Triumf Chaosu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #6
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karlowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Triumf Chaosu». Краткое содержание книги:
Min bynajmniej nie była ignorowana, kiedy kolejne Mądre zajmowały swoje miejsca przy jego boku; pozostałe otaczały ją, zadając setki pytań, wszystkie dotyczące jej widzeń. Ona wytrzeszczała oczy i odpowiadała samymi ogólnikami, gapiąc się na nie i na Randa, jakby się zastanawiała, czy ktoś przypadkiem nie czytał w jej myślach. Amys i Bair wyjaśniły — Melaine nie była w stanie zachować wieści o córkach dla siebie, toteż oczy Min przestały nareszcie stawać się coraz większe, co zresztą w tym momencie raczej nie było możliwe, bo i tak wyglądały, jakby zaraz miały wyjść z orbit. Nawet Sorilea zdawała się godzić z poglądem Melaine, że Min dzięki swym umiejętnościom dorównuje im do pewnego stopnia, ale ponieważ Mądre to Mądre — w tym mocno przypominały Aes Sedai — musiała wszystko powtarzać każdej z osobna, ponieważ te, które się przy nim w danym momencie krzątały, chciały mieć pewność, że niczego nie uroniły.
Kiedy już Sorilea i pozostałe orzekły z niechęcią, że musi wypocząć, odeszły. Min znowu umościła się wygodnie na jego kolanach.
— One rozmawiają ze sobą w snach? — spytała, kręcąc głową. — To brzmi całkiem nieprawdopodobnie, zupełnie jak jakieś wymysły bardów. — Mars na jej czole pogłębił się. — Ile, twoim zdaniem, lat ma Sorilea? Albo ta Colinda. Widziałam... Nie. Nie, to nie ma z tobą nic wspólnego. Może ten upał tak na mnie podziałał. Kiedy już coś wiem, to wiem. To na pewno ten upał. — W jej oczach pojawił się psotny błysk i powoli przysunęła się bliżej, wydymając wargi jakby do pocałunku. — Jeśli ułożysz usta w taki sposób — mruknęła, kiedy już prawie dotykały jego warg — to może coś ci wyjdzie. — W tych ostatnich słowach zabrzmiały takie nuty jak w „Kogucie na drzewie”. Zrozumiał, o czym ona mówi dopiero po chwili, bo jej oczy wypełniły mu całe pole widzenia; musiał mieć wtedy wyjątkowo zabawną minę, bo padła mu ze śmiechem na pierś.
Krótką chwilę później przeniesiono list od Coiren, w którym pytała go o zdrowie, wyrażała nadzieję, że nie jest chory i proponowała, że odwiedzi go razem z dwoma siostrami; oferowała się z Uzdrawianiem, gdyby go pragnął. W trakcie, gdy Rand to czytał, Lews Therin drgnął, jakby się budził ze snu, ale jego niewyraźne, niezadowolone mamrotanie było niczym w porównaniu z tamtą wściekłością, jaka ogarnęła go w Caemlyn, i chyba zasnął ponownie, kiedy Rand odłożył list.
Wszystko to stanowiło ostry kontrast z zachowaniem Merany. A poza tym przypominało, że w Pałacu Słońca nie mogło się do południa zdarzyć nic, o czym Coiren nie wiedziałaby doskonale przed zmierzchem, o ile nie prędzej. W odpowiedzi posłał uprzejme podziękowania za życzenia, a także uprzejmą odmowę. Nadal czuł się zmęczony, mimo że dopiero co wstał z łóżka, i chciał być w pełni władz umysłowych, kiedy stanie twarzą w twarz z jakąś Aes Sedai. Tym częściowo podyktowana była jego odpowiedź.
W tym samym liście Rand poprosił również Gawyna o złożenie mu wizyty. Brata Elayne spotkał wprawdzie tylko raz w życiu, a mimo to od razu polubił tego człowieka. Gawyn jednakże nie pojawił się i nie odpowiedział. Rand wyciągnął z tego smutny wniosek: tamten uwierzył w opowieści, jakie krążyły o jego matce. A raczej nie sposób było kogoś zwyczajnie poprosić o to, by przestał coś takiego traktować poważnie. Za każdym razem, gdy sobie o tym pomyślał, popadał w tak ponury nastrój, że nawet Min zdawała się rozpaczać, iż nie może go rozbawić; ani Perrin, ani Loial nie zbliżali się do niego, kiedy był w takim stanie.
Trzy dni później przyszła następna prośba od Coiren, równie dworna, i jeszcze jedna trzy dni potem, ale i te zbył. Po części z powodu Alanny. Uczucie jej obecności było nadal odległe i niewyraźne, ale z każdą godziną znajdowała się coraz bliżej. Co go wcale nie dziwiło; był przekonany, że Merana wybierze Alannę na jedną z szóstki. Nie miał zamiaru pozwalać Alannie zbliżać się do siebie choćby na odległość mili ani nawet pozostawać w zasięgu wzroku, ale obiecał, że da im równe szanse z Coiren, i miał zamiar dotrzymać obietnicy. Tak więc Coiren musiała jeszcze cierpliwie poczekać. Poza tym był zajęty, z tych czy innych względów.
Krótka w zamierzeniu wizyta w szkole urządzonej w dawnym pałacu Barthanesa okazała się w końcu nie taka krótka. Idrien Tarsin znowu czekała w progu, żeby mu pokazać najrozmaitsze wynalazki i odkrycia, często całkowicie niezrozumiałe, a także warsztaty, gdzie obecnie wytwarzano na sprzedaż najrozmaitsze nowe pługi, brony i maszyny żniwne, ale to przede wszystkim Herid Fel nastręczył trudności. Albo może Min. Fel jak zawsze błąkał się gdzieś myślami i pozwalał, by ich śladem błąkał się też jego język, najwyraźniej nie pamiętając, że tym razem jest przy nich Min. Wiele razy o niej zapominał. Ale zanim Rand zdołał go skierować na właściwe tory, Fel znowu ją zauważał, gwałtownie się wzdrygając. Stale ją przepraszał za fajkę wypaloną do połowy, której nigdy na nowo nie rozpalał, i stale też strzepywał popiół ze swego wydatnego brzucha albo przygładzał rzadkie, szpakowate włosy. Min najwyraźniej znakomicie się bawiła, ale dlaczego śmieszyło ją, że ten człowiek zapomina o jej obecności, tego Rand nawet nie próbował odgadnąć. Mało tego; pocałowała Fela w czubek głowy, kiedy razem z Randem wstała, by wyjść, na co ten zrobił taką minę, jakby go ogłuszono. Wcale nie pomogła wiedza cóż też Fel wymyślił na temat Pieczęci na więzieniu Czarnego albo o Ostatniej Bitwie.
Następnego dnia przyszedł list, którego treść została wypisana na oddartym rogu arkusza pergaminu.
„Wiara i porządek dają siłę. Każ uprzątnąć gruz, zanim zaczniesz budować. Wyjaśnię to przy naszym następnym spotkaniu. Nie przyprowadzaj dziewczyny. Za ładna.