i jeszcze zwyciężymy w tej bitwie.
Na pokładzie zdobytego statku Elfowie krzyczeli z radości. Skaflok zapytał: — Gdzie jest Illrede? Powinien gdzieś tu być, ale nigdzie go nie widziałem.
— Może lata w pobliżu czuwając nad swoją flotą, tak jak Imryk robi to pod postacią mewy — odparł Ognista Włócznia. — Wyrąbmy dziurę w tej cholernej łajbie i wracajmy na nasz statek.
Znaleźli tam Imryka, który czekał na nich. — Jak przebiega bitwa, przybrany ojcze? — zawołał wesoło Skaflok.
Jarl Elfów odparł ponuro: — Źle, choć Elfowie dzielnie walczą, gdyż na każdego z nich przypada po dwóch Trollów. I oddziały wrogów lądują, nie napotykając oporu.
— Zaiste, złe to nowiny — krzyknął Golryk z Kornwalii — więc musimy bić się jak demony albo przegramy.
— Obawiam się, że już przegraliśmy — powiedział Imryk. Skaflok nie od razu zdołał to pojąć. Rozejrzał się dookoła i stwierdził, że okręt flagowy jarla dryfował samotnie. Obie floty rozpadły się na części składowe, gdy wrogowie rozcinali łączące je liny, ale Trollowie ponieśli mniejsze straty. I zbyt często dwie trollowe jednostki jak cęgi chwytały statek Elfów.
— Do wioseł! — krzyknął Skaflok. — Potrzebują pomocy! do wioseł!
— Dobrze powiedziane! — zadrwił Imryk.
Okręt jarla Elfów podpłynął do najbliższego skupiska walczących statków. Został zasypany strzałami.
— Strzelajcie! — zawołał Skaflok. — Na wszystkie demony piekieł, czemu nie strzelacie?
— Nasze kołczany są puste, panie — odrzekł jakiś Elf. Osłaniając się tarczami Elfowie ruszyli w środek bitwy. Dwa statki z ich floty zostały osaczone przez trzy jednostki najemników i drakkar Trollów. Kiedy korab Imryka zbliżył się, zaatakowały go nietoperzoskrzydłe demony znad Bajkału.
Elfowie walczyli mężnie, lecz trudno im było odpierać ataki przeciwnika, który uderzał na nich z góry lancami. Wypuścili ostatnie strzały, a skrzydlata śmierć nie ustępowała.
Mimo to zdołali się zbliżyć do statku Goblinów, z którego zasypano ich strzałami. Skaflok przeskoczył przez nadburcie i zaatakował wrogów elfowym mieczem, który teraz nosił. Niewysocy Goblinowie nie mogli długo stawiać mu oporu. Wychowanek Imryka przepołowił jednego, drugiemu rozpłatał brzuch i ściął głowę trzeciemu. Ognista Włócznia zaś przeszył piką dwóch i kopniakiem zmiażdżył trzeciemu mostek. Więcej Elfów wtargnęło na pokład wrogiej jednostki. Goblinowie się cofnęli.
Skaflok dotarł do ciężkich skrzyń, w których nieprzyjaciele trzymali zapasy strzał i przerzucił je na pokład Imrykowego korabia. Później, zamiast wyciąć resztę wrogów stłoczonych na rufie, zatrąbił do odwrotu, gdyż Goblinowie nikogo już nie obchodzili. Znów zaśpiewały elfowe łuki i skrzydlate demony runęły w dół.
Trollowie podpłynęli do nich blisko. Skaflok zobaczył że dwa pozostałe elfowe statki szykowały się do walki z Goblinami, Oniami i Dżinnami. — Jeżeli dadzą sobie z nimi radę, myślę, że będziemy mogli zająć się Trollami — rzekł.
Zielonoskórzy wojownicy uczepili się elfowego korabia i wznosząc okrzyk bojowy przedostali się na jego pokład. Skaflok pobiegł, by stawić im czoło, ale poślizgnął się na zakrwawionym pomoście i upadł między ławki. Rzucona z ogromną siłą włócznia ze świstem przeleciała obok miejsca, gdzie przed chwilą była jego pierś, i utkwiła w sercu Golryka z Kornwalii.
— Dziękuję — mruknął Skaflok wstając. Trollowie rzucili się na niego. Zadawane z góry ciosy odbijały się od jego tarczy i hełmu. Skaflok ciął mieczem w czyjeś kostki i jeden z wrogów upadł. Lecz nim zdążył podnieść miecz, inny Troll pochylił się, celując w jego twarz. Skaflok odepchnął go tarczą obitą żelazną blachą. Przeciwnik wrzasnął i się cofnął. Wrzeszczał bez przerwy, gdyż żelazo spaliło mu pół twarzy. Młodzieniec przedostał się znów na pokład i dołączył do Elfów.
