Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Afrykanka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Afrykanka

Электронная книга - «Afrykanka». Краткое содержание книги:

Etiopia nieodległej przyszłości. Trwa wojna domowa, oddziały ONZ usiłują opanować chaos. Na pograniczu z Somalią polski patrol zestrzelił niezidentyfikowany śmigłowiec.
Jeden z żołnierzy został ranny. Z Addis Abeby wylatuje komisja mająca zbadać szczątki maszyny. Na pokładzie sanitarnego śmigłowca znajduje się kapitan-lekarz Jacek Szczebielewicz i pewna czarnoskóra dziewczyna. Nikt nie podejrzewa, że kolejny rutynowy lot zmieni się w masakrę. Kilkudziesięciu osamotnionych żołnierzy musi stoczyć prawdziwą wojnę, najbardziej krwawą i tragiczną, jaką Wojsko Polskie stoczyło od roku 1945.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 156
Перейти на страницу:

– Coś się stało? – Czekała na mnie, kucając w tylnych drzwiach.

– Wysiadaj.

Zeskoczyła miękko na wypaloną słońcem, żółtą i rzadką trawę. Zaraz potem Andrusiak zmienił koncepcję przetrwania, wpakował się na fotel i wystartował ku kępie oddalonych o dwieście metrów akacji.

– Daję zły przykład, rozbijając się wozem? – zażartowała.

– Dajesz. – W porę zauważyłem brak butów. – Chodząc boso.

Uśmiechnęła się.

– Kiedy tu biegłeś, jeździłam. A właściwie dlaczego biegłeś?

Co niby miałem powiedzieć? Prawdę? Że zdążyłem się stęsknić? Że przeraziła mnie wizja wylatującej w powietrze sanitarki? Że nie wiem, co począć z problemem Gabrieli Wiesławy Asmare, i chcę ją mieć obok siebie, by szukać podpowiedzi w jej gestach i słowach?

A może, że po prostu lubię na nią patrzeć?

– Przypomniało mi się, że jestem za równouprawnieniem – burknąłem.

– A tak naprawdę? – spoważniała.

– Jechaliście pierwsi, a tamci już dwa razy na nas czekali.

Zatrzymała się. Brwi powędrowały do góry.

– Myślisz, że…? – obróciła się na pięcie, posyłając zaniepokojone spojrzenie w ślad za honkerem. – Może powinieneś mu powiedzieć, żeby trzymał się gdzieś pośrodku?

Skinąłem niezobowiązująco głową. Tyraliera pieszych powoli zrównywała się z nami, więc ruszyliśmy naprzód. Przez dłuższy czas milczeliśmy. Starałem się znaleźć jakiś neutralny temat.

– Nie bolą cię nogi? To znaczy… bez butów. – Ciut za późno doszedłem do wniosku, że temu tematowi trochę brakuje neutralności.

– Lata treningu. – Uśmiechnęła się. – To mój strój służbowy.

– Służbowy? – Miałem chorą wyobraźnię, no i pamiętałem ucisk jej uda na barku, ciężar pośladków napierających na pierś. Podświadomość dodała ten kawałek Joli o dziewczynach spod stołecznych latarń.

Zerknęła na mnie. Coś ją chyba zastanowiło. Zaraz potem błysnęła zębami w kpiącym uśmiechu.

– Nie bój się. – Dopiero po głosie poznałem, że kpina jest przyprawiona goryczą i wymierzona głównie w nią samą. – To nie to, co myślisz.

– Proszę? – wymamrotałem. Jej apel odniósł dokładnie odwrotny skutek: omal nie wpadłem w panikę. Atrakcyjne kobiety mają to do siebie, że przypisuje się im wszelkie niezwykłe cechy, w tym talenty telepatyczne. Byłem niemal pewien, że mnie przejrzała. I niezależnie od tego, ile racji miała moja chora wyobraźnia, coś właśnie okropnie spieprzyłem. Obrażając śmiertelnie Gabrielę porządną lub oddając się na łaskę Gabrieli zepsutej.

– Nie uczę ich, jak kisić kapustę – powiedziała odrobinę za wolno. Nadal się uśmiechała, ale chyba właśnie w tym momencie nawiedziła ją myśl, że możemy się nie rozumieć. Uratowała mnie kępa kolczastych krzewinek, która pojawiła się nagle między naszymi stopami. Te bose skręciły w jedną stronę, te w wojskowych butach w przeciwną. Zdążyłem przegnać myśli i emocje z powrotem w głąb głowy. Kiedy ponownie odnalazła wzrokiem moją twarz, nie znalazła już raczej dowodów winy.

– Deptać – dorzuciła. – No wiesz: w beczce.

Pomyślałem, że coś zbliżonego do prawdy chyba jednak jej zaświtało.

– Tu rośnie kapusta?

– Tu nic nie rośnie – uśmiechnęła się gorzko. – Kultura rolna też nie. A za to mi płacą: za podnoszenie kultury rolnej. Chodzę do nich boso, ubieram się jak wszyscy, nie maluję i nawet co niektórzy uznali mnie za swoją, ale to gówno daje. Jedni nie ufają mi, bo jestem obca, a drudzy nie chcą słuchać, bo baby z sąsiedztwa zwyczajnie nie wypada.

