Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Księżniczka
Księżniczka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Księżniczka

Электронная книга - «Księżniczka». Краткое содержание книги:

Wampir wytwarza wokół siebie specyficzną atmosferę. Coś subtelniejszego niż zapach, co łowca wampirów wyczuwa szóstym zmysłem, zmysłem polowania. Ten zmysł sprowadził do Krakowa aż dwóch łowców.

Monika polubiła szkołę. Wśród koleżanek wzbudza sympatię, ale szepczą, nazywają ją Księżniczką; jest taka od nich różna. Widać, że ze Stanisławą i Katarzyną łączy ją jakieś porozumienie.

Czy można otrzymać złoto innym sposobem niż przez alchemię, naukę doskonałych? Można. Cena jest jednak wysoka. Mistrz Sędziwój ją zna, zna tajemnicę Bractwa Drugiej Drogi. Czy będzie musiał rozstać się z ukochanym miastem?

A inspektor policji ma trudny orzech do zgryzienia. Martwy człowiek, przyszpilony do podłogi szpadą, ślady trucizn, rękawica… Jakby tego było mało, co i raz pojawiają się kolejne trupy, odcięte dłonie, połamane japońskie miecze ze sklepu z pamiątkami… I praktykant – mądrala, wymiotujący nawet na widok mumii.

Zadanie inspektora: jak połączyć to wszystko w sensowną historię?
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 45
Перейти на страницу:

– Trafiono go w twarz z obrzyna, gdy leżał. Sądzę, że to prawdopodobnie kula dubeltówkowa na dziki. Strzał wywołał natychmiastową śmierć, zresztą trudno żeby było inaczej. – Z trudem przełknął ślinę.

Widok nie był przyjemny. Twarz jako tako wygląda. Pocisk przeszedł przez czoło i, zgruchotawszy tył czaszki, utkwił w podłodze. Wydłubano go już i posłano do laboratorium. Wokoło ciała zaschły rozbryzgi krwi oraz mózgu, poniewierały się strzępki skóry, włosów i kości. Sprawca, oczywiście, wdepnął w posokę. Lekko zbrązowiałe ślady butów ciągnęły się aż do drzwi wejściowych. Traseolodzy będą zachwyceni.

– Średnica rany wlotowej?

Praktykant wyjął suwmiarkę. Dwa punkty za pomysłowość – zabrał ją ze sobą z własnej inicjatywy. Minus trzy za nieuctwo. Na trzecim roku powinien już wiedzieć, jakich narzędzi używa się do pomiarów anatomicznych.

– Siedemnaście milimetrów. To prawie tyle, co irackie działko przeciwlotnicze. Dziwne… Do obrzyna nie pasuje, jakiś samopał?

– Może balistyka coś wydedukuje. Jeszcze jakieś spostrzeżenia?

– To była egzekucja. – Młody wskazał rękawice leżące na zwłokach. – Czytałem o tym. Kat rzuca na ciało rękawiczki po wykonaniu wyroku. A że u nas kara śmierci jest zniesiona, sądzę, że to mogło być zabójstwo zlecone z zagranicy. Na przykład denat naraził się jakiemuś szejkowi, ten wysłał za nim siepaczy, dopadli go i zlikwidowali.

Trzy punkty za wiedzę historyczną. Minus pięć za nadmierną fantazję. Plus jeden za szukanie rozwiązań niekonwencjonalnych. Młody myśli intensywnie, trawiąc własną wypowiedź.

– Nie, zaraz. Nie szejk, bo to z rękawicami to nasz europejski obyczaj. Przygwożdżenie rapierem do ziemi… Hmmm. Może złamał zasady obowiązujące w jakimś tajnym bractwie? To morderstwo posiada pewne znamiona rytualne. Jeśli kolejność działań sprawcy odczytaliśmy prawidłowo, to wbijanie rapiera nie miało już sensu. Chyba że było podyktowane jakimś obyczajem… Masoni za zdradę rozcinają brzuch, więc może to różokrzyżowcy albo templariusze?

Nadkomisarz popatrzył na praktykanta z powściągliwym zainteresowaniem.

