Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Siódmy syn [Seventh Son - pl]
Siódmy syn [Seventh Son - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Siódmy syn [Seventh Son - pl]

Электронная книга - «Siódmy syn [Seventh Son - pl]». Краткое содержание книги:

…W rozsądnym świecie na pewno nic by się nie stało. Ale bajarz wiedział już, że ten świat wcale nie jest rozsądny. Alvin Junior miał potężnego, niewidzialnego wroga, który nie przegapił okazji.

Bajarz skoczył do przodu. Poczuł, jak drgnęła ziemia pod stopami, jak zapadł się ubity grunt. Niewiele, parę centymetrów, ale wewnętrzna krawędź kamienia obniżyła się właśnie o taki kawałek. W rezultacie szczyt wielkiego kręgu przesunął się o ponad pół metra i tak szybko, że nic już nie mogło go zahamować. Za chwilę młyński kamień runie na swoje miejsce na fundamencie, a Alvin Junior zostanie pod spodem, zmielony jak ziarno…

Powieść nominowana w 1988 do nagrod Hugo, World Fantasy Award oraz Locus za najlepszą powieść fantasy
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 58
Перейти на страницу:

Faith pokręciła głową.

— Jestem prezbiterianką. Moje dzieci również.

Bajarz spojrzał na Millera.

— Ja jestem nikim — wyjaśnił gospodarz.

— Chrześcijanin to nie nikt.

— Chrześcijaninem też nie jestem.

— Aha — zrozumiał Bajarz. — Zatem deistą, jak Tom Jefferson.

Dzieci zamruczały na wzmiankę o sławnym człowieku.

— Bajarzu, jestem ojcem kochającym swoje dzieci, mężem kochającym żonę, farmerem płacącym swe długi i młynarzem bez młyńskiego kamienia. — Miller wstał od stołu i wyszedł. Usłyszeli trzask zamykanych drzwi.

Bajarz zwrócił się do Faith.

— Pani, obawiam się, że musisz żałować mojego przybycia.

— Zadajecie okropnie dużo pytań — odparła.

— Powiedziałem wam moje imię, a moje imię mówi, czym się zajmuję. Kiedy tylko wyczuję dobrą opowieść, która jest ważna i prawdziwa, pragnę ją usłyszeć. A kiedy jej wysłucham i w nią uwierzę, zapamiętuję na zawsze i opowiadam innym, gdziekolwiek pójdę.

— Tak zarabiacie na życie? — zapytała któraś z dziewcząt.

— Zarabiam pomagając naprawiać wozy, kopać rowy, prząść nici i robiąc wszystko, co trzeba zrobić. Ale pracą mojego życia są historie. Wymieniam je sztuka za sztukę. W tej chwili sądzicie może, że nie macie ochoty mi o niczym opowiadać. Nie szkodzi. Nigdy nie zabieram historii, która nie została opowiedziana z własnej chęci. Nie jestem złodziejem. Ale dziś już znalazłem historię: o wszystkim, co mi się dziś zdarzyło. O najbardziej życzliwych ludziach i najbardziej miękkim łóżku między Mizzipy i Alph.

— Gdzie jest Alph? Czy to rzeka? — zapytał Cally.

— Co, chcecie posłuchać historii?

Tak, zawołały dzieci nieskładnym chórem.

— Ale nie o rzece Alph — oświadczył Al Junior. — To nie jest prawdziwe miejsce.

Bajarz spojrzał na niego szczerze zaskoczony.

— Skąd wiedziałeś? Czytałeś zebrane przez lorda Byrona poezje Coleridge'a?

Al Junior rozejrzał się niepewnie.

— Nie mamy tu zbyt wielu książek — wtrąciła Faith. — Pastor daje im lekcje z Biblii, żeby nauczyli się czytać.

— Więc skąd wiedziałeś, że rzeka Alph nie istnieje naprawdę?

Al Junior skrzywił się jakby chciał powiedzieć: nie zadawajcie mi pytań, na które nie znam odpowiedzi.

— Chciałbym usłyszeć historię o Jeffersonie. Mówiliście o nim, jakbyście go znali.

— Znałem go, naturalnie. I Toma Paine, i Patricka Henry'ego zanim go powiesili, i widziałem miecz, który ściął głowę George'a Washingtona. Widziałem nawet króla Roberta II, zanim w tysiąc osiemset pierwszym Francuzi zatopili jego statek, a jego samego posłali na dno morza.

— Tam, gdzie jego miejsce — mruknęła Faith.

— Jeśli nie głębiej — orzekła któraś ze starszych dziewcząt. — Amen. W Appalachach mówią, że miał na rękach tyle krwi, że nawet kości zabarwiły mu się na brązowo. Najbardziej żarłoczne ryby nie chciały ich obgryzać. Dzieci roześmiały się.

— A jeszcze bardziej niż o Tomie Jeffersonie — dodał Al Junior — chciałbym posłuchać o największym czarodzieju Ameryki. Założę się, że znaliście Bena Franklina.

Po raz kolejny chłopiec go zadziwił. Skąd mógł wiedzieć, że ze wszystkich historii najbardziej lubił opowiadać te o Benie Franklinie?

— Czy znałem? Tak, trochę. — Bajarz wiedział, że jego ton obiecuje wszelkie historie, o jakich tylko zamarzą. — Mieszkałem z nim jakieś sześć lat, a każdej nocy rozstawaliśmy się na osiem godzin… nie mogę powiedzieć, żebym naprawdę dużo o nim wiedział.

