Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Gniazdo Szerszeni
Gniazdo Szerszeni - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gniazdo Szerszeni

Электронная книга - «Gniazdo Szerszeni». Краткое содержание книги:

Wymagająca i stanowcza Judy Hammer jest szefową policji w Charlotte, rozwijającym się centrum bankowo-przemysłowym w Karolinie Północnej. Nie wszyscy akceptują fakt, że kobieta zajmuje stanowisko tradycyjnie przeznaczone dla mężczyzn. Burmistrz Search wolałby zamiast niej ugodowego funkcjonariusza, którym łatwiej byłoby manipulować. Judy musi się zmagać nie tylko z przestępcami, lecz również z uległymi wobec lokalnych notabli władzami miasta, napastliwą prasą i nielojalnymi pracownikami. Pojawiają się także kłopoty rodzinne. Ale wszystkie problemy muszą odejść na dalszy plan, gdy nieuchwytny psychopata, nazywany przez dziennikarzy Czarną Wdową, zaczyna mordować przyjeżdżających do miasta biznesmenów.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 99
Перейти на страницу:

Chwilę potem przyjechała porucznik West. Na jej widok policjanci cofnęli się, ustępując z drogi. Od razu zauważyła, że Andy swoim zwyczajem gorączkowo robił notatki. Był wyraźnie wstrząśnięty, widząc, jak Raines i inni sanitariusze wynoszą z mercedesa kolejne zwłoki i pakują do plastikowego worka. Ratownicy ułożyli ciało ofiary obok trzech innych na chodniku, poplamionym olejem i krwią. Virginia oglądała rozbity wóz patrolowy z Charlotte, na drzwiach którego widać było emblemat z gniazdem szerszeni. Po chwili jej uwagę zwrócił stojący w pobliżu inny radiowóz. Z tyłu siedziała policjantka Michelle Johnson, trzymając przy poranionej twarzy zakrwawioną chusteczkę. Jej ciałem wstrząsały dreszcze. Virginia podeszłą do wozu, otworzyła tylne drzwi i usiadła obok będącej w szoku policjantki.

– Wszystko będzie dobrze – powiedziała, obejmując ramieniem młodą kobietę, która nie mogła pojąć, co się stało. – Zawieziemy cię do szpitala.

– Nie! Nie! – krzyknęła Michelle, zakrywając głowę rękami, jakby samolot spadał w dół. – Nie widziałam go, aż do chwili gdy przejeżdżał przez skrzyżowanie. Ja miałam zielone światło. Odpowiadałam przez radio dziesięć-trzydzieścitrzy, ale miałam zielone światło. Przysięgam. Och, Boże. Nie, nie. Błagam, błagam, błagam.

Brazil też podszedł do radiowozu i usłyszał, co mówiła młoda policjantka. Przez szyby widział, jak Virginia uspokajała Michelle Johnson, która kilkanaście minut wcześniej staranowała tamten samochód i zabiła wszystkich pasażerów. Virginia spojrzała na Andy’ego, a ich oczy na moment się spotkały. Długopis, który trzymał w ręku, zawisł w powietrzu. Chciał robić dalsze notatki, lecz doskonale wiedział, że nie mógłby zamieścić tego w swoim artykule. Zrezygnowany, opuścił ręce i wolnym krokiem oddalił się od radiowozu, czując, że nie jest już tym samym dziennikarzem i człowiekiem, jakim był jeszcze przed chwilą.

Wrócił do redakcji i wolno podszedł do swojego biurka. Był zgaszony i osowiały. Odsunął krzesło, wpisał do komputera hasło i zaczął przeglądać pliki. Betty Cutler, redaktorka nocnego wydania, wyglądała jak stara wrona. Krążyła po pokoju, czekając na Brazila, i gdy tylko go zauważyła, rzuciła się nań jak drapieżnik. Gdy mówiła, miała nieznośny zwyczaj pociągania nosem. Andy zastanawiał się nawet, czy nie był to przypadkiem efekt problemów kokainowych.

– Musimy to oddać w ciągu czterdziestu pięciu minut – oświadczyła. – Co mówiła policjantka?

Brazil zaczął spisywać informacje z notesu.

– Jaka policjantka? – zapytał, chociaż doskonale wiedział, o kogo pyta Betty Cutler.

– Chryste Panie, policjantka, która właśnie wyprawiła na tamten świat całą pięcioosobową rodzinę. – Pociągnęła nosem, ukazując dolne zęby.

– Nie rozmawiałem z nią.

Redaktorka nocnego wydania nie mogła w to uwierzyć. Nie chciała w to uwierzyć. Jej oczy żarzyły się, jakby zamierzała prześwidrować go nimi na wylot.

– Do cholery, co to znaczy, że z nią nie rozmawiałeś, Brazil? – Podniosła głos tak, że wszyscy usłyszeli. – Przecież tam byłeś!

– Trzymali ją w radiowozie – powiedział, kartkując notes.

