Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Achaja - Tom I
Achaja - Tom I - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Achaja - Tom I

Электронная книга - «Achaja - Tom I». Краткое содержание книги:

Znakomicie napisana powieść, łącząca elementy science fiction z klimatem fantasy. Udana próba wydobycia z obu podgatunków fantastyki tego, co w nich najlepsze. Ziemiański po raz kolejny dowodzi, że sztuka pisania dobrej prozy nie jest mu obca. – Feliks W. Kres Nowa powieść Ziemiańskiego to naprawdę, na wymagającym polskim rynku fantasy, znacząca pozycja. Ba, jestem pewien, że pisarz, nie mając żadnych kompleksów przed Sapkowskim, Tolkienem, stworzył własną, zupełnie nową wersją naszych dziejów fantastycznych i to w pełni kompletną, gdzie pierwszy i drugi plan ma bogatą artystyczną głębię odtworzoną z inteligencją i humorem.
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 126
Перейти на страницу:

– Znikąd pomocy – powtórzył chłopak. – Nie chcieliście mnie przewieźć, panie, chłopi nie chcieli dać mi łodzi. Zresztą, po co mi łódź i tak bym z niej nie skorzystał. No i muszę iść na piechotę.

Meredith z trudem opanował kołyszącą się gwałtownie łódkę. Nie czuł wokół żadnej magii! Nie czuł wokół żadnej magii!

– Kim jesteś?

– Nie „kim” tylko „czym” – poprawił go chłopak.

Meredith czuł, że rozszalałe niesamowitym spotkaniem serce uspokaja się trochę.

– No to czym jesteś?

– Oooo… to trudno powiedzieć.

Czarownik zdążył już zapomnieć, jak trudno rozmawia się z chłopcem.

– Nie jesteś chyba…

– Bogiem? – chłopak wpadł mu w słowo. – No co wy? Rozum z was uszedł? – nie było w nim już poprzedniej udawanej uniżoności, ale perfidnie, przez cały czas wydawał się sympatyczny. – Czy ja wyglądam na Boga?

W tej stojącej na powierzchni wody postaci było coś niepokojącego, ale też i miłego, a nawet pociągającego, tak pociągającego właśnie. Jakiś specyficzny urok emanujący od drobnej sylwetki sprawiał, że wydawała się przyjazna, ale i… groźna.

– A jak cię zwą?

– Mnie? No… Różnie – chłopak zrobił zabawną minę. – Zależy gdzie.

– Powiesz?

– No mówię, że różnie. Zwą mnie Wielkim Błaznem albo Wielkim Kłamcą, albo Tym, Który Przychodzi We Śnie.

„To nie był dobry sen” – powiedział chłop nie tak dawno.

– Ale tak naprawdę nazywam się Wirus.

– Dziwne imię.

Chłopak przysiadł na brzegu łodzi, a ta ani drgnęła, zupełnie jakby nie obciążono jej żadnym dodatkowym ciężarem.

– Jak możesz chodzić po wodzie? – ciągnął Meredith. – Wokół nie ma żadnej magii.

– Ach! To was tak przestraszyło – Wirus zerwał się nagle i zrobił fikołka na powierzchni wody, a ta nie zmarszczyła się nawet, zupełnie tak, jakby była kamienną posadzką. Z drugiej strony, na lazurowej tafli wyraźnie widać było jego odbicie. – No… to trudno wytłumaczyć.

– Skoro nie chcesz mi odpowiedzieć na żadne pytanie, to po co rozmawiamy?

Wirus roześmiał się głośno.

– Ależ pytajcie… pytajcie.

– Kim jesteś?

– Och – chłopak skrzywił się, jakby odpowiedź miała być rzeczywiście wielkim problemem. – Jestem dziełem Boga.

– Czyli człowiekiem?

– Nie. Ludzie to dzieci Bogów. Ja jestem dziełem Boga.

– Nie rozumiem. Nie jesteś człowiekiem?

– Nie. Jestem rzeczą. Przedmiotem.

Meredith potrząsnął głową.

– W ten sposób do niczego nie dojdziemy, prawda?

Chłopak załamał ręce.

– Panie, wybaczcie porównanie, ale czy jesteście w stanie wytłumaczyć działanie magii psu?

– Mmmm?

– No taki na ten przykład pies. Czy zrozumie wasze słowa? Nie. Bo w jego języku nie ma takich słów. Tak jak wy, jeszcze raz wybaczcie, nie zrozumiecie tego, co będę mówił w moim języku, w którym to się da wytłumaczyć, bo w nim są odpowiednie słowa.

– No ale możesz spróbować – nie ustawał Meredith. Czuł coś dziwnego. Rozmowa z chłopcem była jak magia. Dotykał czegoś, czuł coś potężnego, ale to coś wymykało się z jego dłoni, goszcząc w nich przez tak krótką chwilę, że istotnie nie można było określić swych uczuć słowami. Czarownik czuł, że ma do czynienia z jakąś zamierzchłą tajemnicą. Że widzi jej rąbek, jej skraj, ale niewiele zrozumie, jeśli nie posunie się poza granicę, za którą czaiło się potężne niebezpieczeństwo.

