Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «A jednak miłość». Краткое содержание книги:

Naylor Massingham uznał, iż Leith wywiera zły wpływ na jego kuzyna. Aby usunąć ją z pola zainteresowania Travisa, zaproponował jej fikcyjne zaręczyny, grożąc jednocześnie utratą posady, gdyby się nie zgodziła. Leith nie miała wyboru. Przyjęła warunki swojego szefa, choć, jak sadziła, jedynym uczuciem, które mogło ich połączyć, była wzajemna nienawiść…
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33
Перейти на страницу:

– Dawałeś mi jasno do zrozumienia, jaką masz o mnie opinię, powinnam chyba robić wszystko, żeby ją poprawić! – wybuchnęła.

– I, oczywiście, dlatego nigdy nie wspomniałaś, że do niedawna twój brat mieszkał z tobą i płacił połowę długu hipotecznego, dzięki czemu mogłaś sobie pozwolić na takie mieszkanie. I również dlatego pozwoliłaś mi myśleć, że to mieszkanie ma tylko jedną sypialnię, podczas gdy najwyraźniej są dwie. Co znaczy…

– O ile pamiętam – przerwała mu ostro Leith – tamtej nocy, kiedy przyszedłeś po Travisa, nie byłeś w nastroju do wycieczki po moich nieruchomościach!

– Mogłaś mi wszystko wyjaśnić!

– Rzeczywiście, jak diabli! Bo ty miałeś ochotę słuchać wyjaśnień!

– Jakaś kobieta unieszczęśliwiała Travisa… był w twoim mieszkaniu, więc, na mój rozum, to musiałaś być ty!

– No więc dowiedziałeś się właśnie, że to nie ja.

– A ty czekałaś na ten dzień, co? – przerwał jej szorstko.

– Czekałam?

– Niech mnie piekło…! – wybuchnął. – Założę się, że nieraz miałaś ochotę roześmiać mi się w twarz!

– Jestem tylko człowiekiem! – odparła, pomijając milczeniem fakt, że częściej z jego powodu była bliska łez niż śmiechu.

Okazało się, że śledztwo dopiero się rozkręca.

– Dlaczego pozwoliłaś mi sądzić, że jesteś kochanką mojego kuzyna? – zapytał. – Dlaczego…?

– Z tego, co sobie przypominam – ucięła wrogo -chyba nie uwierzyłbyś mi, gdybym powiedziała ci coś innego! Byłeś zdecydowany myśleć o mnie jak o jakiejś… jakiejś harpii, która czyha wyłącznie na portfel Travisa!

– Nawet nie próbowałaś przekonać mnie, że jest inaczej! – rzekł oskarżająco. – Nawet nie wspomniałaś o istnieniu tej dziewczyny.

– Rosemary nie chciała, aby ktokolwiek wiedział o jej związku z Travisem – stanęła w obronie przyjaciółki – a poza tym byłam święcie przekonana, że już nigdy więcej cię nie zobaczę.

– Hmmm – mruknął. Potarł dłonią podbródek w zamyśleniu. Wydawało się, że coś sobie przypomniał… i nagle rozluźnił się.

– To… dla mnie także była niespodzianka – wyznał dziwnym, tęsknym tonem. – Przechodząc, zajrzałem do pokoju i zobaczyłem twoją kasztanową głowę…

– Rozpoznałeś mnie?

– Byłaś odwrócona plecami, uczesana inaczej, ale… -powiódł spojrzeniem po jej długich, lśniących lokach ten fantastyczny kolor przyciągnął moją uwagę.

Leith nie była pewna, czy przypadkiem nie woli, kiedy jest bezczelny, wściekły i agresywny. Jego łagodność wytrącała jej broń z ręki.

– Ja… też nie wiedziałam, że jesteś… Naylorem Massinghamem, moim… szefem – wyjaśniła.

– A ja nie byłem pewny, że kobieta, którą nazywają Panną Lodowatą, jest tą samą brązowowłosą pięknością, z którą kłóciłem się w sobotę rano – odparł.

Och, Naylor, nie rób tego – myślała rozdygotana Leith. Teraz jeszcze cięższą walkę musiała stoczyć w poszukiwaniu odpowiedzi.

– Cóż, kiedy już się dowiedziałeś, nie miałeś żadnych skrupułów.

– Dużo mi to pomogło! – parsknął. Miękki ton znów gdzieś się zapodział. – Tego samego wieczoru, kiedy byłem na kolacji z przyjaciółką, kogóż to ja widzę w tej samej restauracji? Mego kuzyna, otaczającego władczym ramieniem właśnie ciebie!

– Jeśli dobrze pamiętam, Travis jedynie prowadził mnie do twojego stolika.

– Ale skoro nie byłaś jego dziewczyną, dlaczego zgodziłaś się iść na kolację? – dopytywał się.

– Jeśli już chcesz wiedzieć – odparła – dlatego, że Rosemary pojechała do rodziców tydzień wcześniej i wtedy jeszcze nie wróciła. Jej rodzice są przeciwni rozwodowi, więc bała się powiedzieć im o Travisie.