– Nie nosisz butów, bo chcesz zyskać ich zaufanie? – w końcu zrozumiałem. – Gapa, to nie dziewiętnasty wiek! Afryka też poszła naprzód.

– Poszła i zawróciła – wzruszyła ramionami. – Tutaj przynajmniej. W Kasali żadna kobieta nie nosi butów. Od wielkiego święta najwyżej. To biedni ludzie. – Milczała przez chwilę, po czym uśmiechnęła się nieoczekiwanie. – Ty też jesteś biedny w tych kamaszach. Murzyni wiedzą, co robią, biegając po buszu boso i w spódniczkach z trawy.

– Fajnie by było – przyznałem. Moje skarpety zdawały się mlaskać przy każdym kroku, a mundur lepił się do ciała, gdzie tylko mógł.

– W kraju zwykle chodziłam w spodniach – klepnęła się po udzie opiętym błękitem dżinsów. – Tu nie mogę. Nie idzie wytrzymać.

– To na naszą cześć? – Nie powinienem tego robić, ale nie mogłem się powstrzymać i musnąłem palcem jej kieszeń.

– Koszula nie komponuje się z szortami.

Fakt: nadal była w tej z długimi rękawami; podwinęła je tylko.

– Nie masz czegoś lżejszego?

– Złapałam pierwszą z brzegu torbę, całkiem bez sensu. Skarpety, spodnie, piżama, podkoszulki…

– Podkoszulki? No to czemu…?

– Stary polski zestaw – wzruszyła ramionami. Nadal się uśmiechała, choć była w tym odrobina zakłopotania. – Mówiłam: nawinęła się nie ta torba. Te z rękawkiem są głównie czarne, nie na chodzenie po słońcu.

– Czarne?

– Dziewczyny lubią czerń. Wyszczupla. I rzadziej trzeba prać.

– Rozumiem. Jesteś grubym damskim leniem.

– Czarne dziewczyny dodatkowo wybiela – dorzuciła z uśmiechem. – Lubiłam wyglądać jak mocniej opalona Polka.

– A te bez rękawów? – Rozsądek apelował o zmianę tematu, ale nie potrafiłem się powstrzymać. Rozmawialiśmy o najszczęśliwszych w świecie kawałkach bawełny: dotykających jej w miejscach, o których moje dłonie i usta mogły tylko pomarzyć.

– Są bez rękawów. Nie wypada ich nosić.

– Prześwitują? – udałem zgorszenie.

– A szyją takie? – Ona z kolei udała entuzjastyczne zainteresowanie. Oboje mogliśmy się pośmiać. Chyba dodało jej to odwagi, bo wyjaśniła spokojnie: – Z Kasali do Addis Abeby podróżuje się przez niespokojne rejony. W stolicy jest jeszcze gorzej. Lepiej nie rzucać się w oczy. Bosonoga wieśniaczka z osłem mniej ryzykuje niż wielkomiejska panienka w adidasach czy, nie daj Boże, garsonce.

– No i?

– Bosonogie wieśniaczki nie golą pach.

Chyba udało mi się zaczerwienić; niezły wyczyn w takim upale. Pewnie dlatego nie udałem chwilowego ataku roztargnienia: brak jakiegokolwiek komentarza skompromitowałby mnie do reszty.

– To dlatego się pocisz? Żeby się nie wydać niemodną?

– Niechlujną – poprawiła. – To nie kwestia mody.

Już wiedziałem, dlaczego o tym mówimy. Dręczyło ją to.

– To jak najbardziej kwestia mody.

– Szanująca się dziewczyna używa dziś mydła, pasty do zębów i maszynki. Reszty nie musi, ale tego tak.

Też byłaby co najmniej różowa, gdyby jej mama spotkała pod Peweksem, dajmy na to, Szweda. A jednak nie sprawiała wrażenia stęsknionej do zamknięcia tematu.

– Zgoda na mydło i pastę. Ale maszynka? – pokręciłem głową.

– Pocieszasz mnie. – Zmarszczyła czoło, udając, że się zastanawia. – Albo próbujesz uratować żyletkę.

– Nie mam czego. Została w Addis Abebie. Trzeba było wejść do namiotu i korzystać z okazji.

– I spać w twoim łóżku, co?

– I spać w moim łóżku – zgodziłem się. Lekko zawirowało mi w głowie na myśl, że mógłbym ją tam znaleźć. Ją, albo chociaż wilgotną od potu pościel z odciskami kobiecych krągłości. Zapach Gabrieli, może jakiś włos na poduszce. Albo i niżej: ostatecznie strasznie niechlujna z niej dziewczyna.

Niech ją diabli wezmą. Mogła to zrobić. Czołgiem nie wywlekliby mnie z namiotu, Morawski zawiózłby do Kasali innego lekarza, a my oboje nie wpakowalibyśmy się w to szambo.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 156
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)