Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Mglawica Andromedy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Mglawica Andromedy

Электронная книга - «Mglawica Andromedy». Краткое содержание книги:

Fragment książki — Proszę włączyć powietrze — dał rozkaz Erg Noor pozostałym na statku. Dzieliła ich od tamtych nieprzepuszczalna ściana. Dopiero kiedy ciśnienie w komorze osiągnęło wysokość dziesięciu atmosfer i było wyższe niż zewnętrzne, dźwigi hydrauliczne wypchnęły ciasno przylegające drzwi. Ciśnienie powietrza niemal wyrzuciło ludzi z komory, nie pozwalając, aby z obcego świata przedostało się do wnętrza statku coś szkodliwego. Drzwi zatrzasnęły się gwałtownie. Smuga reflektora wyznaczyła jaskrawą drogę, po której badacze zaczęli kuśtykać na swoich sprężynowych nogach, ledwie dźwigając ciężkie ciała. Przy końcu świetlnej trasy widniał ogromny statek, ale nierówna, usiana kamieniami droga zdawała się ciągnąć bez końca.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 85
Перейти на страницу:

— Badania bez wykopalisk? Jakimże sposobem?

— Tak, bez kopania. Jakim sposobem, nie zdążyłam się jeszcze dowiedzieć.

Siedzący przy stole, szczupły, wysoki mężczyzna o żółtawej twarzy wtrącił się do rozmowy:

— Zaraz nasza grupa zastąpi inną. Dopiero co ukończono przygotowania, po których zaczniemy prześwietlenie.

— Za pomocą promieniowań o dużym natężeniu? — zapytał Dar Wiatr.

— Jeżeli nie jesteście bardzo zmęczeni, radzę się przyjrzeć. Jutro przeniesiemy nasze miejsce robocze dalej, a to już nie będzie wcale ciekawe.

Veda i Dar Wiatr zgodzili się z radością. Wszyscy wstali od stołu i gospodarze zaprowadzili ich do sąsiedniego domu; tam, w niszach, nad którymi były umieszczone tarcze indykatorów, wisiały ochronne kombinezony.

— Jonizacja naszych potężnych rur jest bardzo duża — powiedziała wysoka, nieco przygarbiona kobieta pomagając Vedzie owinąć się w grubą tkaninę, włożyć przezroczysty hełm i zapiąć na plecach torbę z bateriami.

W spolaryzowanym świetle każdy wzgórek na nierównej płaszczyźnie stepowej był widoczny bardzo wyraźnie. Nagle poza konturami otoczonego palikami, kwadratowego wycinka terenu rozległ się jęk. Ziemia wzdęła się i pękła tworząc lej, w którym ukazał się błyszczący stożek. Dokoła jego polerowanej ścianki biegł spiralny grzebień, na czubku obracał się skomplikowany frez elektryczny z niebieskawego metalu. Stożek przechylił się przez skraj leja, obrócił ukazując migocące w tylnej części brzechwy i znów zaczął ryć o kilka metrów dalej, wbijając się prawie prostopadle ostrym końcem w ziemię.

Dar Wiatr zauważył, że za stożkiem ciągnie się podwójny kabel — jeden izolowany, drugi połyskujący nagim metalem. Veda pociągnęła Dara za rękaw i pokazała mu coś poza linią magnezjowych palików. Tam wydobywał się spod ziemi drugi stożek i po chwili znów zniknął.

Człowiek o żółtej twarzy dał znak, by się pośpieszono.

— Poznałam go — szepnęła Veda, kiedy doganiali idącą przed nimi grupę. — To Lao Lan, paleontolog, odkrywca fauny kontynentu azjatyckiego w erze paleozoicznej.

— Czy to Chińczyk z pochodzenia? — zapytał Dar Wiatr, przypomniawszy sobie wnikliwe spojrzenie skośnych oczu paleontologa. — Wstyd się przyznać, ale nie znam jego prac.. — Widzę, że mało pan się interesuje paleontologią — zauważyła Veda. — A może paleontologia innych światów gwiezdnych jest panu znana dokładniej?

W pamięci Dara Wiatra przesunęły się niezliczone kształty życia: miliony dziwacznych szkieletów, ukrytych w warstwach geologicznych różnych planet. Była to kronika tworzona przez samą przyrodę tak długo, dopóki się nie zjawiła istota myśląca, która była w stanie nie tylko spamiętać, ale i odtworzyć dawno zapomniane kształty.

Znaleźli się wreszcie na niewielkiej platformie umocowanej na szczycie stromej, ażurowej arkady. Na środku widniał wielki, zamglony ekran. Wszyscy zasiedli na niskich ławkach w milczącym oczekiwaniu.

— Zaraz „krety” skończą swoją pracę — mówił Lao Lan. — Jak się domyślacie, przeszywają one gołym kablem warstwy skalne i tworzą metalową siatkę. Szkielety zwierząt wymarłych leżą w kruchym piaskowcu na głębokości czternastu metrów. O trzy metry niżej cała przestrzeń jest wyłożona metalową siatką, do której włączono mocne induktory. Tworzy się w ten sposób pole odzwierciedlające, które odrzuca promienie rentgenowskie na ekran; na nim ukażą się odbicia skamieniałych kości.

