Pięćdziesiąt twarzy Greya
- Автор: Джеймс Эрика Леонард
- Год: 2011
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Pięćdziesiąt twarzy Greya». Краткое содержание книги:
Hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca erotyką powieść!
Studentka literatury Anastasia Steele ma w zastępstwie koleżanki przeprowadzić wywiad dla gazety studenckiej z rekinem biznesu Christianem Greyem. Ku zaskoczeniu Any, zamożny, błyskotliwy i zabójczo przystojny mężczyzna od pierwszych sekund spotkania jednocześnie ją onieśmiela i fascynuje… do tego stopnia, że dziewczyna desperacko pragnie poznać go bliżej. Okazja nadarza się bardzo szybko – już nazajutrz Grey zjawia się w sklepie, w którym Ana dorywczo pracuje, i… proponuje jej kolejne spotkanie.
Młoda, niedoświadczona dziewczyna jest zszokowana erotyczną propozycją, którą składa jej ten ekscytujący mężczyzna. Opętany potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli, pragnie jej na własnych warunkach. Z lękiem, wahając się, Anastasia przystaje na jego perwersyjną umowę. Gdy rozpoczyna się śmiały, pełen namiętności romans, dziewczyna powoli odkrywa nie tylko sekrety Greya, lecz także drzemiące w niej samej mroczne instynkty…
„Pięćdziesiąt twarzy Greya” to powieść otwierająca trylogię, która w samych Stanach Zjednoczonych w ciągu trzech pierwszych miesięcy sprzedała się w nakładzie 15 milionów egzemplarzy! Seria od dłuższego czasu niepodzielnie panuje na prestiżowej liście bestsellerów e-bookowych magazynu „The New York Times” (zajmuje miejsca: pierwsze, drugie i trzecie)!
– Przygryzasz wargę, ale mi nie odpowiedziałaś. – Marszczy brwi. Szelmowsko się uśmiecham. Wygląda wspaniale ze zmierzwionymi włosami, płonącymi zmrużonymi, szarymi oczami i poważną pochmurną miną.
– Chcę to zrobić jeszcze raz – szepczę. Przez chwilę wydaje mi się, że widzę przelotny wyraz ulgi na jego twarzy, zanim opada kurtyna i patrzy na mnie spod przymkniętych powiek.
– Czyżby, panno Steele? – Pochyla się i całuje mnie bardzo delikatnie w kącik ust. – Taka z ciebie wymagająca istotka? Połóż się na brzuchu. – Mrugam, patrząc na niego, a potem się przekręcam. Rozpina mi stanik i gładzi ręką moje plecy aż do pośladków. – Naprawdę masz niezwykle piękną skórę – mruczy. Przechyla się tak, że jedną nogę wsuwa między moje i leży częściowo na moich plecach. Czuję, jak guziki koszuli wbijają mi się w skórę, kiedy odgarnia mi włosy z twarzy i całuje w nagie ramię.
– Dlaczego masz na sobie koszulę? – pytam. Zamiera. W ułamku sekundy zrzuca koszulę i znów kładzie się na mnie. Czuję jego ciepłą skórę na mojej. Hmmm… boskie uczucie. Jego włoski łaskoczą mnie w plecy.
– Więc chcesz, żebym cię znów przeleciał? – szepcze mi do ucha i zaczyna obsypywać pocałunkami okolice ucha i szyję.
Jego dłonie posuwają się w dół, gładząc moją talię, biodro i po udzie aż do kolana. Podciąga je wyżej… przestaję oddychać…
O matko, co on ma zamiar zrobić? Przesuwa się między moje nogi, przylegając do pleców, a jego ręka wędruje w górę uda aż do pośladka. Pieści go powoli, po czym wsuwa palec między moje nogi.
– Wezmę cię od tyłu, Anastasio – mruczy, a drugą ręką chwyta moje włosy na karku i lekko pociąga, przytrzymując mnie. Nie mogę poruszyć głową. Leżę pod nim przygwożdżona, bezsilna. – Jesteś moja – szepcze. – Tylko moja. Nie zapominaj o tym. – Jego głos jest odurzający, słowa upojne, uwodzicielskie. Czuję na udzie jego rosnącą erekcję.
Jego długie palce sięgają pode mnie i delikatnie, kolistymi ruchami masują łechtaczkę. Czuję gorący oddech na twarzy.
– Bosko pachniesz. – Wtula nos w miejsce za moim uchem. Jego dłoń masuje mnie niestrudzenie. Moje biodra bezwiednie zaczynają zataczać kręgi, podążając za jego dłonią. Oszałamiająca rozkosz uderza do mojej krwi jak adrenalina.
– Nie ruszaj się. – Głos ma łagodny, ale stanowczy. Powoli wsuwa we mnie kciuk, obracając go i pocierając przednią ścianę pochwy. Efekt jest powalający: cała energia koncentruje się na tym jednym, maleńkim fragmencie mojego ciała. Jęczę.
– Podoba ci się? – pyta cicho, przygryzając brzeg mojego ucha. Zaczyna powoli zginać kciuk, do środka, na zewnątrz, do środka, na zewnątrz, a pozostałe palce nadal zataczają koła.
Zamykam oczy, starając się kontrolować oddech i chłonąć rozproszone, chaotyczne doznania wywołane ruchami jego palców, a ogień przeszywa moje ciało. Jęczę znowu.
– Tak szybko robisz się wilgotna. Jesteś taka wrażliwa. Och, Anastasio, podoba mi się to. Bardzo – szepcze. Chcę usztywnić nogi, ale nie mogę się poruszyć. Przytrzymuje mnie pod sobą, utrzymując stały, powolny, rotacyjny rytm. To jest absolutnie cudowne. Z moich ust wydobywają się kolejne jęki. Christian nagle nieruchomieje.
