Szachinszach
- Автор: Капушчиньски Рышард
- Год: 2011
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Szachinszach». Краткое содержание книги:
Film przesuwa się dalej, to codzienny długi program, w czasie którego dobiega nas rzeczowy głos spikera i spotykamy się z coraz to nowymi i nowymi ludźmi, których już nie ma.
Znowu pola kwiatów i za chwilę następna pozycja wieczornego programu. Znowu fotografie, ale tym razem zupełnie innych ludzi. Są to najczęściej starsi panowie o zaniedbanym wyglądzie, ubrani byle jak (zmięte kołnierzyki, zmięte drelichowe kurtki), spojrzenia desperackie, twarze zapadnięte, nie ogolone) niektórym wyrosły już brody. Każdy ma duży kawałek tektury z wypisanym imieniem i nazwiskiem, zawieszony na szyi. Kiedy pojawia się teraz kolejna twarz, któryś z karciarzy mówi — aha, to ten! i wszyscy wpatrują się uważnie w ekran. Spiker odczytuje dane personalne i mówi o każdym, jakich dokonał przestępstw. Generał Mohammed Zand wydał rozkaz strzelania do bezbronnej manifestacji w Tebrizie, setki zabitych. Major Hossein Farzin torturował więźniów przypalając im powieki i wyrywając paznokcie. Przed kilku godzinami — informuje spiker — pluton egzekucyjny milicji islamskiej wykonał na nich wyrok trybunału.
Jest ciężko i duszno w hallu w czasie tej parady dobrych i złych nieobecnych, tym bardziej że toczące się od dawna koło śmierci kręci się dalej wyrzucając, setki następnych fotografii (już blaknących i zupełnie świeżych, tych szkolnych i tych z więzienia), ta sunąca i coraz to przystająca procesja nieruchomych, milczących twarzy zaczyna w końcu tak przygnębiać, ale i tak wciągać, iż przez moment wydaje mi się, że za chwilę zobaczę na ekranie zdjęcia siedzących obok sąsiadów, a potem moje własne, i usłyszę spikera czytającego nasze nazwiska.
Wracam na piętro, przechodzę przez pusty korytarz i zamykani się w swoim zagraconym pokoju. Gdzieś z głębi niewidocznego miasta, jak zwykle o tej porze, dochodzą odgłosy strzelaniny. Prowadzą ogień regularnie, każdej nocy, zaczynają mniej więcej o dziewiątej, jakby to było ustalone dawnym obyczajem albo umową. Potem miasto milknie, a potem znowu słychać strzały, a nawet głuche eksplozje. Nikt się tym nie przejmuje, nikt już nie zwraca uwagi ani nie odbiera tego jako zagrożenia (nikt poza tymi, których dosięgają kule). Od połowy lutego, kiedy w mieście wybuchło powstanie i tłum rozebrał magazyny wojskowe, Teheran jest uzbrojony, naelektryzowany, pod osłoną nocy na ulicach i w domach rozgrywa się skrytobójczy dramat, przyczajone za dnia podziemie podnosi głowy, zamaskowane bojówki wyruszają na miasto.
Te niespokojne noce skazują ludzi na więzienny przymus pozostawania w domach zamkniętych na cztery spusty. Niby nie ma godziny policyjnej, ale poruszanie się po ulicach od północy do świtu jest uciążliwe i ryzykowne. O tej porze przyczajone i znieruchomiałe miasto znajduje się w rękach milicji islamskiej lub niezależnych bojówek. W obu wypadkach są to grupy dobrze uzbrojonych chłopców, którzy ciągle mierzą do nas z pistoletów, wypytują o wszystko, naradzają się między sobą i czasem, na wszelki wypadek, prowadzą zatrzymanych do aresztu, skąd trudno się potem wydostać. W dodatku nigdy nie mamy pewności, kim są ci, którzy pakują nas do więzienia, gdyż napotkana przemoc nie ma żadnych znaków rozpoznawczych, nie ma mundurów ani czapek, opasek ani znaczków, są to po prostu uzbrojeni cywile, których władzę musimy uznać bezkrytycznie i bez pytania, jeżeli zależy nam na życiu. Po kilku dniach zaczynamy jednak orientować się i klasyfikować. Ten oto elegancki pan w wizytowym garniturze, w białej koszuli i starannie dobranym krawacie, ten to wytworny pan idący ulicą z karabinem na ramieniu jest z pewnością milicjantem w jednym z ministerstw lub urzędów centralnych. Natomiast chłopiec z maską na twarzy (wełniana pończocha naciągnięta na głowę, otwory wycięte na oczy i usta) jest miejscowym fedainem, którego nie wolno nam znać ani z widzenia, ani z nazwiska. Nie mamy pewności, kim są ludzie w zielonych, amerykańskich kurtkach, którzy pędzą samochodem, lufy automatów wystawione przez okno. Może to milicjanci, a może jedna z opozycyjnych bojówek (fanatycy religijni, anarchiści, niedobitki Savaku), którzy gnają z samobójczą determinacją, aby dokonać aktu sabotażu lub zemsty.
Jednakże w sumie jest nam obojętne, kto na nas urządzi zasadzkę i w czyją pułapkę (urzędową lub nielegalną) wpadniemy. Nikogo nie bawią takie rozróżnienia, ludzie wolą unikać niespodzianek i barykadują się na noc w swoich domach. Mój hotel jest także zamknięty (o tej godzinie odgłosy strzałów mieszają się w całym mieście ze zgrzytem opuszczanych żaluzji i hałasem zatrzaskiwanych furtek i drzwi). Nikt nie przyjdzie, nic się nie zdarzy. Nie mam do kogo się odezwać, siedzę sam w pustyni pokoju, przeglądam leżące na stole fotografie i zapiski, słucham nagranych na taśmy rozmów.
Dagekotypy
Drogi Boże
czy Ty zawsze wkładasz prawidłowe dusze do prawidłowych ludzi?I nigdy się nie mylisz, co?