Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевики » Sahara [pl]
Sahara [pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sahara [pl]

Электронная книга - «Sahara [pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1865, wojna domowa w Ameryce dobiega końca. Okręt Konfederacji, przebiwszy się przez blokadę Unii, przepada bezpowrotnie w odmętach Atlantyku.
W roku 1931 sławna Kitty Mannock chce ustanowieć kolejny światowy rekord lotniczy. Na trasie z Londynu do Cape Town znika gdzieś nad Saharą.
Rok 1966. Turysta, wędrujący po położonej na pustyni i rządzonej przez szalonego tyrana republice Mali, pada ofiarą kanibalów. Ktoś zatruwa Atlantyk, zarazki rozmnażają się z zatrważającą szybkością, nad światem zawisła gorźba zagłady. Naukowcy usiłujący ratować życie an Ziemi giną gdzieś w Mali. Wówczas ich zadanie przejmuje Dirk Pitt, który układa w spójną całość pozornie niezborne fragmenty łamigłówki.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 134
Перейти на страницу:

– Calliopell Mógłbyś wymyślić coś mądrzejszego.

– Nie masz racji – odparł Pitt. – Pomyśl. Piękny, szybki jacht, zdolny w ciągu trzech minut zestrzelić helikopter i zatopić dwa opancerzone ścigacze. Niejeden z tych afrykańskich kacyków miałby na coś takiego ochotę.

– W porządku, to ma sens – zgodził się Giordino. – Ale jeśli tak, to dlaczego nie zabrali nam jachtu w Niamey?

– Mam strzelać? No dobra: myślę, że główny aktor tej gry czeka na nas dalej, w Mali.

– I dopiero tam spuści nam siekierę na łeb? To może by mu popsuć szyki i zawrócić?

– Zapomniałeś, że po tej hecy z flotą Beninu nasz bilet jest już tylko w jedną stronę.

Giordino podrapał się w głowę.

– Trudno. Będziemy się bawić dalej.

– Bawić? To chyba nie jest właściwe słowo w tej sytuacji. Tu już nie będzie żadnej zabawy – Pitt wskazał ręką na brzegi, na których bujna dotąd roślinność coraz bardziej ustępowała buremu piaskowi i kamieniom. – Jak tak dalej pójdzie, niedługo będziemy musieli sprzedać ten okręt i kupić wielbłądy.

– O Boże! – jęknął Giordino. – Ja miałbym jeździć na wielbłądzie? Na tym wybryku natury? Rozumiem: Bóg stworzył konie po to, żeby można było kręcić westerny. Ale wielbłądy…

Przerwał, wpatrzony w nurt rzeki daleko przed dziobem.

– A więc to tak wygląda.

– Co takiego?

– Legendarny przełom Nigru, na którym podobno najlepsi wioślarze łamią sobie wiosła.

Pitt zastanawiał się przez chwilę.

– Skoro i tak już nas znają, to może dajmy sobie spokój z tą francuską banderą i wywieśmy własną.

– Własną? Przecież Sandecker wyraźnie powiedział, że akcja jest nielegalna i nie możemy jej firmować gwiazdami i paskami.

– A kto tu mówi o gwiazdach i paskach?

Giordino nic już z tego nie rozumiał.

– To jaką właściwie flagę chcesz wywiesić?

– A taką. – Pitt sięgnął do szuflady pod pulpitem sternika, wyciągnął starannie złożony kawałek materiału i rozpostarł go w powietrzu. – Gwizdnąłem to parę miesięcy temu z jakiegoś balu kostiumowego.

Giordino spoglądał ze zdumieniem w uśmiechniętą twarz pirata, gapiącą się na niego z dużej czarnej, prostokątnej chusty.

– Wesoły Rodger?! Chcesz wywiesić piracką flagę?

– A dlaczego by nie? – zdziwił się szczerze Pitt, – Myślę, że świetnie pasuje do tego, czym się tu zajmujemy.

14

– Niezły z nas zespół detektywów do wykrywania skażeń – zauważył sarkastycznie Hopper, obserwując zachód słońca nad mokradłami górnego Nigru. – Wszystko, co udało nam się stwierdzić, to typowa obojętność trzeciego świata na kwestie zdrowotne.

Eva siedziała na kampingowym stołku, grzejąc się w wieczornym chłodzie Afryki przy małym piecyku olejowym.

– Nie znalazłam tu na razie żadnej ze znanych mi substancji toksycznych, która mogłaby wywoływać tę chorobę.

Siedzący obok Evy wysoki, postawny mężczyzna o siwiejących włosach i jasnoniebieskich oczach miał myślącą i zatroskaną twarz. Był to Nowozelandczyk, doktor Warren Grimes, epidemiolog.

– Mnie też nie udało się nic odkryć – stwierdził, wpatrując się w szklankę z wodą sodową. – Wiem tylko, że na przestrzeni pięciuset kilometrów nie znalazłem kultury bakteryjnej, która mogłaby być przyczyną tej choroby.

– Może coś przeoczyliśmy? – rzekł Hopper, sadowiąc się głębiej w składanym płóciennym fotelu.

Grimes wzruszył ramionami.

