Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Nieznośna lekkość bytu». Краткое содержание книги:

To, co wyróżnia Nieznośną lekkość bytu – to wielokierunkowość, wielopłaszczyznowość tej książki. Kiedy zabieramy się do czytania jakiejś powieści, często znamy zarys jej fabuły, wiemy, co po kolei się wydarzy czy też, nie daj Boże, jak książka się skończy. W „Nieznośnej lekkości bytu” zakończenie nie ma znaczenia, co pozwala nam tak naprawdę skupić się na całej treści książki. Pisząc o wielokierunkowości mam na myśli to, że Kundera łączy w tej powieści historię, romans, filozofię i dramat człowieka, dramat miłości w jedną całość. Jeden z internautów zarzucił autorowi, że mógłby po prostu swoje przemyślenia zawrzeć w esejach, że niepotrzebnie zrobił z tego powieść. Ale właśnie to, że „Nieznośna lekkość bytu” różni się budową od innych klasycznych powieści, stanowi jej atut – bo nieczęsto trafia się na książkę, w której autor opowiada o swoich przemyśleniach, pisząc o bohaterach wtrąca swoje „Myślę, że” „Moim zdaniem” i tak dalej…
Historia miłości przedstawiona w tej powieści to studium psychologiczne związku dwojga ludzi, studium psychiki mężczyzny i kobiety. Tomasz i Teresa – bo tak nazywają się bohaterowie – reprzentują dwa zupełnie inne sposoby myślenia. On, szanowany lekarz – nieustannie ugania się za kobietami, w pewnym momencie stwierdza, że przez całe życie posiadł ponad dwieście kobiet… Teresa za to wychowała się na wsi, nigdy nie zaznała wielkomiejskiego życia i kiedy poznaje Tomasza, chwyta się go jako jedynej deski ratunku, jedynej możliwości wyrwania się ze znienawidzonego świata brudu, alkoholu… Kiedy zaczynają być razem, Tomasz nie rezygnuje ze swojego poligamicznego trybu życia – nadal odwiedza swoje kochanki… a Teresa umiera z zazdrości, zaczynają się w jej snach pojawiać koszmary – tu Kundera przenosi nas na kilka momentów w surrealistyczny świat snów, które są dla niego punktem wyjścia do analizy psychiki kobiety…
Spotkanie Teresy i Tomasza jest dziełem przypadku – i to, okazuje się, nie jednego, ale aż sześciu. Kundera w świetny sposób ukazuje ciąg zdarzeń, ciąg przypadków, które musiały zajść, aby ta para mogła się spotkać. „To co pewne – pisze Kundera – to co nieuchronne – jest nieme. Tylko przypadek do nas przemawia”*. Przypadek jest wręcz jednym z bohaterów tej książki – autor pokazuje, jak bawi się bohaterami, jak zbliża ich i oddala od siebie, jak wręcz decyduje o ich istnieniu…
„Słownik niezrozumiałych słów” – według wielu czytelników jedna z ciekawszych części książki. W każdym związku oprócz nici porozumienia między partnerami istnieje wiele pojęć, co do których każdy z partnerów ma inne zdanie – Kundera ubrał je właśnie w „Słownik niezrozumiałych słów”, który zawiera zarówno pojęcia ogólne – takie jak „muzyka” czy „wierność”, jak i słowa będące charakterystycznymi tylko dla danego związku…
Książkę polecam wszystkim szukającym czegoś innego, czegoś oryginalnego w europejskiej literaturze oraz tym, którzy szukają w książkach czegoś więcej niż tylko ciekawej fabuły.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 62
Перейти на страницу:

Mężczyzna dodał:

– Żeby nie było nieporozumienia. To jest pani życzenie?

Można było łatwo odpowiedzieć: „Nie, nie, to nie jest moje życzenie”, ale nie mogła sobie wyobrazić, że miałaby rozczarować Tomasza. Jak by przed nim usprawiedliwiła swój powrót do domu? Powiedziała więc:

– Tak, oczywiście. To jest moje życzenie. Mężczyzna ze strzelbą kontynuował:

– Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Pytam, ponieważ wykonujemy to tylko wtedy, kiedy mamy pewność, że ludzie, którzy do nas przychodzą, mają naprawdę ochotę umrzeć. My im tylko służymy. Popatrzył na Teresę pytająco, musiała go więc raz jeszcze zapewnić:

– Nie, proszę się nie lękać. To jest moje życzenie.