– Więc trzeba było zapukać w okno – beształa go głośno Betty. – Otworzyć drzwi i zrobić to, co należało.

Andy przestał pisać i spojrzał na kobietę, która naprawdę działała na niego przygnębiająco. Nie interesowało go nawet, czy zdawała sobie z tego sprawę.

– Może jednak ty powinnaś to zrobić – powiedział.

Gdy następnego dnia o szóstej rano na podłodze werandy wylądowała poranna gazeta, Andy był już na nogach. Zdążył nawet przebiec pięć okrążeń bieżni. Wziął też prysznic i ubrał się w policyjny mundur. Otworzył drzwi, podniósł gazetę i ściągnął gumkę z rulonu, chcąc jak najprędzej zobaczyć swój tekst. Szybko przeszedł przez ponuro wyglądający pokój i zagraconą, brudną kuchnię, gdzie przy nakrytym ceratą stole siedziała jego matka i w trzęsących się rękach trzymała kubek z kawą. Paliła papierosa i tylko chwilami miała kontakt z rzeczywistością. Brazil rzucił gazetę na stół. Na pierwszej stronie wielkimi literami krzyczał tytuł: „W policyjnej kraksie ginie pięcioosobowa rodzina”. Na dużej, kolorowej fotografii widać było zbite szyby, poskręcane fragmenty karoserii i policjantkę Michelle Johnson płaczącą w radiowozie.

– Nie mogę w to uwierzyć! – zawołał Brazil. – Spójrz! Ten cholerny nagłówek sugeruje, że to wina policjantki, chociaż nikt jeszcze nie wie, jaka była przyczyna wypadku!

Matka nie wykazywała najmniejszego zainteresowania sprawą. Powoli wstała z krzesła, kierując się w stronę drzwi prowadzących na ganek z tyłu domu. Jej syn przyglądał się z obawą, gdy niepewnym krokiem podeszła do ściany, by zdjąć z wieszaka klucze.

– Dokąd idziesz? – zapytał.

– Do sklepu. – Zaczęła szukać czegoś w starej, zniszczonej torbie.

– Byłem tam wczoraj.

– Skończyły mi się papierosy. – Otworzyła portmonetkę i zmarszczyła brwi.

– Kupiłem ci cały karton, mamo.

Popatrzył na nią z niepokojem.

Doskonale wiedział, co matka chciała kupić, i ogarnęło go dobrze znane uczucie klęski. Westchnął ze złością, widząc, jak matka przelicza pieniądze.

– Możesz mi dać dziesięć dolarów?

– Nie będę ci kupował alkoholu – oświadczył. Zatrzymała się przy drzwiach, spoglądając na swojego jedynego syna, którego nie umiała kochać.

– Dokąd się wybierasz? – zapytała z okrutnym grymasem, który nadawał jej twarzy nieprzyjemny i obcy wyraz. – Na bal przebierańców?

– Na paradę – odpowiedział ze złością. – Będę kierował ruchem.

– Srada parada – zadrwiła. – Nie jesteś policjantem i nigdy nie będziesz. Tak ci spieszno, żeby dać się zabić? – Na moment ogarnął ją smutek. – Chcesz, bym została sama? – Trzasnęła drzwiami i wyszła.

Później wcale nie było lepiej. Andy piętnaście minut przebijał się przez zatłoczony, wielokondygnacyjny parking policyjny i w końcu zostawił swoje BMW na miejscu dla prasy, chociaż w zasadzie nie przyjechał tam w sprawach gazety. Dzień był piękny, ale Brazil nie miał ochoty spotykać ludzi, udał się więc do departamentu policji tunelem, łączącym parking z budynkiem. Po każdym spięciu z matką napełniał go wewnętrzny spokój. Chciał być wtedy sam. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać.

W dziale kontroli wyposażenia otrzymał krótkofalówkę i kluczyki do nieoznakowanego auta, którym miał jeździć podczas dorocznej Parady Wolności w sektorze Charlie Two, między Tryon a Independence Boulevard. Była to skromna impreza, sponsorowana przez lokalnych Shrinersów, którzy brali w niej udział na skuterach, wystrojeni w swoje kapelusze z kitkami. Brazil nie mógł dostać gorszego samochodu. Ford crown victoria był stary, z porysowaną karoserią i miał na liczniku sto siedemdziesiąt tysięcy kilometrów. Połączenie radiowe w każdej chwili mogło się urwać, zakładając oczywiście, że ten cholerny grat w ogóle ruszy, co wcale nie było pewne.

Brazil po raz kolejny włożył kluczyk do stacyjki i przycisnął pedał gazu tak mocno, jakby chciał wywrócić ten stary silnik na drugą stronę. Akumulator dostarczał tylko tyle prądu, aby uruchomić skaner i radio, ale na więcej już nie starczało. W końcu samochód rozpaczliwie zakwilił. Brazil się wściekł.

– Cholera.

Walnął w kierownicę, uderzając niechcący w klakson. Stojący niedaleko gliniarze odwrócili się zdziwieni.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 99
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)