Huk uderzeń i szczęk metalu rozbrzmiewały w coraz gęściej padającym śniegu. Zerwał się silny wiatr. Połączone linami statki kołysały się i uderzały kadłubem o kadłub. Wojownicy tracili równowagę, spadali z górnego pokładu, pomostu i ławek na dolny pokład i podnosili się, żeby dalej walczyć. Wkrótce tarcza Skafloka stała się bezużyteczna. Rzucił nią w Trolla, z którym wymienił ciosy, i zatopił miecz w jego sercu.
Zaraz potem ktoś chwycił go od tyłu. Skaflok zsunął z głowy stalowy hełm, lecz nic się nie stało, tylko podobne do dębowych konarów ramiona zacisnęły się mocniej. Odwróciwszy głowę młodzieniec zobaczył, że Troll ten odziany był w skórzany strój z kapturem i rękawicami. Użył elfowego chwytu, żeby się uwolnić, uderzając szybko ramionami pomiędzy kciuk a palec wskazujący przeciwnika, ale tamten znów pochwycił go w niedźwiedzi uścisk. Statek przechylił się i walczący potoczyli się między ławki.
Skaflok nie mógł się uwolnić z objęć Trolla. Dobrze wiedział, że tamten może połamać mu żebra jak drzewca strzał. Oparł kolana o brzuch Trolla, zacisnął ręce wokół grubej szyi wroga i zebrał się w sobie.
Chyba żaden inny śmiertelnik nie mógłby trwać wygięty w łuk w tych strasznych objęciach. Czuł, że opuszczają go siły, wypływając niczym wino z przewróconej czary. Napinając mięśnie palców i nóg, zacisnął z całej siły ręce na szyi Trolla. Wydawało mu się, że już całą wieczność przewalają się wraz ze statkiem i zdawał sobie sprawę, iż długo tak nie wytrzyma.
Po chwili jednak Troll puścił Skafloka i chwycił go za przeguby, gdyż brakowało mu tchu. Człowiek uderzył głową wroga o wzmacniacze masztu raz, drugi i trzeci z taką siłą, że roztrzaskał mu czaszkę.
Leżał potem na ciele Trolla, dysząc ciężko. Serce waliło mu jak młotem, w uszach szumiało. Po jakimś czasie zobaczył, że pochyla się nad nim Ognista Włócznia i usłyszał pełne podziwu słowa gwardzisty: — Żaden Elf ani żaden człowiek nie pokonał Trolla w walce wręcz. Twój czyn wart jest Beowulfa i nie zostanie zapomniany, póki istnieje świat. Zwyciężyliśmy.
Pomógł Skaflokowi wejść na pokład dziobowy. Rozglądając się po okolicy człowiek spostrzegł przez śnieżną zasłonę, że okręty najemników również zostały oczyszczone z wrogów.
Ale za jaką cenę — na trzech statkach zaledwie dwudziestu Eflów nie odniosło żadnych obrażeń, a większość tych, którzy przeżyli, była ciężko ranna. Elfowe drakkary dryfowały w stronę brzegu, obsadzone trupami i nielicznymi wojownikami zbyt utrudzonymi, aby mogli unieść miecz.
Wytężając wzrok w ciemnościach Skaflok spostrzegł, że jeden trollowy korab z pełną załogą na pokładzie płynie prosto na nich.
— Obawiam się, że przegraliśmy — jęknął. — Możemy tylko próbować ratować, co się da.
Elfowe drakkary bezwładnie kołysały się na falach. A na brzegu czekał już szereg Trollów dosiadających wielkich, czarnych koni.
Nagle mewa wynurzyła się zza śnieżnej zasłony, otrząsnęła się i zamieniła w Imryka. — Dobrze walczyliście — rzekł ponuro jarl. — Prawie połowa trollowych jednostek już nigdy nie wypłynie na morze, ale są to głównie korabie ich sprzymierzeńców, a my… my zostaliśmy rozbici. Te nasze statki, które jeszcze są w stanie pływać, uciekają na pełne morze, pozostałe zaś czekają, co im przyniesie los. — Wtem łzy zabłysły mu w oczach, może po raz pierwszy od wielu stuleci. — Anglia jest stracona. Obawiam się, że Alfheim również.