Na masywnych cokołach obróciły się dwie duże kule metalowe. Zajaśniały reflektory, ryk syreny przestrzegał przed niebezpieczeństwem. Prąd stały o napięciu miliona wolt, od którego wionęło ozonową-świeżością, sprawił, że wszystkie styki, izolatory i wisiory zaczęły wydzielać niebieskie światło.

Lao Lan z pozorną niedbałością obracał i naciskał guziki na tarczy kierowniczej. Duży ekran świecił coraz mocniej, a w jego głębi przepływały niewyraźne kontury porozrzucane tu i ówdzie na całej powierzchni. Ruch ustał, rozpływające się zarysy wielkiej plamy zaczęły się stawać wyraźniejsze i wypełniły całą przestrzeń ekranu.

Jeszcze kilka manipulacji na tarczy kierowniczej i oto obserwatorzy dostrzegli w mglistym świetle szkielet nieznanej istoty. Szerokie, zaopatrzone w pazury łapy skurczyły się pod tułowiem, długi ogon skręcony był w pierścień. Rzucała się w oczy niezwykła grubość i masy wność kości o szerokich, podgiętych zakończeniach z wyrostkami służącymi do umocowania mięśni. Czaszka szczerzyła duże zęby. Była widoczna z góry i czyniła wrażenie ciężkiego, kościanego głazu o nierównej, pokrytej bruzdami powierzchni. Lao Lan zmienił ogniskową i powiększenie — cały ekran zajęła głowa dawnego płaza, który żył dwieście milionów lat temu na brzegu istniejącej tu niegdyś rzeki. Pokrywa czaszki składała się z niezwykle mocnych kości, których grubość wynosiła co najmniej dwadzieścia centymetrów. Nad oczodołami, na wgłębieniach skroniowych i na kościach jarzmowych sterczały narośle kostne. Lao Lan westchnął głośno z zachwytu.

Dar Wiatr, nie odrywając oczu od ekranu, patrzył na niezdarny, ciężki szkielet stwora. Zwiększenie siły mięśniowej spowodowało zgrubienie kości, które musiały dźwigać duży ciężar, a zwiększający się ciężar szkieletu wymagał z kolei nowego wzmocnienia mięśni. W ten sposób prosta współzależność w organizmach pierwotnych skierowała rozwój wielu zwierząt w ślepy zaułek, póki to czy inne udoskonalenie ich fizjologii nie pozwoliło na przezwyciężenie dawnej sprzeczności i wzniesienie się na nowy szczebel ewolucji. Zdawało się rzeczą nieprawdopodobną, że takie stworzenia mogły figurować wśród przodków człowieka, którego piękna budowa ciała odznacza się taką lekkością i celowością.

Dar Wiatr wpatrywał się w grube występy nadbrwiowe potwora i spoglądał od czasu do czasu na stojącą obok gibką Vedę, na jej jasne oczy, na mądrą, pełną wyrazu twarz… Jaka kolosalna różnica w organizacji materii żywej! Kiedy znów skierował wzrok na ekran, ujrzał szeroką, paraboliczną, płaską jak talerz czaszkę amfibii, pradawnej salamandry. Skazana na leżenie w ciepłej i ciemnej wodzie permskiego jeziorzyska, czekała cierpliwie na żer. Gdy zdobycz zbliżyła się na odpowiednią odległość, następował szybki rzut i szeroka paszcza zatrzaskiwała się; potem salamandra znowu się kładła w cierpliwym oczekiwaniu.

Dar Wiatr poczuł nagle zmęczenie. Te dowody nieskończenie długiej, okrutnej ewolucji życia działały na niego przygnębiająco. Wyprostował się, a Lao Lan, odgadując jego myśli, zaproponował mu udanie się do domu na spoczynek. Ogromnie ciekawa tych rzeczy Veda z trudnością oderwała się od obserwacji, spostrzegłszy, że uczeni z pośpiechem włączali aparaturę zdjęć elektronowych i jednoczesnego zapisu dźwiękowego, żeby nie trwonić na próżno potężnego prądu.

Wkrótce Veda ułożyła się na szerokiej kanapce w saloniku kobiet. Dar Wiatr jeszcze przez jakiś czas przemierzał wydeptany placyk przed domem, porządkując w pamięci doznane wrażenia.

Poranek zmył rosą zakurzone w ciągu dnia trawy. Niezmordowany Lao Lan powrócił z pracy nocnej i zaproponował odwiezienie gości do najbliższej bazy lotniczej na „elfie”, maleńkim aucie akumulatorowym. Baza odrzutowców skokowych znajdowała się zaledwie w odległości stu kilometrów na południowy zachód w dolinie rzeki Trom-Yugan. Veda prosiła o nawiązanie łączności z jej ekspedycją, ale na postoju prac wykopaliskowych nie było nadajnika o dostatecznej po temu mocy. Od czasu kiedy nasi przodkowie spostrzegli, że promieniowa nie radiowe jest szkodliwe, i wprowadzili surową reglamentację, kierunkowe nadawanie promieni wymagało bardziej skomplikowanych urządzeń, zwłaszcza dla rozmów na dalszą odległość. Ponadto została znacznie zredukowana liczba stacji. Lao Lan postanowił połączyć się z najbliższą wieżą obserwacyjną hodowców bydła. Wieże były z sobą w stałym kontakcie i mogły składać meldunki centralnej stacji swego rejonu.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)