– Czy chce pani być pierwsza? – zapytał.

Chciała choć trochę oddalić egzekucję, więc powiedziała

– Nie, bardzo pana proszę. Jeśli to możliwe, chciałabym być ostatnia.

– Jak pani sobie życzy – powiedział i odszedł do innych. Dwaj jego pomocnicy nie byli uzbrojeni i opiekowali się po prostu ludźmi, którzy mieli umrzeć. Brali ich pod pachy i prowadzili po trawniku. Rozległa płaszczyzna trawy ciągnęła się aż do horyzontu. Skazańcy sami mogli wybrać sobie drzewo. Zatrzymywali się, rozglądali i długo nie mogli się zdecydować. Dwóch z nich wybrało wreszcie dwa platany, ale ten trzeci szedł wciąż dalej i dalej, jak gdyby żadne drzewo nie wydawało mu się godne jego śmierci. Pomocnik, który trzymał go delikatnie pod ramię, cierpliwie go prowadził, wreszcie mężczyzna stracił odwagę by iść dalej i zatrzymał się pod rozłożystym jaworem.

Potem pomocnicy zawiązali wszystkim trzem mężczyznom przepaski na oczach.

I tak stali na tym rozległym trawniku trzej mężczyźni przyciśnięci placami do pni drzew, każdy z przepaską na oczach i z głową zwróconą ku niebu.

Mężczyzna ze strzelbą wycelował i strzelił. Oprócz śpiewu ptaków nic nie było słychać. Strzelba miała tłumik. Było tylko widać, jak mężczyzna oparty o jawor zaczyna się osuwać.

Nie ruszając się z miejsca, mężczyzna ze strzelbą odwrócił się w innym kierunku i człowiek oparty o platan osunął się w kompletnej ciszy, a kilka chwil później (mężczyzna ze strzelbą znów odwrócił się na miejscu) upadł na trawie również trzeci rozstrzelany.

13.

Jeden z pomocników milcząc podszedł do Teresy. Trzymał w ręce ciemnoniebieską wstęgę.

Zrozumiała, że chce jej przewiązać oczy. Pokręciła głową i powiedziała:

– Nie, chcę wszystko widzieć.

Ale to nie był prawdziwy powód. Nie czuła w sobie nic z bohatera, który jest zdecydowany odważnie spoglądać w oczy plutonu egzekucyjnego. Chciała tylko oddalić śmierć. Wydawało się jej, że w chwili, w której już będzie mieć przepaskę na oczach, znajdzie się w przedsionku śmierci, skąd nie będzie już powrotu.

Mężczyzna nie zmuszał jej do niczego i wziął ją pod ramię. Szli po szerokim trawniku i Teresa nie była w stanie wybrać żadnego z drzew. Nikt nie zmuszał jej do pośpiechu, ale wiedziała dobrze, że i tak nie może uciec. Kiedy zobaczyła przed sobą kwitnący kasztan, stanęła pod nim. Oparła się plecami o pień i spojrzała w górę: widziała prześwietloną słońcem zieleń i słyszała zniekształcone przez odległość odgłosy miasta, cichutkie i słodkie, jak gdyby grały tysiące skrzypiec.

Mężczyzna podniósł strzelbę.

Teresa poczuła, że jej odwaga niknie. Była zrozpaczona z powodu swej słabości, ale nie umiała jej opanować. Powiedziała:

– Ale ja tego nie chciałam.

Natychmiast opuścił lufę strzelby i powiedział bardzo łagodnie:

– Jeśli pani sobie tego nie życzyła, nie możemy tego zrobić. Nie mamy do tego prawa.

Jego głos był tak łagodny, jak gdyby usprawiedliwiał się przed Teresą za to, że nie może jej zastrzelić. Ta łagodność raniła jej serce, odwróciła się do drzewa, oparła twarz o jego korę i rozpłakała się.

14.