– No dobrze – chłopak zrezygnowany znów przysiadł na burcie łodzi, a ta znowu nie drgnęła nawet troszeczkę. – Pamiętacie z tej waszej tajemnej szkoły, kto to jest człowiek, a kto to czarownik?

Meredith nie musiał wysilać pamięci. Tą inwokację każdy adept musiał recytować dwa razy dziennie.

– Człowiek jest czynem i słowem, czarownik, słowem i czynem.

– O! – chłopak podniósł palec w identycznym geście jak jego stary nauczyciel. Czarownik, mimo słonecznego ciepła, poczuł ogarniający go chłód. – „Czyn” można tłumaczyć jako ciało, „słowo” jako wolę, działanie, magię… U człowieka najpierw jest ciało, potem wola i magia. U czarownika odwrotnie.

– A u ciebie?

– Ja jestem tylko słowem.

– Magią?

– Nieeee… Słowem – chłopak roześmiał się nagle – traktujcie to jak najbardziej dosłownie – zaakcentował „słowo” i „dosłownie”, by widać było, że powtarza się w jednym zdaniu i zaniósł się śmiechem, jakby powiedział jakąś krotochwilę.

– A jakiego Boga jesteś dziełem? – spytał Meredith sądząc, że postępuje wyjątkowo podchwytliwie.

– Jak myślisz?

Czarownik wybrał odpowiedź, której najbardziej się bał.

– Sepha?

Wirus skromnie opuścił oczy.

– Mhm.

– Fałszywego Boga. Boga Zdrajcy.

– Och, nie wierzcie we wszystko, co o nim mówią.

Czarownik zagryzł wargi.

– To on stworzył… Ziemców.

– Nie! Skąd!

– Wiem, że to on.

– Ależ skąd – twarz Wirusa wyrażała teraz udawane wzburzenie – On? W życiu! Nigdy!

– Taak? To za co inni Bogowie go uwięzili?

– Och… – Wirus znów skromnie spuścił oczy. – Za mnie.

– Wiem, że kłamiesz – Meredith starał się mówić spokojnie. – On stworzył Ziemców. Tak mi powiedział.

– Nie – przerwał mu chłopak. – Ziemców stworzyłem ja!

Z Mereditha uszło powietrze. Dłuższą chwilę siedział w milczeniu, nie mogąc zebrać myśli. Lekki wiaterek ustał właśnie, powierzchnia jeziora wygładziła się z leciutkich zmarszczek. Z oddali dochodziły jedynie odgłosy jakichś ptaków.

Dopiero po dłuższej chwili czarownik spojrzał na Wirusa. Chłopak wystawiał właśnie do słońca swoją twarz o sympatycznych rysach. Wielki Kłamca? Wielki Błazen? Czy Ten, Który…

– Kto to są Ziemcy?

– Aaaaaach… – Wirus uśmiechnął się łobuzersko. – To regularne potwory. Perfekcyjne. Straszne. Piękne. Przyjdą tu i zrobią porządek.

– Dlaczego ze mną rozmawiasz, skoro chcesz mnie zabić? – czarownik zmienił temat.

– Ja chcę was zabić? – zaperzył się chłopak. – Ja wam może nawet podaruję życie wieczne.

– Nie chcę służyć Bogowi Zdrajcy.

– A kto mówi o służeniu? Pamiętacie może, co wam powiedział ten Bóg, co was wczoraj odwiedził?

– Byłeś tam?

– Pewnie, że byłem. Schowany za świecą – Wirus wzruszył ramionami. – On wbrew pozorom powiedział wam całą prawdę. Tylko jesteście za głupi, żeby tę prawdę zrozumieć – zapadła męcząca cisza. Chłopak jednak, prychając i zżymając się, bardziej udawał niż naprawdę był rozłoszczony. Po chwili uśmiechnął się znowu. – A dlaczego sądzicie, że chcę was zabić?

– Stworzyłeś potwornych Ziemców, a oni przybędą, żeby zrobić ze mną porządek.

– Sami jesteście potworem – krzyknął chłopak. – Skoro sądzicie, że zrobienie przez nich porządku oznacza zabicie was osobiście.

Meredith westchnął ciężko. Zastanawiał się, czy godzi mu się rozmawiać z Wirusem. Jeśli Bogowie milczą uparcie, a sługa zła jest taki rozmowny… Czy można próbować dowiedzieć się od sługi zła czegoś o planach Bogów?

– A kto to są cisi bracia? – spytał jednak po chwili.

– O Bogowie – chłopak podniósł do góry ręce w teatralnym geście. – Czy nie moglibyście choć raz zapytać mnie, co to jest krowa? Albo co to jest stół? Albo włosy? Wtedy bym wam odpowiedział i byście zrozumieli. A wy pytacie o sprawy, których po waszemu wyrazić się nie da!

– Nie chcesz powiedzieć.

– Aaaaaaaaaaaaa! Ratunku!!! Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! – chłopak nagle przestał krzyczeć i spojrzał na czarownika zupełnie spokojnie. – Czy wiesz, jak wygląda świat?

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 126
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)