– Otwórz usta – rozkazuje i wtyka w nie swój kciuk. Otwieram szeroko oczy, mrugając w popłochu. – Sprawdź, jak smakujesz – szepcze mi do ucha. – Ssij, mała. – Kciuk napiera na mój język, a ja obejmuję go wargami i ssę jak szalona. Czuję słony posmak z metaliczną nutą krwi. A niech to. To jest niewłaściwe, ale do diabła, jakże podniecające.
– Chcę cię pieprzyć w usta, Anastasio, i wkrótce to zrobię. – Jego głos jest zachrypły, a oddech jeszcze bardziej nierówny.
Pieprzyć mnie w usta! Jęczę i gryzę jego kciuk. Wstrzymuje oddech i pociąga mnie mocniej za włosy, aż do bólu, więc puszczam go.
– Niegrzeczna, słodka dziewczynka – szepcze i sięga do stolika nocnego po foliową paczuszkę. – Nie ruszaj się – rozkazuje i puszcza moje włosy.
Rozrywa folię, a ja ciężko dyszę i krew śpiewa w moich żyłach. To oczekiwanie jest rozkoszne. Pochyla się, opierając ciężar na mnie i chwyta za włosy, unieruchamiając mi głowę. Nie mogę się poruszyć. Zniewala mnie tak kusząco, a sam, opanowany, gotów jest posiąść mnie jeszcze raz.
– Tym razem zrobimy to naprawdę, powoli, Anastasio.
I niespiesznie zagłębia się we mnie, powoli, powoli, aż do końca. Rozciągający, wypełniający, nieustępliwy. Jęczę głośno. Tym razem czuję go głębiej. Znów wydaję jęk, a on celowo zatacza biodrami koło i wycofuje się, odczekuje chwilę i jeszcze raz we mnie wchodzi. Powtarza ten ruch raz za razem. To mnie doprowadza do obłędu; te drażniące, celowo powolne pchnięcia i przerywane uczucie pełni są przejmujące.
– Dobrze mi w tobie – jęczy Christian, a moje wnętrze zaczyna drżeć. On się wycofuje i czeka. – Och nie, maleńka, jeszcze nie – mruczy, a kiedy dreszcze ustają, zaczyna cały cudowny proces od nowa.
– Och, proszę. – Nie wiem, czy zdołam wytrzymać dłużej. Moje ciało jest tak naprężone, spragnione ulgi.
– Chcę, żebyś była obolała – mruczy i kontynuuje te słodkie tortury, w tył i w przód. – Jutro, za każdym razem, gdy się poruszysz, masz pamiętać, że tu byłem. Tylko ja. Jesteś moja.
– Proszę, Christian – szepczę.
– Czego chcesz, Anastasio? Powiedz mi. – Jęczę głośno. Wysuwa się i powoli wchodzi we mnie, znów zataczając koła biodrami. – Powiedz mi – szepcze.
– Ciebie, proszę.
Nieznacznie zwiększa tempo, a jego oddech staje się bardziej nieregularny. Moje wnętrze zaczyna drżeć, a Christian przyspiesza.
– Jesteś. Taka. Słodka – mruczy między pchnięciami. – Tak. Bardzo. Cię. Pragnę.
Jęczę.
– Jesteś. Moja. Dojdź dla mnie, mała.
Jego słowa to moja zguba, przywodząca mnie nad skraj przepaści. Moje ciało oplata się w konwulsjach wokół niego i dochodzę, głośno krzycząc w materac zniekształconą wersję jego imienia. Christian wykonuje jeszcze dwa ostre pchnięcia i zamiera, z ulgą oddając się fali rozkoszy. Pada na mnie, chowając twarz w moich włosach.
– Cholera. Ana – dyszy.
Natychmiast wysuwa się ze mnie i przetacza na swoją część łóżka. Podciągam kolana do piersi, całkowicie wyczerpana, i od razu odpływam lub zapadam w sen.
Gdy się budzę, nadal jest ciemno. Nie mam pojęcia, jak długo spałam. Przeciągam się pod kołdrą i czuję się obolała, cudownie obolała. Christiana nigdzie nie widać. Siadam, wpatrując się w rozciągający się za oknem miejski pejzaż. Na wieżowcach widać mniej świateł, a na wschodzie majaczy poranek. Słyszę muzykę. Melodyjny dźwięk fortepianu, smutny, słodki lament. Wydaje mi się, że to Bach, ale nie jestem pewna.
Owijam się kołdrą i cicho idę korytarzem do tego wielkiego pokoju. Christian siedzi przy fortepianie, całkowicie zapamiętany w grze. Wydaje się smutny i opuszczony, jak jego muzyka. Gra fantastycznie. Oczarowana, słucham oparta o ścianę przy wejściu. Jest znakomitym muzykiem. Siedzi nagi, z ciałem skąpanym w ciepłym świetle lampy stojącej obok instrumentu. Gdy reszta pokoju tonie w mroku, wygląda, jakby był w swojej własnej, odizolowanej plamie światła, nietykalny… samotny, jak w bańce.
Podchodzę cicho do niego, zwabiona przepiękną, melancholijną melodią. Niczym zahipnotyzowana patrzę na jego długie zwinne palce, które delikatnie odnajdują i przyciskają klawisze. Niedawno te same palce umiejętnie dotykały i pieściły moje ciało. Na samo wspomnienie łapię oddech i czerwienię się, zaciskając uda. Spogląda na mnie świetlistymi, niezgłębionymi, szarymi oczami z nieodgadnionym wyrazem twarzy.