Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zaginiona Ewangelia
Zaginiona Ewangelia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiona Ewangelia

Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:

Ponad pięćset stron pochłonęłam w trzy dosłownie wieczory. Na okładce napisane jest że jest to thriller a'la kod da Vinci Dana Browna a moim zdaniem to Kod powinien być nazwany powieścią a'la Zaginiona Ewangelia. Po pierwsze dlatego ze powieść Wallace powstała początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie ma w niej w porównaniu z Kodem żadnych technicznych super-urządzeń ratujących głownego bohatera z każdej opresji. W Zaginionej ewangelii nie ma nawet telefonów komórkowych a bohaterowie używają jedynie pagerów. Musze powiedzieć że powieść mi sie podobała, choć przyznam że bardzo długo sie rozkręca. Trzeba przebrnąć przez około 200 stron a potem to już nie wiadomo jak szybko ksiązka sie kończy. Bałam sie troche zakończenia bo niestety często sie zdarza że powieść jest swietna ale zakończenie rozczarowuje. U Wallace zakończenie nie jest banalne i zaskoczyło mnie w takim pozytywnym sensie. Z miłą chęcią sięgnę po kolejną powieść tegoz autora…
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 153
Перейти на страницу:

– Tak więc, Steve – mówiła Naomi – wchodzimy do Southampton o szóstej rano i po kontroli paszportowej około ósmej wysiadamy, aby przejść przez odprawę celną. Nie wiem, czy pan Wheeler zamówił limuzynę z szoferem, czy może popłyniemy tramwajem wodnym do Victoria Station. Potem zameldujemy cię w hotelu Dorchester. Wheeler i ja tylko cię przedstawimy w British Museum i jak już zaczniesz pracę z Jeffriesem i Knightem, zostawimy cię tam i jedziemy od razu do Amsterdamu. Ty popytasz naukowców, o co będziesz chciał, możesz nagrać ich wypowiedzi i zostać na noc, na wypadek gdyby nie starczyło ci czasu. Potem dołączysz do nas w Amsterdamie. Jestem pewna, że sesje z tymi panami będą dla ciebie ciekawe.

– Mam nadzieję – rzekł Randall. Czai po dwóch drinkach przyjemne ciepło w żyłach i nie chciał go utracić. Skinął na kelnera i zapytał Naomi: – Jeszcze po jednym?

Pokiwała ochoczo głową.

– Dotrzymam ci towarzystwa.

Randall zamówił więc następną kolejkę i znów zwrócił się do Naomi z pytaniem.

– Co do tych Brytyjczyków, czy powinienem wiedzieć o nich coś więcej? Jakie dokładnie pełnią funkcje w zespole Drugiego Zmartwychwstania?

– Tak, tak, muszę ci o nich szybko opowiedzieć, zanim wyląduję pod stołem.

– Nie wyglądasz…

– Po mnie nigdy nie widać, że piłam – weszła mu w słowo. – Ale trochę mi już szumi w głowie. Na czym to skończyliśmy? Aha, profesor Bernard Jeffries. To jeden z czołowych teologów na świecie, jest autorytetem, jeśli chodzi o języki używane w pierwszym wieku w Palestynie… wiesz, łacina, którą posługiwali się okupanci Rzymianie, koiné, czyli potoczna greka, mowa wspólna wszystkim mieszkańcom na wschodzie cesarstwa, hebrajski, język liturgiczny, stosowany w świątyni i synagogach, i aramejski, bliski hebrajskiemu, język zwykłych ludzi, także Jezusa. Jeffries to mężczyzna niedźwiedzio waty, koło sześćdziesiątki… mała głowa, drobna twarz, binokle, laseczka, kochany człowiek. Jest wykładowcą na wydziale studiów orientalnych na uniwersytecie w Oksfordzie, a dokładniej mówiąc, zajmuje stanowisko królewskiego profesora języka hebrajskiego. Jest także rektorem Honour School of Theology. Innymi słowy jest najlepszy w swojej specjalności.