– Kontynuuj – polecił i dopisał mu jeszcze dwa punkty.

Za interdyscyplinarność zainteresowań.

Laboratorium kryminalistyczne pracuje pełną parą. Kurier na motocyklu przywiózł komplet raportów. Jeszcze jedna kawa, policjant jest na nogach od przeszło dwudziestu czterech godzin. Czytał i nie rozumiał. Nie mógł skupić wzroku.

– Coś nie tak? – Praktykant zauważył jego zaskoczenie.

– To jakaś paranoja, zresztą, zobacz sam. – Podał mu plik kartek. – Balistyka zbadała pocisk. To w ogóle nie był nabój, ale ołowiana kula wielkości przepiórczego jaja. Próbki pyłu pobrane z blatu i ubrania denata to niedopalony węgiel drzewny oraz siarka. Jest jeszcze domieszka czegoś, prawdopodobnie saletry.

– Czarny proch – ocenił praktykant. – Ktoś rąbnął tego człowieka z zabytkowej broni. Może warto przejść się z tą kulą i pokazać ją fachowcom?

– Dobry pomysł. W Krakowie jest mnóstwo specjalistów. Zajmij się tym jeszcze dzisiaj.

– A zawartość kieliszków?

– No właśnie. – Potrząsnął kolejnym plikiem kartek. – Tu się dopiero zaczynają fikołki. W pierwszym znaleziono śladowe ilości tetraheksanolu.

– Co to jest, u licha? – zdumiał się młody.

– Chemicy twierdzą, że alkohol. Ma jakieś tam w środku wiązanie chemiczne na krzyż. Diabli wiedzą, co to. Ale napisali mi, że działa kilkanaście razy mocniej niż etylowy. Dawka śmiertelna to jakieś pięćdziesiąt gramów. Ale pity z umiarem jest w zasadzie nieszkodliwy.

– O, w mordę. Można to gdzieś kupić?

Minus trzydzieści punktów za alkoholizm.

– Sprawdzimy. W drugim kieliszku osad z chlorku złota. Był rozpuszczony w czymś bardzo lotnym, niewykluczone, że w czystym spirytusie lub eterze.

– Chlorek złota to też trucizna.

Plus pięć za wiedzę chemiczną.

– Owszem. I jest obecny w wymazie z gardła denata. Pewnie sekcja wykaże go także w żołądku.

– Innymi słowy, spotkali się dwaj przyjaciele, każdy wlał sobie innej trutki i stuknęli się kieliszkami nad stołem. A potem ten mniej otruty dobił kumpla strzałem z muszkietu lub czegoś podobnego.

– Myślę, że możemy założyć taką ewentualność. Może ten od tetraheksanolu zorientował się, że kumpel go truje, i walnął go z broni palnej?

– A sam to niby święty? Przecież i tamten dostał truciznę. A może był jeszcze ktoś trzeci? Przecież zamek w drzwiach nie wyłamał się sam.

– Nie da się wykluczyć. Na kilku meblach są zatarte odciski palców, jakby ktoś czegoś szukał, ciągnąc za gałki i otwierając szuflady przez szmatkę, starł poprzednie… Najpierw sprawdźmy kulę.

* * *

Długonoga Murzynka siedząca po przeciwnej stronie biurka nazywa się Anysza Safez. Starannie uczesana, w nienagannie skrojonej garsonce, mówi świetnie po angielsku. Dziekan wydziału orientalistyki popatrzył na leżący przed nim kontrakt i podrapał się w zadumie po głowie.

Nowa lektorka języka fusha dopisała do umowy jeden punkt. Uczelnia ma zagwarantować jej całkowite bezpieczeństwo. A zwłaszcza chronić przed wampirami.

– Chyba jesteśmy w stanie zaaprobować ten warunek – powiedział i złożył swój podpis w odpowiednim miejscu.

