Kochaj albo rzuć
- Автор: Мулярчик Анджей
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Kochaj albo rzuć». Краткое содержание книги:
– A przy sposobności proszę pomodlić się na intencję odnalezienia bratanicy…
– Jak nazwisko? Wikary czekał, a Pawlak daremnie usiłował sobie przypomnieć, jak nazywała się osoba, z którą miał dzielić spadek po Johnie.
– Sirlej… Sirlej… Klajnis – zająknął się, wreszcie znalazł wyjście i unosząc palec ku sufitowi powiedział – oni i tak tam wiedzą, o kogo chodzi. Wikary życzliwie przyjął do wiadomości fakt, że Pawlak odnosi się z bezbrzeżnym zaufaniem do boskich wyroków, ale nie był pewien, czy zdaje on sobie sprawę, u jakiego pośrednika zamawia tę usługę. Pochylił się ku niemu i powiedział z naciskiem, że jest księdzem parafii polskiego kościoła narodowego.
– A my co? Murzyny?! Kiedy wyszli z sali parafialnej, Pawlak złowrogim szeptem spytał stroiciela, dlaczego go przywiózł w takie podejrzane miejsce, gdzie kościół pusty, a wikary tańczy.
– Bo tu kiedyś organy stroiłem-wyznał szczerze Franio. -Tu się na mnie poznali.
– Ot, pomorek! – Pawlak zgromił go wzrokiem.
– Miał mój syn Witia rację, jak Ani z artystami zakazał zadawać sia! -Dlaczego, panie Pawlak? – Każdy jeden artysta to bezlitosny pierekiniec! – Kaźmierz wydał wyrok bez odwołania.
– Nakręci, pochachmęci, głowę zamoroczy, a potem ty człowiecze zostajesz sia z gorącym plackiem w garści! Westchnął ciężko i ruszył z powrotem w stronę kościoła.
– Ty gdzie?! – zatrzymał go Kargul.
– Pomodlić sia…
– To już teraz księdza robota.
– A bo to wiadomo, czy taki ksiądz ma dobre dojście? Lepiej ja w osobistej swej postaci z niebem spróbujęjakoś dogadać sia. Jakoś ten grzech Jaśka podrobno roztłumaczę, że widać sierotą na tej obcej ziemi poczuł sia i musiał sobie kogoś na miejsce Marcysi od Szałajów znaleźć… -Zamiast Jaśka przed Panem Bogiem z grzechu cudzołóstwa oczyszczać, lepiej by ty zadbał, żeby nasza Ania na wstyd i pokutę nie zasłużyła. Pawlak wytrzeszczył oczy: co tamten miał na myśli? Kargul przekazał mu poufnym szeptem swoje obawy: słyszał w trakcie jazdy, jak mister September namawiał Anię, żeby dołożyła starań i pomogła mu w nawróceniu syna na polskość. Wdzięk Ani mógł sprawić, że September-Junior będzie chciał wrócić do swoich korzeni! – Ot tobie na! – obruszył się Pawlak.
– Niech on sobie tego korzenia w swoich portkach szuka! – Na Septembra musi pan mieć oko – stroiciel uzupełnił donos Kargula własnymi informacjami – on z tego patriotyzmu może się posłużyć panią Anną! Potraktuje ją jak „wakacjuszkę”, którą można sobie przygruchać na pewien czas…
– Jaka z naszej Ani wakacjuszka? – Kargul spojrzał groźnie na stroiciela, jakby usłyszał jawne bluźnierstwo.
– Nieważne, panna czy mężatka, tutaj każda kobieta ze starego kraju staje się „wakacjuszką” – dowodził stroiciel, najwyraźniej szczerze przejęty grożącym Ani niebezpieczeństwem.
