Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Mistrz Zagadek z Hed [The Riddle-Master of Hed - pl]
Mistrz Zagadek z Hed [The Riddle-Master of Hed - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Mistrz Zagadek z Hed [The Riddle-Master of Hed - pl]

Электронная книга - «Mistrz Zagadek z Hed [The Riddle-Master of Hed - pl]». Краткое содержание книги:

Dawno, dawno temu z powierzchni ziemi zniknęli czarodzieje, pozostawiając po sobie wiedzę, ukrytą w zagadkach. Morgon, książę prostych kmieci z wyspy Hed, okazał się mistrzem w ich rozwiązywaniu, kiedy to, rzucając na szalę własne życie, wyzwał na pojedynek Pevena, zmarłego lorda Aum, i wygrał od niego koronę.
Ale oto przeciwko Morgonowi sprzysięgły się starożytne siły zła. Zmiennokształtni zajęli miejsce przyjaciół i nikomu już nie można było ufać. Tak więc Morgon ucieka z wrogich mu królestw i wyrusza w drogę do tajemniczej Góry Erlenstar, w której rządy sprawuje Najwyższy.
Podczas wyprawy towarzyszy mu Deth — Harfista Najwyższego. Przed nimi mrożące krew w żyłach przygody i osobliwe spotkania. Nie odstępuje ich też największa z nierozwiązanych zagadek — zagadka znamienia w postaci trzech gwiazdek na czole Morgona, w których, jak wszystko wskazuje, zapisane jest jego przeznaczenie.
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 58
Перейти на страницу:

— Żeby kształcić czarodziejów. Był wówczas najpotężniejszym czarodziejem w królestwie Najwyższego, a reszta czarodziejów, na wpół zdziczała, chadzała sobie samopas; nie byli w stanie wykorzystywać w pełni swojej mocy. Czy Ohm podjąłby się ich nauczania, gdyby tak naprawdę zamierzał odebrać im do reszty moc?

— A zebrał ich, żeby ich uczyć, czy żeby mieć nad nimi kontrolę? — spytała morgola.

Morgon odzyskał już głos.

— Jaki masz na to dowód? — zapytał cicho, zaciskając dłonie na szorstkiej krawędzi kamiennego stołu. — Na jakich dowodach opierasz swoje wnioski?

Morgola wzięła głęboki oddech. Stygły przed nimi nie ruszane potrawy. Deth siedział ze spuszczoną głową i słuchał w milczeniu; Morgon nie widział jego twarzy. Od strony strażniczek dobiegały od czasu do czasu wybuchy śmiechu; ogień na palenisku dobierał się z cichym, miękkim trzaskiem do rdzenia polana.

— Dowodem jest utrzymywanie cię w niewiedzy, co wydaje mi się podejrzane — powiedziała morgola. Wytrzymała wzrok Morgona. — Dlaczego Mistrzowie nie powiedzieli ci nic o tych trzech gwiazdkach?

— Bo w ich księgach nie ma o tym żadnej wzmianki.

— A dlaczego nie ma?

— Bo… nie wspomina o nich żadna z opowieści o królestwach, żadna z ich pieśni, żaden z wierszy. Nie mówią nic o nich księgi czarodziejów, które Mistrzowie zabrali z Lungold i które są podstawą ich wiedzy.

— A dlaczego?

Morgon milczał, szukając odpowiedzi. Nagle zmienił się na twarzy.

— Iff przynajmniej wiedział, jaką zagadkę usiłuje rozwiązać Rhu — wyszeptał. — Musiał wiedzieć. Pisze o Rhu i jego poszukiwaniach w księgach, które otworzyli w Caithnard Mistrzowie; wylicza w nich wszystkie zagadki, z jakimi zmagał się Rhu, prócz tej jednej…

— Dlaczego?

— Nie wiem… nie wiem dlaczego. Chcesz powiedzieć, że Ohm… Ghisteslwchlohm… zebrał ich wszystkich, żeby mieć kontrolę nad ich wiedzą, żeby uczyć ich tylko tego, co sam uzna za stosowne? Że wszystko, co wiązało się z tymi gwiazdkami, utrzymywał przed nimi w tajemnicy… może nawet usunął z ich umysłów?

— Wydaje mi się, że to możliwe. Sądząc po tym, czego dowiedziałam się dziś od Detha o tobie, to całkiem prawdopodobne.

— Ale dlaczego? Jaki miałby w tym cel?

— Nie wiem. Jeszcze nie wiem. — Morgola zamilkła na chwilę, a potem podjęła cichym głosem: — Przypuśćmy, że byłeś czarodziejem, który nie panował w pełni nad posiadaną mocą. Ohm ściągnął cię do Lungold obietnicą oszlifowania twojego talentu i przekazania rozległej wiedzy. Zdeponowałeś w jego umyśle swoje imię; ufny w jego umiejętności, wierząc bez zastrzeżeń w jego nauki, robiłeś bez pytania wszystko, co ci kazał, a on w zamian ukierunkowywał drzemiące w tobie energie w moc, z której posiadania nie zdawałeś sobie nawet sprawy. I przypuśćmy, że pewnego dnia zaszło coś, co uświadomiło ci, że ten czarodziej, który potrafi tak zręcznie manipulować twoim umysłem, jest fałszywy w swoim nauczaniu, że cię oszukuje, że oszukiwał każdego człowieka — króla, uczonego, kmiecia — któremu kiedykolwiek służył. Co byś zrobił, gdybyś odkrył, że ma jakieś niebezpieczne plany i straszne cele, których się nawet nie domyślasz, i że u podstaw jego nauk leży kłamstwo? No, co byś zrobił?

