Milioner i prowincjuszka
- Автор: Джексон Лайза
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Milioner i prowincjuszka». Краткое содержание книги:
– Jesteś tu jeszcze? – Czyżby w jej głosie słychać było nutę nadziei?
– Tak. Twoja mama nie może się mnie pozbyć.
– Spędził noc na kanapie w salonie. – Samantha chciała dać córce do zrozumienia, że w jej związku z Kylem nie ma ani grama romantyzmu. Już dawno, właśnie przez niego, pozbyła się marzeń o wielkim uczuciu.
– Dlaczego nie pojechałeś do domu? – Caitlyn patrzyła na rodziców z powątpiewaniem.
– Martwiłem się o ciebie.
– O mnie?
– To z powodu tego telefonu – wyjaśniła Samantha. Caitlyn prychnęła z pogardą. W świetle dnia odzyskała animusz.
– Jenny Peterkin jest wstrętna i może mnie pocałować gdzieś.
– Hm, może lepiej powiedzieć, że się nią wcale nie przejmujesz – poprawiła ją Sam.
– Właśnie. Wcale się nią nie przejmuję i może mnie pocałować gdzieś.
Ku jej irytacji Kyle wybuchnął śmiechem.
– To jest właściwe podejście. Nie pozwól, żeby jakaś smarkula zalazła ci za skórę.
– Jenny jest głupia – zadecydowała nagle Caitlyn. Usiadła na balustradzie i zaczęła machać nogami. – Może o mnie mówić, co zechce, bo to już wszystko nieprawda.
– Właśnie – przytaknął Kyle.
– I to nigdy nie była prawda – pośpiesznie dodała Sam. Bała się, że rozmowa pójdzie w złym kierunku. Caitlyn już zaczęła postrzegać siebie jako część normalnej rodziny z dwojgiem rodziców, gdy tymczasem właściwie nic nie uległo zmianie. Sam nie dostała żadnego dowodu na to, że Kyle się zmienił. Być może wciąż jest tym samym nieodpowiedzialnym, zepsutym chłopcem. Niestety, wtedy go pokochała i teraz też było jej coraz trudniej mu się oprzeć, chociaż nadal nie był najlepszym materiałem na męża i ojca.
Zaskoczona tokiem własnych myśli, przesunęła dłońmi po połach szlafroka. Nagle zdała sobie sprawę, jak wygląda. Włosy w nieładzie, bose stopy, spod szlafroka wygląda koszula nocna.
To jakieś szaleństwo. Po co Kyle spał w jej domu? Dlaczego zaparzył rano kawę, jakby byli w sobie zakochani…
Zerknęła na niego i zobaczyła, że patrzy na nią z tak niekłamanym pożądaniem, że aż zakręciło się jej w głowie. Oblizała wargi i poznała po błysku w jego oczach, że uznał ten gest za prowokacyjny. Szybko odwróciła wzrok. Wszystko nie tak. Wysyłali swojej córce – i sobie nawzajem – sprzeczne sygnały. Przecież między nimi nic nie było, zupełnie nic. Łączące ich kiedyś uczucie odeszło, odrzucone dawno temu.
Sam odchrząknęła lekko i sięgnęła do klamki. Musi jakoś odczynić ten urok, który Kyle na nią rzucał, kiedy byli razem. Musi odzyskać panowanie nad sobą, żeby nie wiadomo ile miało ją to kosztować.
– Caitlyn – powiedziała trochę zbyt matowym głosem. – Ubierz się, a ja zrobię wam śniadanie.
– Ale…
– Natychmiast.
– Nie kłóć się z matką – wtrącił Kyle. – Zresztą mamy dzisiaj dużo do zrobienia. Wszyscy troje.
– Naprawdę? – zapytała Sam podejrzliwie.
– Tak, ale trochę później. – Zmierzwił włosy córki. – Najpierw muszę się zająć pewną sprawą.
Nacisnął dzwonek i czekał chwilę na szerokiej werandzie ozdobionej wiszącymi koszami petunii, fuksji i geranium. Wzdłuż podjazdu rosły róże, a soczyście zielony, zadbany trawnik kontrastował z pobliskimi polami. Dom był biały, dwupiętrowy i tak pasował do tej części Wyoming jak diamentowy diadem do stroju kowboja.
Rozległy się kroki i Kyle zobaczył trochę zaniepokojoną, ładną twarz za szybą z trawionego szkła w oknie tuż obok drzwi. Zamki otworzyły się z cichym trzaskiem.
– Kyle! – W drzwiach stanęła Shawna Davies Peterkin, szczupła i elegancka. Każdy jej włos leżał na swoim miejscu, a rozciągnięte w uśmiechu usta były starannie uszminkowane. – Słyszałam, że wróciłeś do Clear Springs, ale nie spodziewałam się… Wejdź, wejdź. Mam kawę, herbatę. Znajdzie się też coś mocniejszego. – Zaczerwieniła się jak uczennica.