– Każda, co tu przyjeżdża na miesiąc czy pół roku szprejować okna czy jako babby-sitter, traktuje to jak wakacje od męża, od rodziny i zobowiązań, za trzy pary dżinsów jest gotowa na wszystko. Uznaje to za wakacje od swojego prawdziwego życia w Polsce! Chcecie, żeby wasza wnuczka wpadła w sidła tego prawnika, który żyje z omijania prawa?! Wyrzucił to z siebie ńiczym prokurator mowę oskarżycielską. Łyse czoło zmarszczyło się z przejęcia, głos mu drżał, jakby już widział Anię w objęciach Septembra-Juniora. Nie przyznałby się, że w głębi duszy chciał oddalić od tej dziewczyny ewentualnego rywala, by móc się nią zająć samemu. Ania jako „wakacjuszka”? Ania jako towar przeznaczony do przekupienia jakiegoś juniora? Pawlak i Kargul spojrzeli sobie w oczy. Prawie równocześnie ściągnęli z głowy kapelusze i zanurzyli się w ciszę pustego kościoła, by do modlitwy o spokój duszy Jaśka Pawlaka oraz odnalezienie jego córki dołączyć jeszcze prośbę, by Ania nie stała się „wakacjuszką” i dotrzymała przysięgi małżeńskiej…
Rozdział 25
Ania, oparta o bagażnik lincolna, szeroko otwartymi oczyma przyglądała się przechodniom, którzy wyglądali na postacie z balu przebierańców: przejechał na wrotkach mały Meksykańczyk w lotniczych okularach i czapce z przekręconym do tyłu daszkiem, a spod niej wystawało może pięćdziesiąt misternie plecionych warkoczyków; rozhuśtanym krokiem, bujając się na wysokich obcasach białych butów niczym dziecięcy koń na biegunach, szedł Murzyn, ubrany w fioletowe skarpetki, zielone spodnie, żółty sweter, kaszmirowy szal i kapelusz stetson w kolorze piasku Sahary; kroczył jezdnią, a właściwie bujał się w rytm melodii, które słyszał w słuchawkach walkmana, nie zwracając najmniejszej uwagi na trąbiące samochody; chodnikiem przesuwał się boso zarośnięty wagabunda, ciągnąc za sobą wózek ze swym dobytkiem, a leżące na kwiecistej kołdrze radio tranzystorowe nadawało nabożeństwo czcicieli szatana; przeszedł koło niej młodzieniec w czarnych spodniach, w butach z ostrogami, za to nagi do pasa; jego włosy powiewały za nim jak koński ogon; cała portorykańska rodzina popychała stary samochód, bez przerwy kłócąc się o coś zajadle… Ania czuła się jak w kinie.
– Ale cyrk – odprowadziła wzrokiem całującą się parę dwóch wytatuowanych młodzieńców, którzy wkroczyli na jezdnię przed kościołem ani na chwilę nie rozłączając swych warg.
– Ameryka to melting pot. Wielki tygiel ras i narodów – September z przyjemnością skonstatował, że świeżość i naiwność Ani może obudzić w jego synu odruch patriotyzmu.
– Love it or leave it…
– Kochaj albo rzuć? To już wczoraj powiedział ten prezydent górali.
– Tak. Kochaj Amerykę, jaka jest, albo ją rzuć! Nie ma innego wyjścia.
– Ale pan kocha Polskę.
– Żyjąc tu, nie przestaję być Polakiem. Ale wiem, że możemy ocalić swoją tożsamość, tylko jeśli będziemy mieć swoje korzenie. Mam nadzieję, że dzięki tobie mój syn nie zostanie rootloss! Jego może nie obchodzić Jan z Kolna, może być mu obojętne, że Kościuszko był ojcem artylerii amerykańskiej, ale on nie może być obojętny na taką dziewczynę! Patrzył z rosnącą nadzieją na kogoś, kto dla utrwalenia polskości mógł teraz więcej znaczyć niż Jan z Kolna, który w służbie króla duńskiego, odkrył Amerykę w 1476 roku – a więc szesnaście lat przed Kolumbem.
– To dlaczego Kolumb uchodzi za odkrywcę? September wyjaśnił, że na razie Hiszpanie mają tu większe wpływy jako mniejszość etniczna niż Polacy, dlatego Jan z Kolna przegrywa z Kolumbem. Ale to się zmienia na lepsze. Polska zyskała na autorytecie i popularności od czasu mistrzostw świata w piłce nożnej w Monachium w 1974 roku i od zeszłego roku, kiedy na tron Piotrowy został powołany Polak! Wzrok prawnika wyraźnie mówił, że obecność Ani w Chicago, bardziej zaważy na stosunku Juniora do Polski niż sukcesy jedenastki, Kazimierza Górskiego i pielgrzymki Jana Pawła II. Kiedy się wybierał w czerwcu do starego kraju, by uczestniczyć w pielgrzymce Ojca świętego do Polski, miał nadzieję, że Bobby pojedzie razem z nim. Junior miał jednak w głowie kolejny rozwód. Ale on postanowił dopiąć tego, że jego syn będzie kiedyś nosił w klapie taki sam znaczek jak on. I'ts OK being Polish! Zwierzył się Ani, że kiedy jako eks-pilot RAF-u wylądował w Ameryce, musiał z konieczności zmienić nazwisko z Wrzesień na September, gdyż Amerykanie łamali sobie na tym Wrześniu język. Ale na zebraniach Towarzystwa Synów Piasta, którego jest prezydentem, każe mówić do siebie Wrzesień; tam wszak jest wśród swoich, którzy dobrze wiedzą, że Amerykę odkrył szesnaście lat przed Kolumbem niejaki Jan z Kolna! Zwierzenia Septembra zostały gwałtownie przerwane: Kaźmierz chwycił Anię za rękę i zaczął ciągnąć w stronę forda, przy którym stał Franio Przyklęk. September gestem zatrzymał Pawlaka. Wydobył książeczkę czekową, rozłożył na dachu lincolna, wypisał sumę i podsunął Kaźmierzowi czek do podpisu. Kaźmierz czujnie obejrzał blankiet ze wszystkich stron i spojrzał pytająco na prawnika.