Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Детская проза » Chłopcy z Placu Broni
Chłopcy z Placu Broni - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Chłopcy z Placu Broni

Электронная книга - «Chłopcy z Placu Broni». Краткое содержание книги:

Психологическая повесть о мальчике, который, вопреки общим ожиданиям, оказался способным на смелые решительные поступки. Написанная в начале 20 века, книга является любимым чтением венгерских детей.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 41
Перейти на страницу:

Rzucił się Kolnayowi na szyję, zaczął go ściskać i całować, kręcić się z nim w kółko. Adiutant nic z tego nie mógł zrozumieć. Ze zdumieniem zapytał:

— Co się stało? Co się stało?

Boka wskazał ręką w tę stronę, gdzie stała armia pod wodzą Acza.

— Widzisz ich?

— Widzę.

— No i co, nie rozumiesz?

— Nie rozumiem!

— Och, ty głuptasie… jesteśmy uratowani! Zwyciężyliśmy! Nie rozumiesz tego?

— Nie!

— Widzisz, że nie ruszają się z miejsca?

— Jasne, że widzę!

— Nie wchodzą do środka… czekają.

— Widzę.

— A więc dlaczego czekają? Na co czekają? Na to, żeby armia Pastora rozbiła naszych od ulicy Marii! I dopiero wówczas oni rozpoczną natarcie. Zauważyłem to natychmiast, kiedy stało się jasne, że oni nie zaatakują jednocześnie! Na nasze szczęście wymyślili taki sam plan wojenny jak i my. Liczą na to, że Pastor wypędzi połowę naszej armii na ulicę Marii i dopiero wtedy wspólnymi siłami napadną na drugą część naszego wojska: Pastor od tyłu, Acz z frontu. Ale nic z tego! Chodź! Schodzimy!

I zaraz zaczął się zsuwać z dachu.

— Dokąd idziesz?

— Idziemy razem! Nic tu po nas, nie ma na co patrzeć, bo oni nie ruszą się z miejsca. Chodźmy na pomoc chłopcom.

Bataliony ustawione przy ulicy Marii doskonale realizowały swój plan. Chłopcy biegali wokół drzew i tartaku, wznosząc okrzyki przerażenia i sprytnie udając panikę.

— Ojej! Ojej!

— Już po nas! Koniec z nami!

— Przegraliśmy!

Czerwoni uganiali się za nimi z wrzaskiem. Boka z niecierpliwością czekał, czy uda się ich ściągnąć w pułapkę. Nagle jego chłopcy zniknęli za tartakiem. Połowa schroniła się do wozowni, druga połowa do budki Słowaka.

Wtedy Pastor wydał rozkaz:

— Za nimi! Łapać ich!

I czerwoni puścili się pędem za tartak.

— Trąb! — krzyknął w tym momencie Boka.

Mała trąbka dała sygnał fortecom, żeby rozpoczęły bombardowanie. W tym momencie od strony trzech pierwszych fortec rozległ się dziecinny, triumfalny okrzyk. Słychać też było tępe pacnięcia. Zaczęło się bombardowanie piaskowymi kulami. Boka aż poczerwieniał i przeszył go dreszcz emocji.

— Adiutant! — krzyknął.

— Jestem!

— Pędź na szaniec i powiedz żołnierzom, żeby czekali. Niech cierpliwie czekają. Mają zacząć dopiero wtedy, gdy dam znak do ataku. I fortece od strony ulicy Pawła niech też czekają!

Adiutant już pędził z rozkazem. Przy budce rzucił się na ziemię i zaczął czołgać aż do szańca, żeby nie zobaczyły go przypadkiem stojące w otwartej furtce nieprzyjacielskie wojska. Szeptem przekazał rozkaz pierwszemu z brzegu chłopcu, po czym tą samą drogą, czołgając się kawałek, powrócił do swego dowódcy.

— Rozkaz wykonany — zameldował.

Za tartakiem od okrzyków aż drżało powietrze. Czerwone koszule były pewne, że lada chwila zwyciężą. Z trzech fortec jednak dziarsko prowadzono bombardowanie i to przeszkodziło czerwonym we wdarciu się między sągi. Na szczycie trzeciej, skrajnej fortecy, Barabasz w samej tylko koszuli walczył niczym lew. Cały czas celował w starszego Pastora. I raz za razem piaskowe bomby rozpryskiwały się na jego ciemnej głowie.

Barabasz za każdym razem wykrzykiwał:

— A masz, bratku!

Piasek zasypywał Pastorowi oczy i usta. Pastor otrząsał się i wściekle prychał.

— Czekajcie, ja wam pokażę! - ryczał ze złością.

— Chodź, chodź, czekamy! — krzyczał Barabasz, celował i rzucał. Za każdym razem trafiał i chłopiec w czerwonej koszuli znów miał usta i oczy pełne piasku. Załogi fortec entuzjastycznie krzyczały.