Zawsze umiała udawać. Nawet dziesięć lat temu, kiedy próbowała niemal wszystkiego, może oprócz striptizu, by go sobą zainteresować. Teraz wręcz promieniała urokiem, jakby był najbardziej interesującą osobą, która kiedykolwiek stanęła na jej progu.
– Dziękuję, ale nie mam zbyt wiele czasu – odparł, nie ruszając się z miejsca.
– Na pewno masz. – Trochę nerwowo uniosła do szyi dłoń o polakierowanych paznokciach, ozdobioną licznymi pierścionkami.
– To nie jest wizyta towarzyska.
– Słucham? – Cień wątpliwości przesłonił jej brązowe oczy i uśmiech stał się odrobinę chłodniejszy. – Czy coś się stało?
Za plecami matki, na schodach, stała dziewczynka mniej więcej w wieku Caitlyn. Miała duże oczy, ciemne włosy i zgrabną figurkę.
– Ktoś nęka złośliwymi telefonami Caitlyn Rawlings. Nie wiem, kto to jest, ale podczas rozważania różnych możliwości padło imię Jenny.
Dziewczynka wyraźnie pobladła.
– Chodzi ci o moją Jenny? – Shawna pokręciła głową, lecz ani jeden włos na jej głowie nie drgnął. – Jestem pewna, że się mylisz. – Uśmiech jednak zniknął z jej twarzy. – Jenny to dobra dziewczynka. Nie wiem, jakich kłamstw naopowiadała ci Samantha Rawlings i ta jej rozbrykana córka, ale zapewniam cię, że te telefony to nie sprawka Jenny.
– Jesteś pewna? – Kyle zerknął na dziewczynkę stojącą na schodach.
– Całkowicie! – Shawna uniosła dumnie głowę, ale wzrokiem uciekła gdzieś w bok. – Jenny jest bardzo zajęta, chodzi na basen i lekcje gry na pianinie. Nie ma czasu na takie głupstwa. Każdego traktuje uprzejmie, nawet tę małą Rawlings.
– Nawet? – Kyle poczuł, że budzi się w nim gniew.
– Tak. Ta dziewczyna to dzikuska. Nic dziwnego. Jeśli się dziecko wychowuje jak… – Umilkła i skrzyżowała ręce na piersi. Jedna starannie narysowana brew uniosła się do góry, a usta wydęły z udawanym oburzeniem. – Pewnie Samantha cię tu przysłała, żebyś to za nią załatwił.
Kyle potrząsnął głową, przymrużył oczy.
– Nic podobnego. Sam postanowiłem to załatwić.
– Dlaczego? Spojrzał na nią tak ostro, że znów się zaczerwieniła.
– Ponieważ bardzo lubię córkę Samanthy i nie chcę, żeby coś jej się stało albo żeby spotkały ją jakieś nieprzyjemności. Możesz wspomnieć o tym Jenny i jej koleżankom. Powiedz im, że kiedy się dowiem, kto dzwonił, postaram się, żeby już się na to więcej nie odważył. – Dziewczynka zagryzła wargi i bezszelestnie pobiegła na górę, pewnie po to, by obmyślić jakieś kłamstwo, kiedy matka urządzi jej przesłuchanie.
– Pozwól, że się upewnię, czy wszystko dobrze zrozumiałam, żebym mogła powtórzyć mężowi, kiedy wróci z pracy. Grozisz mojej córce?
– Nawet mi to przez myśl nie przeszło – odparł leniwie. Shawna jeszcze bardziej poczerwieniała. O tak, dobrze wie, jaka jest jej córka. Poznał to po niespokojnym spojrzeniu jej oczu. – Pomyślałem tylko sobie, że ty i ona, no i oczywiście twój mąż, powinniście wiedzieć, co się dzieje. Może Jenny się domyśli, kto wpadł na pomysł takiej wstrętnej zabawy.
– Nie sądzę. Ona ma koleżanki z dobrych domów. Przyszedłeś pod niewłaściwy adres.
– Skoro tak twierdzisz… – Kyle zostawił ją w drzwiach, z ręką przyciśniętą do szyi. Najwyraźniej starała się przekonać samą siebie, że jej ukochana córeczka nie byłaby zdolna do tak podłego czynu.
On natomiast był pewien, że to palec małej Jenny wykręcał wielokrotnie numer telefonu Caitlyn i że to ona wpadła na pomysł tak okrutnego żartu. Założyłby się też, że te żarty więcej się nie powtórzą.
– Tak się to robi – tłumaczył Kyle, chwytając grubą linę przerzuconą przez zwisający nad wodą solidny konar samotnego dębu. – Trzeba wziąć porządny rozbieg i rozhuśtać ją. A kiedy się znajdziesz nad wodą, puszczasz linę i już.