– Nie widziałem jeszcze ani jednej ofiary, żywej ani martwej. Nie mogłem przeprowadzić ani jednego wywiadu, ani nawet zrobić sekcji. Nie mam też najmniejszego strzępka chorej tkanki do analizy. A przecież poza tym wszystkim musiałbym jeszcze mieć grupę kontrolną ludzi, którzy nie ulegli skażeniu.

– Widocznie w tej okolicy nie ma śmiertelnych ofiar tej choroby.

Hopper odwrócił wzrok od zabarwionego na pomarańczowo horyzontu i podniósł ze stolika filiżankę herbaty.

– A może dane są niekompletne albo sfałszowane?

– Do centrali ONZ docierały dotąd tylko dość ogólnikowe raporty – przypomniał Grimes. – Bez dodatkowych danych i wyraźnej lokalizacji nasze przedsięwzięcie jest niebezpieczne i bez sensu.

– Nie sądzicie, że to jakaś mistyfikacja? – spytała nagle Eva. Zapadła cisza.

Hopper spoglądał to na nią, to na Grimesa.

– Jeśli to rzeczywiście mistyfikacja, to cholernie dobra – mruknął Grimes.

– Ja też tak sądzę – zgodził się Hopper. – Przecież nasze zespoły w Nigrze, Czadzie i w Sudanie też nic nie znalazły.

– To niczego nie dowodzi – zaprotestowała Eva. – Najwyżej tego, że źródło choroby jest właśnie w Mali, a gdzie indziej nie ma nawet słabych symptomów.

– Tu też ich nie znaleźliśmy – zauważył Grimes. – Pewnie, mogli spalić ciała ofiar, ale gdyby tu było jakieś skażenie, to ilości śladowe zawsze musiałyby pozostać. Osobiście uważam, że byliśmy na fałszywym tropie.

Eva spojrzała na Grimesa wielkimi błękitnymi oczyma, w których odbijały się płomyki z kuchenki kampingowej.

– Jeśli palą albo ukrywają ofiary, to mogą także fałszować raporty – powiedziała.

– Eva może mieć rację – przytaknął Hopper. – Prawdę mówiąc, od początku nie bardzo wierzę Kazimowi i jego ludziom. A jeśli rzeczywiście fałszowali raporty, żeby zniechęcić nas do tych badań? I jeśli wysłali nas w rejon oddalony od terenu, na którym rzeczywiście występuje choroba?

– Można się nad tym zastanowić – powiedział Grimes. – Chociaż właściwie sami wybraliśmy tereny najwilgotniejsze i najgęściej zaludnione, bo sądziliśmy, że tu znajdziemy najwięcej przypadków zachorowań.

– Zdaliśmy się na własne przypuszczenia, ponieważ nikt nie chciał nam nic powiedzieć – rzekł Hopper, olśniony nagłym wspomnieniem. – Czy pamiętacie twarze tych ludzi w Timbuktu, których o cokolwiek pytaliśmy? Może ktoś zmusił ich do milczenia?

– Tak, zwłaszcza Tuaregowie z pustyni wyglądali na mocno wystraszonych.

– Co teraz zrobimy? – spytała Eva.

– Wracamy do Timbuktu – odparł stanowczo Hopper. – Teraz widzę, że popełniłem błąd. Trzeba było zacząć od pustyni. Właśnie dlatego, że tamci ludzie mieli taki strach w oczach.

– Nie rób sobie wyrzutów; w końcu jesteś specjalistą od skażeń, a nie psychologiem czy detektywem – pocieszył go Grimes.

– To prawda, ale nie lubię, jak ktoś robi ze mnie durnia.

– Z nas wszystkich – poprawiła Eva. – Przecież nikt z nas nie zwrócił uwagi na podejrzanie opiekuńczą postawę kapitana Batutty.

Grimes otworzył szeroko oczy.

– Znowu masz rację, dziewczyno. Teraz, kiedy to powiedziałaś, widzę że zachowywał się wręcz służalczo.

– Tak – potwierdził Hopper. – Pamiętacie, jak pochlebnie wyrażał się o naszych planach? Z pewnością dobrze wiedział, że wybieramy się w miejsce odległe o setki kilometrów od terenów dotniętych zarazą.

Grimes dopił resztkę wody.

– Ciekawe, co by zrobił, gdybyśmy teraz zechcieli pojechać na pustynię?

– Na pewno zawiadomiłby natychmiast pułkownika Mansę.

– Moglibyśmy ich oszukać – rzekła Eva.

– Oszukać? – zdziwił się Hopper. – Po co?

– Żeby przestali się nami interesować.

– Ale jak chcesz to zrobić?

– Powiemy kapitanowi, że niczego nie wykryliśmy i kończymy badania. Zwijamy namioty, wracamy do Timbuktu, i do domu.

– I co ma z tego wyniknąć?

– Jak zobaczą, że odlatujemy – wyjaśniała dalej Eva – uznają, że mają nas z głowy. A my rzeczywiście odlecimy, ale wcale nie do Kairu. Wylądujemy na pustyni i nareszcie będziemy mogli spokojnie popracować, bez lokalnych aniołów stróżów.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)