Morgon milczał. Siedział ze spuszczonym wzrokiem i wpatrywał się w swoje zaciśnięte w pięści dłonie, tak jakby te należały do kogoś innego.

— Ohm… — wyszeptał w końcu i potrząsając głową, odparł: — Uciekłbym. Uciekłbym tam, gdzie nikt, czy to człowiek, czy czarodziej, nie mógłby mnie odnaleźć. I zacząłbym się zastanawiać.

— A ja bym go zabiła — wtrąciła Lyra. Morgon rozprostował palce.

— Tak? A czym? Rozwiałby się w powietrzu jak mgła, zanim dosięgłaby go twoja włócznia. Nie rozwiązuje się zagadek, zabijając ludzi.

— A jeśli ten Mistrz Ohm naprawdę jest Ghisteslwchlohmem, to co w tej sprawie zrobisz? Musisz coś zrobić.

— Dlaczego ja? Najwyższy powinien się nim zająć, a sam fakt, że dotąd tego nie uczynił, jest najlepszym dowodem, iż Mistrz Ohm nie jest Założycielem Lungold.

Deth uniósł głowę.

— Przypominam sobie, że tego samego argumentu użyłeś w Caerweddin.

Morgon westchnął.

— Wszystko niby pasuje — powiedział z namysłem — ale ja w to nie wierzę. Nie wierzę, żeby Ohm albo Ghisteslwchlohm byli źli, chociaż to mogłoby tłumaczyć dziwne, nagłe zniknięcie czarodziejów i opowieści o gwałcie, jaki towarzyszył ich odejściu. Ale Ohm… przez trzy lata mieszkałem z nim pod jednym dachem. On nigdy… był dla mnie zawsze bardzo miły. To niedorzeczne.

Morgola popatrzyła na niego i pokiwała głową.

— Prawda. Wszystko to przypomina mi chyba zagadkę z An. Re z Aum.

— Kim był ten Re z Aum? — zapytała Lyra. Morgola, widząc, że Morgon nie kwapi się z odpowiedzią, zaczęła:

— Re z Aum obraził kiedyś lorda Hel i tak się przestraszył swojego postępku, że z obawy przed zemstą postanowił otoczyć swój dom wielkim murem. Do jego stawiania najął obcego budowniczego, który obiecał wznieść mu taki mur, że żaden człowiek nie zdoła go zburzyć ani się na niego wspiąć, czy to siłą mięśni, czy czarami. Mur stanął, budowniczy odebrał zapłatę i Re poczuł się wreszcie bezpiecznie. Pewnego dnia, doszedłszy do wniosku, że lord Hel porzucił już myśl o zemście, postanowił wybrać się poza granice swoich ziem. Trzy razy objechał mur, ale nie znalazł w nim ani jednej bramy prowadzącej na zewnątrz. I dopiero teraz uświadomił sobie, że ten mur wzniósł sam lord Hel. — Morgola urwała. — Komentarz zapomniałam — dorzuciła po chwili.

— Jeśli chcesz otoczyć się murem, nigdy nie najmuj do tego obcego — domyśliła się Lyra. — Czyli Ghisteslwchlohm zarówno w Caithnard, jak i w Lungold, zbudował swój mur niewiedzy i dlatego Morgon nie wie, kim jest. To bardzo zagmatwane. Wolę problemy, w które można ciskać włócznią.

— A Eriel? — zapytał nagle Morgon. — Czy Deth ci o niej opowiadał?

— Tak — powiedziała morgola. — Ale to moim zdaniem już zupełnie inny problem. Gdyby Ohm chciał twojej śmierci, mógł cię bez trudu zabić, kiedy byłeś jeszcze studentem. On nie zareagował na gwiazdki na twoim czole tak jak ci… ci bezimienni ludzie.

— Ta kobieta miała imię — zauważył Morgon.

— Znasz je?

— Nie. Nigdy nie słyszałem o jej podobnych. I bardziej obawiam się jej skrywanego imienia niż człowieka, którego imię znam.

— Może Ohm i jej imię ukrył — podsunęła Lyra. Poprawiła się niespokojnie na krześle. — Morgonie, chyba powinieneś mi pozwolić, żebym cię nauczyła się bronić. Powiedz mu, Dethu.

— Nie do mnie należy pouczanie księcia Hed — odparł grzecznie Deth.

— Po południu go pouczałeś.

— To nie było pouczanie. Wytknąłem mu po prostu brak logiki w jego wywodach.

— Aha. No dobrze, ale dlaczego Najwyższy nic nie zrobi? To jego obowiązek. Po jego wybrzeżach grasują obcy ludzie, którzy próbują zabić księcia Hed… moglibyśmy wydać im walkę. Ymris ma armię; broń noszą ludzie z An; rozsyłając wici od Kraal po Anuin, Najwyższy mógłby zgromadzić wielkie siły. Nie rozumiem, czemu z tym zwleka.

— Osterland mogłoby bronić się samo — powiedział Morgon. — Tak samo Ymris, Anuin, nawet Caithnard, ale Hed ci ludzie mogliby zmieść jak fala. W ciągu jednego dnia nie zostałby tam kamień na kamieniu. Musi istnieć jakiś lepszy sposób na walkę z nimi.

— Uzbroić Hed.

Morgon odstawił czarkę na stół. — Hed?

— A czemu by nie? Mógłbyś ich przynajmniej ostrzec.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)