– Którą są języki starożytne?

– Właściwie o wiele więcej, Steve. Jeffries jest nie tylko filologiem, lecz także papirusologiem. Jest również znawcą Pisma Świętego i religii porównawczych. Kierował międzynarodowym zespołem, który przetłumaczył teksty Petroniusza i Jakuba. Opowie ci o tym. Mimo to jednak nie będzie tak ważny dla ciebie jak jego asystent, doktor Florian Knight.

Kelner przyniósł im trzecią kolejkę, Randall trącił się szklanką z Naomi i wypili.

– Ten doktor Knight – podjęła Naomi – to całkiem inna historia. Jest adiunktem, czy jak to mówią w Oksfordzie… nauczającym. To znaczy, że prowadzi w imieniu Jeffriesa większość wykładów i ćwiczeń na wydziale studiów orientalnych. Jeffries wybrał go osobiście jako swojego następcę. Po ukończeniu siedemdziesiątki będzie musiał przejść na emeryturę i otrzyma tytuł honorowy. Wówczas Knighta mianują profesorem królewskim. 'Jak czy inaczej ci dwaj różnią się od siebie jak dzień od nocy.

– To znaczy?

Wyglądem, temperamentem, wszystkim. Knight należy do angielskich młodych i ekscentrycznych geniuszy. Ma dopiero trzydzieści cztery lata, z wyglądu przypomina Aubreya Beardsleya. Widziałeś kiedyś zdjęcie Beardsleya? Ostrzyżony jak Buster Brown, głęboko osadzone oczy, nos jak dziób orła, wydatna dolna warga, duże uszy, długie ręce. Taki właśnie jest Florian Knight. Piskliwy głos, nerwowy sposób bycia, ale absolutnie genialny, jeśli chodzi o języki nowotestamentowe. Dwa lata temu Jeffries potrzebował kogoś, kto poprowadziłby badania dla jego zespołu tłumaczy w British Museum, gdzie mająbezcenne wczesne rękopisy Nowego Testamentu. Załatwił Knightowi urlop naukowy na uczelni oksfordzkiej, żeby mógł się przenieść do Londynu i pracować w muzeum jako czytelnik.

– Czytelnik? Co to takiego?

– Anglicy nazywają tak dokumentalistę. Z Knightem spotkasz się j jitro, a potem pojedzie z tobą do Amsterdamu jako jeden z twoich konsultantów. Będzie dla ciebie nieocenionym źródłem informacji do przygotowania kampanii reklamowej. Na pewno się dogadacie. Jest tylko jeden drobny feler. Doktor Knight poważnie niedosłyszy i używa aparatu słuchowego, to go krępuje i bywa rozdrażniony. Ale poradzisz sobie. Potrafisz sobie zjednywać sympatię ludzi.

Podniosła pustą szklaneczkę, rzucając mu pytające spojrzenie.

– Jasne – rzekł Randall. – Mogę wypić jeszcze jednego. Dał znak kelnerowi i powtórzył zamówienie. Potem spojrzał na

Naomi Dunn. Upięte w kok włosy, prosty nos i wąskie wargi nadawały jej surowy wygląd. Jednakże po trzech szkockich szare oczy patrzyły łagodniej i aura sztywnej religijności nieco opadła. Ta kobieta coraz bardziej go zaciekawiała. Podczas pięciu dni podróży nie ujawniła niczego na swój temat. Zastanawiał się, czy ujawni teraz.

– Wystarczy już tej pracy, Naomi – powiedział. – Może porozmawiamy o czymś innym?

– Jak chcesz. A o czym?

– Na początek o mnie, o tym, jak mnie widzisz. Powiedziałaś przed chwilą, że poradzę sobie z Knightem, że potrafię sobie zjednywać ludzi. Co właściwie miałaś na myśli? To była ironia czy komplement?

