Po Prostu Idealnie
- Автор: Ортолон Джулия
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Po Prostu Idealnie». Краткое содержание книги:
Trzeba być twardym, by pracować w izbie przyjęć. Jednak odwaga doktor Christine Ashton kończy się, kiedy ma przypiąć narty i pokonać lęk wysokości. Jeszcze trudniej oprzeć się seksownemu instruktorowi narciarskiemu. Alec Hunter to ktoś więcej niż czaruś, który uwielbia się bawić. W niczym nie przypomina ofiar losu czy egocentryków, z którymi Christine zwykle się wiązała. Mimo to chłodno traktuje swojego upragnionego mężczyznę. Dopiero wspólna pomoc poszkodowanemu snowboardziście sprawia, że ich miłość rozkwita. Wszystko układa się idealnie do momentu, kiedy Christine będzie musiała stawić czoło kolejnemu lękowi i wybrać między wymarzoną pracą a ukochanym mężczyzną.
Dyszał zgodnie, a potem spojrzał na miejsce, gdzie zniknął Alec.
Śmigłowiec nadleciał akurat wtedy, gdy wyciągnięto na górę nosze z mężem Jenny. Aaron i Jeff pomogli Alecowi przesunąć je na bezpieczny grunt. Christine podbiegła.
– W jakim jest stanie?
– Hipotermia i mnóstwo złamań, ale żyje. – Alec otarł czoło. Z trudem oddychał. – Biorąc to wszystko pod uwagę, miał szczęście.
Ekipa z helikoptera wkroczyła do akcji i Christine się odsunęła. Patrzyła, jak ładują nosze do maszyny, startują i lecą z powrotem.
Stała przez chwilę, osłaniając oczy przed słońcem. Alec dołączył do niej i obserwował, jak śmigłowiec znika.
– Cztery na cztery – powiedział. – Jesteśmy super, nie?
– Tak jest, proszę pana, zdecydowanie!
Śmiejąc się, objęła go. Uniósł ją i okręcił. Kiedy ją postawił na ziemi, zwrócił się do reszty:
– Do pubu! Stawiam pierwszą kolejkę! Wszyscy wiwatowali.
Kiedy ruszyli do helikoptera ramię w ramię, uśmiechnęła się do Aleca pełna podziwu. Przechylił głowę, przyglądając się jej twarzy.
– O co chodzi?
– Tak sobie pomyślałam, że naprawdę wiesz, jak zafundować dziewczynie świetną zabawę na pierwszej randce.
Objął ją ze śmiechem.
W pubie wybuchły oklaski, kiedy tylko Alec wszedł do środka. Christine zamrugała zaskoczona, gdy rozległy się gwizdy.
– Dzięki, dzięki. – Alec pomachał do tłumu stojącego przy kominku, rewelacyjnie udając Elvisa. – Wielkie dzięki.
– Często masz owacje na stojąco, co? – zapytała, gdy minęli ich ochotnicy zdejmujący kurtki i rękawiczki.
– Czasem. A ty?
– Nigdy. – Zdjęła kurtkę, a potem zadrżała, czując zimno bijące od drzwi.
– To szkoda. Chociaż pewnie nie pracujesz dla oklasków.
– Oklasków?
– Ci ludzie słuchają relacji z akcji ratowniczych tak jak inni transmisji z meczów baseballowych.
Przyciągnął ją do siebie i potarł jej ramiona, żeby rozgrzać.
– Świetna robota, Hunter. – Steve klepnął Aleca w plecy.
Dziś miał na sobie mundur szeryfa, broń i krótkofalówkę na biodrze.
Christine rozejrzała się, gdy mężczyźni się zagadali, i zobaczyła czterech strażaków, dwóch strażników leśnych i kilkoro mężczyzn i kobiet w cywilu. Urlopowicze przy stolikach patrzyli z nieskrywaną ciekawością na świeżo przybyłych, którzy przybijali piątki. Steve odwrócił się do Christine i wyciągnął rękę.
– Dzięki, że poświęcasz urlop, aby nam pomóc. Ekipa ze śmigłowca mówi, że jesteś świetnym lekarzem w terenie.
– Dziękuję. – Uścisnęła jego dłoń.
– Jest niezła. – Alec przycisnął ją mocniej, obejmując za ramiona.
– Niezła? – Szturchnęła go łokciem w żebro. Jęknął na pokaz, a potem poprowadził ją do kominka.
– Kto chce piwa? – Rozległy się okrzyki i kilka osób podniosło rękę. Odwrócił się do niej. – A ty? Może być piwo? Czy wolisz coś innego?
– Piwo. – Skinęła głową, ciesząc się z ciepła bijącego od ognia. Jasne płomienie buzowały na pniakach, a w powietrzu unosił się zapach dymu. – Zdecydowanie.
– Harvey! – zawołał Alec do barmana. – Trzy dzbanki na mój rachunek. Potem każdy płaci za siebie.
– Jasne. – Barman zaczął nalewać z beczki.
– Jakieś wieści ze szpitala? – Alec zapytał Steve’a.