Al Junior pochylił się nad stołem, otwierając szeroko oczy. Zapomniał o mruganiu.

— Czy naprawdę był stwórcą?

— Wszystkie historie w odpowiednim czasie — odparł Bajarz. — Dopóki wasz tato i mama zechcą mnie gościć, a ja będę wierzył, że jestem użyteczny, zostanę i będę opowiadał historie dniem i nocą.

— Najpierw o Benie Franklinie — nie ustępował Alvin Junior. — Czy to prawda, że ściągnął z nieba błyskawicę?

Rozdział 10

Wizje

Alvin Junior przebudził się spocony z lęku przed koszmarem. Był tak rzeczywisty, że chłopiec dyszał, jakby próbował ucieczki. Ale wiedział, że nie zdoła uciec. Leżał z zamkniętymi oczami i bał się je otworzyć; wiedział, że gdy to zrobi, koszmar nie zniknie. Dawno temu, jako mały chłopiec płakał głośno. Ale kiedy próbował wytłumaczyć wszystko tacie i mamie, odpowiadali: „To przecież nic, synu. Czy aż tak strasznie boisz się niczego?” Nauczył się więc tłumić szloch i nigdy nie płakał, kiedy przychodził sen.

Otworzył oczy pozwalając, by koszmar skrył się w kątach pokoju. Wtedy nie musiał na niego patrzeć. To wystarczy. Siedź tam i daj mi spokój, nakazał bezgłośnie.

Wtedy zrozumiał, że jest już biały dzień, a mama przyszykowała czystą koszulę, sukienne spodnie i marynarkę. Ubranie na niedzielne wyjście do kościoła. Wolałby raczej powrót koszmaru niż takie przebudzenie.

Alvin Junior nienawidził niedzielnych poranków. Nienawidził tego ubrania, w którym nie mógł usiąść na ziemi ani przyklęknąć na trawie, ani nawet się schylić, bo zawsze coś się przekręciło i mama przypominała, że powinien okazywać trochę szacunku dla święta. I nienawidził chodzenia na palcach, ponieważ trwał dzień Pański, a w taki dzień nie powinno być zabaw ani hałasów. Ale najbardziej nienawidził samej myśli o tym, że będzie musiał siedzieć w twardej ławce z przodu, a wielebny Thrower, patrząc mu w oczy, będzie wygłaszał kazanie o ogniach piekielnych czekających na bezbożnych, którzy lekceważą prawdziwą religię, wierząc raczej w słaby ludzki rozum. Każdej niedzieli było to samo.

Zresztą Alvin wcale nie lekceważył religii. Lekceważył tylko wielebnego Throwera. Wszystko przez te godziny w szkole, zwłaszcza teraz, po zbiorach. Alvin Junior dobrze czytał i prawie zawsze podawał dobre wyniki, kiedy przychodziło coś policzyć. Ale Throwerowi to nie wystarczało. Musiał ich przy okazji uczyć religii. Inne dzieci — Szwedzi i Holendrzy z górnego biegu rzeki i Szkoci i Anglicy z dolnego — dostawali najwyżej po razie, kiedy pyskowali albo trzy razy z rzędu, gdy nie umieli odpowiedzieć. Ale na Alvina Juniora Thrower podnosił swoją trzcinkę przy każdej okazji. I nigdy nie chodziło o naukę, a zawsze o religię.

Oczywiście, położenia Alvina nie poprawiał fakt, że Biblia wydawała mu się bardzo zabawna i to w najbardziej nieodpowiednich momentach. Tak właśnie powiedział Measure, kiedy Alvin uciekł ze szkoły i schował się w domu Davida. Measure znalazł go tuż przed kolacją.

— Gdybyś się nie śmiał, kiedy on czyta Biblię, to byś tak często nie obrywał.

Ale to naprawdę było śmieszne. Kiedy Jonatan wystrzelił w niebo te wszystkie strzały i chybił. Albo kiedy Jeroboam wystrzelił za mało strzał z okna. Albo jak faraon wynajdywał różne chytre sztuczki, żeby zatrzymać Izraelitów. A Samson był taki głupi, że powiedział Dalili o swojej tajemnicy, choć przecież już dwa razy go zdradziła.

— Nie mogę się powstrzymać.

— Pomyśl, że będziesz miał bąble na siedzeniu — poradził Measure. — To powinno zepsuć ci humor.

— Ale nigdy nie pamiętam. Dopiero kiedy już się zaśmieję.

— W takim razie do piętnastego roku życia nie będziesz chyba potrzebował krzesła. Bo mama nie pozwoli ci zostawić tej szkoły, Thrower nie popuści, a nie możesz bez końca chować się u Davida.

— Dlaczego nie?

— Ponieważ kryć się przed wrogiem to jakby oddać mu zwycięstwo.

Czyli Measure nie będzie go osłaniał; Alvin musi wrócić do domu i dostać lanie od taty, bo wszystkich przestraszył, uciekając i chowając się tak długo. A jednak Measure mu pomógł. Przyjemnie było wiedzieć, że ktoś jeszcze uważa Throwera za wroga Alvina. Wszyscy inni stale powtarzali, jaki Thrower jest wspaniały, pobożny i wykształcony. I taki dobry, że chce napoić dzieci z fontanny swej mądrości. Alvinowi niedobrze się od tego robiło.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)