— A najedz się tego piasku! — wołał rozogniony Barabasz i już dwiema rękami rzucał kartacze, wszystkie w stronę Pastora. Nie próżnowali również pozostali bombardierzy. Narożna forteca pracowała z takim zapałem, że aż przyjemnie było patrzeć. Natomiast ukryta w wozowni i budce piechota ciągle czekała na sygnał do ataku. Wojsko w czerwonych koszulach podeszło już pod fortece i znalazło się w samym ogniu walki. Pastor wydał kolejny rozkaz:

— W górę! Na sągi!

— Puff! — krzyknął Barabasz i trafił kartaczem w sam nos dowódcy.

— Puff! — okrzyk Barabasza podjęły załogi pozostałych fortec i na głowy wspinających się wrogów runęła istna lawina piasku.

Boka chwycił swego adiutanta za ramię.

— Słuchaj, piasek im się kończy — powiedział. - Nawet Barabasz rzuca już tylko jedną ręką, chociaż w narożnej fortecy było trzy razy tyle piasku…

Rzeczywiście bombardowanie zaczynało słabnąć.

— Co się teraz stanie? — zapytał Kolnay.

Ale Boka był już całkiem spokojny.

— Zwyciężymy! — powiedział.

W tym samym momencie forteca numer dwa przerwała ogień. Zapewne zabrakło jej piasku.

— No, teraz! — krzyknął Boka. - Pędź do wozowni. Niech nacierają.

A sam pobiegł do budki. Jednym szarpnięciem otworzył drzwi i krzyknął:

— Do ataku!

I w tym momencie oba bataliony rozpoczęły atak, jeden z wozowni, drugi z budki. Odsiecz przybywała w samą porę. Pastor jedną nogą był już w fortecy. Ktoś uczepił się jego drugiej nogi i ściągnął na dół. Czerwone koszule ogarnął popłoch. Byli przekonani, że uciekające przed nimi oddziały schroniły się za sągami i że fortece miały powstrzymać ich przed wdarciem się w głąb umocnień. I oto nagle zaatakowali ich od tyłu ci sami chłopcy, którzy niedawno przed nimi uciekali…

Poważni korespondenci wojenni, którzy brali udział w prawdziwych bitwach, powiadają, że największym niebezpieczeństwem w czasie bitwy jest zamieszanie. Wodzowie bardziej boją się choćby małego zamieszania, które w ciągu kilku sekund może przerodzić się w panikę, niż setek armat. A skoro zamęt może osłabić prawdziwą, uzbrojoną w karabiny i armaty armię, to jakże mogła uniknąć tego garstka ubranych w czerwone koszule piechurów?

Nie zrozumieli, co się stało. W pierwszej chwili nie zorientowali się nawet, czy zaatakowali ich ci sami chłopcy, którzy przed nimi uciekali, czy też jacyś inni. Dopiero po chwili, kiedy rozpoznali niektórych chłopców, pojęli, że walczą z tym samym przeciwnikiem.

— Skąd, u licha, oni się tu wzięli? Spod ziemi? — krzyknął Pastor, kiedy dwie silne dłonie chwyciły go za nogę i ściągnęły z fortecy.

Boka też walczył. Wypatrzył sobie przeciwnika w czerwonej koszuli i zaczął się z nim mocować. W czasie walki powoli i sprytnie spychał go w stronę budy. Przeciwnik, który zorientował się, że nie da rady Boce, podciął mu w pewnej chwili podstępnie nogę. Chłopcy, obserwujący bacznie ten pojedynek ze szczytu fortec, głośno zaprotestowali:

— To świństwo!

— Podstawił mu nogę!

Boka upadł na ziemię, ale błyskawicznie się poderwał. Krzyknął do nieprzyjaciela:

— Podstawiłeś mi nogę! To wbrew regułom!

Przywołał Kolnaya i w mgnieniu oka wepchnęli wierzgającego przeciwnika do budy. Boka zamknął drzwi na klucz i ciężko dysząc powiedział:

— To głupiec. Gdyby normalnie walczył, nie dałbym mu rady, traciłem już siły. A tak mieliśmy prawo zaatakować go we dwóch…

I znów rzucił się do boju. Chłopcy walczyli teraz pojedynczo, każdy znalazł sobie przeciwnika i usiłował go powalić. Bombardierzy sypali z fortec resztki piasku na nieprzyjaciela. Fortece od strony Pawła ciągle milczały. Czekały na atak wroga.

Kolnay chciał właśnie włączyć się do zapasów, ale Boka przywołał go do porządku:

— Nie mieszaj się! Biegnij z rozkazem! Każ załogom pierwszej i drugiej fortecy wzmocnić czwartą i piątą!

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)