Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Cienie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Cienie

Электронная книга - «Cienie». Краткое содержание книги:

Wiedźma z Demondene
Istnieje legenda, według której naczelny demon zjawia się na ziemi raz na sto lat, przybierając ludzką postać. Przybywa ze swymi sługami, aby żywić się duszami mieszkańców miasteczka, które nazwane zostało Demondene. Wraz z naczelnym demonem nadchodzi szaleństwo, gdyż ludzie pozbawieni duszy popadają w obłęd. Utrata duszy jest bowiem jednoznaczna z utratą rozumu.
Sto lat temu nazwa Demondene została zmieniona i obecnie brzmi Deepdene. W tym liczącym dwa tysiące czterech mieszkańców mieście, w którym większość należy do kategorii sławnych i bogatych, zaczynają dziać się dziwne, niepokojące rzeczy. Eve Evergold, bohaterka wciągającej książki Amy Meredith, nazywa ten ciąg zdarzeń… epidemią demonów.
„Cienie” to opowieść o nastoletniej Eve, mieszkającej z wiecznie zapracowanymi rodzicami we wspaniałej rezydencji w Hamptons. Ma ona grono wiernych przyjaciół, nie przepada zbytnio za szkołą, a nade wszystko – kocha zakupy. Jak każda nastolatka, interesuje się też chłopcami, a jest ku temu okazja, bowiem w liceum pojawia się dwóch nowych uczniów. Jeden z nich to Luke, syn pastora, który zdecydowanie zasługuje na ocenę Choo, czyli najwyższą notę w butoskali – prywatnym systemie oceniania chłopców. Mimo uroku i wdzięku osobistego, Luke niezwykle irytuje Eve, wytykając jej rozrzutność i bezmyślność. Znacznie bardziej podoba jej się magnetyczny i tajemniczy Mal, rezydujący w Razora, nawiedzonym domu byłego gwiazdora-samobójcy.
Potencjalne zacieśnienie znajomości utrudniają jednak dziwne rzeczy, które zaczynają przydarzać się Eve. Elektronika szaleje w jej obecności, przepalają się żarówki, drzwi same się zatrzaskują, natomiast z palców strzelają jej iskry i pioruny. Czyżby przyczepił się do niej jakiś złośliwy poltergeist? Wielce prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że dziewczyna jest prapraprawnuczką Annabelle Sewall – akuszerki i znachorki, okrzykniętej mianem Wiedźmy z Demondene. Kobieta miała ponoć obsesję na punkcie demonów i uważała, że jej przeznaczeniem jest walka z nimi. Wydaje się, że potomkini odziedziczyła po niej umiejętności i sto lat później będzie musiała ocalić miasteczko przed demonami. Tylko czy Eve jest gotowa na starcie, czy podoła wyzwaniu?
„Cienie” to znakomity debiut Amy Meredith i książka, której dalszego ciągu oczekuje się z niecierpliwością. Autorka wspaniale buduje napięcie, akcja toczy się watko, a sposób przedstawienia walki dobra ze złem jest niezwykle interesujący. Dodatkowo szczypta humoru i pozornie prozaiczne, choć tak ważne dla nastolatek sprawy, jak zakupy czy chłopcy sprawiają, ze powieść jest fascynująca i… demonicznie elektryzująca. Tak wspaniale rozpoczęta historia nie może skończyć się jednak zgładzeniem tylko jednego demona. Już wkrótce Eve będzie musiała znów stanąć do walki, a naszym przeznaczeniem jest wspierać ją z całych sił.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 41
Перейти на страницу:

– Zaraz wracam. Nie ruszaj się stąd. – Mal wyszedł z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.

Eve zastanawiała się, czy Luke pomógłby jej chociaż wydostać się z basenu, gdyby do niego wpadła. Mogła sobie wyobrazić, jak bardzo by się z niej śmiał.

On i Mal całkowicie się od siebie różnili. Luke zwykle sobie z niej żartował. Mal zawsze spieszył jej z pomocą, gdy tego potrzebowała; usunął z jej palca szklany odłamek, przegonił kolesi, którzy ją napadli, a teraz, kiedy skręciła kostkę, wniósł ją na górę. Do tej pory myślała, że dziewczyny nosi się na rękach tylko w filmach. A tu proszę. Ale swoją drogą, Mal wyglądał, jakby zszedł prosto z ekranu. Był tak przystojny, że aż kręciło się jej w głowie.