Zanim odpowiedziała, zjawił się kelner, postawił przed nimi dwie szkockie i zabrał puste szklanki. Kiedy odszedł, Naomi podniosła w zamyśleniu swoją whisky i przechyliła głowę.

– Po pierwszym spotkaniu nie bardzo cię polubiłam. Właściwie byłam uprzedzona do ciebie, ponieważ nie cierpię ludzi reklamy. Tworzą fałszywy, oszukańczy świat, zwodzą ludzi swoimi sztuczkami. Nie kojarzą się z prawdą i uczciwością.

– W większości rzeczywiście tak jest.

– No i zjawiłeś się ty, człowiek sukcesu, arogancki i lekceważący innych. Od razu poczułam do ciebie niechęć. Wydawało się, że traktujesz nas z wyższością, uważasz za bandę religijnych oszołomów.

Randall nie mógł powstrzymać uśmiechu.

– Zabawne – rzekł – bo kiedy pierwszy raz zobaczyłem ciebie, uznałem, że mnie nie lubisz, ponieważ nie jestem przepełniony poczuciem religijnej misji. – Przerwał. – Czy wciąż myślisz o mnie w ten sposób?

– Gdyby tak było, nie rozmawialibyśmy tutaj – odparła szczerze. – Podczas tych pięciu dni wspólnej podróży zaczęłam na ciebie patrzeć inaczej. Przede wszystkim mam wrażenie, że trochę się wstydzisz swojej profesji.

– W pewnym sensie to prawda.

– Odkryłam też, że jesteś wrażliwszy i delikatniejszy, niż początkowo sądziłam. Ta uwaga o zaskarbianiu sobie sympatii ludzi była komplementem. Potrafisz być czarujący.

– Dzięki. Wypijmy za to. Napili się.

– Naomi, jak długo pracujesz dla Wheelera w Mission House? – zapytał Randall.

– Pięć lat.

– A co robiłaś przedtem?

Zamilkła na chwilę, po czym spojrzała mu prosto w oczy.

– Byłam zakonnicą – odrzekła. – Franciszkanką, przez… dwa lata. Siostrą Reginą. Jesteś zaskoczony?

Był bardzo zaskoczony, lecz starał się tego nie okazać. Pociągnął spory łyk szkockiej, wciąż patrząc na Naomi, i uzmysłowił sobie, że w swych niedawnych, zadziwiających fantazjach o tym, jak ją rozbiera – bo była taka świętoszko wata i sztywna – wyobrażał ją sobie zawsze w długim habicie zakonnicy.

Na jej pytanie odpowiedział pytaniem.

– Dlaczego odeszłaś?

– To nie miało nic wspólnego z wiarą- zaznaczyła. – W dalszym ciągu jestem tak religijna jak przedtem, no, prawie. Ale po prostu nie potrafiłam się przystosować do sztywnej reguły zakonnej i klasztornego życia. Właściwie, kiedy już podjęłam decyzję… co oznaczało wysłanie listu do papieża z prośbą o zgodę na moje odejście, którą otrzymuje się automatycznie… sądziłam, że powrót do świata świeckiego będzie łatwy. Nie byłam przecież sama. Na świecie jest około miliona dwustu tysięcy zakonnic i w roku mojego odejścia z klasztoru tak samo postąpiło siedem tysięcy. A jednak było trudno, przeżyłam kryzys powrotu. Zabrakło nagle rutynowego porządku i reguł. Zabrakło nakazanych modlitw, ubioru, posiłków, pracy, okresów odosobnienia. Musiałam myśleć sama za siebie, sama organizować sobie czas, walczyć z wrażeniem bycia nagą w krótkich sukienkach, oswoić się z męskimi grami. Przed wstąpieniem do klasztoru uzyskałam dyplom z literatury angielskiej, więc naturalna wydawała mi się praca w jakimś wydawnictwie. Mission House bardzo mi odpowiadało. Tak więc widzisz…

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 153
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)