* * *

Ósma rano. Dzieci już w szkołach, a miasto budzi się do życia… Mnich z zakonu dominikanów wszedł do kantoru wymiany walut. Przed wyjazdem wycieczki do Rzymu przeor nakazał mu zakupić nieco tej nowej szatańskiej waluty euro. Kantor prowadził także skup i sprzedaż złomu złota. W gablotce wystawiono garść drobnej biżuterii. Pomiędzy grubymi dresiarskimi bransoletami i cienkimi pierścionkami bystre oko zakonnika wypatrzyło coś naprawdę interesującego. Bryłę kwarcu, upstrzoną maleńkimi samorodkami. Piękny okaz geologiczny.

– Widzę, że podoba się panu nasz nabytek. – Uśmiechnął się kasjer.

– Można obejrzeć to dokładniej?

– Jasne. – Pracownik kantoru otworzył pancerną gablotę i wręczył mu kamień.

Dominikanin długo i w milczeniu oglądał kawałek skały. Tu jest góra, a tu dół… Ziarna złota układają się nieprawidłowo. Wyglądają, jak gdyby ktoś obsypał płynny kwarc grudkami, które pod wpływem wysokiej temperatury stopiły się w krople i zatonęły w skalnym cieście. Widać nawet kierunek, w jakim rozsypywał samorodki. Następnie masę wylano z tygla i opryskano wodą, by kamień głęboko popękał, przybierając naturalny wygląd. Po co ktoś tak się męczył?

– Czy to jest do kupienia? – zapytał po chwili namysłu.

– W zasadzie myśleliśmy, żeby zostawić sobie na wyposażeniu. Przyciąga wzrok klientów… Z drugiej strony, jest tu ze dwieście gramów kruszcu. Nie bardzo nas stać na zamrożenie takiej ilości gotówki…

– Dwieście gramów, czyli cena wyniesie około siedmiu tysięcy złotych?

Kasjer poważnie kiwnął głową.

– Mam propozycję. Przetnijmy to na pół, ja kupię połowę, druga zostanie tutaj, jako dekoracja.

– To brzmi niegłupio… Tylko jak to ciachnąć?

– Naprzeciwko jest sklep z minerałami i pracownia jubilerska. Z pewnością zechcą nam pomóc.

Rozdział II

Deszcz przestał padać. Ochłodziło się. Prawie wpół do dziewiątej. Stanisława uderzyła piętami boki jasnobrązowej klaczy. Koń przeszedł w trucht. Czy może być coś przyjemniejszego niż przejażdżka o świcie krakowskimi Plantami? Drzewa stoją nagie i mokre, wilgotna ziemia pachnie upajająco. Trawy kilka dni temu zwarzył przymrozek. Żwir przyjemnie chrzęści pod końskimi kopytami.

Wylot Szewskiej, już niedaleko. Spojrzała na zegarek. Nie spóźni się.

Jednak nie miała tego dnia szczęścia. Minęła patrol policji w odległości minimum półtora metra, a oni, nie wiedzieć czemu, przestraszyli się, zaczęli gwizdać i machać rękami. Z trudem uspokoiła konia. Zawróciła, osadziła klacz i popatrzyła na nich z góry.

– Czy panowie zwariowali? – Jej słowa padały ciężko, jak odlane z ołowiu. – Koń się przestraszył, mógł ponieść! A jakby tak kogoś stratował?

Funkcjonariusze gapili się na nią z rozdziawionymi ustami.

– Proszę pani. – Najwyższy z nich odzyskał głos. – Proszę zejść z konia.

Rzuciła mu wyniosłe spojrzenie, jakby zastanawiała się, czy w ogóle ma wypełniać jego polecenie. Wreszcie zeskoczyła jednym zgrabnym ruchem. Tego dnia ubrana była w elegancką garsonkę, toczek oraz buty do konnej jazdy, miękkie, o wysokiej cholewce, robione na zamówienie. Pod pachą dzierżyła skórzaną teczkę, w dłoni trzymała szpicrutę. Strój i wyraz twarzy znamionujący całkowite przekonanie o słuszności jej racji powinny wgnieść ich w ziemię… Błąd. Straciła przewagę. Okazało się, że jest o głowę niższa od najdrobniejszego z policjantów. Trudno narzucać innym swoją wolę, gdy trzeba patrzeć do góry.

– Czy pani postradała zmysły, pchać się tu z koniem? – Gliniarz był surowy i zasadniczy.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 45
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)