Eve zamknęła oczy i uśmiechając się do siebie, zaczęła wyświetlać w myślach film o nich. Ich kolejne spotkania, zebrane razem, to było zupełnie jak montaż z komedii romantycznej. Eve uwielbiała te montaże. I te z metamorfozą, kiedy w ciągu pół minuty dziewczyna przymierzała z piętnaście strojów.

– I jak?

Eve nie słyszała, kiedy Mal wrócił. Otworzyła oczy i zobaczyła, że obwiązał jej kostkę chustą wypełnioną lodem.

– Dobrze – odparła, poruszając na próbę palcami stopy. – Bardzo dobrze. – Zaczęła się podnosić, ale Mal przytrzymał ją w miejscu, kładąc dłonie na jej ramionach.

– Jeszcze nie. – Jedną ręką złapał dwie poduszki z sofy, drugą uniósł nogę Eve. Ostrożnie wsunął poduszki pod jej stopę. – Posiedź tak trochę. – Usiadł na drugim końcu sofy. I patrzył na nią. Po prostu patrzył.

– Wiesz, czasami bym wolała, żebyś nie był aż taki gadatliwy – zażartowała Eve.

Uśmiechnął się tym swoim cudownym, seksownym uśmiechem. Eve wstrzymała oddech. Mal nachylał się do niej. Przechylił głowę. Jeszcze chwila i jego usta zetkną się z jej ustami. Serce zaczęło jej szybciej bić…

Drzwi otworzyły się z łoskotem. – Eve, wszędzie cię szukałem! – powiedział Luke, wchodząc do środka. – Zamówiłem taksówkę. Nie sądzę, żebyś mogła pieszo wrócić do domu.

Mal wstał. Przez jego twarz przemknął cień irytacji. Odwrócony tyłem do Luke'a, spojrzał Eve prosto w oczy.

– Jeśli chcesz zostać, zadbam, żebyś dotarła bezpiecznie do domu.

– Byłoby… – zaczęła Eve.

– Jess ma doła – przerwał jej Luke. – Widziała, jak Seth całował się z jakąś dziewczyną z Sagaponack.

Eve poczuła złość na Luke'a; znowu się wciął. Ale zaraz stłumiła to uczucie. Jeśli Jess miała kryzys, wszystko inne schodziło na dalszy plan. Podniosła się powoli. Dla niej i Jess ich przyjaźń zawsze była ważniejsza niż chłopcy.

– Sorry. Muszę iść – powiedziała Malowi. Skinął głową. W jego spojrzeniu było coś takiego, że Eve miała wrażenie, jakby przesuwał palcem po jej policzku. Pocałujemy się, przyrzekła mu w myślach. I to wkrótce.

Rozdział 17

Zapytać czy nie? – rozważała Eve w poniedziałek przed szkołą, spoglądając ukradkiem na Jess.

Albo Jess była o wiele bardziej zdołowana tym, że Seth całował się z jakąś laską na imprezie, niż Eve myślała – na tyle zdołowana, żeby przepłakać niedzielną noc – albo znowu miała te koszmary. Jej oczy były czerwone i spuchnięte, a twarz tak blada, że róż wydawał się źle dobrany, za mocno się odcinał.

Eve spała u niej po imprezie i z soboty na niedzielę, ale nie zeszłej nocy. Jess twierdziła, że nic jej nie będzie, że spokojnie prześpi noc. Z kolei rodzice Eve uparli się, żeby pojechała z nimi w odwiedziny do ciotki z Connecticut. Wyjechali w niedzielę rano, a wrócili bardzo późnym wieczorem.

– Jess, czy wszystko… w porządku? – zapytała Eve. – Przyznaj, brakowało ci mnie zeszłej nocy.

Jess uśmiechnęła się blado.

– Zgadza się. Zaczęłam się już przyzwyczajać, że mam współlokatorkę.

– Wiem, ale mama marudziła, że czasem mogłabym sypiać we własnym domu – powiedziała Eve. -To jak, w porządku?

– Znowu śnił mi się koszmar – przyznała Jess. -To było straszne, Eve. Cienie wciskały się do moich ust, uszu, nosa. Miałam wrażenie, jakbym się dusiła. A kiedy były już w środku, zaczęły odrywać moją duszę. Nie mam pojęcia, skąd to wiedziałam, po prostu wiedziałam. A potem zobaczyłam demona. Przyciskał usta do moich i wysysał moją duszę. Byłam martwa. Wiem, że byłam martwa. Moje ciało było po prostu pustą łupiną. A mnie… mnie już nie było.