– Ha! – chrząknął z niesmakiem Naylor, ale dalej naciskał: – To wciąż nie wyjaśnia, dlaczego jadłaś z nim kolację.

Leith nie była zaskoczona jego dociekliwością, ale szczerze zdziwił ją fakt, że nagle zaczął mówić, jak człowiek zazdrosny! Odsunęła jednak od siebie tę myśl.

– Poszłam z Travisem na kolację, ponieważ Rosemary prosiła, żebym się nim opiekowała, a poza tym był taki nieszczęśliwy… – wyjaśniła bezdźwięcznym głosem. – Lubię go. Lubię ich oboje – ciągnęła z determinacją. – Kiedy Travis zadzwonił, nie miałam serca mu odmówić. Wiedziałam, że musi się komuś zwierzyć. Nigdy nie przyszło mi do głowy – dodała szczerze – że ty możesz spędzać wieczór w tym samym miejscu.

– Jasne, że nie! – napadł na nią Naylor. – Więc dlaczego nie wyjaśniłaś tego przy następnym spotkaniu?

Leith doskonale pamiętała to następne spotkanie. Przyszedł do jej mieszkania i całował ją…

– Nie mogłam – usiłowała odepchnąć od siebie te wspomnienia – ponieważ wtedy Travis poprosił, żebym nikomu nie mówiła o Rosemary.

Nagle opanowały ją wyrzuty sumienia.

– Ja wiem, że to boli… jesteście przecież rodziną -wyszeptała wzruszona – ale Rosemary była naprawdę w rozpaczliwej sytuacji. Ja… po prostu nie mogłam złamać danego mu słowa.

– Oczywiście! – przerwał jej gwałtownie. – Byłaś… Nagle urwał. Znieruchomiał, jakby nieoczekiwanie zobaczył coś bardzo ważnego. Leith pozostała napięta. Nie wiedziała, o czym myśli, ale pamiętała jego niesamowitą zdolność kojarzenia faktów.

– Nie mogłaś złamać słowa danego Travisowi, – zaczął powoli – ponieważ go lubisz, tak?

– Hm… tak. Tak mi się wydaje – poddała się.

W dalszym ciągu nie wiedziała, o czym myśli Naylor. W jego wyglądzie było coś dziwnego, dziwny był także sposób, w jaki na nią patrzył, jakby nie chciał nic przeoczyć. To było nieco kłopotliwe.

– Z tego wynika – zaczął ostrożnie – że nie złamałabyś słowa danego mnie… z tego samego powodu?

Czyżby się czegoś domyślał?

– Czy mogę przyjąć, Leith, że… przynajmniej w pewnym stopniu… lubisz także i mnie? – ciągnął dalej.

– Tak… nie… oczywiście, że nie! – wyjąkała i zaraz przekonała się, że takie zaprzeczenie nie pomoże jej.

– A więc dlaczego – ciągnął uparcie – kiedy poprosiłem cię, byś nie mówiła Travisowi, że nasze obustronne zauroczenie jest farsą… dlaczego milczałaś… i dotrzymałaś słowa?

Leith usiłowała wziąć się w garść. Wreszcie, z ulgą, przypomniała sobie najważniejszy argument:

– Wiesz przecież. Stawką była moja praca. Gdybym…

– Ale – wpadł jej w słowo – złożyłaś wypowiedzenie.

– Wiem, ale… – wykręcała się, czując, że traci grunt pod nogami. – Nie mogłam mu nic powiedzieć, ponieważ z nim nie rozmawiałam.

– Jestem pewien, że decyzji o porzuceniu pracy nie podjęłaś w poniedziałek, inaczej powiedziałabyś Travisowi wszystko, gdy przyszedł rano do biura.

Mam jeden wielki bałagan w głowie – pomyślała Leith. Zapomniała o tym, że widziała Travisa w poniedziałek.

– Ale – ciągnął dalej Naylor – może miałaś ochotę powiedzieć mu o tym, że nie jesteśmy naprawdę zaręczeni, teraz, w ten weekend?

– Nie wiem, o co ci chodi -wyjąkała dzielnie Leith.

– Przyznam ci się, moja droga, że sam nie bardzo wiem, co się dzieje – wyszeptał. – Wiem tylko jedno – ciągnął – kocham Travisa jak brata, ale nigdy, przenigdy nie pozwoliłbym, żeby mi ciebie odebrał.

Leith wstrzymała oddech. Z trudem docierał do niej sens tych słów.

– Nie rozumiem… – wyszeptała.

– Jesteś bystra i inteligentna, Leith. Myślę, że rozumiesz mnie bardzo dobrze – stwierdził stanowczo.

Nadal się nie odzywała, serce biło jej zbyt mocno.

– Po tym wszystkim, co przeze mnie przeszłaś, myślę, że teraz ja powinienem coś z siebie dać… Zanim będę miał prawo oczekiwać…

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)