Christine krzyknęła z zaskoczenia, kiedy Alec pociągnął ją w dół, żeby usiadła razem z nim. Szeroki fotel z łatwością pomieścił ich oboje, ale musieli się ścisnąć. Przesunął jej nogi tak, żeby przerzuciła mu je przez udo i złapał ją w talii. Przez ułamek sekundy chciała zaprotestować, ale potem oparła się wygodniej.
– Jak na razie głównie dobre. – Steve usiadł przy kamiennym kominku plecami do ognia, a Buddy wyciągnął się na podłodze na zasłużony odpoczynek. – Kobieta ze wstrząsem odzyskała przytomność i jej stan jest stabilny. Pierwszy uratowany mężczyzna już nie jest na operacyjnej, ale nadal leży na intensywnej terapii.
– A paraliż nóg? – zapytała Christine, gdy zjawiła się kelnerka z kuflami i dzbankami.
Steve machnął ręką na proponowane piwo, bo trzymał kubek z kawą.
– Nic pewnego.
– A Paul? – Christine wzięła kufel piwa. – Ten ostatni?
– Nadal go operują, ale powinien się wylizać.
– Bogu dzięki. – Rozluźniła się. – Mogę sobie wyobrazić, jak ulżyło jego żonie.
Alec westchnął.
– Mogę tylko powiedzieć, że to o wiele lepsze, niż wysłuchiwać, jak rodzina dziękuje za znalezienie ciała i wyjaśnienie sprawy.
Steve pokiwał głową.
– Albo pukanie do obcych drzwi z tak straszną nowiną.
– Albo bycie oskarżanym o to, że nie zrobiło się nic więcej – dodała Christine.
Przez chwilę cała trójka milczała, a potem Alec wzniósł kufel.
– Za szczęśliwe zakończenia!
– Chętnie za to wypiję. – Christine stuknęła się kuflem z Alekiem, a potem upiła porządny łyk zimnego spienionego piwa.
Wokół nich ludzie podsumowywali wydarzenia dnia i przypominali sobie poprzednie akcje. Piwo i jedzenie płynęło równym strumieniem dla ludzi, a miski z wodą i przysmaki przyniesiono psom.
– Ej, Alec? – Jeff zawołał ze swojego miejsca przy ogniu. Jego żona Linda czekała razem z innymi. Siedzieli razem tak samo jak Christine z Alekiem. – Pamiętasz, jak te dwie dziewczyny z college’u poszły na wspinaczkę i postanowiły zatrzymać się na ładnym płaskim występie, żeby się poopalać nago?
– Pewnie! – parsknął śmiechem.
– Serio? – Christine spojrzała mu w twarz.
– Okazało się, że wąż też tam się wygrzewał – wyjaśnił Alec. – Dziewczyny tak się spieszyły, żeby… hm… opuścić teren, że zostawiły ubranie i sprzęt. Utknęły na ścianie i nie mogły zejść.
Wszyscy przy kominku zaśmiali się i pokiwali głową do wspomnień.
– Zgadnij, ilu ochotników zjawiło się na wezwanie.
– Wszyscy? – zaryzykowała.
– I doszło jeszcze paru nowych! Ta historia zdziałała cuda, jeśli idzie o rekrutację nowych ludzi.
– No jasne.
Popołudnie powoli zmierzało ku wieczorowi, a historie płynęły dalej. Odurzona piwem i zmęczeniem oparła głowę na ramieniu Aleca i patrzyła na ogień. Leniwie głaskał ją po udzie, wywołując dreszcz pożądania w jej biodrach. Ktoś wrzucił do maszyny grającej w kącie kilka monet i wybrał powolną seksowną balladę. Kiedy muzyka grała, Alec głaskał ją po włosach.
– Ej – szepnął jej do ucha. – Chyba na mnie nie zaśniesz, co?
– Nie. – Uśmiechnęła się, myśląc, że jej ciało było jak najdalsze od tego. Uniosła głowę i spojrzała, jak płomienie oświetlają jego twarz. Żałowała, że nie są sami, bo wtedy mógłby ją pocałować długo i głęboko.
– Zatańczysz?
– Ach… – zawahał się, a potem dopowiedział cicho, tak żeby tylko ona mogła usłyszeć. – Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł, abym teraz wstawał.
Widząc jego zakłopotanie, zrozumiała, że jest więcej niż tylko trochę podniecony i nie zamierzał chwalić się tym stanem przed wszystkimi. Uśmiechnęła się powoli i seksownie. Zmrużyła powieki.
– To nie była prośba.
– Rozkazujesz mi? – Uniósł brwi.
– A to jakiś problem?
Przez chwilę siedział zaskoczony, spojrzał na swoje lędźwie, a potem z powrotem Christine w oczy.
– Najwyraźniej nie.
– Świetnie.
Zabrała nogi i wstała, a zaraz za nią płynnym ruchem podniósł się Alec. Złapał ją za biodra, żeby trzymać ją blisko przed sobą, gdy odsuwali się od kominka. Kilku ochotników zerknęło w ich stronę, ale szybko wrócili do rozmowy. Urlopowicze tłoczyli się przy stolikach, a parkiet był pusty. Kiedy ją przytulił, zorientowała się, jaki jest podniecony. Spojrzała szeroko otwartymi oczami i poczuła, że jej ciało jest jeszcze bardziej rozpalone.