– Chodź, usiądziemy. Mamy czas. – Eve pociągnęła Jess do jednej z kamiennych ławek przy chodniku prowadzącym do bocznego wejścia. Szybko pożałowała, że nie usiadła na segregatorze. Ławka była lodowata i czuła zimno rozpełzające się po jej ciele. -Okej, wracam do twojego pokoju. Albo ty będziesz spała u mnie. Nie pozbędziesz się mnie, dopóki to wszystko się nie skończy.

– Dzięki – powiedziała Jess.

– Nie chcę podziękowań. Chcę się dowiedzieć, jak to powstrzymać. – Eve zauważyła przecinającego trawnik Luke'a. – Luke! – zawołała. Skręcił do nich.

– Co tam? – zagadnął.

– Jak ci idzie czytanie? – spytała Eve. W sobotę przysłał jej mejla, że cały czas pracuje nad przekładem, ale nadal nie trafił na nic, co by się mogło im przydać.

– Skończyłem wczoraj tę książkę o Gandhim, o której ci mówiłem. Ale zapomniałem ją zabrać.

Wpadniesz po nią? Też powinnaś ją przeczytać – odparł Luke.

– Tak, wiem, i tak, wpadnę po nią. Ale nie o to mi chodziło. Pytałam o to, czy przetłumaczyłeś coś jeszcze z tych książek z kościoła?

– Trochę. – Luke wcisnął ręce do kieszeni. – Łacina nie jest taka łatwa. A do tego autor się powtarza. -Spojrzał na Jess. – Hej, dobrze się czujesz?

– Znowu miała koszmary – wyjaśniła Eve. Jess zadrżała, a Eve jakoś nie sądziła, żeby to było z powodu zimnej ławki.

– Jak myślicie, za ile zwariuję? – zapytała Jess słabym, beznamiętnym głosem. – Wiem, że robię się coraz słabsza. Kiedy zamieszkam razem z Rose, Megan i matką Shanny? O i Belindą! Nie mówiłam wam jeszcze. Dowiedziałam się wczoraj, że jest w Ridge-wood. To dlatego nie było jej na imprezie.

Eve skrzywiła się, kiedy przed oczami stanęła jej Belinda, wpatrująca się tępo w automat z mrożonym jogurtem.

– Nie zwariujesz – obiecała przyjaciółce. – Będę przy tobie każdej nocy. Obudzę cię, kiedy tylko zauważę, że śni ci się koszmar.

Jess skinęła głową, ale nie wydawała się przekonana.

– Przyjdź z Eve po książkę – powiedział Luke. -Naradzimy się, co robić.

– Wiem jedno: nie chcę być sama. – Jess nerwowo wykręcała sobie palce.

– Nie będziesz. – Eve posłała Luke'owi zaniepokojone spojrzenie.

– Jedno z nas zawsze będzie przy tobie – dodał Luke.

Zadzwonił pierwszy dzwonek. Cała trójka wstała i ruszyła do szkoły.

– Hej, stary, niezła robota! – zawołał zza ich pleców Kyle.

– Co? – zapytał Luke.

– Mówię o Bet. Nie słyszałeś? – Kyle zrównał z nimi.

– Czego? – spytał Luke. Eve ścisnęło się gardło. Nagle ciężko jej było oddychać.

– Wczoraj trafiła do Ridgewood. – Kyle poklepał Luke'a po ramieniu. – Ciekawe, co takiego zrobiłeś jej w tym domku przy basenie. Ja nigdy nie doprowadziłem żadnej dziewczyny do obłędu.

– Żartujesz sobie z tego?! – wykrzyknęła Eve. – To dla ciebie zabawne, że dziewczyna jest w psychiatry-ku? To ty powinieneś być w Ridgewood, Kyle, nie Bet!

Kyle uniósł dłonie.

– Przepraszam. – Sprawiał wrażenie, jakby zrobiło mu się głupio. – Czasami mam wisielcze poczucie humoru.

– Wiesz, co się stało? – zapytała Jess. Eve przygryzła wargę, widząc przestraszoną twarz przyjaciółki. Jess nie pytała tylko o Bet. Chciała wiedzieć, co stanie się z nią samą.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)