Całe jej ciało trzęsło się od szlochu, a ona obejmowała pień, jakby to nie było drzewo, ale jej ojciec, którego straciła, jej dziadek, którego nigdy nie widziała, jej pradziadek, jej prapradziadek, jakiś strasznie stary mężczyzna, który przyszedł z najdalszych głębin czasu w postaci szorstkiej kory drzewa aby teraz dać jej oparcie. Potem odwróciła się. Trzej mężczyźni byli już daleko, brodzili w trawie jak golfiści, a strzelba w rękach jednego z nich naprawdę wyglądała jak kij golfowy.

Schodziła na dół ścieżkami Petrzyna, a w duszy czuła tęsknotę do mężczyzny, który miał ją zastrzelić i nie zastrzelił. Pragnęła go. Ktoś przecież musi jej pomóc! Tomasz jej nie pomoże. Tomasz ją posłał na śmierć. Musi jej pomóc ktoś inny!

Im bardziej zbliżała się do miasta, tym bardziej tęskniła do tamtego mężczyzny i tym bardziej bała się Tomasza. Nie wybaczy jej, że nie spełniła obietnicy. Nie wybaczy jej, że nie była dostatecznie odważna i że go zdradziła. Była już na ulicy, przy której mieszkali i wiedziała, że za chwilę go zobaczy. Bała się tego tak strasznie, że czuła ciężar w żołądku i chciało jej się wymiotować.

15.

Inżynier zaprasza ją do swego mieszkania. Już dwa razy odmówiła. Tym razem zgodziła się.

Obiad zjadła jak zawsze na stojąco w kuchni, a potem wyszła. Nie było jeszcze drugiej.

Zbliżała się do jego domu i czuła, że nogi same, bez udziału jej woli zwalniają kroku.

Ale potem przyszło jej do głowy, że to właśnie Tomasz posyła ją do niego. To przecież on ciągle jej wyjaśniał, że miłość i seks nie mają ze sobą nic wspólnego a ona idzie teraz tylko po to, by wypróbować i potwierdzić jego słowa. Słyszy w duchu jego głos: „Rozumiem cię. Wiem czego chcesz. Wszystko załatwiłem. Wejdziesz na górę i wszystko zrozumiesz”.

Tak, nie robi niczego, wypełnia tylko rozkazy Tomasza.

Chce zostać u inżyniera tylko przez chwilę, wypiją tylko filiżankę kawy, chce tylko poczuć, co to znaczy dojść aż do granicy niewierności. Chce postawić swoje ciało na tej granicy, pozwolić mu tak stać przez chwilę jak pod pręgierzem, a potem, kiedy inżynier będzie chciał ją objąć, powie mu, jak powiedziała temu mężczyźnie ze strzelbą na Petrzynie: „Ale ja tego nie chciałam”.

A mężczyzna opuści lufę strzelby i powie łagodnym głosem: „Skoro pani sobie tego nie życzyła, nic się pani nie może stać. Nie mam do tego prawa”. A ona odwróci się do pnia drzewa i rozpłacze się.

16.

Była to podmiejska kamienica, postawiona na początku wieku w robotniczej dzielnicy Pragi. Weszła do klatki schodowej o brudnych, bielonych wapnem ścianach. Wydeptane kamienne schody z żelazną poręczą zaprowadziły ją na pierwsze piętro. Teraz skręciła w lewo. Było to drugie drzwi, bez wizytówki i bez dzwonka. Zastukała.

Otworzył.

Całe mieszkanie składało się z jednego pomieszczenia przedzielonego po pierwszych dwóch metrach zasłonką, która stwarzała jakąś iluzję przedpokoju; stał tam stół z kuchenką elektryczną i lodówką. Kiedy weszła dalej, zobaczyła przed sobą pionowy prostokąt okna na końcu długiego i wąskiego pokoju, po jednej stronie stał regał z książkami, po drugiej tapczan i krzesło.

– Moje mieszkanie jest dość prymitywne – powiedział inżynier. – Mam nadzieję, że to pani nie odstrasza.

– Nie, nie odstrasza – odpowiedziała Teresa i patrzyła na ścianę, którą w całości zasłaniały półki z książkami. Ten mężczyzna nie ma nawet porządnego stołu, ale ma setki książek. To się Teresie spodobało i lęk, który czuła, trochę ucichł. Od dzieciństwa uważa książkę za znak tajnego bractwa. Człowiek, który ma w domu tyle książek, nie może jej skrzywdzić.

Zapytał, co jej może zaproponować. Wino?

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)